Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bell. Pokaż wszystkie posty

Bell Full Cover Concealer 01 Lightening, czyli korektor tuszujący niedoskonałości

Ten korektor był dostępny swego czasu w Biedronce w ramach zimowej edycji limitowanej. Nie wiem, czy wciąż można go tam dorwać, bo dawno nie odwiedzałam tego dyskontu. Nie lubię Biedronek za to, jak jest w nich ciasno, produkty często zmieniają swoje położenie, a na dodatek ze względu na tanie piwo oraz wino odwiedzają je dość nieciekawe osoby.  Dlatego w czasach pandemii koronawirusa wolę omijać je szerokim łukiem. Nie czułabym się w nich bowiem zbyt bezpiecznie. Jak sprawdził się u mnie Bell Full Cover Concealer  01 Lightening, czyli korektor tuszujący niedoskonałości?
Bell Full Cover Concealer  01 Lightening

Bell Black Glam Eyeliner precyzyjny eyeliner w pisaku


Kiedyś nie lubiłam nosić kresek na powiekach. Uważałam, że mi nie pasują. Poza tym nie umiałam ich nijak namalować. Jednak pod koniec 2018 roku w moje ręce wpadł eyeliner w pisaku Kat von D Tattoo Liner. Ten tak bardzo przypadł mi do gustu, że zaczęłam regularnie malować kreski. Zauważyłam, że pięknie podkreślają one oko. Ostatnio postanowiłam sprawdzić, czy istnieje tańsza alternatywa dla Kat von D Tattoo Liner. W ten oto sposób zdecydowałam się wypróbować Bell Black Glam Eyeliner precyzyjny eyeliner w pisaku.
Bell Black Glam Eyeliner precyzyjny eyeliner w pisaku

Moja makijażowa rutyna, czyli ulubione kosmetyki kolorowe


Nie wiem jak Wy, ale ja złapałam się ostatnio na tym, że mam takie kosmetyki kolorowe, po które sięgam każdego dnia. Sprawdzają się u mnie wyśmienicie, dlatego jestem im wierna. Mało tego, bardzo często dokupuję kolejne opakowania tego samego produktu. Jesteście ciekawi, jak wygląda moja makijażowa rutyna? Zapraszam do lektury. W tym wpisie przedstawię Wam ulubione kosmetyki kolorowe.

ulubione kosmetyki kolorowe

Bell HYPOAllergenic Powder Lipstick nr 06


Bardzo lubię testować nowe pomadki, to taka moja niegroźna słabość. Nigdy nie wychodzę z domu bez makijażu ust. Dość długo nie byłam przekonana do szminek Bell. Wciąż pamiętam te perłowe w czerwonych opakowaniach, których używała moja mama. Daleko im było do rewelacyjnych pomadek. Ostatnio jednak odkryłam parę perełek, jedną z nich jest Bell HYPOAllergenic Powder Lipstick nr 06.
Bell HYPOAllergenic Powder Lipstick nr 06

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca


Wiem, że czerwiec skończył się już jakiś czas temu, ale ostatnio żyję w ciągłym niedoczasie, bo tyle się u mnie dzieje, że mam nadzieję, iż mi to wybaczycie:) Poprzedni miesiąc obfitował w dobre produkty. Oto moi kosmetyczni ulubieńcy czerwca.

Kosmetyczni ulubieńcy czerwca


Kosmetyczni ulubieńcy maja


Wiem, że maj już dobiegł końca dobrych parę dni temu, ale nie miałam wcześniej czasu, aby dokonać kosmetycznego podsumowania. Dzisiaj przychodzę do Was, aby przedstawić moje perełki. Jacy są moi kosmetyczni ulubieńcy maja?

Kosmetyczni ulubieńcy maja


Bell Moroccan Dream Matte Liquid Lips nr 02


Dzisiaj przychodzę do Was z recenzją pomadki, która skradła moje serce. Obecnie jest jednym z ulubieńców i chyba nic tego nie zmieni. Pokochałam ją za przepiękny kolor i fenomenalną trwałość. Bell Moroccan Dream Matte Liquid Lips nr 02 to mój niekwestionowany ulubieniec maja.

