Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą denko. Pokaż wszystkie posty

Wyrzutki ostatnich tygodni

Ostatnio odnoszę wrażenie, że czas pędzi jak szalony. Robiąc porządki, zorientowałam się, że zapomniałam o zdenkowanych kosmetykach. Uzbierałam sporą ilość pustych opakowań. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jakie specyfiki towarzyszyły mi przez ostatnie tygodnie, zapraszam do lektury:)


Archipelag Piękna korund mikrodermabrazja
Długo zastanawiałam się, czy ten półprodukt nie zaszkodzi mojej wrażliwej cerze. Korund bywa określany mianem mocnego zdzieraka, a naczynka nie przepadają za intensywnym tarciem. Na szczęście moc peelingu można dostosować do aktualnych potrzeb skóry. Niewielka ilość białego proszku w połączeniu z rumiankowym żelem do mycia twarzy Sylveco potrafi zdziałać cuda. Korund usuwa suche skórki. Za jego sprawą pozbyłam się zaskórników, które upodobały sobie mój nos. W moim przypadku peeling odgrywa niezwykle istotną rolę. Pozwala pozbyć się martwego naskórka, który stanowi doskonałą pożywkę dla bakterii wywołujących trądzik.



Cieszę się, że mogłam poznać ten kosmetyk. Żel okazał się strzałem w dziesiątkę. Choć specyfik swoje działanie zawdzięcza łagodnym detergentom, te doskonale oczyszczają skórę. Osoby, które mają cerę mieszaną, z pewnością docenią fakt, iż wyżej wspomniany produkt reguluje pracę gruczołów łojowych. Odkąd stosuję rumiankowy żel Sylveco, strefa T przetłuszcza się nieco wolniej. Jednocześnie kosmetyk zmniejsza widoczność porów. Za sprawą wyżej wspomnianego specyfiku niedoskonałości szybciej znikają z twarzy.



AA Wrażliwa Natura płyn micelarny
Bardzo lubię ten niepozorny kosmetyk. Ubolewam nad tym, iż firma Oceanic postanowiła wycofać specyfiki z serii „Wrażliwa Natura”. Mój ulubiony micel doskonale usuwa podkład mineralny. Jednocześnie radzi sobie z tuszem, cieniami i eyelinerem. Od kilku miesięcy szukam godnego następcy. Niestety, wiele płynów micelarnych przegrywa w starciu z maskarą My Secret. Wbrew pozorom, wspomniany tusz nie jest wodoodporny. Poszukiwania godnego następcy utrudnia fakt, iż moje ślepie wykazują ponadprzeciętną wrażliwość na popularne substancje myjące.



Ten kosmetyk uwiódł mnie zapachem. Jako miłośniczka kwiatowych kompozycji zapachowych nie mogłam przejść obojętnie obok tego zdzieraka. Scrub spełnił moje oczekiwania. Producent wiernie odzwierciedlił zapach bzu. Scrub dobrze usuwa martwy naskórek, aczkolwiek nie nazwałabym go mocnym zdzierakiem. W związku z tym, iż mam problem z żyłami na nogach, stawiam na peelingi o umiarkowanej mocy. Kosmetyk nie pozostawia lepkiej warstwy, ponieważ nie zawiera parafiny.



Wyznaję zasadę, iż lepiej zapobiegać niż leczyć. W związku z tym chętnie korzystam z dobrodziejstw kosmetyków modelujących sylwetkę. Po raz pierwszy trafiłam na żel antycellulitowy, który nie funduje atrakcji termicznych. Zdaję sobie sprawę, że tego typu doznania są chwytem marketingowym. Efekty chłodzące/rozgrzewające mają nas utwierdzić w przekonaniu, iż kosmetyk naprawdę działa. Produkt Pharmaceris charakteryzuje się lekką, żelową konsystencją. Wchłania się błyskawicznie. Pozostawia subtelny, silikonowy film. Świeża, kwiatowo-cytrusowa woń sprawiła, iż systematycznie sięgałam po żel antycellulitowy. Kosmetyk spełnia swoją rolę, doskonale ujędrnia i wygładza skórę. Niestety, sięgnął dna po dwóch tygodniach regularnego stosowania.



Kosmetyk zawiera naturalne oleje, które służą moim wysokoporowatym włosom. Za sprawą oliwki moje fale stają się błyszczące i elastyczne. Nawilżone kosmyki nie przysparzają problemów podczas szczotkowania. Produkt Babydream fur Mama charakteryzuje się wysoką wydajnością, o czym świadczy fakt, iż na zdjęciu można zobaczyć stare opakowanie oliwki. Za sprawą intensywnej, kwiatowo-pudrowej woni olejowanie włosów było ucztą dla nosa.



