Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Collistar. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Collistar. Pokaż wszystkie posty

Kosmetyki wysokopółkowe – w co warto zainwestować?

Kosmetyki wysokopółkowe mogę policzyć na palcach jednej ręki, w większości przypadków znalazłam bowiem tańsze odpowiedniki, które w niczym nie ustępują specyfikom za 100-200 zł. Istnieją jednak produkty, w które warto zainwestować nieco więcej. Mam kilka droższych kosmetyków, których raczej nigdy nie zamienię na ich tańsze odpowiedniki. Wynika to z ich fenomenalnej jakości, poza tym perfumy to dla mnie specyfik, który musi być oryginalny. Nie toleruję podrób i „zapachów alternatywnych”. Denerwuję mnie, gdy ktoś żeruje na czyjejś pracy i inkasuje na tym ogromne pieniądze. Jakie kosmetyki wysokopółkowe są moimi ulubieńcami?


woda toaletowa Balenciaga


Collisar Base Trucco Levigante Filler

Ostatnio kupiłam bazę pod makijaż z Collistara, ponieważ szukałam bazy pod cienie, poprosiłam o pomoc panią w Douglasie, a ta poleciła mi ten produkt w charakterze bazy pod cienie. Tą „cudowną” bazą jest Collisar Base Trucco Levigante Filler.


Świetnie matuje
Byłam pod wielkim wrażeniem tego kosmetyku, gdy po raz pierwszy zaaplikowałam go sobie na twarz;) Niby kupiłam go jako bazę pod cienie, ale uznałam, że skoro nakłada się go jako bazę pod makijaż, to spróbuję go rozsmarować na całym licu i zobaczę, jaki będzie tego efekt. A ten przerósł moje oczekiwania, fantastycznie zmatowił moją twarz na cały dzień. Praktycznie nie muszę używać pudru w kamieniu, gdy nałożę tę bazę na twarz.


Puder staje się niepotrzebny
Jak już wspomniałam baza matuje lepiej od niejednego pudru, rzadko który był w stanie okiełznać świecenie na mojej twarzy przez 5 h.


Nie zapycha
Muszę przyznać, że strasznie obawiałam się efektu zapchania. Ostatnimi czasy moja cera znacznie się poprawiła i nie chciałam gościć na niej kolejnych przybyszów;) Listę ingredientów otwierają silikony, które znane są ze swoich właściwości zapychających. Aż zdziwiłam się, że po tej bazie praktycznie nic mi nie wyskoczyło. Dużo gorzej jest po wszelkiej maści kremach do twarzy. Podejrzewam, że albo mamy tu do czynienia z jakąś formułą, która nie powoduje powstania skórnych niedoskonałości albo też mojej skóry silikony nie zapychają, w przeciwieństwie do gliceryny, która robi ze mnie „biedronkę”.


Nie trzeba długo czekać z aplikacją pudru
Producent pisze, żeby zaczekać z aplikacją podkładu lub też pudru brązującego, tymczasem ja nakładam puder w kamieniu i podkład po upływie minuty i nie zauważyłam, żeby wpływało to negatywnie na wcześniej rozprowadzoną bazę.


Baza była testowana jako krem na dzień
Tak zapewnia producent i coś w tym jest, bo niewątpliwie nie odczuwam, że nałożyłam jakikolwiek kosmetyk na twarz. Baza jest naprawdę lekka i nie powoduje uczucia ściągnięcia skóry. Mogę ją nosić solo, wówczas moja twarz jest idealnie matowa;)


Pory stają się mniej widoczne
Nigdy nie wierzyłam w opinie czytane na różnych forach poświęconych urodzie, że osoby z rozszerzonymi porami powinny używać bazy pod makijaż. Uważałam to za rzecz zbędną, która i tak nie poradzi sobie z widocznością porów, tylko zapcha naszą skórę. Pomyliłam się, ponieważ po aplikacji tej bazy moje pory stały się zdecydowanie mniej widoczne.