Bell Moroccan Dream Matte Liquid Lips nr 02

Bell Mat Liquid Lipstick Berlin, czyli matowa pomadka w płynie


Jak zapewne zauważyłyście, jestem miłośniczką kolorowych ust. Mam w swojej komodzie z Ikei mnóstwo czerwonych, fioletowych, fuksjowych i koralowych pomadek. Nie boję się neonowych szminek, lecz noszę je na co dzień, oczywiście zwracając uwagę, czy pasują do mojego stroju. Nigdy nie pokazywałam Wam na blogu nudziaków, gdyż takowych nie używałam. Wszystkie cieliste odcienie wyglądały u mnie źle, gdyż były za jasne i korektorowe, co w połączeniu z moją jasnoróżową karnacją dawało katastrofalny efekt. Jednak w końcu znalazłam odpowiednio ciemnego i fioletowego nudziaka, w którym wyglądam całkiem dobrze. Może nie jest to mój ulubiony kolor pomadki, ale na pewno będę go nosić. Jak sprawdziła się u mnie szminka w płynie Bell Mat Liquid Lipstick Berlin?

Bell Mat Liquid Lipstick Berlin

Bell wosk do brwi Brunetka


Mam z natury ciemne brwi, więc nie czuję potrzeby ich dorysowywania i kombinowania z pomadami. Jednak przyznaję, że czasem podczas oprószania skóry pudrem w celu jej zmatowienia, za dużo sypnie mi się na łuk brwiowy i wygląda on jak zza mgły. W takiej sytuacji przyda się delikatne przyciemnienie. Po filmiku Karoliny Zientek zdecydowałam się na Bell wosk do brwi Brunetka. Ona uważała kredkę za słabą, jeśli chodzi o dorysowywanie włosków, a ja potrzebuję tylko podkreślić to, co mam z natury.
Bell wosk do brwi Brunetka

Bell Mat Liquid Lips nr 05, czyli matowa pomadka w płynie


Z kosmetykami Bell dość długo było mi nie po drodze. W przeszłości zdążyłam się do nich solidnie zrazić. Jedynie puder, którego używałam jako nastolatka, stanął na wysokości zadania i spełnił pokładane w nim nadzieje. Pozostałe kosmetyki były dość słabe. Marka jednak odświeżyła zawartość swoich szaf, udoskonaliła formuły i w rezultacie wiele vlogerek poleca produkty do makijażu Bell. Pod wpływem filmiku Karoliny Zientek i ja skusiłam się na małe co nieco w Biedronce. Jak oceniam Bell Mat Liquid Lips nr 05, czyli matową pomadkę w płynie?

Bell Mat Liquid Lips nr 05


Kosmetyczne nowości z ostatnich kilku dni


Luty upływa mi pod hasłem polowania na wyprzedaże i różnego rodzaju promocje. Dzisiaj przychodzę do Was, aby zaprezentować Wam parę kosmetyków, które kupiłam w ostatnich dniach. Większość stanowią lakiery do paznokci w wiosennych odcieniach. Mam też jedną pomadkę i wosk do brwi. Zapraszam na kosmetyczne nowości z ostatnich kilku dni.

Kosmetyczne nowości z ostatnich kilku dni

Smerfne paznokcie


Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z lakierami Bell, choć te swego czasu cieszyły się sporą popularnością w internecie. Od pewnego czasu mam słabość do niebieskości. Ten smerfny lakier od razu wpadł mi w oko. Cena obniżona o 40% zrobiła swoje i w ten sposób weszłam w posiadanie emalii Bell Glam Wear, której odcień kryje się pod numerem 411. Czy mam ochotę zapoznać się z innymi lakierami tej marki? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w poniższej recenzji:)

Kolor
Nasycone niebieskości wywarły na mnie ogromne wrażenie. Ten optymistyczny odcień przypomina mi środowe wieczory, gdy z wypiekami na twarzy zasiadało się przed telewizorem, żeby śledzić losy smerfów;) Choć nigdy nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego moja płeć jest tak słabo reprezentowana w wiosce niebieskich istot, to polubiłam tę bajkę:)

Wykończenie
Lakier Bell charakteryzuje się kremowym wykończeniem, który doskonale wpisuje się w moje preferencje.

