Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje włosy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą moje włosy. Pokaż wszystkie posty

Moja walka z wypadaniem włosów


Na początku lutego moje włosy postanowiły wypowiedzieć mi posłuszeństwo. Wypadały jak szalone. Codziennie traciłam ok. 100 włosów. Ten widok mnie przeraził. Mój kucyk nie należy do grubych. Gdyby nadmierne wypadanie utrzymywało się przez kilka tygodni, nie uniknęłabym mocnego cięcia. W krótkich włosach nie wyglądam zbyt korzystnie, ponieważ wówczas moje ostre rysy twarzy ulegają wzmocnieniu. Mając na uwadze tę kwestię, od razu przystąpiłam do działania. W tym celu odwiedziłam sklep zielarski. Wyszłam stamtąd bogatsza o saszetkę zawierającą nasiona kozieradki. Przeglądając notki innych blogerek, zauważyłam, że trochę przepłaciłam. Cena kozieradki rzadko przekracza 3 zł, tymczasem ja na ten cel musiałam przeznaczyć 8 zł. Jednak nie jest to jakaś wygórowana kwota, toteż nie zamierzam nad tym ubolewać. Tę przebitkę cenową postanowiłam potraktować jako ciekawostkę przyrodniczą.

Przygotowując wcierkę, skorzystałam z następujących proporcji:
  • 2 łyżeczki nasion kozieradki
  • 3/4 szklanki wrzątku

Po zalaniu kozieradki wrzątkiem, przykrywam kubek talerzykiem. Po 30-40 minutach przystępuję do zlewania cieczy znad osadu. Żółty płyn umieszczam w butelce z atomizerem. Taki „gadżet” można dostać w Rossmannie. Gotową wcierkę przetrzymuję w lodówce przez 3-4 dni. Potem przygotowuję nowy napar, ponieważ jego poprzednik zaczyna zmieniać konsystencję i zapach.

W przypadku aplikacji zachowałam systematyczność. Codziennie wcierałam kozieradkę w skórę głowy. Zazwyczaj robiłam to wieczorem, gdy nie musiałam wychodzić z domu. W związku z tym, iż kozieradka charakteryzuje się specyficzną wonią przypominającą zjełczały rosół, przed wyjściem do ludzi myję głowę. Idalia czasem czuła uderzenie kostki rosołowej, choć wcześniej skorzystała z dobrodziejstw szamponu. Ja odnotowałam podobne zjawisko.

Po 1,5 miesiąca codziennego korzystania z wcierki nie widziałam żadnych rezultatów. Włosy nadal wypadały w zastraszającym tempie. Już miałam ochotę zrezygnować z kuracji, kiedy zauważyłam poprawę. Z dnia na dzień ilość na szczotce pozostawało coraz mniej włosów. Zamierzam kontynuować przygodę z kozieradką, ponieważ uzyskane wyniki są dobre, ale trudno tutaj mówić o rewelacyjnych rezultatach. Obecnie w ciągu dnia tracę 20-30 włosów. Ta ilość mieści się w normie, ale nadal wywołuje we mnie niepokój.

Śledząc wpisy w internecie, zauważyłam, że niektóre osoby podczas kuracji stwierdziły wysyp baby hair. Ja nie zauważyłam, aby na mojej głowie pojawiły się nowe włoski. Być może kontynuowanie kuracji pozwoli mi na zagęszczenie kucyka;)

PS Czy miałyście do czynienia z kozieradką? Jakie rezultaty osiągnęłyście podczas kuracji? W jaki sposób radzicie sobie z wypadaniem włosów?

karminowe.usta

Maseczka na bazie mleka i spiruliny


Ostatnio moje włosy płatają mi figle i odmawiają współpracy. Wciąż walczę z nadmiernym wypadaniem. Gdy widzę włosy, które zostają na szczotce, dopada mnie pesymizm. Mam wrażenie, że pewnego dnia będę mogła podziwiać skórę głowy. Pomimo regularnego stosowania kozieradki, osiągam mizerne rezultaty. Moja lekarka stwierdziła, że na razie nie ma powodu do obaw. Jeśli 3-miesięczna suplementacja i stosowane wcierki nie przyniosą efektów, wówczas trzeba będzie przeprowadzić szczegółowe badania.