Kolor
Baza jest jasnoróżowa, przy czym po rozprowadzeniu na twarzy staje się transparenta. Ale jej kolor bardzo mi się podoba, lubię spoglądać na odkręcony słoiczek;)


Konsystencja
Lekka, masełkowa, nie trzeba się z nią męczyć przy aplikacji, rozgrzewać tak jak miało to miejsce w przypadku bazy pod cienie z Virtuala.

Zapach
Szczerze mówiąc, nie wyczuwam żadnego. Ale może to i lepiej, ponieważ perfumy zawarte w kosmetykach potrafią podrażnić i uczulić.

Opakowanie
Moim zdaniem niezwykle eleganckie i ładne. Kosmetyk zawarty jest w słoiczku, przez który możemy obserwować ilość pozostałego produktu. Przeźroczysto-złoto nakrętka zawiera symbol Collistara i wygląda naprawdę ekskluzywnie.


Pojemność
Słoiczek zawiera 15 ml produktu, to stosunkowo niewiele, ale kosmetyk jest naprawdę świetny.

Wydajność
Jest to produkt, który stosunkowo szybko znika z opakowania, dlatego podejrzewam, że za miesiąc, półtora może mi zostać pusty słoiczek.


Rozprowadzanie
Kosmetyk rozprowadza się bardzo wygodnie dzięki jego masełkowej konsystencji, nie trzeba go długo wklepywać, dość szybko się wchłania do matu. Lubię go aplikować:)

Cena
Ta może trochę odstraszać, bowiem jedno opakowanie tej bazy to koszt rzędu 99 zł.

Dostępność
Ja swoją bazę kupiłam w Douglasie, nie wiem, czy znajdziecie Collistara w Sephorze czy też Marionnaud.

Skład
Zawiera dużo silikonów, a te mogą część kobiet zapychać, aczkolwiek chyba zdecydowana większość baz pod makijaż jest oparta na tych związkach. Dopiero dzisiaj, jak dobrze przyjrzałam się opakowaniu, zauważyłam, że jednak zawiera parabeny:( I to dość wysoko, nie wiem, jak mogłam przeoczyć je w sklepie. Właśnie przejrzałam bazy pod cienie w internecie i znalazłam informację, że bezparabenowy kosmetyk wyprodukował E.L.F.


Świetnie radzi sobie jako baza pod cienie
Bałam się, że ponieważ kosmetyk jest raczej przeznaczony jako baza pod podkład, to może się nie spełnić jako baza pod cienie, ale na szczęście świetnie sobie radzi;)

Kolor cieni staje się intensywniejszy
Cienie nakładane na bazę zyskują na intensywności.

Wypełnia drobne zmarszczki wokół oczu
Baza jest w stanie wypełnić i optycznie wygładzić drobne zmarszczki wokół oczu. Ja mam takie dwie bruzdy wywołane tym, że często się uśmiecham;)


Cienie utrzymują się dłużej
Baza naprawdę zwiększa żywotność cieni, naniesione na bazę utrzymują się nawet cały dzień (sprawdzone w ekstremalnej sytuacji, wczoraj zrobiłam sobie makijaż o 8 a zmyłam go dopiero koło północy).

Nie podrażnia oczu
Kosmetyk, choć nie jest przeznaczony do makijażu oczu, nie podrażnia moich nadwrażliwców;)

Nie wysusza delikatnej skóry oczu
Trochę się bałam, że skoro tak mocno matuje, to będzie wysuszał cienką skórę powiek, ale na szczęście tak nie jest.

Podkład i puder utrzymują się dłużej
Baza nie tylko zwiększa trwałość cieni, ale także pudru i podkładu, które są w stanie wytrzymać na twarzy nawet 8 godzin:)


Twarz staje się gładsza
Baza wyraźnie wygładza twarz, można odnieść wrażenie, że nagle staje się nieskazitelna i ujędrniona, ale to efekt obecności silikonów w produkcie.