Gdy zależy mi na lśniących włosach, sięgam po wyżej wspomniany szampon. Kosmetyk doskonale oczyszcza kosmyki, jednocześnie nie podrażnia skóry głowy. Chętnie sięgam po produkty tej firmy, ponieważ nie wysuszają skalpu. Wprawdzie szampony Alterry zawierają SCS, ale działanie detergentu neutralizują substancje o właściwościach nawilżających. Wyżej wspomniany specyfik nie każdemu przypadnie do gustu. Podejrzewam, że może obciążać niskoporowate włosy.




Bielenda peruwiańska sól do kąpieli z acai i awokado
Kosmetyk sprawdził się jako umilacz kąpieli. Sól barwi wodę na żółto-zielonkawy odcień. Świeża, kwaskowata woń działa odprężająco, pozwala zapomnieć o problemach. Kosmetyk nie wysuszył mojej skóry. W związku z tym, iż produkty na bazie soli zazwyczaj mi nie służyły, obawiałam się, że spotkanie z wyżej wspomnianym umilaczem kąpieli zakończy się podrażnieniem. O dziwo, nie odnotowałam pieczenia, zaczerwienienia czy wysypki. Niestety, peruwiańska sól do kąpieli nie jest pozbawiona wad. Wydobycie kosmetyku stanowi nie lada wyzwanie. Sól wykazuje tendencję do zbrylania. Zauważyłam, że problem można rozwiązać, uderzając butelką o kant wanny.



W związku z tym, iż peeling okazał się strzałem w dziesiątkę, postanowiłam zainwestować w umilacz kąpieli. Płyn Joanny sprostał moim oczekiwaniom. Kosmetyk powinien usatysfakcjonować miłośników piany. Niezapomniane doznania zawdzięczamy SLES. Wyżej wspomniany specyfik nie wysusza skóry. W związku z tym, iż producent wiernie odzwierciedlił zapach bzu, wieczorna kąpiel stanowi ucztę dla nosa.



AA Sensitive Nature Spa żel pod prysznic z borówką
Na rynku kosmetycznym nieustannie pojawiają się nowe żele pod prysznic. W związku z tym rzadko wracam do produktów, które wcześniej gościły w moim łazience. Borówkowy żel pod prysznic można uznać za wyjątek potwierdzający regułę. Kosmetyk zaskarbił sobie moją sympatię apetyczną wonią. Borówka charakteryzuje się specyficznym zapachem. Firma Oceanic wiernie odzwierciedliła tę woń. Kwaskowato-słodka kompozycja idealnie wpisuje się w moje potrzeby. Żel doskonale oczyszcza ciało, nie wysuszając przy tym skóry. Choć kosmetyki z serii Sensitive Nature Spa nie należą do najtańszych, ich cena idzie w parze z jakością.



Nivea Powerfruit Relax żel pod prysznic o zapachu borówki
Po sukcesie żelu AA z serii Sensitive Nature Spa postanowiłam zapoznać się z borówkową propozycją marki Nivea. Ten kosmetyk sprawił mi miłą niespodziankę. Spodziewałam się bliżej nieokreślonej, słodkawej woni, tymczasem producent doskonale odzwierciedlił zapach borówki. Żel usuwa zanieczyszczenia i nawilża skórę. Podejrzewam, że za walory pielęgnacyjne odpowiada olej słonecznikowy.



Fenjal kremowy żel pod prysznic z różą
Na blogach kosmetycznych czyhają pokusy. Gdy trafiłam na wpis poświęcony żelowi Fenjal, wiedziałam, że muszę go mieć. Jako miłośniczka kosmetyków o różanym zapachu pognałam do Rossmanna i nie zawiodłam się. Żel spełnia swoją rolę, doskonale usuwa brud. Specyfik nie wysusza skóry. Osoby, które lubią woń róży damasceńskiej, zachęcam do zapoznania się z wyżej wspomnianym produktem.



Do tego kosmetyku wracam za każdym razem, gdy moja skóra przeżywa okres buntu. Choć żel jest stosunkowo łagodny, doskonale usuwa zanieczyszczenia. Gdy korzystam z jego dobrodziejstw, mam wrażenie, iż obok mnie znajduje się sernik. Specyficzny zapach kosmetyku zaskarbił sobie moją sympatię.


Alterra dezodorant w kulce z melisą i szałwią
Tego dezodorantu nie polecam osobom aktywnym oraz tym, które pocą się pod wpływem stresu. Kulka zdaje egzamin w spokojne, leniwe dni. Ziołowo-cytrynowa woń przypadła mi do gustu.