Od pewnego czasu unikam maseczek domowej roboty, ponieważ obawiam się, że treściwa formuła papki obciąży moje włosy. Kilka dni temu podczas porządków w kuchni, natknęłam się na mleko w proszku, które muszę jakoś zużyć. Konsumpcja nie wchodzi w grę, ponieważ mój organizm nie toleruje białka zwierzęcego zawartego w tym napoju. Doszłam do wniosku, że mleko można połączyć ze spiruliną, która dotychczas przynosiła satysfakcjonujące rezultaty.

SPORZĄDZENIE MASECZKI

Potrzebne składniki
-2 łyżki stołowe mleka w proszku
-5 łyżek stołowych wody
-3/4 łyżki stołowej spiruliny

Przygotowanie maseczki
Upłynniamy mleko w proszku, po czym dodajemy spirulinę. Wszystko dokładnie mieszamy w celu uzyskania jednolitej papki.


UZYSKANE EFEKTY

Gładkość
Zauważyłam, że maseczka na bazie mleka i spiruliny przyczyniła się do domknięcia łusek. Ostatnio moje włosy przypominały miotłę. Taki nieestetyczny wygląd pociąga za sobą również pewne ryzyko. Otwarte łuski sprzyjają uszkodzeniom mechanicznym.

Miękkość
Po raz pierwszy od kilkunastu dni moje włosy są przyjemne w dotyku. Szorstkość, z którą ostatnio się borykałam, skłoniła mnie do przemyśleń. Zaczęłam brać pod uwagę radykalne cięcie. Na szczęście moje włosy można jeszcze odratować.

Blask
Dzięki maseczce na bazie mleka i spiruliny moje włosy odbijają światło. Coś musi być na rzeczy, skoro nawet mój partner zauważył, że mój kucyk połyskuje w promieniach słonecznych;)

Sypkość
Niewiele kosmetyków i maseczek domowej roboty jest w stanie sprostać temu wyzwaniu. Po zielonej papce moje włosy stały się sypkie.

Skręt
Po użyciu mleczno-algowego mazidła na mojej głowie zagościły regularne fale. Może nie prezentują się tak okazale jak po użyciu oleju z nasion pomidora, ale widzę zdecydowaną poprawę. Ostatnio moje włosy w ogóle nie chciały się układać.

Rozczesywanie
Moje kosmyki nie stawiały oporu podczas szczotkowania. Ułatwienie rozczesywania stanowi niezwykle istotną kwestię. Po użyciu maseczki na bazie mleka i spiruliny nie doszło do wyrywania splątanych włosów. Chcąc ograniczyć ten problem, zamówiłam mgiełkę z Pat&Rub. Mam nadzieję, że okiełzna moje niesforne włosy.

Obciążenie
Po użyciu zielonej papki nie odnotowałam oklapu. Maseczka delikatnie dociążyła włosy, dzięki czemu na mojej głowie nie gości nieład i nieestetyczny puch.

Przetłuszczenie
Maseczka na bazie mleka i spiruliny nie przyczyniła się do przedwczesnej utraty świeżości.

Reasumując: Uzyskane rezultaty wskazują, iż moje włosy potrzebują bomby proteinowej. Jeśli zadbam o lekką formułę papki, nie muszę obawiać się obciążenia moich selerków. Dzięki maseczce na bazie mleka i spiruliny doszło do domknięcia łusek. Włosy zyskały również na blasku i miękkości. Po użyciu zielonej papki na mojej głowie zagościł regularny skręt. Lubię mięsiste fale, dlatego z pewnością powrócę do maseczki na bazie mleka i spiruliny.