Nie przesusza
Kosmetyk nie przesusza także moich policzków, które pod tym względem są dość kapryśne. Mam cerę mieszaną i kosmetyki kolorowe raczej nie przesuszą mojego czoła i brody, ale policzki są wrażliwsze.

Podkład lepiej się rozprowadza
Szybciej można go równomiernie rozprowadzić na całej powierzchni twarzy.

Wyrównuje skórę, przez co niedoskonałości są mniej widoczne
Skóra naprawdę sprawia wrażenie wyrównanej, pozbawionej niedoskonałości, wręcz idealnej. Po pierwszej aplikacji poczułam się tak, jakbym oglądała zdjęcie, które zostało przepuszczone przez Photoshopa.

Reasumując: gorąco polecam. Świetny produkt. Normalnie nie kupiłabym bazy pod makijaż i nie przekonała się, jak świetnie radzi sobie ze zmatowieniem twarzy na cały dzień i nie wiedziałabym, że twarz pokrytą strupkami można wygładzić do tego stopnia:)

PS A Wy używacie baz pod makijaż? Bałybyście się nałożyć bazę pod makijaż na powieki? Jakie są Wasze ulubione bazy? A może znacie Collistara i wiecie, czy ma w swojej ofercie eyeliner żelowy? Bardzo polubiłam się z tą firmą, a że poszukuję jakiegoś dobrego eyelinera, to zastanawiam się, czy nie dostanę go na stoisku Collistara w Douglasie;)

Collistar Rossetto Design Rubino-czerwona szminka do ust


Jak zapewne wiecie bardzo długo poszukiwałam szminki intensywnie czerwonej, wpadającej w bordo/rubin, która w pełni kryłaby naturalny kolor moich ust. Jednocześnie nie chciałam, by zawierała błyszczące drobinki, brokat etc. Niespecjalnie przepadam za większym połyskiem. Wolę pomadki o satynowym/matowym wykończeniu:) Już myślałam, że nie znajdę swojego ideału. W chwili kryzysu nawet narzekałam na blogu na brak pomadki marzeń:D Ale w końcu udało mi się takową upolować. Jest to chyba jedno z największym odkryć minionego roku. Mowa o szmince z Collistara Rossetto Design w odcieniu 12, czyli rubino.


Kolor
Rubinowy, jest to intensywna czerwień wpadająca delikatnie w malinę. Bardzo ciekawy kolor, przynajmniej dla mnie, maniaczki wszelkich odcieni czerwieni, ciemnego fioletu i brązu;) Mojej przyjaciółce kolor owej pomadki kojarzy się z makijażami Penelope Cruz na większe gale. Osobiście odnoszę wrażenie, że na ustach Penelope jest mniej maliny. Może to też kwestia zdjęć i ujęć. Jak wiadomo kamera i aparat potrafią wprowadzić nas w błąd. Chyba każda z nas przeglądając swatche w internecie, myślała, że znalazła podkład marzeń, tymczasem okazywało się, że jest za ciemny albo nie w tych podtonach, jakie obserwujemy na swojej twarzy.


Wykończenie
Satynowe. Moim zdaniem eleganckie. Nie przepadam za nachalnymi drobinkami i nadmiernym połyskiem. Na początku trochę żałowałam, że nie znalazłam pomadki idealnie matowej, ale z drugiej strony takowa pewnie wysuszyłaby moje wrażliwe usta na wiór.


W pełni kryje
Pomadka już po pierwszym pociągnięciu stosunkowo mocno kryje, w celu uzyskania 100% potrzebne są dwa pociągnięcia.



Konsystencja
Przyjemna, kremowa, pozbawiona lepkości. Mając pomadkę na ustach, praktycznie jej nie wyczuwam. Nie obciąża ust. Nie tworzy nieestetycznej „skorupy”.