Isana bezacetonowy zmywacz do paznokci
Wiem, że wiele osób jest zadowolonych ze zmywacza Isany. Niestety, ten produkt nie zdaje u mnie egzaminu. Usuwanie kremowego lakieru wymaga kilku wacików i sporej ilości zmywacza. Nie grzeszę cierpliwością, toteż staram się unikać tego produktu. W związku z tym, iż w pobliskim Rossmannie wybór jest ograniczony, czasem zdarza się, iż różowy zmywacz ląduje w moim koszyku.



Bielenda bezacetonowy, witaminowy zmywacz do paznokci
Ten produkt spełnia moje oczekiwania. Nie mogę na niego narzekać. Zmywacz usuwa lakier, nie wysuszając płytki. Niestety, posiada jedną wadę. Za każdym razem, gdy zmywam kolorową emalię, w powietrzu unosi się woń charakterystyczna dla męskiej wody kolońskiej.



Verona bezacetonowy zmywacz do paznokci ze skrzypem
O zmywaczach z nakrętką, przypominającą kwiatek, krążą legendy. Te produkty nie cieszą się zbyt dobrą opinią, często bywają traktowane jako relikt przeszłości. O dziwo, zmywacz Verony przypadł mi do gustu. Doskonale usuwa lakier. Nie wysusza paznokci i skórek.



PS Korzystacie z jednego kosmetyku tak długo, aż sięgnie dna czy otwieracie kilka produktów z danej kategorii? Jeśli mieliście do czynienia z wyżej wspomnianymi specyfikami, chętnie poznam Waszą opinię na ich temat:)


karminowe.usta

Styczniowe wyrzutki

Choć w styczniu nie zużyłam zbyt wielu kosmetyków, jestem z siebie zadowolona, ponieważ wyzerowałam produkt, z którym męczyłam się od kilku miesięcy. Jeśli chcecie dowiedzieć się, o jakim specyfiku mowa, zapraszam do lektury:)

I CIAŁO
Ten produkt żegnam z wielkim żalem. Niestety, wchodzi on w skład edycji limitowanej, która w zeszłym roku została wycofana z DMu. Olejek zaskarbił sobie moją sympatię, o czym świadczy fakt, że sięgnął dna po 3 tygodniach regularnego stosowania. Kosmetyk Alverde doskonale nawilżał problematyczne partie ciała. Wchłaniał się stosunkowo szybko, jednocześnie otulał skórę subtelnym filmem, któremu nie towarzyszył dyskomfort. Na korzyść bohatera niniejszego akapitu przemawia woń charakterystyczna dla pierników. Początkowo obawiałam się, że na pierwszy plan wysunie się słodycz wanilii, na szczęście dominują przyprawy korzenne.



Początkowo obawiałam się jego zapachu. Kosmetyki Farmony słyną z intensywnych woni, które nierzadko przyprawiają mnie o mdłości. Na szczęście peeling z jeżyną i maliną jest przyjemny w odbiorze. Powinien przypaść do gustu miłośnikom owoców leśnych. Zaliczyłabym go do umiarkowanych zdzieraków. Produkt spełnia swoją rolę, usuwa martwe komórki i wygładza skórę. Jeśli unikacie kosmetyków na bazie parafiny, to warto przyjrzeć się bohaterowi niniejszego akapitu, ponieważ nie pozostawia tłustej warstwy.


Na ten specyfik skusiłam się ze względu na obecność mocznika, który w wysokim stężeniu wykazuje właściwości złuszczające. Od lat borykam się z problemem zrogowaciałych pięt, toteż wiązałam spore nadzieje ze specyfikiem Oxedermil. Początki naszej znajomości nie zapowiadały sukcesu. Spodziewałam się odstających skórek. W związku z tym, iż nie odnotowałam tego typu „atrakcji”, uznałam, że krem nie spełnia swojej roli. Ku mojemu zaskoczeniu, po kilkutygodniowej kuracji dostrzegłam wyraźną poprawę. Stopy stały się miękkie i gładkie. Nie pamiętam, kiedy znajdowały się w tak dobrej kondycji. Na pewno nie poprzestanę na jednym opakowaniu kremu Oxedermil.