PS W jakiej kondycji znajdują się Wasze kosmyki? Czy zima wpłynęła w sposób znaczący na pogorszenie ich kondycji? Czy uniknęliście problemu związanego z nadmiernym wypadaniem włosów?

karminowe.usta

Chusteczkowe loki


Moje włosy zazwyczaj samoistnie formują się w fale. Czasem przy odpowiednio dobranej pielęgnacji przyjmują postać mięsistych loków. Swego czasu namiętnie walczyłam ze skrętem, korzystając z prostownicy. W końcu dostrzegłam zalety fal i loków. Natura nie bez powodu obdarowała mnie falami. Dzięki nim moje rysy twarzy ulegają zmiękczeniu. Skręt jednocześnie odwraca uwagę od pewnych niedoskonałości. Poza tym moje włosy nie należą do gęstych. Pod tym względem wypadają dość przeciętnie. Po wyprostowaniu, wskutek użycia suszarki z zimnym nawiewem, prezentują się dość mizernie.

Wysokoporowate kosmyki łatwo poddają się stylizacji. Często z tego korzystam, spinając włosy w koczki ślimaczki. W celu uzyskania pożądanego efektu, przez godzinę przechadzam się po domu z tą nietypową fryzurą. Następnie rozpuszczam włosy i cieszę się falami. Ten sam efekt mogłabym uzyskać znacznie szybciej, korzystając z lokówki. Niestety, gorące powietrze stosowane na dłuższą metę niszczy włosy.

Parę miesięcy temu zwilżane chusteczki cieszyły się sporą popularnością w blogosferze. Nawet dziewczyny, które na co dzień mają proste włosy, dzięki nim uzyskiwały piękne fale i loki. Ostatnio postanowiłam skorzystać z tej metody. Zwilżane chusteczki z Babydream fur Mama posłużyły mi jako papiloty.

Po upływie kilku godzin postanowiłam rozpuścić włosy. Niestety, uzyskany efekt nie przypadł mi do gustu. Skręt prezentował się dość mizernie. Lepsze rezultaty osiągałam, korzystając z koczków ślimaczków. Włosy sprawiały wrażenie sklejonych, przetłuszczonych i oklapniętych. Z pewnością nie wyszłabym do ludzi z takimi falami. Przez to, iż włosy są zbite, tracą na gęstości optycznej. Wszelkie próby ich delikatnego rozczesania palcami, kończą się wyprostowaniem kosmyków. Fale nie należą do trwałych. Zdążyłam je uwiecznić na zdjęciu. Parę minut później nie było już po nich śladu.

Dla porównania pragnę zaprezentować Wam parę zdjęć moich włosów, które zostały wykonane do wcześniej opublikowanych notek, toteż różnią się podpisem.


Ostatnie zdjęcie (w niebieskiej bluzce) przedstawia włosy po użyciu oleju z nasion podmidora


Być może wybrałam niewłaściwe chusteczki. Te z Babydream fur Mama są bogate w składniki nawilżające, które mogą przetłuszczać włosy. Z drugiej strony, pomijając nieświeżość włosów, uzyskane fale prezentują się dość mizernie.

Chusteczki Babydream fur Mama z pewnością jakoś spożytkuję. Myślałam nad tym, aby wieczorami nadal sięgać po te nietypowe „papiloty”, ponieważ zawarte w nich emolienty poprawiają kondycję włosów. Ten zabieg potraktowałabym jako formę olejowania;)

Reasumując: Niestety, zwilżane chusteczki nie pomogły mi w uzyskaniu loków. Po użyciu tych specyficznych „papilotów” moje włosy sprawiały wrażenie przetłuszczonych i oklapniętych. Zamierzam wykorzystać substancje nawilżające zawarte w chusteczkach. Przyjrzałam się składowi produktu Babydream fur Mama i myślę, że moje włosy będą zadowolone z tej nietypowej formy dostarczania emolientów:)

PS Czy często poddajecie włosy stylizacji? A może jesteście zadowolone z ich naturalnego wyglądu i rezygnujecie z wszelkich prób ingerencji? W jakiej fryzurze czujecie się najlepiej?

karminowe.usta

Moje pierwsze podejście do spiruliny


W minionym roku niektóre produkty, półprodukty i zabiegi pielęgnacyjne cieszyły się niezwykłą popularnością w blogosferze. Niewątpliwie spirulina zasługuje na miano kosmetycznego odkrycia. Mam wrażenie, że jestem ostatnią blogerką, która postanowiła poznać dobroczynne właściwości wysuszonych glonów. Mając w pamięci liczne notki, swoje poszukiwania spiruliny postanowiłam rozpocząć od sklepów zielarskich. Moje łowy okazały się owocne. Do domu wróciłam ze sproszkowanymi glonami.

