Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą balsam do ust. Pokaż wszystkie posty

Kosmetyki Avon na zimę – na co warto zwrócić uwagę?



Przemysłem kosmetycznym także rządzi pewna sezonowość, zwłaszcza jeśli chodzi o zapachy kosmetyków do kąpieli i maseł do ciała. O tej porze roku są one bardziej otulające i nierzadko mają w sobie jakiś akcent świąteczny. W niniejszej notce pragnę przedstawić kosmetyki Avon na zimę. Na co warto zwrócić uwagę?
avon care gentle moisture krem do rąk i paznokci

Miss Sporty Really Me nabłyszczający balsam do ust Really Apricot

Nie jestem miłośniczką błyszczyków, aczkolwiek ostatnio coś w tej materii powoli zaczyna się zmieniać. To zasługa brązowego lipglossa Eveline, który świetnie komponował się z moim typem urody, nie wykazywał nadmiernej lepkości i charakteryzował się całkiem niezłą trwałością. Ostatnio mam problem z regularnym stosowaniem pomadek ochronnych, a wszystko to dlatego, że stałam się posiadaczką słoiczka Tisane i balsamu Carmex. Pierwszy z nich nie jest specjalnie higieniczny, w związku z tym emulsję ze słoiczka nabieram tylko w domu za pomocą pędzelka. Z kolei Carmex wywołuje uczucie mrowienia, którego nie lubię. Teoretycznie mam kosmetyki do ust o działaniu ochronnym i nie potrzebuję niczego innego, a w praktyce nie stosuję ich, gdyż nie do końca spełniają moje oczekiwania. Na efekt nie musiałam długo czekać. Usta stały się spierzchnięte i popękane, wtedy też w moje ręce wpadł Miss Sporty Really Me nabłyszczający balsam do ust Really Apricot. Czy wspomniany kosmetyk spełnił pokładane w nim nadzieje?

Miss Sporty Really Me błyszczyk


Alverde balsam do ust z olejkiem mięty pieprzowej – ratunek dla suchych warg?

Mam słabość do soczystych pomadek, chętnie eksperymentuję z kolorami, nie „boję” się krwistej czerwieni czy głębokiego fioletu. Niestety, żadna nawet najlepsza pomadka nie wygląda dobrze na zaniedbanych ustach, na których można dostrzec suche skórki. W związku z tym, kiedy nie maluję warg, stosuję kosmetyki o działaniu odżywczo-nawilżającym. Odkąd odkryłam, że moim kapryśnym ustom służą pomadki ochronne o naturalnym składzie, całkowicie zrezygnowałam ze sztyftów Nivea, Neutrogena czy Bebe. Choć mam już swoich faworytów w kategorii pielęgnacja warg, wciąż chętnie poznaję nowości. Czy Alverde balsam do ust z olejkiem z mięty pieprzowej zaskarbił sobie moją sympatię?

Alverde-balsam-do-ust-z-olejkiem-z-miety-pieprzowej

Wiśniopodobny twór kontra opryszczka

Obniżona odporność sprzyja aktywacji opryszczki. Staram się zapobiegać bolesnym pęcherzykom. Odkąd odkryłam, że Carmex zwalcza „niespodzianki”, w kryzysowych sytuacjach sięgam po popularny balsam. Choć sztyft okazał się moim sprzymierzeńcem, nie potrafię przymknąć oczu na specyficzny film, który oblepia usta. Ponadto zauważyłam, iż w miarę upływu czasu kosmetyk zbiera się w zewnętrznych kącikach. Białe gluty nie wyglądają zbyt estetycznie, toteż kilka tygodni temu kupiłam wiśniowy balsam w tubce. Czy nowy nabytek sprostał moim oczekiwaniom?

Nawilżenie
Początkowo byłam zachwycona wiśniowym balsamem. Bohater niniejszej recenzji świetnie nawilżał usta, efekt utrzymywał się przez kilka godzin. Niestety, po tygodniu Carmex stracił dobroczynną moc. Kilkadziesiąt minut po aplikacji wyżej wspomnianego kosmetyku usta domagały się kolejnej porcji składników odżywczych. Zaistniała sytuacja utwierdziła mnie w przekonaniu, że moim wargom nie służą produkty, które zawierają parafinę.

Wygładzenie
Carmex pozornie poprawia kondycję ust. Niestety, gdy znika warstwa ochronna, mogę zapomnieć o gładkich wargach. Szorstka, popękana skóra daje o sobie znać.

Mrowienie
Tubka funduje słabszy efekt chłodzenia niż sztyft, z którym miałam wcześniej do czynienia. Warto zaznaczyć, iż nie przepadam za mrowieniem, toteż działanie nowego nabytku przypadło mi do gustu.

Wpływ na opryszczkę
Jeśli zareagujemy stosunkowo szybko, możemy uniknąć inwazji pęcherzyka. Gdy czuję, że do moich ust dociera fala ciepła, wiem, że zbliża się nieszczęście i przystępuję do kontrataku;) Carmex parokrotnie zdusił opryszczkę w zarodku.