Trwałość
Na moich ustach potrafi wytrzymać nawet 8 godzin. I to bez jakichkolwiek poprawek. Wprawdzie w miarę upływu czasu minimalnie traci na intensywności, ale nasz naturalny kolor warg wciąż jest niezauważalny. Jest to jedyna szminka, która jest w stanie wytrzymać na moich ustach tak długo. Większość pomadek znika z nich po godzinie, góra trzech.

Nawilża
Nie sądziłam, że jakakolwiek szminka będzie potrafiła nawilżyć moje niezwykle wymagające usta. Ta daje sobie z tym radę. Nie muszę pod nią stosować żadnej pomadki ochronnej, nawet gdy wychodzę na mróz i wiatr. Pomadka chroni przed wysuszeniem, pierzchnięciem. Przy jej stosowaniu nie zanotowałam wystąpienia opryszczki.

Nadaje miękkość
Usta autentycznie stają się miękkie, delikatne. Myślę, że spora w tym zasługa witamin A, C i E. Witamina E w pomadkach wyraźnie mi służy. Tak samo było w przypadku szminek z Rimmela wzbogaconych w tokoferol.

Nie wysusza
I to bez używania jakiejkolwiek pomadki ochronnej. To znacznie skraca czas wykonywania makijażu. Używanie pomadki ochronnej pozwala uniknąć pierzchnięcia ust, ale jednocześnie przyczynia się do większego błyszczenia się szminki. A mi zależy na matowym/satynowym wykończeniu, ponieważ takowe kojarzy mi się z takimi gwiazdami kina jak chociażby Marilyn Monroe.

Nie podkreśla suchych skórek
To jej ogromna zaleta. Zauważyłam, że bardzo wiele pomadek lubi podkreślać suche skórki, przez co makijaż ust wygląda nieestetycznie. Ponieważ moje usta mają ponadprzeciętną tendencję do pierzchnięcia, to czasami miewam okresy, że jestem zmuszona do odstawienia szminek. Ciemne, matowe pomadki z Sephory wzmacniają widoczność suchych skórek, zbierając się w nich. Odkąd mam pomadkę z Collistara, nie muszę przejmować się tym, że moje usta są przesuszone, to po aplikacji szminki nie zostanie podkreślone.

Dobrze rozprowadza się pędzelkiem
Przy jego użyciu można uzyskać bardzo naturalny efekt dobrze ukrwionych ust. Jeśli będziemy chciały uzyskać efekt pełnego krycia, to trochę się namachamy, ale za to szminka będzie naniesiona dokładnie, nie będzie nigdzie wychodzić poza kontur ust, co jest szczególnie nieestetyczne w przypadku czerwieni, ponieważ jest widoczne z daleka.

Nie pomniejsza ust
Ponieważ szminka odbija światło, aczkolwiek nie mamy tu do czynienia z efektem błyszczyka. Usta sprawiają wrażenie subtelnie skropionych wodą, co wygląda klasycznie, kobieco, elegancko.


Bez użycia pędzelka też uzyskujemy przyzwoity efekt
I wtedy o wiele szybciej uzyskamy efekt pełnego krycia. Przy aplikacji trzeba uważać, zwłaszcza przy zbliżaniu się do kącików ust, ponieważ tam najłatwiej o efekt wyjechania poza naturalny kontur. Nie można też nie dojechać do tego miejsca, ponieważ całość będzie wyglądała nieestetycznie.