Gdy udało mi się wygospodarować wolne popołudnie, postanowiłam przygotować maseczkę typu peel-off. Wcześniej jednak postanowiłam zapoznać się z informacjami znajdującymi się na odwrocie. W ten sposób odkryłam pochodzenie spiruliny. Producent tego cuda rzeczywiście ma siedzibę w Polsce, ale surowiec jest sprowadzany z Chin. W związku z tym, iż nie mam zaufania do towaru importowanego z tego kraju, zrezygnowałam z przygotowania maseczki typu peel-off. Na szczęście spirulina swoją popularność po części zawdzięcza szerokiemu wachlarzowi zastosowań Postanowiłam sprawdzić, jak moje włosy zareagują na maseczkę wzbogaconą sproszkowanymi glonami.

Przygotowując wieczorne spa dla włosów, skorzystałam z porad eve. W związku z tym, iż mam rzadsze włosy, zmniejszyłam dawkę spiruliny do 3/4 płaskiej łyżeczki. Sproszkowane glony dodałam do maski Alterry, dokładnie wymieszałam, po czym rozprowadziłam na całej długości włosów, omijając skalp. Następnie założyłam czepek i odczekałam 25 minut. Czas odmierzałam z zegarkiem w ręku, mając na uwadze uwagę eve, że zbyt długie trzymanie spiruliny na włosach może zakończyć się ich przesuszeniem. Poniżej przedstawiam uzyskane rezultaty oraz uwagi związane z przygotowaną maseczką.

Blask
Mając na uwadze wykłady z biotechnologii ogólnej, obawiałam się przeproteinowania. Wszak glony są wymieniane wśród surowców stanowiących bogate źródło białka. Na szczęście okazało się, że dzięki aplikacji maseczki moje włosy wspaniale lśniły.

Miękkość
Brałam pod uwagę możliwość, iż wskutek eksperymentów moje kosmyki staną się szorstkie. Nie spodziewałam się, że uzyskam mięsiste fale. Włosy były naprawdę przyjemne w dotyku. Przypominały delikatny materiał.

Gładkość
Odnoszę wrażenie, iż maseczka domknęła łuski. Za jej sprawą moje włosy nie wyglądały jak wyeksploatowana miotła. Szczerze mówiąc, nie spodziewałam się tak dobrych rezultatów. Maska Alterry służy moim włosom, ale stosowana solo nie jest w stanie zapewnić moim włosom takiej gładkości. Niewątpliwie spirulina wspomogła dobroczynne działanie drogeryjnego kosmetyku.

Rozczesywanie
Podczas szczotkowania nie napotkałam na żadne trudności. Podczas wykonywania tej czynności nie doszło do wyrwania zdrowych włosów.

Skręt
Po zastosowaniu maseczki uzyskałam całkiem przyzwoite fale. Pod tym względem nie mam jej nic do zarzucenia. Warto podkreślić, iż moje eksperymenty nie zawsze były tak udane. Czasami to, co miało pomóc moim włosom, przyczyniało się do powstania siana.

Zastyganie
Maseczka stosunkowo szybko zasycha i tworzy twardą skorupę. Wiem, że w przypadku zabiegów z udziałem glinki nie należy na to pozwolić, toteż regularnie ściągałam czepek i spryskiwałam włosy czystą wodą. Nie wiem, czy postąpiłam prawidłowo. Może któraś z Was orientuje się, czy tę zastygającą skorupę należy zwilżać?

Zapach
Czytając wpisy w internecie, spodziewałam się silnego uderzenia sklepu rybnego, który oferuje towar o podejrzanej świeżości. Gdy rozcięłam woreczek z zielonym proszkiem, moje nozdrza odnotowały stosunkowo delikatny zapach mułu. Po zmieszaniu z maską Alterry ta woń została przytłumiona. W związku z tym, iż parę razy zdarzyło mi się odwiedzić Turawę podczas zakwitów, takie delikatne muliste zapachy nie wywołują u mnie mdłości. Nie mogę powiedzieć, że należą do przyjemnych doznań, ale jestem w stanie znieść tę niedogodność.

