Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hity kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hity kosmetyczne. Pokaż wszystkie posty

Hity kosmetyczne 2012


Parę blogerek zamieściło już listę „Kosmetycznych hitów 2012”. Ten wpis planowałam opublikować pod koniec grudnia. Doszłam jednak do wniosku, że nie warto z tym zwlekać, ponieważ notki poświęcone ulubieńcom mogą się komuś przydać podczas kompletowania świątecznych prezentów. Poniżej przedstawiam kosmetyki, które odkryłam w 2012 roku. W przyszłości na pewno do nich powrócę;)

Flora by Gucci Gracious Tuberose
Tej wodzie toaletowej z pewnością poświęcę osobną notkę. Ta niezwykła, kwiatowa kompozycja, rozbudzająca moją wyobraźnię zasługuje na uwagę. Jest to propozycja wiosenna, aczkolwiek sięgam po nią również zimą, ponieważ poprawia mi nastrój. „Flora” sprawia, że przenoszę w miejscu i czasie. Trwa majowy weekend, nieśpiesznie przemierzam alejki w parku. Dla takich doznań warto zapoznać się z „Florą” od Gucciego.



Żałuję, że odkryłam go stosunkowo późno. Świetnie usuwa brud, nie podrażniając przy tym mojego wrażliwego skalpu. Nadaje moim kosmykom blask. Jednakże największym atutem tego szamponu jest kompozycja zapachowa, która bazuje na nutach pieprzu.

Po ten produkt sięgam niezależnie od pory roku. Muszę zabezpieczać swoją wrażliwą skórę przed niekorzystnym oddziaływaniem promieni słonecznych. Ten krem doskonale spełnia swoją rolę. Omawiany kosmetyk pozostawia po sobie tłustą warstwę, ale jeśli oprószymy twarz pudrem bambusowym, nasza cera będzie sprawiała wrażenie gładkiej i idealnej. Za 89 zł otrzymujemy krem bazujący na naturalnych składnikach, który posłuży nam przez wiele miesięcy.


Isana krem do rąk z mocznikiem
Żałuję, że po ten produkt sięgnęłam dopiero na początku listopada. Nie dziwię się, że ten kosmetyk swego czasu świecił triumfy w blogosferze. Doskonale nawilża zniszczoną skórę. Stosuję go na przesuszone łokcie i dłonie. Odnotowałam poprawę kondycji mojej skóry. Za 5-6 zł otrzymujemy kosmetyk, który regeneruje zniszczone dłonie. W przyszłości zamierzam poświęcić temu kosmetykowi oddzielną notkę.

Rozświetlacz mineralny La Rosa
Długo poszukiwałam swojego ideału i chyba właśnie go znalazłam. Rozświetlacz świetnie komponuje się z moim jasnym, chłodnym odcieniem skóry. Używając minerałów, mam pewność, że nie zaszkodzę swojej mieszanej cerze. Ten produkt z pewnością doczeka się odrębnej notki.

All in one” Alverde tusz do rzęs
To prawdopodobnie najlepsza maskara, z jaką kiedykolwiek miałam do czynienia. Jako jedyna nie usztywnia moich rzęs. Moje włoski nie tracą elastyczności. Podczas stosowania tego tuszu nie stwierdziłam reakcji alergicznych i wzmożonego wypadania rzęs. To, jaki efekt uzyskamy, zależy tylko od nas. Warto podkreślić, iż tusz pachnie anyżkiem. Jestem oczarowaną jego wonią, ale zdaję sobie sprawę, że nie każdy lubi aromat tej przyprawy.

Za 21 zł otrzymujemy czerwoną szminkę, która utrzymuje się na naszych ustach przez 5-8 h. Pomadka nie wysusza moich wrażliwych ust. Szminka charakteryzuje się dobrym kryciem. Daje satynowe wykończenie. Nie znajdziemy w niej drobinek. Ta pomadka idealnie odzwierciedla moje preferencje. Myślę, że można ją określić mianem tańszego odpowiednika rubinowej pomadki Collistara.

Alverde bronzer
Długo poszukiwałam idealnego bronzera. Większość tego typu produktów jest dla mnie za ciemna. Jeśli nawet trafię na jasny bronzer, to zazwyczaj okazuje się, że zawiera pomarańczowe podtony. Nie przekonują mnie również produkty posiadające drobinki. Tym razem trafiłam na bronzer pozbawiony tych wad, który pachnie waniliowymi ciasteczkami.


Podkład mineralny EDM odcień „Fair”
Nie wiem, dlaczego wcześniej nie zdecydowałam się na minerały. Tego typu kosmetyki są wręcz stworzone dla właścicielek cery mieszanej, tłustej i wrażliwej. Nie musimy obawiać się inwazji „nieprzyjaciół”, mamy do dyspozycji ogromną liczbę odcieni. Podkład mineralny na twarzy prezentuje się bardzo naturalnie.


