Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pędzel. Pokaż wszystkie posty

FYB pod lupą


Widok taniego produktu bardzo często sprawia, że budzi się w nas łowca okazji. Dokonujemy szybkiej kalkulacji i dochodzimy do wniosku, że jeśli nawet trafimy na bubel, to nie tracimy zbyt wiele. Jednak czy warto inwestować kilka-kilkanaście złotych w artykuły oferowane przez nieznane nam marki? Czasem takie ryzyko okazuje się opłacalne, ponieważ trafiamy na prawdziwą perełkę za parę złotych. Jednak zazwyczaj takie nieprzemyślane zakupy kończą się wyrzuceniem pieniędzy w błoto. Niektóre produkty nie są warte nawet tych paru złotych. Rezygnując z przypadkowych zakupów, można zaoszczędzić większą kwotę i przeznaczyć ją na zakup artykułu, którego jakość nie budzi naszych zastrzeżeń.

Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z prowadzeniem bloga, zachłysnęłam się pędzlami. Wówczas nie dysponowałam zbyt dużą wiedzą nt. jakości wyrobów poszczególnych marek. Moje zakupy nierzadko były przypadkowe. Tanie pędzle nie budziły moich podejrzeń. Jako nastolatka przywiozłam z Niemiec zestaw do makijażu. W jego skład wchodziły również pędzle. Część z nich przetrwała do dziś. Może nie prezentują się zbyt okazale, ale spełniają swoją rolę. Na poniższych zdjęciach możecie zobaczyć 9-letni pędzel, którym wciąż nakładam cienie metodą dociskową. Jest niezastąpiony przy kosmetykach wykazujących tendencję do pylenia. Mając w pamięci pozytywne doświadczenia, zdecydowałam się na zakup kilku akcesoriów For Your Beauty (FYB), których cena mieści się w granicach kilku-kilkunastu złotych. Czy te produkty okazały się dobrą inwestycją?



Pędzel do różu
Jego kształt ułatwia podkreślenie kości policzkowych. Sprawdza się nawet przy niewprawnej ręce. Cena pędzla nie jest wygórowana. Niestety, na tym kończy się lista jego zalet. Szorstkość włosia przekłada się na dyskomfort podczas aplikacji. Rozcieranie różu staje się męczarnią. Ponadto pędzel gubi włosie. Usuwanie z twarzy niewielkich, czarnych włosków może wyprowadzić z równowagi nawet największą ostoję spokoju. Pędzel podczas prania puszcza farbę i schnie stosunkowo długo. Dopiero nazajutrz możemy ponownie z niego korzystać.




Pędzel do pudru
Uważam, że ten koszmarny pędzel nigdy nie powinien trafić na drogeryjne półki. Aplikacja pudru staje się drogą przez mękę. Tę zasługę należy przypisać włosiu, które przypomina niewielkie igiełki. Podczas nakładania pudru nie oczekuję dodatkowych „atrakcji” w postaci akupunktury. Po zakończeniu makijażu konieczne staje się wygospodarowanie 10 minut. Tyle czasu zajmie nam usuwanie niewielkich, czarnych włosków. Warto podkreślić, iż pędzel do pudru wykazuje większą tendencję do utraty włosia niż jego brat przeznaczony do aplikacji różu. Podczas prania należy uważać na ręce i umywalkę, ponieważ omawiane akcesorium puszcza farbę na potęgę. Wielokrotnie dziwiłam się, że włosie po zakończeniu tej czynności wciąż pozostaje czarne. Pędzel stosunkowo długo schnie. Czasami potrzebuje na to dwóch dni. Wykazuje tendencję do odkształcania. Odradzam jego zakup, zważywszy na doświadczenia Balbiny Ogryzek. Różowa wersja tego „cuda” po pierwszym kontakcie z wodą przypomina mocno wyeksploatowaną miotłę.



Bawełniane rękawiczki
Gdy założyłam je po raz pierwszy, moim oczom ukazała się czerwona płytka serdecznego palca. Solidne szycie nie jest mocną stroną For Your Beauty. Wprawdzie pozbyłam się tej usterki, ale nie lubię cerować nowych nabytków. Nie po to decyduję się na zakup rękawiczek, by później spędzać czas na łataniu dziur. Wielokrotnie prałam to bawełniane „cudo”. Materiał nie uległ skurczeniu, aczkolwiek po ośmiu praniach pojawiło się drobne zmechacenie, aczkolwiek ta wada nie należy do uciążliwych.