Zmywanie
Nie miałam problemu ze zmyciem papki. Warto jednak podkreślić, iż wypłukiwanie zielonego barwnika zajmuje trochę czasu. Po zakończeniu tej czynności, trzeba liczyć się z czyszczeniem wanny.


Reasumując: Żałuję, że trafiłam na surowiec pochodzący z Chin, ponieważ chętnie wykonałabym maseczkę typu peel-off. Czytałam, że spirulina działa nawilżająco, wygładzająco i potrafi zmniejszyć widoczność porów. Niestety, z weryfikacją tych właściwości będę musiała trochę poczekać. Myślałam nad zakupem spiruliny ze Zrób Sobie Krem, ale półprodukty pochodzące z tego sklepu nie zawierają informacji nt. pochodzenia surowca. Jeśli się mylę, to poprawcie mnie;) Chińską spirulinę wykorzystam w pielęgnacji włosów. Jestem zadowolona z uzyskanych rezultatów. Nie przypuszczałam, że taka forma maseczki domknie łuski i nada moim włosom wspaniały blask. Na pewno będę dalej eksperymentować ze spiruliną:)

PS Używałyście spiruliny? W jaki sposób korzystałyście z jej dobroczynnych właściwości? Czy uzyskane rezultaty spełniły Wasze oczekiwania?

karminowe.usta

Bomba odżywcza jako rekompensata za zaniedbania


Kiedy poszczególne produkty poprawiają kondycję naszych włosów, aż korci, aby sprawdzić ich skojarzone działanie. W tygodniu brakowało mi czasu na pielęgnację włosów. Wyrobiłam w sobie nawyk codziennego sięgania po olej. W minionym tygodniu uczyniłam to tylko raz, toteż postanowiłam zrekompensować moim włosom chwilowe zaniedbanie. W tym celu przygotowałam odżywczą bombę, która opierała się na moich ulubionych olejach, kefirze i miodzie naturalnym.

SKŁAD MIESZANKI

UZYSKANE EFEKTY
Miękkość
Włosy są przyjemne w dotyku. Przypominają delikatny materiał, który czasami jest wykorzystywany do produkcji pokrowców na poduszki. Parę miesięcy temu nie przypuszczałam, że uda mi się zmiękczyć moje szorstkie siano. Dzięki regularnej pielęgnacji uzyskałam oczekiwane rezultaty.

Gładkość
Mieszanka domknęła łuski, dzięki czemu moje kosmyki utworzyły śliską powierzchnię. Tę gładkość można dostrzec gołym okiem. Włosy nie przypominają siana.

Blask
Włosy wspaniale odbijają światło. Można dostrzec miedziano-złote refleksy. Mi one nie przeszkadzają. Po latach farbowania marzyłam o zróżnicowanym odcieniu włosów. Środki do koloryzacji pozwalają nam uzyskać jednolity kolor. Taki efekt swego czasu bardzo mi się podobał. Gdy tylko pojawiały się odrosty, od razu sięgałam po farbę. Teraz doceniam urok refleksów. Za parę miesięcy być może sięgnę po hennę i ujednolicę odcień kosmyków.


Skręt
Moje fale ostatnio są niewyraźne. Aczkolwiek za ten stan nie zamierzam obwiniać mieszanki bazującej na olejach, kefirze i miodzie. Prawdopodobnie do osłabienia skrętu przyczyniło się moje lenistwo. W ciągu dnia uczyłam się na egzamin, a wieczorami w ramach relaksu nadrabiałam internetowe zaległości. W tym tygodniu zamierzam powrócić do regularnego olejowania i liczę, że moje fale nabiorą wyrazu.

Rozczesywanie
Szczotkowanie włosów przebiegło bez problemu. Podczas tej czynności nie wyrwałam zdrowych włosów. Czasem dochodzi do takiej sytuacji, zwłaszcza gdy nie zadbam o prawidłowe nawilżenie kosmyków.