Krycie
Po nałożeniu pierwszej warstwy krycie jest mizerne. Na paznokciach goszczą nieestetyczne, niebieskie smugi. Początkowo byłam przekonana, że nie obejdzie się bez trzech warstw lakieru. Jednak emalia Bell sprawiła mi miłą niespodziankę. Po nałożeniu drugiej warstwy uzyskałam satysfakcjonujące krycie.

Schnięcie
Pomimo wodnistej konsystencji lakier zastyga stosunkowo szybko. Po 10-15 minutach możemy sięgnąć po zwykły top i utrwalić nasze paznokciowe dzieło;) Jednak gdy po 1,5 godziny zahaczyłam o ostrzejszy przedmiot, ten pozostawił po sobie ślad.

Trwałość
Lakier dobrze prezentuje się na paznokciach przez 2 dni. Potem należy sięgnąć po zmywacz. Niestety, emalia Bell nie grzeszy trwałością.

Pędzelek
Długi, którego grubość określiłabym jako średnią. O dziwo, z jego pomocą nakładanie emalii przebiega niezwykle sprawnie.

Konsystencja
Wodnista konsystencja lakieru nie ułatwia jego aplikacji. Zauważyłam, że lepiej nie dojeżdżać emalią do brzegów płytki, ponieważ niebieskości lubią rozlewać się na skórki.

Smużenie
Po nałożeniu pierwszej warstwy na paznokciach goszczą spektakularne smugi. Jednak po uzyskaniu satysfakcjonującego krycia trudno dostrzec pociągnięcia pędzla.

Bąbelkowanie
Podczas aplikacji lakieru nie stwierdziłam obecności pęcherzyków powietrza.

Zmywanie
Emalia nie stawia oporu podczas spotkania z wacikiem, który został wcześniej nasączony zmywaczem. Wbrew moim obawom nie doszło do pobrudzenia skóry.

Barwienie płytki
Uważam, iż w przypadku tego lakieru nie należy rezygnować z bazy, ponieważ płytka może ulec przebarwieniu. Po aplikacji smerfnej emalii na zabezpieczone paznokcie nie odnotowałam żadnego niepożądanego zjawiska.

Opakowanie
Szklana butelka, która ulega zwężaniu w miarę przesuwania się w kierunku górnej i dolnej krawędzi. Nakrętkę pokryto srebrną powłoką. Niestety, ta ostatnia wykazuje tendencję do ścierania.

Testowanie na zwierzętach
Bell nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach.

Cena
Jeśli lakier Bell nie jest objęty promocją, za jedną buteleczkę emalii zapłacimy ok. 10 zł.

Dostępność
Hebe, Astor, Dodo.

Reasumując: Smerfny odcień należy uznać za główny atut lakieru Bell. Niestety, emalia tej marki nie grzeszy jakością. 2-dniowa trwałość nie spełnia moich oczekiwań. Z kolei rzadka konsystencja utrudnia aplikację emalii. Moim zdaniem cena lakieru jest niewspółmierna do jego jakości. Te 10 zł można lepiej zainwestować. Dysponując tą kwotą, możemy nabyć lakier Rimmela, którego właściwości nie budzą zastrzeżeń.

PS Czy miałyście do czynienia z lakierami Bell? Czy inne serie charakteryzują się równie kiepską jakością? Może jesteście w stanie polecić mi inną emalię w smerfnym odcieniu, która utrzymuje się na paznokciach co najmniej 3-4 dni?

karminowe.usta

Korektor maskujący niedoskonałości Bell


Ostatnio sporo było o pielęgnacji, dzisiaj nadeszła pora na recenzję kolorówki. Ocenie zostanie poddany korektor maskujący Bell w odcieniu 2.

Kolor
Dosyć jasny jak na polskie standardy. Jest różowawy, czyli pasuje do podtonów mojej skóry. Nie daje efektu spotkania pierwszego stopnia z marchewką.

Utlenianie
Nie zauważyłam, żeby korektor utleniał się jakoś spektakularnie na mojej twarzy.

Krycie
Całkiem niezłe, przy czym może pojawić się problem z tuszowaniem większych niedoskonałości, ponieważ lubi wchodzić w zagłębienia lekko zaschniętych pryszczy. Bardzo dobrze radzi sobie z przebarwieniami, rzeczywiście stają się mniej widoczne.

Wysuszanie
Korektor nie wysusza pryszczy, co moim zdaniem jest wadą, ponieważ chciałabym, aby te szybciej się goiły.