Pędzel do nakładania cieni
Uważam, że jest to jedyny produkt For Your Beauty, który zasługuje na uwagę. Umożliwia szybkie pokrycie powieki ruchomej wybranym cieniem. W przeciwieństwie do swoich braci nie gubi włosia. Podczas prania nie puszcza farby. Pędzel szybko schnie. Podczas aplikacji cieni nie podrażnia powieki. Po dwóch latach pędzel rozkleił się, ale nie od produktu za parę złotych nie oczekuję długowieczności. Jego miejsce zajął brat bliźniak z FYB. Może nie zaliczę go do kosmetycznych odkryć wszech czasów, ale spełnia swoją rolę.






Reasumując: Zdecydowanie odradzam zakup pędzla do różu i pudru, ponieważ wykazują ponadprzeciętną tendencję do gubienia szorstkiego włosia. Nabywając je, wyrzucamy pieniądze w błoto. Lepiej dołożyć parę złotych i zdecydować się na zakup pędzli Ecotools, które charakteryzują się przyzwoitą jakością. Bawełnianych rękawiczek również nie mogę zaliczyć do udanych zakupów. Ich szycie pozostawia wiele do życzenia. For Your Beauty może pochwalić się dobrym pędzlem do cieni, który umożliwia szybkie pokrycie powieki ruchomej wybranym produktem.

PS Jakie kosmetyczne akcesoria okazały się największym niewypałem i dlaczego? Chętnie zapoznam się z Waszymi opiniami. Być może ustrzegą mnie przed pokusą zakupu kolejnego produktu przypadkowej marki.

karminowe.usta

Nauka blendowania z pędzlem z Inglota


Jak już zapewne wiecie, makijaż oczu nie jest moją najmocniejszą stroną. Nie wstydzę się tego, że nie potrafię go wykonać, najważniejsze, że znam swoje ograniczenia i nie wychodzę na ulicę, żeby „pochwalić” się swoim niewypałem. Jednak jak to typowy baran jestem uparta. Mimo niekończących się porażek, wciąż próbuję nauczyć się tej trudnej, aczkolwiek niezwykle efektownej sztuki. Jakiś czas temu zamieściłam notkę, w której opisałam swój problem. Dziewczyny po raz kolejny okazały się niezastąpione. Ich rady wzięłam sobie do serca. Agusiak747 zwróciła uwagę na pędzle. Do tej pory nie mogłam pochwalić się żadnym „rozcierakiem” z prawdziwego zdarzenia. Postanowiłam to zmienić i zainwestować w dobre narzędzia do pracy. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że opinie na ten temat są podzielone. Jedna grupa osób twierdzi, że dobre pędzle to połowa sukcesów, druga z kolei uważa, że na początku swojej przygody z makijażem nie ma co przesadzać i lepiej uczyć się na tanich narzędziach. Ja bardziej skłaniam się ku tej pierwszej teorii, ponieważ z doświadczenia wiem, że na słabym komputerze nie zrobię dobrej grafiki. W związku z tym zakupiłam parę pędzli z Inglota. Trochę ich poużywałam i dzisiaj nadeszła pora na recenzję pędzla kryjącego się pod kodem 6SS.

Funkcja pędzla
Jest on przeznaczony do blendowania cieni. Aczkolwiek możemy nim również nakładać cień bazowy na całą powiekę, trwa to o wiele krócej, ponieważ pędzel jest dość duży.

Blendowanie
Rzeczywiście dobrze rozciera cienie. To, że uzyskany efekt nie do końca mnie zadowala to nie wina pędzla, ale mojej niewprawnej ręki. Widzę, że granica cieni rzeczywiście jest rozmyta, a taka jest jego funkcja tego akcesorium. Nawet najlepszy pędzel nie gwarantuje sukcesu. Trzeba mieć jeszcze technikę i talent. Mam porównanie z tanimi pędzlami, w tym z fioletową kuleczką Essence. Widzę, że o wiele lepiej pracuje mi się z „rozcierakiem” z Inglota.