Obciążenie
Udało mi się zachować równowagę pomiędzy dociążeniem włosów a ich obciążeniem. Kosmyki mniej się puszą, jednocześnie fryzura nie jest oklapnięta.

Przetłuszczanie
Treściwa konsystencja mikstury nie przyczyniła się do przedwczesnej utraty świeżości włosów.

Zmywanie
W celu pozbycia się odżywczej mieszanki, sięgnęłam po szampon Alterry z bambusem i papają, który szybko rozprawił się z papką domowej roboty.

Zapach
Odżywczy koktajl swoją kwiatową woń zawdzięcza oliwce Hipp i Babydream. W tle pobrzmiewa nuta mlecznych napojów fermentowanych. Ten zapach nie stanowi dla mnie żadnego dyskomfortu podczas aplikacji mieszanki.

Reasumując: Kefirowo-olejowo-miodowa papka dostarczyła moim włosom porcję składników odżywczych. Kosmyki zyskały na gładkości, miękkości i blasku. Podejrzewam, że powtórzenie tego zabiegu po tygodniu bogatym w olejowanie, przyniesie jeszcze lepsze rezultaty. Treściwa konsystencja mieszanki może obciążyć delikatne włosy.

PS Czy po tygodniu ubogiej pielęgnacji próbujecie wynagrodzić swoim włosom chwile zaniedbania? Z jakich rozwiązań najczęściej korzystacie?

karminowe.usta

Synergizm czy antagonizm?


Gdy wiemy, jakie oleje służą naszym włosom, często pojawia się pokusa połączenia ich dobroczynnych właściwości. Aczkolwiek wymieszanie sprawdzonych produktów nie zawsze przynosi oczekiwane rezultaty. Niektóre składniki zastosowane razem wzmacniają swoje działanie, podczas gdy inne wzajemnie sobie przeszkadzają. W związku z tym, iż drzemię we mnie mały eksperymentator, postanowiłam sprawdzić, jakie rezultaty osiągnę, łącząc ze sobą

Wszystkie wymienione powyżej produkty wcześniej sprawdziły się w pielęgnacji moich wysokoporowatych, falowanych włosów. W celu przygotowania mikstury, sięgnęłam po półmisek. Odmierzone składniki wymieszałam, korzystając ze sztućców. Zawartość półmiska naniosłam na włosy, założyłam foliowy czepek. Miksturę zmyłam po upływie 3 h. W tym celu sięgnęłam po szampon Alverde z jabłkiem i papają (edycja limitowana). Poniżej przedstawiam Wam uzyskane efekty.

Blask
Po zastosowaniu olejowo-kremowej mieszanki moje kosmyki wspaniale odbijały światło, dzięki czemu wyglądały zdrowo.

Miękkość
Włosy były przyjemne w dotyku. Pod palcami nie wyczuwałam szorstkości.

Gładkość
Omawiana mieszanka przyczyniła się do częściowego domknięcia łusek.

Rozczesywanie
Przebiegło bez większych problemów. Podczas wykonywania tej czynności straciłam zaledwie kilka włosów.

Skręt
Uzyskałam stosunkowo mocny, regularny skręt. Wszystkie wymienione powyżej produkty sprzyjały powstawaniu fal. Aczkolwiek nie każdy olej przekładał się na powstanie mocnych, wyraźnych fal.

Przetłuszczanie
Włosy zachowały świeżość. Kontakt z treściwą mieszanką nie przełożył się na ich przedwczesne przetłuszczanie.

Obciążenie
Choć zastosowałam treściwą mieszankę, nie doczekałam się oklapu. Na zdjęciach można zauważyć, że baby hair pełniły funkcję sterczących antenek, ale ich nie poskromi żaden czy olej czy maseczka;) Dla mnie nie stanowi to problemu. Te sterczące antenki sprawiają mi ogromną radość, bo pozwalają mieć nadzieję, że w przyszłości przyczynią się do zagęszczenia kucyka;)

Aplikacja
Nie miałam problemów z rozprowadzeniem mieszanki na powierzchni włosów.

Zmywanie
Z tłustą mieszanką bez problemu rozprawił się szampon Alverde z jabłkiem i papają.