Korektor mineralny Lily Lolo odcień „Blondie”
Świetnie tuszuje niedoskonałości. Nie posiada właściwości komedogennych. Otrzymujemy korektor, który świetnie sprawdzi się w przypadku jasnej karnacji. Tonację tego kosmetyku określiłabym jako neutralną.


Ten produkt świetnie radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka. Jego zapach przypomina mi migdałowe ciasteczka. Omawiany peeling charakteryzuje się wysoką wydajnością.

Piękna, strażacka czerwień o kremowym wykończeniu, która na moich paznokciach utrzymuje się przez kilka dni. Lakier szybko schnie, a szeroki pędzelek znacznie ułatwia jego aplikację.

Jestem oczarowana tym produktem. Zdał egzamin latem, gdy stosowałam grubą warstwę kremu z filtrem. Dzięki niemu na mojej twarzy mat gościł przez kilka godzin. Puder nie wykazuje właściwości komedogennych, więc może być stosowany przez właścicielki problematycznej cery. Produkt rzeczywiście jest transparentny. Niestety, podczas aplikacji pyli.

Świetnie poradził sobie z drobnymi zaczerwieniami. Uspokoił moją skórę i ograniczył wydzielanie sebum. Charakteryzuje się dość specyficznym zapachem. Jego woń przypadła mi do gustu, ale wiele osób twierdzi, że hydrolat śmierdzi płynną przyprawą do zup.

Świetnie usuwa zanieczyszczenia z powierzchni ciała. Jednak jego największą zaletą jest zapach, który wiernie odzwierciedla aromat wspomnianych powyżej owoców.

Jego słodki aromat kojarzy mi się z ciastkami. Zapach tego żelu doskonale poprawia mi nastrój. Kosmetyk dobrze usuwa brud zgromadzony na powierzchni ciała.

Odkąd stosuję ten produkt, zapomniałam o aftach. Początkowo obawiałam się, że tak delikatna pasta nie poradzi sobie z czyszczeniem jamy ustnej. Tymczasem okazało się, że świetnie usuwa zanieczyszczenia i delikatnie wybiela zęby. Charakteryzuje się łagodnym, miętowym smakiem. Uważam to za jej atut, ponieważ większość past jest dla mnie zbyt ostra i powoduje u mnie odruch zwrotny...

Moje wysokoporowate kosmyki zaprzyjaźniły się z tym produktem wyposażonym w pompkę. Olejek roztacza wokół siebie cytrusowy aromat. Po zastosowaniu tego kosmetyku moje włosy cudownie lśnią.

Produkt ten trafił do mnie zupełnie przypadkowo. Gdybym nie wzięła udziału w opolskim zlocie blogerek, prawdopodobnie nie wiedziałabym o jego istnieniu. To jeden z lepszych olejów, z jakimi miałam do czynienia. Nadaje moim włosom fantastyczny skręt oraz ułatwia ich rozczesywanie. Olej sprawdzi się również w przypadku pielęgnacji przesuszonych partii ciała.

Po zastosowaniu tej maseczki moja mieszana cera pozostaje matowa. Dzięki białej glince niedoskonałości szybciej się goją, a skóra sprawia wrażenie delikatnie rozjaśnionej.

Jako posiadaczka cery naczynkowej jestem skazana na peelingi enzymatyczne. Ten, z pozoru delikatny kosmetyk, świetnie radzi sobie z usuwaniem martwego naskórka. Jednocześnie pozostawia skórę matową na wiele godzin.

Żałuję, że mam utrudniony dostęp do tego kosmetyku, ponieważ chroni moje usta skłonne do pierzchnięcia. Na jego korzyść przemawia cudowny waniliowo-mandarynkowy aromat:) Miękka konsystencja ułatwia aplikację, ale jednocześnie przekłada się na niską wydajność kosmetyku.

PS Czy któryś z wymienionych kosmetyków znajduje się na liście Waszych ulubieńców?:) Jakie produkty w tym roku wywołały u Was zachwyt?

karminowe.usta

Kosmetyczne odkrycia 2011

Zachęcona przez Zakręcony świat Wery, postanowiłam robić wpisy dotyczące moich ulubieńców w poszczególnych miesięcy. Zacznę od tego, że przedstawię Wam moje odkrycia roku, jako że 2011 rok dobiegł już końca i warto sporządzić listę „hitów” i patrzeć, czy utrzymują się na równie wysokim poziomie w latach następnych.