Ten kosmetyk budzi we mnie sprzeczne uczucia. Latem przyniósł ulgę ramionom, które poparzyłam, stojąc na przystanku. Za sprawą balsamu zniknęły przykre dolegliwości w postaci pieczenia i świądu. Zimą odkryłam, że emulsja łagodzi podrażnienia, które towarzyszą depilacji. Odkąd stosuję wyżej wspomniany specyfik, czerwone krostki nie nawiedzają moich nóg. Niestety, bohaterka niniejszego akapitu wykazuje mizerne właściwości nawilżające i pozostawia tłustą powłoczkę. Na dłuższą metę jej słodka, chemiczna woń staje się męcząca. Zważywszy na niedogodności, nie planuję powrotu do produktu firmy Floslek.



II WŁOSY
Do tej wersji mam ogromny sentyment. Od szamponu z granatem i aloesem rozpoczęła się moja przygoda z włosomaniactwem . Produkt doskonale usuwa brud i oleje, nie podrażniając przy tym skalpu. Choć wyżej wspomniany specyfik nie plącze kosmyków, nie obejdzie się bez sprawdzonej odżywki.


Przyzwyczaiłam się, że odżywki marki Nivea spełniają moje oczekiwania. Niestety, Hydro Care wiele brakuje do ideału. W celu wygładzenia i zdyscyplinowania niesfornych pasm, muszę rozprowadzić sporą porcję produktu. Kosmetyk nadaje włosom zdrowy blask, ale większość drogeryjnych specyfików radzi sobie z tym zadaniem. Choć bohaterka niniejszego akapitu charakteryzuje się przyjemną, kwiatową wonią, nie planuję powrotu. Znam lepsze odżywki. Ze swojej strony mogę polecić Nivea Long Repair i Nivea Volume Sensation.


III TWARZ
AA płyn micelarny z serii „Wrażliwa Natura”
Przez lata pozostawałam wierna wyżej wspomnianemu kosmetykowi. Niestety, będę musiała przyjrzeć się innym micelom, ponieważ płyn AA znika z rynku. Ta informacja została potwierdzona na fanpage`u Oceanic S.A. Na szczęście zdążyłam zaopatrzyć się w kilka butelek płynu, odwiedzając drogerię na obrzeżach miasta. Produkt usuwa makijaż pod warunkiem, że nie korzystałam z dobrodziejstw kosmetyków wodoodpornych. Specyfik służy moim wrażliwym oczom, jednocześnie nie przyczynia się do zwiększonego wysypu zaskórników.


IV HIGIENA
Ucieszyłam się, gdy w moje ręce wpadła „Malinowa obsesja”. Liczyłam na przyjemną, owocową woń. Żel spełnił pokładane w nim nadzieje. Jego zapach pobudza kubki smakowe. Wyciskając kosmetyk na rękę, miałam wrażenie, iż obcuję z malinowym koktajlem. Przed konsumpcją różowej mazi powstrzymywał mnie zdrowy rozsądek;) Niestety, kosmetyk posiada wady, które dyskwalifikują go w moich oczach. Po wyjściu z wanny towarzyszy mi uczucie ściągnięcia, skóra domaga się solidnej porcji nawilżenia. W związku z tym, iż nie mogę sobie pozwolić na tego typu „atrakcje”, poprzestanę na jednym opakowaniu „Malinowej obsesji”.


Zimą moja skóra przeżywa katusze, na ciele pojawiają się suche łuski. W podbramkowych sytuacjach mogę liczyć na emulsję Babydream fur Mama, która nawilża problematyczne partie, usuwając przy tym brud . Pudrowo-kwiatowa woń stanowi dodatkowy atut wyżej wspomnianego produktu. Kosmetyk jest niezwykle wydajny, a jego cena nie należy do wygórowanych. Jeśli borykacie się z problemem suchej skóry, warto zainwestować w balsam do kąpieli.


Crystal Essence dezodorant w kulce z lawendą i białą herbatą
Niestety, zalety wyżej wspomnianego kosmetyku kończą się na świeżym, lawendowym zapachu. Dezodorant w niewielkim stopniu ogranicza wydzielanie potu. Korzystając z jego dobrodziejstw, należy liczyć się z mokrymi plamami, które po kilku godzinach zaczynają śmierdzieć. Niestety, kulka okazała się niewypałem.


PS Jak prezentuje się Wasze styczniowe denko? Czy wśród wyzerowanych produktów znalazł się kosmetyk, z którym męczyliście się od dawna?


karminowe.usta

Grudniowe denko cz. II

Wczoraj  zaprezentowałam  kosmetyki do pielęgnacji ciała i włosów, które w grudniu sięgnęły dna. Dzisiaj pragnę przybliżyć Wam pozostałe wyrzutki. Zapraszam na garść minirecenzji:)

I TWARZ
Gdy po raz pierwszy sięgnęłam po ampułkę, dopadły mnie wątpliwości. Moje nozdrza świdrował zapach charakterystyczny dla alkoholu. Po wnikliwej analizie składu doszłam do wniosku, że dobroczynne substancje powinny zneutralizować działanie wyżej wspomnianego ingredientu. Cieszę się, że podjęłam ryzyko, ponieważ odkryłam serum, które świetnie nawilża twarz. Odkąd korzystam z jego dobrodziejstw, cieszę się jędrną skórą. Kosmetyk charakteryzuje się lekką konsystencją, toteż szybko się wchłania.