Wielkość
Na początku obawiałam się, że pędzel jest zbyt duży i z linii załamanej dojadę do brwi. Tymczasem jest on doskonale dopasowany do wielkości moich oczu, nie wyjeżdżam nim za daleko;) Niektóre z Was być może pamiętają, że kupiłam 3 pędzle, z czego 1 jest ścięty, a dwa pozostałe są do siebie podobne, różnią się tylko wielkością. Dzisiejsza notka jest poświęcona temu mniejszemu.


Miękkość włosia
Mnie zadowala. Obawiałam się podrażnienia delikatnej skóry powiek. Na szczęście okazało się, że włosie nie jest aż tak twarde. Jego używanie nie wiąże się z uczuciem dyskomfortu. W porównaniu do kuleczki z Essence, włosie inglotowego pędzla jest bardziej miękkie.

Rączka
Długa. Na początku trudno było mi się do niej przyzwyczaić i zdarzało się, że zahaczałam pędzlem o lustro;) Na szczęście szybko zmieniłam nawyki i teraz ten problem praktycznie nie istnieje;)

Wypadanie włosia
2 albo 3 razy widziałam pojedyncze włoski na parapecie. Generalnie pędzel ich nie gubi. Nie musimy poświęcać dodatkowych kilku minut na ściąganie włosków z powieki. Jest to niezwykle ważne, ponieważ mam pędzel do różu z Rossmanna i po każdej aplikacji kosmetyku muszę poświęcić chwilę na usuwanie włosia z policzków. Jest to niezwykle irytujące, zwłaszcza gdy się spieszę. Aczkolwiek jest to czynność nieodzowna. W przypadku pędzla z Inglota nie mamy takiego problemu.

Mycie
Pamiętam, że miałam lekkie obawy przed pierwszą „kąpielą”, ale na szczęście okazało się, że pędzel bardzo dobrze znosi kontakt z delikatnym szamponem. Nie miałam żadnego problemu z usunięciem nagromadzonych zanieczyszczeniem.

Suszenie
Schnie stosunkowo szybko, bo już po 3 godzinach nadaje się do ponownego użycia. Na początku zastanawiałam się, czy mam do umyć, czy poczekać z tym do następnego dnia, ponieważ nie wiedziałam, ile czasu zajmie mu powrót do stanu używalności. Podczas mycia i suszenia nie odkształca się. Po „kąpieli” kładę pędzel na ręczniku i on spokojnie schnie.

Solidne wykonanie
Pędzel sprawia wrażenie porządnie wykonanego. Na razie nic mi nie odkleiło, ani nie zwiastuje nadchodzącej katastrofy;) Mam nadzieję, że pędzel będzie mi dobrze służył przez długi czas.

Rodzaj włosia
Mamy tu do czynienia z włosiem syntetycznym. Uważam to za zaletę. W miarę możliwości staram się ograniczać produkty testowane na zwierzętach.

Postępy
Dzięki dobrym pędzlom dostrzegam pewien progres, aczkolwiek obecne efekty również mnie nie satysfakcjonują. Aczkolwiek nie zrażam się, jutro czeka mnie kolejny dzień nauki;)

Kraj producencki
Pędzel powstał w Chinach. Szczerze mówiąc, wolałabym dopłacić parę złotych więcej i mieć do czynienia z pędzlem wyprodukowanym w Polsce.

Cena
33 albo 34 zł. Dokładnie nie pamiętam.

Dostępność
Pędzel można nabyć wyłącznie w Inglocie.

