Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwona szminka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą czerwona szminka. Pokaż wszystkie posty

Pomadka Avon Matte Legend Legendary

Bardzo przypadł mi do gustu fiolet z serii Avon Matte Legend, który kryje się pod nazwą Admire. Jego jakość okazała się niezwykle satysfakcjonująca. Dlatego ucieszyłam się, gdy mogłam zapoznać się ze szminką Avon Matte Legend Legendary. Czy przypadła mi ona do gustu?

Pomadka Avon Matte Legend  Legendary

Idealna czerwień dla każdej kobiety, czyli matowe pomadki Avon True Color


Należę do osób, która przykładają dużą wagę do wniosków płynących z analizy kolorystycznej. Sama jestem zimą, mam chłodny typ urody – czarne włosy, ciemne oczy oraz jasnoróżową cerę. Widzę, jak wiele ciepłych kolorów sprawia, iż wyglądam niezdrowo. Ucieszyłam się, gdy Avon opracował Koloruletki z myślą o Polkach, które mają problem z doborem odpowiedniego odcienia szminki, podkładu, korektora, rozświetlacza itp. W najnowszym katalogu marki możecie znaleźć podział na różne typu kolorystyczne, dzięki czemu z większym prawdopodobieństwem traficie w swój odcień pomadki czy też fluidu. Ja otrzymałam Koloruletkę dla czerwonych szminek oraz 9 matowych pomadek Avon True Color. Przychodzę do Was, aby troszkę przybliżyć temat i zaprezentować poszczególne szminki. Jak już zapewne zdążyłyście zauważyć, jestem typową pomadkomaniaczką. Uważam, że to całkiem przyjemne uzależnienie;)



Idealna czerwień dla każdej kobiety



Szminki idealne na jesień


Jak wiecie, mam fioła na punkcie pomadek. Ich kolekcja nieustannie się powiększa. Lubię malować mocno usta, a oczy jedynie delikatnie podkreślać. Dorobiłam się pokaźnej kolekcji szminek. Zapewne wraz z nadejściem jesieni wiele z Was szuka adekwatnych odcieni pomadek. Dzisiaj przychodzę, aby przedstawić szminki idealne na jesień.
Kobo Professional Colour Trends Cherry Lips



W czym podobasz się mężczyznom?

Wiem, że żyjemy w XXI wieku i często jesteśmy zabiegane, dlatego wybieramy wygodne stroje, a niekoniecznie te, które w pełni podkreślają nasze atuty. Niemniej istnieją ubrania i dodatki, które każda z nas powinna mieć w swojej szafie i przynajmniej  czasami robić z nich użytek.  W czym podobasz się mężczyznom i dlaczego?
czerwona sukienka
Zdjęcie autorstwa Magdaleny Kręcidło


Inglot szminka w kredce nr 21

Mam mnóstwo szminek w najróżniejszych odcieniach czerwieni. Nie powinnam kupować następnej pomadki, ale czasem zdarzają się takie chwile, gdy dopada nas skleroza i zapominamy spakować ze sobą wszystkie potrzebne kosmetyki. Tak też było pewnego czerwcowego dnia, gdy wybrałam się na spotkanie z Agatą:* Gdy zorientowałam się, że nie mam czym pomalować ust, wstąpiłam do salonu Inglota, który był po drodze. W ten oto sposób stałam się szczęśliwą posiadaczką nowej pomadki. Czy Inglot szminka w kredce nr 21 spełniła moje oczekiwania?

pomadka w kredce inglot


Pomadka Avon True Color Perfectly Matte Red Supreme

Na blogu wielokrotnie wspominałam, iż mam szczególną słabość do szminek o matowym wykończeniu. Eksperymentowałam z licznymi odcieniami różnym marek, w związku z tym dysponuję pewną skalą porównawczą. Czy pomadka Avon True Color Perfectly Matte Red Supreme przypadła mi do gustu?