Płyn micelarny AA z serii „Wrażliwa Natura”
Odkąd odkryłam wyżej wspomniany kosmetyk, pozostaję mu wierna. Jako wrażliwiec staram się nie eksperymentować z produktami, które mają bezpośredni kontakt z moją twarzą. Micel AA nigdy mnie nie zawiódł. Doskonale usuwa makijaż twarzy, w przypadku oczu sprawa jest bardziej skomplikowana. Wiele zależy od kosmetyków, po które sięgam. Płyn nie radzi sobie z wodoodporną maskarą, ale zdaję sobie sprawę, że tego typu produkty należy usuwać przy pomocy dwufazówek.

II KOLORÓWKA
Produkt nie jest pozbawiony wad. Wyżej wspomniany puder wykazuje ponadprzeciętną tendencję do pylenia. Na korzyść bohatera niniejszego akapitu przemawia kilkugodzinny mat. Na mojej mieszanej cerze pożądany efekt utrzymuje się przez 4 h. Zachowując umiar, nie muszę obawiać się efektu mąki. Puder dobrze stapia się ze skórą i zapewnia jedwabiste wykończenie makijażu.


III HIGIENA
Od pewnego czasu otaczam się umilaczami kąpieli. Tego typu produkty podnoszą stężenie endorfin w szare, zimowe dni. Choć wyżej wspomniany kosmetyk nie ma nic wspólnego z olejkiem, chętnie korzystam z jego dobrodziejstw. Za sprawą bohatera niniejszego akapitu przenoszę się do ogrodu porośniętego przez róże. Specyfik powinien przypaść do gustu miłośnikom piany.

Woń specyfiku świetnie wpisuje się w zimową atmosferę. Mój nos zarejestrował soczystą wiśnię, która współgra z korzennymi akordami. Spora ilość piany umila wieczorną kąpiel. Płyn nie posiada walorów pielęgnacyjnych, na szczęście nie wysusza skóry.

W żelowej bazie zatopiono wiórki kokosowe, które urozmaicają kąpiel. Osoby, którym zależy na usunięciu martwego naskórka, nie powinny zaprzątać sobie głowy produktem Alterry. Na niekorzyść omawianego specyfiku przemawiają alkoholowe nuty, które świdrują nos.

Chętnie sięgam po tę wersję, ponieważ jej zapach przypomina mi sernik z kawałkami pomarańczy. Żel świetnie usuwa zanieczyszczenia, nie wysuszając przy tym skóry. Mam nadzieję, że ten wariant nieprędko zostanie wycofany z drogerii.

Pasta do zębów Rebi Dental Herbal

Wyżej wspomniany specyfik świetnie oczyszcza zęby. Gdy korzystam z jego dobrodziejstw, towarzyszy mi długotrwałe uczucie świeżości. Pasta nie zawiera fluoru. Jeśli unikacie tego składnika warto odwiedzić Kaufland, który zajmuje się dystrybucją kosmetyków Rebi Dental. Niestety, na dłuższą metę nie mogę stosować tego specyfiku, ponieważ zawiera SLES, który funduje mi wysyp aft.

PS Jak prezentuje się Wasze grudniowe denko? Czy obfituje w dużą ilość pustych opakowań? 

karminowe.usta

Grudniowe denko cz. I

Gdy rok chylił się ku końcowi, przystąpiłam do zerowania zalegających kosmetyków. Po raz kolejny przekonałam się, że dobra mobilizacja stanowi klucz do sukcesu. Nie mogę narzekać na rozmiary grudniowego denka. Na wannie pojawiła się wolna przestrzeń do zagospodarowania. Notkę podzieliłam na dwie części, ponieważ z doświadczenia wiem, że lepiej przyswaja się krótsze teksty. W niniejszym wpisie pragnę zaprezentować specyfiki do pielęgnacji ciała i włosów, z którymi pożegnałam się w zeszłym miesiącu. Zapraszam do lektury:)

I WŁOSY
Dotychczas nie mogłam narzekać na naturalne kosmetyki. Większość z nich służyła moim wysokoporowatym włosom. Wyżej wspomniana maska stanowi wyjątek potwierdzający regułę. Produkt w niewielkim stopniu nawilża włosy i ułatwia ich rozczesywanie. Niestety, nie mogę liczyć na zmiękczenie i wygładzenie niesfornych pasm. Gdy korzystałam z dobrodziejstw kuracji z morelą i kwiatem cytryny, na mojej głowie gościło dorodne siano.