Podkreślanie suchych skórek
Jeśli posiadamy suche skórki, to na pewno je uwydatni, ale to zrobi każdy korektor w sztyfcie.

Ścieranie
Nie jest ideałem i w ciągu dnia ulega stopniowemu ścieraniu. Przy czym niedoskonałości pozostają wciąż mniej widoczne.

Widoczność
Korektor niestety jest widoczny. Nie daje specjalnie po oczach, ale jak się dobrze przyjrzymy, to widać, że coś na twarzy jest. Jest to taka kremowa warstwa. Tego typu produkty wymagają lekkiego roztarcia i tutaj zyskujemy na naturalności, ale jednocześnie tracimy na kryciu. Wydaje mi się, że korektor byłby mniej widoczny, choć i teraz nie rzuca się specjalnie w oczy, gdyby był nieco jaśniejszy, a jego podtony zbliżone do cukierkowego różu. Jego łososiowy odcień nie do końca współgra z moim naturalnym kolorytem.

Działanie antybakteryjne
Korektor takowego nie wykazuje. Szkoda, że nie wykazuje właściwości leczniczych. Musimy uważać, by nie przenieść mikroorganizmów z jednego pryszcza na inną część twarzy. Nie polecam jego aplikacji bezpośrednio ze sztyftu.

Zapach
Lekko wyczuwalna chemiczna woń, która kojarzy mi się z plastikiem. Nie przeszkadza mi w żaden sposób. Naprawdę trzeba się dobrze zaciągnąć, by poczuć jakikolwiek zapach.

Współpraca z podkładem i pudrem
Pod tym względem tragedii nie ma, ale z tymi kosmetykami mógłby współpracować zdecydowanie lepiej. Niestety, nie stapia się z podkładem. Myślę, że wynika to z różnicy pigmentacji obydwu produktów. Z kolei po nałożeniu pudru, miejsca pokryte korektorem stają się bardziej widoczne.

Konsystencja
Pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia. Konsystencja jest kremowa, lekka. Produkt doskonale rozprowadza się na skórze twarzy.

Zapychanie
Zauważyłam tutaj dość ciekawe zjawisko. Czasami zdarza się, że po nałożeniu kosmetyku na pryszcz, ten wysycha po tygodniu, a pod strupkiem znajduje się kolejna niespodzianka. Podejrzewam, że wynika to z paskudnego składu. Znajdziemy tu parabeny i pochodne ropy naftowej, które mogą zapychać.

Opakowanie
Proste i wygodne. Napisy nie ścierają się pomimo upływu czasu. Sztyft wykręca się bez problemu.

Wydajność
Używam go od wielu miesięcy i wciąż mam go całkiem sporo. Być może uda mi się go jakimś cudem zużyć przed upływem terminu.