Tani szampon o świetnym, naturalnym składzie. Nie zawiera silikonów i parabenów. Włosy po jego umyciu są błyszczące i miękkie. Mówi się, że szampon nie regeneruje włosów, że to zadanie odżywek i masek do włosów. Ten jest w stanie nawilżyć i odżywić nasze kosmyki. Zanotowałam wyraźną poprawę, choć moje włosy były w nie najlepszym stanie po wieloletnim farbowaniu i prostowaniu, używaniu lokówki.


Podobnie jak szampon z tej samej serii nie zawiera silikonów i parabenów. Fantastycznie nawilża kosmyki, zwiększając ich objętość i ułatwiając rozczesywanie. Ładnie pachnie i ma kremową konsystencję. Na pewno będę do niej powracać, gdyż jest jak na taką jakość jest wyjątkowo tania.
3. Maska do włosów suchych i zniszczonych Alterra
Swoją przygodę z kosmetykami Alterry rozpoczęłam od maski, która pomogła odbudować moje zniszczone kosmyki. Maskę na pewno opiszę niebawem na boku. Jest tak fantastyczna, że zasługuje na osobny wpis:)

Nie zawiera silnych detergentów, za to posiada wiele naturalnych ekstraktów. Fantastycznie pachnie lodami o smaku borówek. Jego używanie to istna uczta dla zmysłu powonienia. Żel nie wysusza skóry.

Pierwszą kurację odbyłam wiosną, teraz jesienią musiałam ją powtórzyć, ponieważ wyskoczyły mi kolejne przebarwienia, pomimo używania kremów z najwyższym filtrem. Zarówno wiosną, jak i jesienią, rozprawił się z moimi plamami:) Są one niemalże niewidoczne, wskutek intensywnego rozjaśnienia

Nie zawiera parafiny i olejów mineralnych, nie jest konserwowana z użyciem parabenów. Zawiera wyłącznie naturalne składniki. Przepięknie pachnie ziołami. Nawilża nawet bardzo przesuszone usta. Zapobiega ich pękaniu na mrozie.

Nie przepadam za podkładami, używam ich raz na jakiś czas, ale ten nie jest zły. Jestem z niego zadowolona, ponieważ jest bardzo jasny jak na polskie drogeryjne standardy. Do tego posiada różowe podtony. Jest w stanie ukryć nasze niedoskonałości, nie utlenia się i nie daje efektu maski. Fantastycznie wyrównuje koloryt skóry. Nie znika z naszej twarzy nawet przez długie godziny. Zawiera filtr SPF 15, to stosunkowo dużo jak na podkład. Kosmetyk nie jest drogi, kosztuje coś koło 23-24 zł:)

8. Ochronny krem do twarzy na słońce SPF 30 marki Dax Sun
Ów krem pachnie przepięknie kwiatami. Nie tłuści twarzy. Dość dobrze i szybko wchłania. Chroni przed szkodliwym promieniowaniem UVA i UVB i robi to dość skutecznie.
Jest to naprawdę jasny puder z różowymi podtonami, który cudownie matuje twarz, nawet na kilka godzin. Ładnie pachnie, chroni przed promieniowaniem ultrafioletowym. Nie daje efektu maski i nie utlenia się. Kosztuje koło 6 zł. Bardzo go lubię. Szkoda, że zawiera parabeny i talk. Ostatnio kupiłam puder transparentny, który jest dosłownie biały marki Inglot. Nie zawiera on parabenów, mam nadzieję, że godnie zastąpi ten z Constance Carroll.:)

10. Czerwona szminka marki Collistar
O niej stworzę niebawem odrębną recenzję. Teraz napiszę tylko, że moja szminka jest czerwona, trwała i nie zawiera parabenów:)
Nie podrażnia moich bardzo wrażliwych oczu, świetnie nawilża delikatną skórę powiek i pod oczami. Nie zawiera parafiny, olejów mineralnych, parabenów ani żadnych alergenów. Jest tani, kosztuje około 13 zł. Bezzapachowy.
Świetnie usuwa makijaż. Nie zawiera parabenów, silnych detergentów, olejów mineralnych, parafiny. Nie zapycha, a to w przypadku mojej twarzy wrażliwej na parafinę, glicerynę i parabeny, nie lada wyczyn:) Ów płyn jest łatwo dostępny i tani.

To zapach, który mogę wdychać i wdychać, nie nudzi się. Pomimo iż mamy do czynienia z wodą toaletową, to wykazuje ona ponadprzeciętną trwałość. Pachnie wiosną i kwiatami. Bardzo kobiecy i zmysłowy zapach.


Recenzje większości kosmetyków, znajdziecie klikając w hiperłącze.

PS Znacie któryś z tych produktów? Podzielacie którąś z moich opinii, czy macie wręcz przeciwne zdanie nt. tych kosmetyków? Jakie są Wasze hity mijającego roku? Lubicie wpisy poświęcone ulubieńcom miesiąca?
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...