Bez parabenów
W Douglasie podeszła do mnie przemiła ekspedientka, która jednocześnie mogła pochwalić się dyplomem z kosmetologii. Gdy powiedziałam, że jestem zainteresowana mocno kryjącą czerwoną pomadką dającą matowe/satynowe wykończenie, niezawierającą parabenów, to od razu przyniosła mi tester szminki z Collistara, który po prostu mnie urzekł do tego stopnia, że wzięłam go do koszyka.;) Bardzo ciężko jest znaleźć pomadkę niezawierającą tych konserwantów, ale udało się:) Już wiem pomadki, jakiej marki należy przeglądać:)


Bez aluminium
Bardzo zależało mi na tym, żeby szminka nie zawierała aluminium. Wprawdzie pomadki z Rimmela nie mają w składzie parabenów, ale mają aluminium. W obliczu naukowych publikacji dotyczących udziału glinu w powstawaniu choroby Alzheimera, staram się ograniczyć jego obecność w moim życiu. Wprawdzie wpis dotyczy szminki, ale myślę, że warto wspomnieć o tym, by nie pić herbaty z cytryną, ponieważ kwas zawarty w tym owocu przyczynia się uwalniania glinu zmagazynowanego w herbacie.

Zapach
Słodki, czekoladowy, aż chce się zjeść;) Kojarzy mi się z bombonierkami pełnymi słodkich niespodzianek z nadzieniem;)

Podkreśla biel zębów
Szminka jest intensywnie rubinowa, przez co sprawia, że nasze zęby wyglądają na jeszcze bielsze, niż są w rzeczywistości.

Smak
Szczerze mówiąc, nie wyczuwam żadnego konkretnego smaku. Szminka ma pewien posmak, ale bardzo słaby, który ulatnia się bardzo szybko i z niczym mi się nie kojarzy.

Opakowanie
Nowoczesne, nieszablonowe, eleganckie, dające wrażenie obcowania ze sztuką, luksusem. Podstawa opakowania jest malinowa, zakrętka utrzymana jest w odcieniu złota, które nie schodzi pomimo częstego użytkowania kosmetyku. Nakrętka przypomina mi nowoczesne wieżowce, których ściany są spiralnie poskręcane. Patrząc na opakowanie z góry, możemy zauważyć fantazyjny symbol marki Collistar. Opakowanie przypadło mi do gustu.

Pudełko
Białe ze złotymi napisami. Bardzo proste, klasyczne, zupełnie nie zapowiada tego, co ukaże się naszym oczom, po jego otwarciu. Pudełko kontrastuje z opakowaniem, w którym ukryty jest sam kosmetyk.

Symbol Collistara na samej pomadce
Na rubinowej pomadce wytłoczono symbol Collistara, co wygląda naprawdę ładnie, przez co nabieram szminkę od drugiej strony, by móc cieszyć swoje oko jak najdłużej tym widokiem:)

Nie ściera się nawet przy jedzeniu
Owszem, szminka traci na intensywności, ale nie przemieszcza się w całości na bułkę/szklankę z wodą. Nie wymaga poprawek po zakończeniu posiłku.

Nie podrażnia ani nie uczula
Szminka nie wykazuje żadnych efektów ubocznych.

Nie warzy się
Przy aplikacji równomiernie rozkłada się na naszych ustach.

Ilość produktu
Szminki jest stosunkowo dużo, zwłaszcza jeśli porównamy ją z pomadkami Rimmela.

Cena
Zapłaciłam za nią 99 zł w Douglasie. Nie należy do tanich kosmetyków, ale za taką jakość jestem skłonna tyle zapłacić. Myślę, że w przyszłości kupię jeszcze jakiś inny odcień pomadki z Collistara.

Dostępność
Ja swoją pomadkę nabyłam w Douglasie. Nie wiem, gdzie jeszcze można ją dostać.

Reasumując: Polecam, to najlepsza szminka, jaką kiedykolwiek miałam.

PS A Wy znacie kosmetyki Collistara? Jesteście skłonne zapłacić więcej za produkt, który nie znika z ust przez wiele godzin? Lubicie czerwień na ustach, czy sięgacie po bardziej cieliste pomadki? Jakie wykończenie najbardziej lubicie? Jaka jest Wasza ulubiona szminka?:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...