pomadka Avon Perfectly Matte Red Supreme



Melkior Professional Classic Lipstick „Cardinal Red” – pomadka, która optycznie wybiela zęby

Pomadki to niewątpliwie moje ulubione kosmetyki, chętnie po nie sięgam i nieustannie powiększam swoją kolekcję. Miałam przyjemność stosować wiele różnych szminek różniących się wykończeniem, pigmentacją i ceną.  Z perspektywy czasu widzę, że jako nastolatka nie miałam dużych oczekiwań, wystarczył twarzowy odcień, bym czuła się usatysfakcjonowana. Pod koniec studiów zaczęłam zwracać uwagę na jakość, dziś stanowi ona najważniejsze kryterium przy wyborze pomadki.  Czy szminka Melkior Professional Classic Lipsick „Cardinal Red” sprostała moim oczekiwaniom?

Melkior-Professional-Classic-Lipstick-Cardinal-Red


Co nowego w kosmetyczce? Szminki i parę innych drobiazgów

Ten post powinnam rozpocząć od zdania: "Mam na imię Magda i jestem szminkomaniaczką". Mimo iż mogę pochwalić się pokaźną kolekcją pomadek, wciąż przynoszę do domu nowe kosmetyki do makijażu ust. Zawsze znajdę w drogerii szminkę w wyjątkowym odcieniu, którą muszę przetestować na własnych wargach. Choć najczęściej stawiam na usta w żywych, soczystych kolorach, zdarza mi się przynieść do domu też coś spokojniejszego. Zapraszam na prezentację skarbów, którym nie potrafiłam się oprzeć.

Inglot pomadka do ust Matte nr 422

Do tej pory byłam zadowolona z matowych szminek Inglota, toteż gdy zobaczyłam jagodową pomadkę Inglota na jednym z blogów, wiedziałam, że muszę ją mieć. Na zaspokojenie kosmetycznego chciejstwa nie musiałam długo czekać, ponieważ pożądany odcień znalazłam w pobliskim centrum handlowym. Moja radość nie trwała jednak długo, ponieważ szminka nie grzeszy jakością. Jej aplikacja jest jeszcze trudniejsza niż śliwkowej pomadki marki Sephora, początkowo myślałam, że baza Kobo rozwiąże problem, niestety, tak się nie stało. Równomierne nałożenie jagodowej szminki graniczy z cudem ze względu na jej tępą konsystencję. Za każdym razem w załamaniach pojawiają się fioletowe grudki, które wyglądają nieestetycznie. Z pewnością nie jest to kwestia suchych, zaniedbanych ust, ponieważ nawet na ręce szminka rozkłada się nierównomiernie. Może któraś z Was miała do czynienia z tym pięknym a zarazem problematycznym odcieniem i wie, jak rozwiązać problem?









Inglot pomadka do ust Matte nr 420

Choć zakupu tej pomadki nie planowałam, jej nietypowy odcień spodobał mi się do tego stopnia, iż postanowiłam powiększyć kolekcję szminek. Trudno jednoznacznie określić jej kolor. Mamy tutaj do czynienia z połączeniem intensywnego różu i fioletu. Jeśli w makijażu lubicie eksponować usta, to powinnyście zwrócić uwagę na pomadkę Inglot Matte nr 420. Choć temu nietypowemu odcieniowi nie można odmówić uroku, to nie każda z nas będzie wyglądała w nim dobrze. Choć intensywny róż z domieszką fioletu nie ma tak topornej konsystencji jak Inglot Matte nr 422, jego aplikacja bywa problematyczna. Nawet na zadbanych, wypeelingowanych wargach kosmetyk lubi wchodzić w załamania. Gdy udało mi się równomiernie nałożyć pomadkę, nienagannym makijażem ust cieszyłam się zaledwie przez kwadrans, po kilkunastu minutach szminka zaczyna się warzyć i musimy sięgnąć po mleczko lub płyn dwufazowy.