Wyżej wspomniany produkt zastępuje mi prostownicę. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż moje włosy są podatne na układanie. Maska doskonale nawilża suche pasma. Za jej sprawą mogę cieszyć się gładką, lśniącą taflą. Bohaterka niniejszego akapitu ułatwia rozczesywanie. Niestety, kosmetyk nie jest pozbawiony wad. Intensywny, mdły zapach przyprawia mnie o zawroty głowy.

Niepozorny płyn, w odróżnieniu od swojej poprzedniczki, łączy walory pielęgnacyjne z właściwościami aromaterapeutycznymi. Apetyczna, malinowa woń zachęca do systematycznego sięgania po kosmetyk. W związku z tym, iż płukanka charakteryzuje się kwaśnym odczynem, domyka łuski. Za jej sprawą mogę cieszyć się gładkimi, lśniącymi włosami.

Sezon grzewczy nie służy moim wysokoporowatym kosmykom. Od pewnego czasu walczę z puchem. Na szczęście w podbramkowych sytuacjach mogę liczyć na specyfik Babydream fur Mama. Maść dociąża niesforne pasma. Za jej sprawą włosy stają się gładkie i lśniące, a szczotkowanie przebiega sprawnie.

Po tę wersję sięgam wówczas, gdy zależy mi na usunięciu silikonowej powłoczki. Wprawdzie wszystkie szampony Alterry bazują na tych samych detergentach, ale wariant z bambusem i papają dogłębnie oczyszcza włosy. Produkt nie wysusza skóry głowy i nie przyczynia się do powstawania kołtunów. Na jego korzyść przemawia egzotyczna, owocowa woń.

Po wyżej wspomniany produkt sięgam wówczas, gdy zależy mi na gładkiej, lśniącej tafli. W przypadku większości szamponów jestem zdana na odżywkę. Niestety, oczyszczające specyfiki często plączą pukle i utrudniają ich rozczesywanie. Tymczasem wariant z morelą i pszenicą nie funduje mi tego typu „atrakcji”. Jeśli nie dysponuję zbyt dużą ilością wolnego czasu, ograniczam się do bohatera niniejszego akapitu. Na szczęście tego typu sytuacje zdarzają się sporadycznie. Zazwyczaj sięgam po odżywkę, ponieważ lubię dbać o swoje kosmyki.

Specyfik nie najlepiej radzi sobie z usuwaniem treściwych olejów i maści na bazie lanoliny. Wprawdzie odpowiednia ilość szamponu rozwiązuje problem, ale odbija się to negatywnie na wydajności kosmetyku. Korzystając z dobrodziejstw omawianego produktu, nie odnotowałam łupieżu. Warto zaznaczyć, iż wersja z migdałem i jojoba charakteryzuje się specyficzną wonią, która nie każdemu przypadnie do gustu.

II CIAŁO
Ten produkt znalazł się w zestawieniu ulubieńców 2013 roku. Choć peeling nie należy do mocnych zdzieraków, spełnia swoją funkcję. W związku z tym, iż omawiany kosmetyk usuwa martwe komórki, skóra staje się gładka i odzyskuje zdrowy koloryt. Drobinki nie są ostre, toteż nie muszę obawiać się ran i zadrapań. Gdy korzystam z dobrodziejstw wyżej wspomnianego specyfiku, mogę zrezygnować z kremu do rąk. Peeling wykazuje właściwości nawilżające.

Ze względu na cienką skórę, muszę uważać, wybierając żele pod prysznic. Silne detergenty często fundują mi suche łuski. Krem Alverde parokrotnie wybawił mnie z opresji. Gruba warstwa specyfiku, nałożona na noc, poprawia kondycję zniszczonych dłoni. Choć kosmetyk ma postać treściwej emulsji, nie pozostawia lepkiej warstwy. W związku z tym nic nie stoi na przeszkodzie, aby korzystać z jego dobrodziejstw w ciągu dnia.


Specyfik nabyłam z myślą o walce z plamami, które szpecą moje ramiona i plecy. Krem uporał się ze słabo widocznymi przebarwieniami. Niestety, nie poradził sobie z niedoskonałościami większego kalibru. Wprawdzie producent wspomina, iż kosmetyk można stosować na twarz, ale nie zdecydowałam się na to rozwiązanie ze względu na obecność parafiny. Niestety, kontakt z tym składnikiem kończy się wysypem podskórnych gul.  