Reasumując: Mieszanka spełniła swoją funkcję pielęgnacyjną. Dzięki niej włosy nabrały blasku, miękkości i nie sprawiały problemów podczas rozczesywania. Uzyskałam całkiem niezły skręt. Warto podkreślić, iż nie wszystkie produkty stosowane solo, przyczyniały się do powstania tak wyraźnych fal.

PS Łączycie ze sobą różne oleje? Czy odnotowałyście wówczas lepsze rezultaty?

karminowe.usta

Najlepsze metody pielęgnacji włosów w 2012 roku


Niedawno opublikowałam notkę, w której przedstawiłam kosmetyki, które w 2012 roku wywarły na mnie największe wrażenie. Dziś zamierzam podzielić się z Wami listą domowych zabiegów pielęgnacyjnych, które poprawiły kondycję moich włosów. Zanim jednak przejdę do wymieniania maseczek, płukanek itp., chciałabym napisać parę słów nt. moich kosmyków. Jestem posiadaczką wysokoporowatych, falowanych, normalnych włosów. Jeśli chcecie wiedzieć, jakie domowe receptury i kosmetyki stosowane niezgodnie z przeznaczeniem, najlepiej współpracowały z moimi kosmykami, to zapraszam do lektury:)

Kremowanie włosów
Stanowi odpowiednik olejowania. Ten zabieg jest łatwiejszy do przeprowadzenia. Sięgamy po krem o bogatym składzie (masła i oleje roślinne), nakładamy go na suche/zwilżone włosy, po czym zmywamy. Im dłużej krem będzie gościł na naszej głowie, tym lepszy efekt uzyskamy. Ja zazwyczaj przystępuję do mycia po upływie 3-4 h. Krem, w przeciwieństwie do oleju, nie przecieka nam między palcami, a jego zapach jest przyjemny dla naszych nozdrzy. Zauważyłam, iż zmywanie takich specyfików nastręcza nieco więcej trudności niż pozbywanie się olejów z powierzchni włosów. Zazwyczaj sięgam po wycofany krem Babydream do brodawek piersiowych. Wiem, że równie satysfakcjonujące rezultaty można uzyskać, stosując masło do ciała Isany, o czym niedawno wspominała na swoim blogu Idalia.



Miód
Ostatnio zauważyłam, że moje włosy bardzo dobrze reagują na miód. Dzięki niemu uzyskuję sypkie, błyszczące, miękkie fale. Niestety, nie jest to rozwiązanie dla każdej włosomaniaczki. Długotrwałe stosowanie miodu może bowiem rozjaśniać włosy. Jeśli jesteśmy blondynkami i zależy nam na pogłębieniu odcienia, wówczas możemy być zadowolone z takiego działania. Brunetki, które pragnę ustrzec się przed złotymi refleksami, powinny ostrożnie podchodzić do maseczek na bazie miodu. Do jego stosowania zniechęcać może również gęsta, lepka formuła. Miód można lekko podgrzać przed aplikacją na włosy. Można go również połączyć z ulubioną odżywką do włosów, wówczas straci na kleistości.


Maseczka z jogurtem i awokado
Jestem oczarowana właściwościami tej mikstury. Maseczka sprawia, że moje włosy są śliskie, błyszczące i miękkie. Ich gładkość nie przekłada się na osłabienie skrętu. Za sprawą maseczki z jogurtem i awokado uzyskuję mięsiste fale. Warto kupić dojrzałe awokado i solidnie je rozgnieść z przy użyciu widelca. Można też skorzystać z blendera, wówczas uzyskamy jednolitą, gładką papkę, co z kolei przełoży się na łatwość aplikacji i zmywania.


Olej słonecznikowy
Znajdziemy go w wielu polskich lodówkach. Często dodajemy go do sałatek. Olej słonecznikowy stanowi bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, które służą włosom wysokoporowatym. Postanowiłam zweryfikować jego działanie. Za jego sprawą szczotkowanie włosów przestało być udręką. Kosmyki stały się miękkie i błyszczące, dzięki czemu zyskały zdrowy wygląd.