Skład
Microcrystalline wax- powstaje w procesie odolejowania wazeliny, która wchodzi w skład ropy naftowej. Jest to substancja komedogenna, zatem może zapychać pory. Dla naszego organizmu jest związkiem obcym, mogącym ulegać kumulacji.
Cyclomethicone-lotny silikon. Posiada właściwości wygładzające, daje uczucie jedwabiście gładkiej skóry.
Octyldodecanol- emolient. Stosowany w preparatach do pielęgnacji skóry i włosów tworzy na ich powierzchni warstwę okluzyjną, która zapobiega utracie wody.
Isocetyl stearoyl stearate- suchy emolient. Może sprzyjać powstawaniu zaskórników. Na włosach i skórze tworzy warstwę okluzyjną, która zapobiega utracie wody. Daje dobry poślizg przy aplikacji preparatu.
Euphorbia cerifera wax-wosk z liści Candelilla. Stosuje się go w połączeniu z innymi woskami, które utwardza poprzez podniesienie temperatury ich topnienia.
Stearyl dimethicone-emolient. Tworzy warstwę okluzyjną, zapobiegającą utracie wody. Myjąc twarz, usuwamy warstwę lipidową z naskórka, którą należy odbudować. W tym celu korzysta się ze związków renatłuszczających, do których to należy ta substancja. Jednocześnie odpowiada za powstanie zwartej konsystencji sztyftu.
Petrolatum- mieszanina węglowodorów syntetycznych uzyskiwana z ropy naftowej. Może gromadzić się w naszym organizmie i w dalszej perspektywie prowadzić do efektów toksycznych. Emolient odpowiadający za powstawanie warstwy okluzyjnej, która zapobiega utracie wody. Kształtuje konsystencję kosmetyku, wpływając na jego cechy reologiczne-lepkość.
Methylparaben-konserwant. Może uczulać i zapychać. Działa podobnie jak estrogeny, znaleziony w zmienionej nowotworowo piersi, dlatego podejrzewa się go o działanie kancerogenne.
Propylparaben-konserwant. Może uczulać i zapychać. Działa podobnie jak estrogeny, znaleziony w zmienionej nowotworowo piersi, dlatego podejrzewa się go o działanie kancerogenne.
PEG 8-polietylenowany glikol. Tego typu substancje bywają wykorzystywane w medycynie i kosmetologii do przenoszenia pewnych składników do wnętrza komórki.
Tocopheryl-witamina E, przeciwutleniacz. Zapobiega powstawaniu wolnych rodników odpowiadających za procesy starzenia.
Ascorbyl palmitate-otrzymywany przez estryfikację kwasu palmitynowego i witaminy C. Występuje w postaci proszku, który w przeciwieństwie do czystej witaminy C, rozpuszcza się w tłuszczach. W kosmetykach stosowany jako zamiennik witaminy C, aczkolwiek palmitynian askorbylu posiada słabsze właściwości antyoksydacyjne. Wykorzystywany jako lekki konserwant dla naturalnych olejów, aromatów, farb, wosków i olejów jadalnych.
Citric acid-reguluje pH i ogranicza wzrost drobnoustrojów.
Ascorbic acid- witamina C. Posiada właściwości antyoksydacyjne.

Cena
Kosmetyk kosztuje 10-13 zł. Nie pamiętam dokładnie.

Dostępność
Kosmetyk do nabycia w tych drogeriach, w których swoją szafę ma Bell. Wbrew pozorom nie jest aż tak łatwo dostępny. Prędzej znajdziecie go w osiedlowej drogerii niż w sieciówce.

Reasumując: nie jest to najgorszy produkt tego typu, jaki miałam, ale obyło się bez rewelacji. Martwi mnie jego skład, ponieważ roi się w nim od zapychaczy. Korektor w miarę dobrze maskuje, ale też wydłuża gojenie się niedoskonałości.

PS Znacie ten korektor? Jakiego korektora obecnie używacie? Macie swojego ulubieńca? Przed jakim bublem przestrzegłybyście inne dziewczyny?

Cienie do powiek na każdy dzień

Jestem maniaczką cieni do powiek. Posiadam kilka paletek różnych firm. W związku z tym mam do dyspozycji wszystkie kolory tęczy. Ponieważ jestem brązowooką brunetką, mogę czasami zaszaleć i wykonać makijaż pod kolor kreacji. Na co dzień studiuję, w związku z tym na uczelnię, jeśli już zdołam się pomalować, wybieram cienie utrzymane w subtelniejszej kolorystyce. Szczególnie umiłowałam sobie lekko rozświetlające brązy i róże.
Poniżej zaprezentuję moje ulubione cienie, z których korzystam najczęściej wraz z krótką recenzją.

Z paletki Sephora



 Te cztery cienie pochodzą z większej paletki Sephora. Próbowałam przeczytać jej nazwę, ale się starła. Być może za dnia, w dobrym świetle uda mi się dojrzeć, co jest napisane na odwrocie. Moim ulubionym, jak nietrudno się domyślić, jest ten, w którym dostrzec możemy już rowek. Na powiece daje bardzo naturalny efekt. Jest to lekko połyskujący brąz, ładnie rozświetla spojrzenie. Zwłaszcza posiadaczki mniejszych oczu będą z niego zadowolone, ponieważ optycznie powiększa spojrzenie;) Jest to bardzo dobry cień, ponieważ jeśli nałożymy jego niewielką ilość i nie skorzystamy przy tym z żadnej bazy, da bardzo delikatny efekt. Pięknie podkreśli brązową tęczówkę, ale pasuje także do niebieskich i zielonych oczu. Nie roluje się. Na powiece utrzymuje się przez 5 do 6 h, potem trzeba go poprawić, ale nie tworzy przy tym jakiegoś nieestetycznego efektu, po prostu wraz z upływem czasu staje się mniej widoczny. Gdy wybieram ten cień, lubię podkreślić linię wodną brązową kreską. Często dobieram również matową, brązową pomadkę, która pomaga zachować naturalny charakter tego makijażu. Cień trochę się osypuje podczas aplikacji, ale niewiele jest cieni w kamieniu, z którymi nie ma tego problemu.