PS Czy wizja zbliżającego się końca roku zmobilizowała Was do zerowania kosmetyków? Jak prezentuje się Wasze grudniowe denko?

karminowe.usta

Wybrały emigrację. Listopadowe denko

Notki poświęcone zużytym kosmetykom uświadomiły mi, że produkty do pielęgnacji włosów idą u mnie jak woda. W każdym wpisie pojawia się odżywka i kilka szamponów. Największe problemy mam ze spożytkowaniem kremu pod oczy, w związku z tym zamierzam ograniczyć się do tubek o niewielkiej pojemności. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jakie specyfiki sięgnęły dna w listopadzie, to zapraszam do lektury:)

TWARZ
Wprawdzie kosmetyk jest dedykowany suchej skórze, ale świetnie współpracuje z moją mieszaną cerą. Krem przyzwoicie nawilża, aczkolwiek obawiam się, że produkt Alverde nie sprostałby oczekiwaniom grupy docelowej. Specyfik wchłania się stosunkowo szybko, pozostawia subtelny film, w związku z tym sprawdza się jako baza pod makijaż. Bohater niniejszego akapitu przynosi ulgę podrażnionym naczynkom i łagodzi zaczerwienienia. Choć moja cera wykazuje tendencję do zapychania, nie zauważyłam, aby krem przyczynił się do zwiększonego wysypu zaskórników. Z przyjemnością do niego powrócę.

Eco Cosmetics krem tonujący z filtrem
Na ten produkt zdecydowałam się ze względu na wysoką ochronę przeciwsłoneczną (SPF 50+) i przyjazny skład. Krem nie zawiera parafiny, glikoli i filtrów chemicznych. Choć kosmetyk swoje działanie zawdzięcza naturalnym ingredientom, doskonale chroni skórę przed negatywnym działaniem promieniowania ultrafioletowego. Gdy po raz pierwszy sięgnęłam po specyfik Eco Cosmetics, byłam przerażona. Moim oczom ukazała się ciemna maź. Na szczęście po aplikacji krem współgra z moją jasną karnacją. W związku z tym, iż wyżej wspomniany kosmetyk pozostawia tłustą warstwę, oprószam twarz pudrem o właściwościach matujących. Bohater niniejszego akapitu nie zaostrzył przebiegu trądziku.

AA płyn micelarny z serii „Wrażliwa Natura”
Na co dzień nie używam kosmetyków wodoodpornych, toteż nie mam problemu z usunięciem makijażu przy pomocy wyżej wspomnianego micela. Płyn nie podrażnia moich wrażliwych oczu, choć parokrotnie dostał się do linii wodnej. W związku z tym, iż kosmetyk nie przyczynia się do zwiększonego wysypu niedoskonałości, pozostaję mu wierna.

USTA
Ten specyfik budzi we mnie mieszane uczucia. Balsam wykazuje mizerne właściwości nawilżające. Osoby, którym zależy na regeneracji spierzchniętych warg, mogą poczuć się rozczarowane. Odnoszę wrażenie, iż sztyft oblepia moje usta lepką powłoczką, która po kilku godzinach zbiera się w kącikach w postaci białych glutów. Z drugiej strony Carmex jest niezastąpiony przy zwalczaniu opryszczki. Jeśli zareagujemy stosunkowo wcześnie i sięgniemy po wyżej wspomniany kosmetyk, niewielkie bąbelki wchłoną się bezboleśnie. Gdy piekący twór daje nam się we znaki, popularny balsam przynosi ulgę. W tym przypadku efekt chłodzenia i towarzyszące mu mrowienie stają się błogosławieństwem.

WŁOSY
Bułgarski specyfik dostarcza moim wysokoporowatym włosom solidną porcję nawilżenia. Wciąż walczę ze skutkami wieloletniego farbowania i prostowania. Moje kosmyki pochłaniają odżywki i maski. Po chwili nie ma po nich śladu. Kondycja moich pukli oraz rzadka konsystencja balsamu przekładają się na niską wydajność produktu. Butla o pojemności 400 ml sięgnęła dna po dwóch tygodniach codziennego stosowania. Niestety, kosmetyk DeBa słabo wygładza włosy. Szczotkowanie przebiega sprawniej, aczkolwiek znam odżywki, które w większym stopniu ułatwiają rozczesywanie. Choć balsamowi wiele brakuje do ideału, to chętnie kupiłabym jeszcze jedno opakowanie tego specyfiku. Produkt zaskarbił sobie moją przychylność za sprawą właściwości nawilżających.