Golden Rose Velvet Matte pomadka nr 14

W listopadzie postanowiłam powiększyć swoją kolekcję szminek, na mojej liście znajdowało się kilka ciekawych, jesiennych odcieni. Wprawdzie nie planowałam zakupu szminki przypominającej dojrzałą malinę, ale gdy zobaczyłam ją w drogerii, uznałam, że muszę ją mieć. Staram się nie wrzucać kosmetyków do koszyka pod wpływem impulsu, ale czasem pozwalam sobie na odrobinę szaleństwa. Tym razem warto było zmodyfikować pierwotne zamierzenia, ponieważ pomadka Golden Rose Velvet Matte nr 14 przypomina naturalny odcień moich ust. Po jej użyciu wargi wyglądają lepiej, ale nie rzucają się w oczy. Od pewnego czasu stanowi stały element dziennego makijażu, gdy nie wiem, którą szminką podkreślić usta, sięgam po dojrzałą malinę. Jej największym atutem jest trwałość, z moich warg znika dopiero po 6-8 godzinach.











Golden Rose Velvet Matte pomadka nr 16

Czasem zdarza mi się zaszaleć z makijażem oczu i wówczas pojawia się problem, jaką szminką podkreślić usta. Czerwienie i fuksje odpadają, ponieważ stanowiłyby konkurencję dla cieni do powiek. W związku z tym zdecydowałam się na jasnobrązową szminkę, która na ustach wygląda bardzo naturalnie. Moja mama od dobrych kilku miesięcy używa pomadki Golden Rose Velvet Matt nr 16 i jest z niej bardzo zadowolona, więc długo się nie zastanawiałam nad wyborem odcienia i marki. Szminka charakteryzuje się świetną jakością, na moich wargach utrzymuje się przez kilka godzin, później równomiernie znika z ust. Jej dodatkowym atutem jest niska cena, za pomadkę Golden Rose Velvet Matte zapłaciłam niespełna 10 zł.







Eveline Celebrities pomadka do ust nr 602

Nie potrafię oprzeć się czerwieni, gdy widzę bluzkę lub szminkę w swoim ulubionym kolorze, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że przyniosę ją ze sobą do domu. Na pomadkę Eveline zdecydowałam się ze względu na odcień. Powoli przekonuję się do czerwieni w cieplejszym wydaniu i chętnie eksperymentuję. Choć kolor szminki okazał się niezwykle udany, rozczarowała mnie jej jakość. Po raz pierwszy mam do czynienia ze szminką, która tak szybko znika z ust, na dodatek robi to nierównomiernie. Nie przekreślam jej jednak całkowicie, dam jej jeszcze jedną szansę, ale obawiam się, że ten typ tak ma i trudno będzie nam nawiązać owocną współpracę.









My Secret 300% Sensual Volume Mascara

Bardzo lubię maskary My Secret. Pomimo niskiej ceny zapewniają pożądany efekt, nie osłabiają rzęs i chętnie współpracują z delikatnymi płynami micelarnymi. Jako alergiczka doceniam również fakt, iż dotychczas stosowane tusze nigdy nie podrażniły moich oczu. Czy z nową maskarą My Secret będzie podobnie? O tym przekonam się już niebawem, gdy spożytkuję napoczęty tusz. Producent obiecuje efekt pogrubienia, a moim rzęsom zdecydowanie brakuje objętości. Opakowanie maskary przypomina mi Maybelline Colossal. Czy tylko ja mam takie skojarzenia?




Pierre Rene pędzel do pudru

Od kilku lat używam pędzla kabuki Real Techniques, z perspektywy czasu wiem, iż dokonałam właściwego wyboru. Dzięki niemu aplikacja minerałów przebiega szybko i sprawnie, a ja cieszę się naturalnym efektem. Niestety, zimą pędzle schną stosunkowo długo, więc potrzebowałam zamiennika dla Real Techniques. Zdecydowałam się na łatwo dostępny i tani pędzel do pudru Pierre Rene. Pozwala on na precyzyjną i staranną aplikację podkładu mineralnego, ale posiada pewną wadę, która całkowicie dyskwalifikuje go w moich oczach. Otóż pędzel do pudru Pierre Rene okropnie gubi włosie, co na dłuższą metę jest niezwykle uciążliwe. Na szczęście niebawem moje męki zakończą się. W najbliższych dniach zamierzam zamówić zestaw pędzli Zoeva.