Reasumując: Nie żałuję zakupu tego pędzla. Teraz przynajmniej wiem, że wszelkie niedociągnięcia to moja wina. Przyczyn nieudanych makijaży nie mogę upatrywać w złych narzędziach. To mobilizuje mnie do dalszej pracy. Jeśli chodzi o aspekt jakościowy, to pędzel jest całkiem dobry. Nie mam mu nic do zarzucenia, no może poza chińskim pochodzeniem,

PS Przy użyciu jakich pędzli nauczyliście wykonywać makijaż oczu? Zazdroszczę mojej koleżance, która potrafi zdziałać cuda przy użyciu pacynki i palców;)

karminowe.usta

Pędzle z Inglota


Jeśli uczyć się to na najlepszych narzędziach. Wzięłam sobie tę radę do serca i dlatego rozpoczęłam poszukiwania dobrych pędzli do makijażu oczu. Wprawdzie nie przejawiam talentu do blendowania, ale nigdy nie jest za późno, by się nauczyć;) Mam nadzieję, że chociaż uda mi się choć trochę poprawić technikę wykonywania makijażu oczu. Początkowo zastanawiałam się nad pędzlami Hakuro i Maestro. Zaczęłam się im nawet przyglądać w jednym sklepie internetowym, ale zdjęcia były na tyle kiepskie, że nie widziałam zbyt dobrze ułożenia włosia. I koniec końców nie byłam w stanie ocenić przydatności danego pędzla. Pamiętałam, że moja przyjaciółka, która wykonuje genialne makijaże, wspominała o tym, że pędzle z Inglota są dobre. Porozmawiałam z nią na ten temat, przejrzałam parę wątków na Wizażu i doszłam do wniosku, że przejdę się do swojego Inglota i to sprawdzę. Pędzle rzeczywiście prezentowały się solidnie. Na razie zdecydowałam się na 3. 2 z nich to takie typowe rozcieraki, trzeci jest dosyć gruby i ścięty na skos. Do tej pory nie miałam żadnego dobrego rozcieraka. Kuleczki Essence nie wliczam. Mam nadzieję, że będę umiała wykorzystać potencjał nowych pędzli. Wszak wydałam na nie równo 100 zł. Pędzle z Inglota są dosyć drogie, ale jednocześnie są reklamowane jako profesjonalne. A za jakość się płaci.







Nieco martwią mnie dwie kwestie. Po pierwsze, pędzle zostały wyprodukowane w Chinach, a co do tamtejszych standardów jakości mam poważne wątpliwości. Z drugiej strony Inglot raczej dba o to, by ich wyroby spełniały normy jakości, ponieważ swoją ofertę kieruje nie tylko do polskich klientek. Starałam się wybierać pędzle syntetyczne, a koniec końców okazało się, że ten ścięty zawiera włosie z wiewiórki. I teraz czuję się z tym nieciekawie. Bo jak sobie pomyślę, że dla jego pozyskania zabito zwierzę. Sugerowałam się literkami i byłam przekonana, że wszędzie gdzie jest S, to mam do czynienia z syntetycznym włosiem (s od synthetic). Tak rzeczywiście jest w przypadku dwóch pędzli (oznaczenie SS), a przypadku trzeciego jest FS i to jest akurat włosie wiewiórki, co doczytałam w internecie po powrocie do domu. Może ktoś orientuje się, czy zwierzęta są zabijane dla pozyskania włosia czy po prostu mają obcinane futro?

Swoją drogą znalazłam w końcu sposób na matowe szarości z Inglota. Nanoszę je na mokro i efekt jest o wiele lepszy. Cienie trzymają się powiece przez parę godzin i to bez bazy.

PS Miałyście kiedyś styczność z tymi pędzlami? Jakich pędzli same używacie? Może któraś z Was jest w stanie powiedzieć coś więcej na temat pozyskiwania naturalnego włosia?

karminowe.usta

Pędzel do podkładu Ellite Models


Niejednokrotnie wspominałam o tym, że nie lubię nakładać podkładu palcami. Nie lubię tego uczucia tłustości. Ponieważ wcześniej nie dysponowałam pędzlem do podkładu, to rzadko używałam tego kosmetyku. Dyskomfort okazywał się silniejszy. Na przełomie zimy i wiosny nie potrafiłam znaleźć żadnego sensownego kremu z filtrem, dlatego przypomniałam sobie o podkładzie z Golden Rose z SPF 15. To niewiele, ale na takie pochmurne dni, jakie mamy na przedwiośniu, taka ochrona jest wystarczająca. Część pieniędzy, które odłożyłam na krem z filtrem, postanowiłam spożytkować na pędzel do podkładu. Postawiłam na Ellite Models Foundation Brush.

