Pędzle z Inglota


Jeśli uczyć się to na najlepszych narzędziach. Wzięłam sobie tę radę do serca i dlatego rozpoczęłam poszukiwania dobrych pędzli do makijażu oczu. Wprawdzie nie przejawiam talentu do blendowania, ale nigdy nie jest za późno, by się nauczyć;) Mam nadzieję, że chociaż uda mi się choć trochę poprawić technikę wykonywania makijażu oczu. Początkowo zastanawiałam się nad pędzlami Hakuro i Maestro. Zaczęłam się im nawet przyglądać w jednym sklepie internetowym, ale zdjęcia były na tyle kiepskie, że nie widziałam zbyt dobrze ułożenia włosia. I koniec końców nie byłam w stanie ocenić przydatności danego pędzla. Pamiętałam, że moja przyjaciółka, która wykonuje genialne makijaże, wspominała o tym, że pędzle z Inglota są dobre. Porozmawiałam z nią na ten temat, przejrzałam parę wątków na Wizażu i doszłam do wniosku, że przejdę się do swojego Inglota i to sprawdzę. Pędzle rzeczywiście prezentowały się solidnie. Na razie zdecydowałam się na 3. 2 z nich to takie typowe rozcieraki, trzeci jest dosyć gruby i ścięty na skos. Do tej pory nie miałam żadnego dobrego rozcieraka. Kuleczki Essence nie wliczam. Mam nadzieję, że będę umiała wykorzystać potencjał nowych pędzli. Wszak wydałam na nie równo 100 zł. Pędzle z Inglota są dosyć drogie, ale jednocześnie są reklamowane jako profesjonalne. A za jakość się płaci.







Nieco martwią mnie dwie kwestie. Po pierwsze, pędzle zostały wyprodukowane w Chinach, a co do tamtejszych standardów jakości mam poważne wątpliwości. Z drugiej strony Inglot raczej dba o to, by ich wyroby spełniały normy jakości, ponieważ swoją ofertę kieruje nie tylko do polskich klientek. Starałam się wybierać pędzle syntetyczne, a koniec końców okazało się, że ten ścięty zawiera włosie z wiewiórki. I teraz czuję się z tym nieciekawie. Bo jak sobie pomyślę, że dla jego pozyskania zabito zwierzę. Sugerowałam się literkami i byłam przekonana, że wszędzie gdzie jest S, to mam do czynienia z syntetycznym włosiem (s od synthetic). Tak rzeczywiście jest w przypadku dwóch pędzli (oznaczenie SS), a przypadku trzeciego jest FS i to jest akurat włosie wiewiórki, co doczytałam w internecie po powrocie do domu. Może ktoś orientuje się, czy zwierzęta są zabijane dla pozyskania włosia czy po prostu mają obcinane futro?

Swoją drogą znalazłam w końcu sposób na matowe szarości z Inglota. Nanoszę je na mokro i efekt jest o wiele lepszy. Cienie trzymają się powiece przez parę godzin i to bez bazy.

PS Miałyście kiedyś styczność z tymi pędzlami? Jakich pędzli same używacie? Może któraś z Was jest w stanie powiedzieć coś więcej na temat pozyskiwania naturalnego włosia?

karminowe.usta

19 komentarzy:

  1. Nie miałam kontaktu z pędzlami Inglota, więc z chęcią się dowiem co o nich sądzisz po przetestowaniu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno podzielę się swoimi wrażeniami:) Jutro rozpocznę testy;)

      Usuń
  2. Też jestem ciekawa co do pozyskiwania naturalnego włosia, myślę jednak (mam nadzieję), że po prostu część futerka jest im ucinana i tyle.
    Ja mam większość pędzli Maestro, jeden z Ecotools, jeden z Inglota :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką cichą nadzieję, że obcinają kawałek futerka. Mam nadzieję, że korzystają z bardziej ekonomicznych metod wielokrotnego pozyskiwania włosia z tego samego zwierzęcia. W ogóle chciałam znaleźć coś w internecie, ale nie ma żadnych rzetelnych danych.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dużo dobrego słyszałam o tych pędzlach:)