Kobo Professional Highlighter Powder nr 310 Moonlight

Potrzebowałam sporo czasu, aby przekonać się do rozświetlaczy. W związku z tym, iż moja cera wykazuje tendencję do przetłuszczania, wychodziłam z założenia, że nie potrzebuje ona dodatkowego blasku. Pod koniec studiów nieoczekiwanie zmieniłam swoje nastawienie do rozświetlaczy za sprawą idealnej, srebrnej tafli, którą co tydzień mogłam podziwiać na twarzy mojej wykładowczyni. Chciałam uzyskać identyczny efekt, więc rozpoczęłam intensywne poszukiwania odpowiedniego kosmetyku. Moim oczekiwaniom najlepiej sprostał rozświetlacz w płynie rodzimej firmy Inglot. W miarę upływu czasu moja kolekcja systematycznie powiększała się o kolejne produkty dodające skórze zdrowego blasku. Kilka tygodni temu w mojej kosmetyczce zagościł Kobo Professional Highlighter Powder nr 310 Moonlight. Choć nie zdążyłam jeszcze wyrobić sobie zdania na jego temat, na razie nie mam większych zastrzeżeń do rozświetlacza. Na próżno szukać w nim brokatu, drobno zmielone cząsteczki tworzą lśniącą taflę utrzymaną w chłodnej tonacji. 







karminowe.usta

Pomadka, która łączy walory estetyczne z pielęgnacyjnymi

Ten wpis powinnam rozpocząć od wyznania: „jestem szminkoholiczką”. Moja kolekcja liczy 60 pomadek i stale się powiększa. Nie potrafię oprzeć się soczystym ustom. Uważam, że czerwień i intensywny róż świetnie ożywiają moją bladą twarz. W związku z tym, iż nie grzeszę zdolnościami manualnymi, rzadko podkreślam oczy. Narysowanie estetycznej kreski czy roztarcie cieni stanowi dla mnie nie lada wyzwanie. Czerwona szminka pozwala uzyskać satysfakcjonujący efekt przy niewielkim nakładzie pracy. Pod koniec listopada w moje ręce wpadła pomadka Paese z dodatkiem oleju arganowego. Jeśli chcecie dowiedzieć się, jaki odcień kryje się pod numerem 48, zapraszam na recenzję;)


Kolor
Żywa, soczysta czerwień nadaje twarzy wyrazu. Ten odcień sprawdzi się zarówno podczas kolacji w eleganckiej restauracji, jak i wyjścia ze znajomymi na kręgle. Bardzo dobrze czuję się w takich kolorach, o czym świadczy stopień zużycia pomadki;)


Wykończenie
Bohaterka niniejszej recenzji zapewnia satynowe wykończenie. Po 2 h musimy pożegnać się z efektem mokrych ust, szminka nabiera matowego charakteru.


Trwałość
Na moich wargach soczysta czerwień utrzymuje się przez 5 h pod warunkiem, że w tym czasie nie spożywam posiłków. Wprawdzie pomadka nie przetrwa dwudaniowego obiadu, ale dzielnie znosi lekkie przekąski. Szminka równomiernie znika z ust, nie pozostawia nieestetycznych obwódek.