Włosie
Przyjemne w dotyku. Nie jest szorstkie, więc nie musimy się obawiać, ze podrażnimy delikatną skórę twarzy. Aczkolwiek włosie nie jest też zbyt miękkie, co znacznie utrudniałoby aplikację kosmetyku. Ja czasami używam tego pędzla do nakładania korektora pod oczy. Płaskie i zwarte ułożenie włosia sprawia, że aplikacja kosmetyku jest łatwa. Nie ma problemu z dotarciem do zagłębień, przestrzeni między nosem a ustami itp. Pędzel w ogóle nie gubi włosia, zatem nie musimy obawiać się efektu sugerującego, że tuż przed wyjściem z domu regulowałyśmy brwi;) Czarne włosie to świetne rozwiązanie, ponieważ widzimy, czy nie nałożyłyśmy zbyt dużo podkładu. Po myciu pędzla jesteśmy w stanie ocenić stan jego czystości, możemy usunąć wówczas ewentualne resztki kosmetyku.

Aplikacja
Początkowo bardzo obawiałam się smug oraz tego, że po nałożeniu podkładu uzyskam kleksy, których nie będę w stanie równomiernie rozetrzeć. Jednak pod wpływem ciepła palców kosmetyk lepiej stapia się ze skórą. Ale okazało się, że wszystkie moje obawy były bezzasadne. Moja twarz wyglądała jak z reklamy. Nie było żadnych smug, kosmetyk był równomiernie rozprowadzony. Ponieważ pędzel wchłonął nadmiar podkładu, udało mi się uzyskać bardzo naturalny efekt. Nie było widać, że coś mam na twarzy. Efekt porównywalny do tego, jakie dają kremy BB.

Łatwość mycia
Mycie pędzla nastręcza pewnych trudności. Bardzo trudno jest usunąć resztki podkładu. Nie wiem, czy to kwestia konsystencji kosmetyku czy włosia. Na jego dokładne umycie poświęcam 10 minut. Czyszczę go po każdym użyciu, a mimo to pędzel nie wygląda na zużyty czy zniszczony.

Suszenie
Schnie przez 4 godziny. Jak na tego typu pędzel o dość zwartym włosiu, jest to całkiem niezły wynik.

Rączka
Dobrze, ze nie jest krótsza. Dla mnie idealna. Bardzo dobrze trzyma mi się ten pędzel w ręce. Uwielbiam czerń, dlatego cieszę się, że rękojeść została utrzymana w tym kolorze.

Staranność wykonania
Pomimo codziennego mycia i używania, nie doszło do rozczłonkowania pędzla. To świadczy o staranności jego wykonania.

Cena
Za swój pędzel zapłaciłam 17 zł, ale kupowałam go na promocji. Normalnie jest to wydatek rzędu 21 zł.

Dostępność
Swój pędzel kupiłam w Rossmannie. Wydaje mi się, aczkolwiek nie mam pewności, że pędzle Ellite są dostępne również w Superpharmie.

Reasumując: za sprawą tego pędzla zaczęłam używać podkładu. Wcześniej nie lubiłam go nakładać, ponieważ jego resztki migrowały pod paznokcie, a uczucie tłustości dłoni powodowało u mnie dyskomfort. Pędzel jest porządnie wykonany, nie gubi włosia i umożliwia równomierne rozprowadzenie podkładu. Nie pozostawia smug.

PS Używacie podkładu? W jaki sposób go nanosicie? Stawiacie na pędzle, gąbki, Beauty Blender a może wybieracie metodę tradycyjną (palcami)? Jeśli używacie do tego celu palców, to jak radzicie sobie z migracją podkładu pod paznokcie?

karminowe.usta

Douglas-pędzel do eyelinera w żelu


Eyelinery to kosmetyki, z którymi długo się oswajałam. Początkowo nie umiałam się nimi posługiwać. Malowanie kreski eyelinerem w kałamarzu szło mi bardzo opornie. W końcu opracowałam system, który dawał całkiem niezłe efekty. Kreska była w miarę cienka i prosta, ale niestety moje rzęsy były posklejane. Wszystkie te problemy zniknęły, gdy zakupiłam eyeliner w żelu z Inglota i stosowny pędzelek z Douglasa. Bohaterem dzisiejszej notki będzie właśnie ten drugi.