      Usuń
  4. Ja w sumie nie mam jakichś szałowych pędzli-na samym początku kilka lat temu mama kupiła mi jakiś zestaw za 10 zł ;d Mam poza tym 2 pędzelki z H&M i kulkę z essence. Z hakuro mam tylko jeden pędzel (H50) i z niego jestem zadowolona, ale on jest do podkładu, nie mam pojęcia jak sprawdzają się te do oczu :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z pędzli do oczu mam dwa z Essence (jeden do eyelinera/brwi, druga to ta kulka), poza tym pędzel z Rossmanna, z Donegala i 4 pędzle, które mają już 10 lat. Dostałam je w swoim pierwszym zestawie kosmetycznym. Ale miałam wtedy cieni...

      Usuń
  5. ja w sumie mam... dwa z ecotoolsa(do pudru i różu) jeden z annabelle minerals(do różu) i jeden z everyday minerals (flat top)

    z ecotolsów jestem zadowolona, evryday testuje... a annabelle leży nieużywany, pewnie pojdzie w świat

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, ze w Rossmannie nie ma EcoToolsów do oczu...

      Usuń
  6. Miałam cały komplet pędzli Inglota i nie lubiłam ich. Połowę rozdałam znajomym, najbardziej potrzebne zostawiłam sobie. Jak na mój gust mają za sztywne i szorstkie włosie, drapią po skórze i średnio blendują. Najbardziej lubię kulkę i skośny do kresek - te są ok.
    Co do zwierzaków i pozyskiwania włosia, to wszystko zależy od firmy. Niektóre kupują z ubojni już wypreparowane, gotowe futra, inne hodują zwierzątka, zabijają je i zdejmują z nich skórę, jeszcze inne golą włosie a zwierzę uwalniają. Ale nie ma się co czarować - ostatnia wersja jest najmniej popularna, bo nikt ot tak nie wypuści nagle tysiąca wiewiórek, czy kilkaset kucyków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Akurat skośnego nie kupowałam, bo mam fajny pędzelek do kresek;) Bardzo zależało mi na dobrym rozcieraku, bo takiego nie mam. Mam nadzieję, że nie podrażnią mi skóry wokół oczu.

      Dzięki za przybliżenie tematyki pozyskiwania włosia. Też tak podejrzewałam.

      Usuń
    2. LOL.. "golą i wypuszczają"? :D wiekszej bzdury nie slyszalam.. gdzie niby wypuszczaja :) Włosie naturalne, tak samo zreszta jak lanoline otrzymuje sie przez ogolenie zwierzecia.

      Usuń
    3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    4. Methea, masz rację, z tym wypuszczaniem to lekka przesada;) Raczej nie wypuszcza się źródła surowca;) Ale powiedzmy, że pod tym "wypuszczają", rozumiemy: "pozostawiają w spokoju do czasu pojawienia się nowego owłosienia".

      Usuń
  7. nigdy nie miałam pędzli z inglota, ciekawa jestem jak się spiszą :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są całkiem przyjemne w kontakcie ze skórą. Na razie tylko tyle mogę powiedzieć, bo używałam ich po raz pierwszy:)

      Usuń
  8. Kosmetyki firmy Inglot nie są testowane na zwierzętach. Żaden również pędzel- jego produkcja nie przyczyniła się do śmierci zwierzęcia. Włosie na pędzle pozyskiwane jej poprzez czesanie miejsc gdzie futro nadaje się na włosie pędzli lub też delikatnie ścinane. Żadne zwierzątko nie cierpi więc nie ma obaw :) Polecam pędzel 13P, 12S do ust jak i 1ss :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ci za odpowiedź:) Bardzo się cieszę, że pędzel, którego używam, nie powstał w wyniku cierpienia zwierząt. Szczerze mówiąc, po jego zakupie targały mną wyrzuty sumienia... Wiem, że kosmetyki Inglota nie są testowane na zwierzętach, dlatego chętnie po nie sięgam;) Ale niektóre firmy nie testują, ale np. korzystają ze składników pochodzenia zwierzęcego, które raczej nie są pozyskiwane od żywych zwierząt... Tutaj na szczęście jest inaczej:) Na pewno przyjrzę się bliżej wspomnianym przez Ciebie pędzlom:)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...