Pigmentacja
Bohaterka niniejszej recenzji przypadnie do gustu miłośnikom głębokich, nasyconych odcieni. Sztyft charakteryzuje się świetną pigmentacją. Sięgając po pomadkę Paese, należy liczyć się z tym, że nie przejdziemy niezauważone;)


Nawilżenie
Ostatnio dopisuje mi szczęście. Po raz kolejny trafiłam na pomadkę, które łączy walory estetyczne z właściwościami pielęgnacyjnymi. Warto zaznaczyć, że efekt gładkich, miękkich warg nie znika wraz z demakijażem. Podejrzewam, że szminka zda egzamin podczas nadciągających mrozów. Jej treściwa konsystencja świetnie zabezpiecza skórę przed negatywnym wpływem wiatru.


Podkreślanie suchych skórek
Przed aplikacją wymagających odcieni warto wykonać peeling. Pomadka Paese podkreśla suche skórki, które są widoczne gołym okiem. W odróżnieniu od Eliksiru Wibo, nie pełni roli detektora mikroskopijnych niedoskonałości.


Migracja
Choć szminka, nałożona z umiarem, nie wykazuje tendencji do wylewania się poza kontur ust, przed wyjściem z domu przykładam do warg chusteczkę higieniczną. Ten prosty trik zapewnia mi komfort psychiczny.


Konsystencja
W związku z tym, że sztyft charakteryzuje się kremową formułą, jego aplikacja nie przysparza problemów. Pomadka gładko sunie po ustach, na których rozkłada się równomiernie.


Zapach
Gdy po raz pierwszy sięgnęłam po bohaterkę niniejszej recenzji, odniosłam wrażenie, że producent pomylił pomadkę z perfumami. Obawiałam się, że intensywna kompozycja zapachowa może zaszkodzić moim wrażliwym ustom. Na szczęście nie odnotowałam pieczenia, zaczerwienienia czy wysypki o podłożu alergicznym. Zanim zdecydujecie się na zakup sztyftu Paese, warto zapoznać się z testerami, ponieważ specyficzna, bliżej niezidentyfikowana woń towarzyszy nam przez kilka godzin.


Opakowanie
Producent postawił na prostotę i elegancję. Sztyft znajduje się w czarnym, plastikowym opakowaniu. Pomadka nie ucierpiała podczas spotkania pierwszego stopnia z kafelkami. Charakterystyczny dźwięk („klik”) daje nam gwarancję, że szminka została prawidłowo zamknięta.


Cena
Za pomadkę z dodatkiem oleju arganowego musimy zapłacić ok. 24 zł.

Dostępność
Sklep internetowy producenta, konsultantki, osiedlowe drogerie.


Reasumując: Żywa, soczysta czerwień przypadła mi do gustu. Za jej sprawą moja blada twarz nabiera wyrazu. Ten odcień sprawdzi się zarówno podczas kolacji w eleganckiej restauracji, jak i wyjścia ze znajomymi na kręgle. Bardzo dobrze czuję się w intensywnych kolorach, o czym świadczy stopień zużycia pomadki. Bohaterka niniejszej recenzji zapewnia satynowe wykończenie. Po 2 h musimy pożegnać się z efektem mokrych ust, szminka nabiera matowego charakteru. Na moich wargach utrzymuje się przez 5 h pod warunkiem, że w tym czasie nie spożywam dwudaniowego obiadu. Soczysta czerwień znika równomiernie, nie pozostawia kolorowych obwódek. Sztyft charakteryzuje się świetną pigmentacją. Bohaterka niniejszej recenzji łączy walory estetyczne z właściwościami pielęgnacyjnymi. Za jej sprawą cieszę się gładkimi, nawilżonymi ustami. Przed aplikacją pomadki warto wykonać peeling, ponieważ intensywny odcień wykazuje tendencję do podkreślania suchych skórek. Szminka nie wylewa się poza kontur warg. Pomadka z dodatkiem oleju arganowego przypadła mi do gustu. Chętnie zapoznam się z innymi odcieniami.

PS Czy sięgacie po czerwone szminki? Jak często korzystacie z ich dobrodziejstw? Czy spotkaliście się z dobrze napigmentowanymi pomadkami, które pielęgnują usta?


karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...