Włosie
Pędzel jest wykonany z włosia o średniej twardości. Nie jest na tyle twardy, by aplikacja eyelinera mogła podrażniać delikatną skórę powiek, ale nie jest też zbyt miękki, dzięki czemu możliwe jest namalowanie kreski. Włosie ma kolor brązowy.

Gubienie włosia
Ten problem nie występuje w przypadku tego pędzla.

Malowanie kreski
Na początku było prawdziwą przyjemnością. Bardzo polubiłam eyeliner, ponieważ mogłam nim zmalować kreskę w stylu pin-up girl, zrobić delikatną linię zagęszczającą rzęsy. Niestety, pędzel stosunkowo szybko się rozczapirzył i teraz trzeba się nieźle natrudzić, by kreska była cienka.


Opakowanie
Pędzel był wsadzony w takie oczko na plastikowej „kartce” (nie wiem jak to określić). Szkoda, że producent nie wziął przykładu z Essence i nie umieścił go w plastikowym „etui”. Nie miałam go w czym przechowywać, dlatego kupiłam specjalny koszyk na pędzle, ale wolałabym, żeby nie miał kontaktu z zanieczyszczeniami obecnymi w powietrzu.

Rączka
Czarna, długa. Dla mnie idealna. O ile w przypadku pędzli do pudru, preferuję krótkie rączki, o tyle te do eyelinera powinny mieć dłuższe uchwyty. Tylko wtedy jestem w stanie zmalować porządną kreskę:)

Pranie
Nie stawiał jakichś oporów podczas tej czynności, dobrze usuwało się z niego resztki produktu. Robiłam to od razu po zmalowaniu kreski. Niestety, po kilku myciach zaczął się rozczapirzać, chociaż nie przyspieszałam jego schnięcia, nie pocierałam nim o ręcznik, tylko układam na papierowym ręczniku. Leżał sobie tam swobodnie.

Suszenie
Pędzel schnie naprawdę szybko. Po niespełna godzinie można nim zmalować nową kreskę. Jest to kwestia niewielkiego zagęszczenia włosia.

Cena
Zapłaciłam za niego koło 20 zł.

Dostępność
Do nabycia wyłącznie w perfumeriach Douglas.

Reasumując: nie wiem, co o nim myśleć. Na początku byłam nim oczarowana. Można było nim wykonać każdą kreskę. Ale bardzo szybko się rozczapirzył i teraz ciężko się nim posługuje.

PS Miałyście ten pędzel? Jak suszycie te przeznaczone do eyelinera w żelu? Czy zdarzyło się Wam, że tego typu pędzel po prostu się rozczapirzył? Czym malujecie kreski, gdy sięgacie po eyeliner w żelu? Ja kupiłam pędzel z Donegala. Mam nadzieję, że uda mi się nim zmalować więcej kresek niż jego poprzednikiem.

karminowe.usta

Pędzel do pudru Essence


Na początku chciałam przeprosić, że dzisiaj nie pojawi się tag, ale po 12 h nauki o alkaloidach, saponinach, efektach toksycznych, ustawodawstwie regulujących wprowadzanie GMO do użytku nie jestem w stanie napisać nic konstruktywnego, dlatego korzystam z wcześniej napisanej notatki:)

Mam kilka pędzli do pudru. Wiąże się to z tym, iż tego typu pędzle dosyć wolno schną, a ja myję je po każdym użyciu. Jako posiadaczka cery mieszanej muszę oprószać twarz w ciągu dnia, dlatego dodatkowe pędzle przydają się:) Dzisiaj nadeszła pora na recenzję Powder Brush od Essence.