Ta wersja nie ustępuje działaniem Long Repair, która obecnie jest moim numerem jeden wśród drogeryjnych odżywek. Za sprawą Volume Sensation mogę cieszyć się gładką taflą, która odbija światło niczym lustro. Wyżej wspomniany specyfik zapobiega plątaniu włosów. Odkąd korzystam z jej dobrodziejstw, szczotkowanie stanowi przyjemność.

Świetnie oczyszcza włosy. Jeśli wiem, że będę używała szamponu z kofeiną biotyną, bez obaw sięgam po lanolinę. Usuwanie tej substancji stanowi nie lada wyzwanie. Na szczęście produkt Alterry radzi sobie z tym zadaniem. Wyżej wspomniany kosmetyk nie podrażnia skalpu. Na jego korzyść przemawia zapach, w którym można wyodrębnić nuty charakterystyczne dla pieprzu.

Gdy zależy mi na intensywnym blasku, sięgam po tę wersję. Jednocześnie szampon ułatwia rozczesywanie. Nawet jeśli rezygnuję z odżywki, podczas szczotkowania nie wyrywam zdrowych włosów. Wyżej wspomniany produkt spełnia swoją rolę, doskonale usuwa brud.

Ten wariant darzę ogromnym sentymentem. Za sprawą szamponu z granatem i aloesem pozbyłam się łupieżu. Jednocześnie odkryłam, że drogeryjne produkty z SLES wysuszały skalp i tym samym przyczyniały się do powstania białych płatów. Odkąd korzystam z łagodniejszych kosmetyków, nie mam problemów ze skórą głowy. Szampon z granatem i aloesem usuwa brud, nie plącząc przy tym włosów.

KĄPIEL
Gdy dni stają się krótkie i ponure, umilacze kąpieli idą w ruch. W stosunku do tego typu produktów nie mam wygórowanych oczekiwań. Wystarczy, że roztaczają wokół siebie przyjemną woń i nie wyrządzają krzywdy mojej wrażliwej skórze. Olejek Green Pharmacy spełnia te wymogi. Początkowo obawiałam się, że w kosmetyku nie uświadczę nut charakterystycznych dla limonki. Producenci lubią mylić ten owoc z popularną cytryną, za którą nie przepadam. Cytrusowa kompozycja zapachowa pozwala na chwilę zapomnieć o problemach. Za sprawą kąpieli, z produktem Green Pharmacy w roli głównej, nabieram sił do działania:)

Alterra żel pod prysznic z biohibiskusem i białą herbatą
Wyżej wspomniany produkt charakteryzuje się specyficznym, egzotycznym zapachem, który nie każdemu przypadnie do gustu. Ta woń przypomina mi żel Alterry z bambusem i kwiatem neroli, aczkolwiek wariant z hibiskusem i białą herbatą jest przyjemniejszy dla nozdrzy. Kosmetyk świetnie usuwa brud, nie wysuszając przy tym mojej cienkiej skóry. Jego galaretowata konsystencja odbija się negatywnie na wydajności.

PAZNOKCIE
Bielenda bezacetonowy zmywacz do paznokci
Za każdym razem, gdy korzystam z jego dobrodziejstw, odnoszę wrażenie, że pomyliłam zmywacz z męską wodą kolońską. Ten zapach na dłuższą metę staje się męczący. Produkt spełnia swoją rolę. Dzięki niemu szybko i sprawnie pozbywam się kolorowych emalii. Zmywacz Bielendy nie wysusza skórek.

Carrefour regenerujący zmywacz do paznokci z ekstraktem z dzikiej róży
Zapach tego produktu okazał się miłą niespodzianką. Perfumowane zmywacze zazwyczaj przyprawiają mnie o mdłości. Na szczęście gagatek z Carrefoura nie funduje mi tego typu „atrakcji”. Choć w różanej kompozycji można wyodrębnić chemiczne nuty, jestem w stanie zaakceptować tę woń. Ten zmywacz kupiłam z myślą o usuwaniu czarnej emalii. Liczyłam na to, że aceton szybko i sprawnie rozprawi się z przeciwnikiem. Wyżej wspomniany produkt usunął lakier, ale nie obyło się bez komplikacji. Trudności przełożyły się na niską wydajność zmywacza. Choć po zmywacz sięgałam kilkukrotnie, zdążyłam zauważyć, iż wysusza skórki i płytkę.

PS Jak prezentuje się Wasze listopadowe denko? Czy jesteście zadowoleni ze swoich osiągnięć? Jakie kosmetyki idą u Was jak woda?


karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...