Olej rzepakowy
W Polsce istnieje spory popyt na ten produkt. W związku z tym, iż bez problemu znalazłam go w swojej lodówce, postanowiłam sprawdzić, czy zawarte w nim nienasycone kwasy tłuszczowe posłużą moim wysokoporowatym włosom. Tym razem również nie spotkałam się z rozczarowaniem. Olej rzepakowy, w porównaniu ze słonecznikowym, wypadł nieco lepiej. Okazało się, że wykazuje tendencję do domykania łusek. Jest to niezwykle istotna kwestia, ponieważ otwarte sprzyjają uszkodzeniom mechanicznym włosa.

Drożdżowe uniesienie
O maseczce dowiedziałam się z notki Mallene. Choć nie uzyskała ona pożądanych rezultatów, postanowiłam przetestować drożdżową miksturę. Tym razem intuicja i zmysł eksperymentatorki nie zawiodły mnie. Włosy zyskały na uniesieniu, optycznym zagęszczeniu, sypkości i lekkości. Minusem maseczki jest intensywny, drożdżowy zapach, za którym nie przepadam. W miarę jak nasze włosy stają się suche, traci on na intensywności. Niestety, przez pewien czas musimy się z nim męczyć. Gdy przystąpiłam do zmywania maseczki, ogarnęło mnie przerażenie. Drożdżowa mikstura nadała moim włosom niesamowitą sztywność, na szczęście pozbycie się jej nie stanowiło żadnego problemu.

Płukanka octowo-miętowa
Za sprawą notki Kamili Ziel, dowiedziałam się o zbawiennych właściwościach tej płukanki. Kwaśny odczyn służy naszym włosom i przyczynia się do domykania łusek. Podobny efekt uzyskamy, spłukując włosy chłodną wodą. W lodówce znalazłam ocet, w szafce trafiłam na herbatę miętową, toteż przystąpiłam do sporządzania płukanki. Kwaśny odczyn mikstury domknął moje łuski, co przełożyło się na wygładzenie włosów. Nadał im również niesamowity blask. Babcine sposoby wciąż mają rację bytu:)



Maseczka z siemienia lnianego
Do przygotowania glutka przekonała mnie niezastąpiona Idalia. Pomysł okazał się strzałem w dziesiątkę. Moje włosy stały się dociążone, lśniące, miękkie i gładkie. Maseczka nie przeszkadza w formowaniu się fal. Jej wykonanie nie nastręcza żadnych trudności. Nawet taki antytalent kulinarny jak ja, jest w stanie ją przygotować:)

Wegańska wersja laminowania włosów
Stosunkowo niedawno żelatyna zrobiła zawrotną karierę w internecie. Laminowanie włosów stało się niezwykle kuszącą propozycją. W związku z tym, iż jestem wegetarianką, nie potrafiłam przekonać się do wersji z żelatyną w roli głównej. Na szczęście świat roślin charakteryzuje się olbrzymim bogactwem związków organicznych, w tym śluzów. Siemię lniane stanowi substytut żelatyny. Po przeprowadzeniu wegańskiej wersji laminowania, moje kosmyki stały się gładkie (otulone niewidzialną warstwą ochronną), sypkie, błyszczące i miękkie. Laminowanie nie stanęło na drodze powstającym falom. Uzyskałam całkiem niezły skręt.

Maseczka bananowo-jogurtowa
Biorąc pod uwagę swoje doświadczenia z tą papką, zachęcam do skorzystania z blendera. Możecie również wybrać dojrzały owoc, poznacie go po brązowych plamkach na żółtej skórce. Rozgniatanie widelcem banana, który nie osiągnął jeszcze właściwego stopnia dojrzałości, może zakończyć się nadszarpniętymi nerwami. Resztki owocu trzeba będzie wygrzebywać z kosmyków. Maseczka sprzyja powstawaniu regularnych fal, nadaje kosmykom miękkość i blask. Domyka również łuski włosa.


PS W zestawieniu pominęłam olej z pietruszki z Archipelagu Piękna, migdałowo-arganowy olejek Alverde. Wspomniane produkty znalazły się na liście „Kosmetycznych Hitów 2012”. A jakie zabiegi w bieżącym roku okazały się dla Waszych włosów najbardziej trafione?

karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...