Wielkość
Jest to stosunkowo niewielki pędzel. Jego włosie nie tworzy potężnej kuli, którą omiata się twarz raz dwa. Niemniej takie rozwiązanie ma też swoje zalety. Wybierając pędzel warto uwzględnić wymiary własnej twarzy. Ja swoją mam naprawdę drobną i więcej kłopotu sprawiają mi duże pędzle, ponieważ nie umiem dotrzeć nimi do zakamarków typu przestrzeń między nosem a ustami. Małymi pędzlami jestem w stanie wykonać precyzyjny makijaż, natomiast przy dużych czuję niedomalowana, muśnięta. Zawsze boję się, że takim dużym pędzlem zrobię plamę pod nosem, że puder będzie źle roztarty itp. Kosmetyczne akcesorium z Essence ma jeszcze jedną zaletę. Można je bez problemu zanurzyć w każdym, nawet najmniejszym słoiczku/nakrętce z pudrem. Nie wiem, czym nabierałabym puder transparentny z Inglota z serii AMC, gdyby nie ten pędzel.

Włosie
Syntetyczne, ale bardzo miękkie. Aplikacja pudru to prawdziwa przyjemność. Lubię to uczucie subtelnego muśnięcia. Włoski pędzla są różowe z końcówkami zabarwionymi na czarno. Wygląda to dosyć ciekawie i atrakcyjnie, zwłaszcza w zestawieniu z czarną rączką.

Rączka
Krótka, ale wygodna. Nie wiem czemu, ale preferuję pędzle z krótkimi rączkami, ponieważ łatwiej i dokładniej operuje mi się nimi. Choć jest plastikowa wciąż nie jest porysowana. Na początku myślałam, że jej połączenie z „owłosioną częścią” jest dosyć słabe, ale do tej pory pędzel nie rozpadł się na rączkę i włosie.


Wypadanie włosków
Albo trafił mi się rewelacyjny egzemplarz albo te pędzle zostały naprawdę solidnie wykonane, bo nie zauważyłam, by włosie wypadało. Przez co jego używanie jest naprawdę komfortowe. Czego nie mogę powiedzieć o pędzlu z Rossmanna, który za każdym razem pozostawia na mojej twarzy mnóstwo czarnych włosków, przez co wyglądam jak wyrywaniu brwi.

Szybkość aplikacji
Pędzel jest mały, co sugerowałoby, że aplikacja pudru przy jego pomocy będzie długo trwała. Niemniej u mnie sprawdza się pod tym względem. Dopasowywanie ogromnych pędzli do zakamarków mojej drobnej twarzy zajmuje więcej czasu. Na pewno nie jest to pędzel dla każdego. Jeśli komuś aplikacja pudru dużym pędzlem nie nastręcza problemów, to nie powinien rezygnować z niego na rzecz mniejszych, ponieważ tymi drugimi będzie musiał się więcej namachać.

Zapach
Pędzel nie posiada go.

Podrażnianie
Jego włosie jest naprawdę delikatne, przez co nie podrażnia twarzy.

Pranie
Podczas jego wykonywania nie farbuje. Pomimo codziennego mycia wciąż trzyma się nieźle, nie utracił włosia, ani nie uległo ono zmechaceniu.

Schnięcie
Jest najmniej zbity, więc najszybciej traci wilgoć. Ten schnie ze 2-3 godziny, dla porównania pędzlowi z Rossmanna zajmuje to kilkanaście godzin.

Trwałość
Używam go od listopada i wciąż nadaje się do użytku.

Plastikowe opakowanie
Można w nim przechowywać pędzel, chroniąc jednocześnie przed zanieczyszczeniem mikroorganizmami obecnymi w powietrzu. Lubię takie praktyczne opakowania.

Cena
Zapłaciłam za niego 6-9 zł. To niewiele, zważywszy na jego jakość.

Dostępność
Można go nabyć w Douglasach, Naturach i Superpharmach oraz wszędzie tam, gdzie znajduje się szafa Essence.

Reasumując: jest to mój ulubiony pędzel do nakładania pudru ze względu na miękkie, delikatne włosie, które w czasie aplikacji nie osypuje się. Pędzel pomimo kilkumiesięcznego stosowania i codziennego mycia wciąż wygląda przyzwoicie, a zapłaciłam za niego parę złotych. Jest idealny do niewielkich twarzy, ponieważ można nim dotrzeć w każdy zakamarek:)

PS Do nakładania pudru używacie pędzli czy puszków? Wolicie te większe, którymi omiata się twarz błyskawicznie czy mniejsze, którymi dotrzecie do każdego zakamarku?

karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...