Cień, który usytuowany jest na skos od najbardziej zużytego, również nadaje się na co dzień. Jest on delikatny, jasnobrzoskwiniowy. Zawiera lekko połyskujące drobinki, czyli również rozświetla spojrzenie. Stosuję je zamiennie. Ten cień można nakładać na bazę, jeśli chcemy by nasz kolor był bardziej widoczny. Naniesiony na oczyszczoną skórę powiek delikatnie rozświetla spojrzenie, ale jest praktycznie niewidoczny. Jeśli chcemy uzyskać efekt "no make up" to ten cień będzie się lepiej nadawał do tego zadania od tego najbardziej zużytego.
Paletka Sephory

Dodam jeszcze, że oba cienie nie podrażniają oczu, a moje są dość wrażliwe. Aczkolwiek nie polecam ich kobietom, które z natury mają bardzo suchą skórę powiek, ponieważ mogą wysuszać. Ja tego problemu nie mam, ale mimo to przed aplikacją, jak i wieczorem po demakijażu, wklepuję w powieki swój krem  do oczu.

Cień Inglot
Ten cień pochodzi z serii Inglot Matrix,  numer 329. Jest mniej rozświetlający od swoich poprzedników, ale mimo to nie jest całkowicie matowy, lekko połyskuje. Jest to kolor brzoskwiniowy. Jest ciemniejszy od brzoskwiniowego z paletki Sephory. Bardzo przyjemny w aplikacji. W porównaniu z kolegami z Sephory osypuje się nieznacznie. Nie wysusza powiek, więc nadaje się także dla kobiet o suchej skórze. Nie podrażnia. Nie roluje się, ale dość szybko znika z naszych powiek, dlatego lepiej nakładać bazę. Nawet na bazie nie jest zbyt widoczny, zatem nadaje się do pracy/szkoły. Nie wiem, czy ta linia jest jeszcze gdzieś dostępna, ten cień mam już w swojej kosmetyczce od jakiegoś czasu. Na koniec zaprezentuję, jak poszczególne cienie wyglądają na mojej skórze.
Czterokolorowy cień do powiek+baza z Bell, numer 403
Tę paletkę z pewnością nabędziecie w pierwszej lepszej drogerii. Jest łatwo dostępna i dość tania, ja za swoją zapłaciłam coś koło 18 czy 19 zł, a nie kupowałam w promocji. Cień na samym dole, ten jasnoróżowy, zawiera połyskujące drobinki. Te drobinki są dość widoczne, ale całość daje dość nianachalny efekt. Niestety, cień ten, podobnie jak wszystkie inne z paletek Bell z tej serii, trzeba nanosić na bazę i nie mam tutaj na myśli tej bazy usytuowanej pośrodku.;) Ja używam bazy z Virtuala. Jeśli nałożymy cień na bazę, będzie się trzymał do 8-10 godzin. Jeśli nałożymy go na oczyszczoną skórę powiek, cień  zacznie nieestetycznie znikać i rozmazywać się przed upływem godziny. Te cienie osypują się najmocniej ze wszystkich trzech marek tu wymienionych. Nie podrażniają oczu i nie wysuszają skóry powiek.

Świński róż usytuowany na godzinie 3, jest cieniem matowym, ładnie współgrającym z moją cerę, która jest jasna różowawa, aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że nie nadaje się on dla każdej bladolicej. Bardzo go lubię, gdyż na mojej powiece jest praktycznie niewidoczny, ale ładnie wyrównuje jej koloryt, naczynka są niewidoczne.

Czasami zdarza się, ze wykorzystuję bazę jako cień. Jest ona satynowa. Jej beżowy odcień powinien pasować każdej kobiecie niezależnie od koloru oczu czy odcienia skóry. Moim zdaniem to typowy "cielaczek". Ową "bazę"  z Bell nakładamy na inną bazę, ja używam wspomnianego wyżej Virtuala.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...