Konsystencja
Wiśniowy balsam przypomina bezbarwny błyszczyk. W związku z tym często aplikuję Carmex na wargi pokryte czerwoną szminką. Bohater niniejszej recenzji nie pozostawia lepkiego filmu, jednocześnie nie zbiera się w zewnętrznych kącikach.

Zapach
Liczyłam na owocową, apetyczną woń. Niestety, mój nos zarejestrował chemiczny, wiśniopodobny twór, który nijak nie odzwierciedla moich preferencji.

Smak
Nie jadam kosmetyków, ale produkty, które aplikuję na wargi, czasem dostają się do jamy ustnej. Pewnego dnia przypadkowo zapoznałam się ze smakiem wiśniowego balsamu. Chciałabym zapomnieć o tym wydarzeniu, ponieważ specyfik pobudził kubki, które reagują na gorzkie potrawy.

Opakowanie
Balsam znajduje się w żółtej, plastikowej tubce. Jej ujścia strzeże czerwona nakrętka, na której wytłoczono napis „Carmex”. Dzięki temu rozwiązaniu, możemy aplikować kosmetyk, stojąc na przystanku. Problem pojawia się, gdy produkt zaczyna sięgać dna. W celu wyciśnięcia resztek specyfiku musimy użyć siły.

Wydajność
Kosmetyk sięgnął dna po 5 tygodniach. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż z dobrodziejstw balsamu korzystałam kilka/kilkanaście razy w ciągu dnia.

Cena
Wiśniowa tubka stanowi wydatek rzędu 9 zł. Na szczęście można natknąć się na atrakcyjne promocje.

Dostępność
Astor, Hebe, Rossmann, Superpharm.

Skład
Petrolatum, Lanolin, Aroma, Ethylhexyl methoxycinnamate, Cetyl esters, Theobroma cacao seed butter, Cera alba, Benzophenone-3, Camphor, Menthol, Vanillin, Synthetic linalool, Benzyl cinnamate, Geraniol. Zawiera Oxybenzone.

Reasumując: Choć balsam w tubce spisał się lepiej niż sztyft, wiele brakuje mu do ideału. Początkowo nie mogłam narzekać na poziom nawilżenia. Niestety, po tygodniu czar prysł. Kilkadziesiąt minut po aplikacji wyżej wspomnianego kosmetyku moje usta domagały się kolejnej porcji składników odżywczych. Carmex pozornie poprawia kondycję warg. Gdy znika warstwa ochronna, szorstka skóra daje o sobie znać. Tubka funduje słabszy efekt mrowienia niż sztyft, z którym miałam wcześniej do czynienia. Ta właściwość przypadła mi do gustu, ponieważ nie przepadam za atrakcjami termicznymi. Gdy czuję, że do moich ust dociera fala ciepła, wiem, że zbliża się nieszczęście i przystępuję do kontrataku;) Carmex parokrotnie zdusił opryszczkę w zarodku. Wiśniowy balsam przypomina bezbarwny błyszczyk. W odróżnieniu od sztyftu, z którym miałam wcześniej do czynienia, nie pozostawia lepkiego filmu i nie zbiera się w zewnętrznych kącikach. Zapach kosmetyku nie zachwyca. Mój nos zarejestrował chemiczny, wiśniopodobny twór. Balsam znajduje się w żółtej, plastikowej tubce. Jej ujścia strzeże czerwona nakrętka. Dzięki temu rozwiązaniu, możemy aplikować specyfik, stojąc na przystanku. Problem pojawia się, gdy produkt zaczyna sięgać dna. W celu wyciśnięcia resztek kosmetyku musimy użyć siły. Choć wiśniowy balsam wykazuje mizerne właściwości pielęgnacyjne, nie poprzestanę na jednym opakowaniu. Specyfik sprawdza się w podbramkowych sytuacjach, gdy opryszczka daje o sobie znać.

PS Czy miałyście do czynienia z wiśniowym balsamem? Jakie wywarł na Was wrażenie? Jeśli znacie inny kosmetyk, który dusi opryszczkę w zarodku, będę wdzięczna za podanie namiarów;)


karminowe.usta

Kultowy balsam do ust - hit czy kit?

Kiedy wirus opryszczki przypomniał o swojej obecności, postanowiłam sięgnąć po popularny Carmex. Nie przepadam za efektem mrowienia, dlatego długo wstrzymywałam się z zakupem tego kultowego produktu. Skapitulowałam, gdy bolesny, piekący bąbel uniemożliwiał normalne funkcjonowanie. Liczyłam na to, iż mentol zawarty w kosmetyku przyniesie ulgę moim rozpalonym wargom. Czy Carmex w formie sztyftu sprostał moim oczekiwaniom?

Nawilżenie
Moje usta są niezwykle wymagające. Upodobałaby sobie pomadki, które bazują na oleju rycynowym, wosku pszczelim oraz maśle shea. Wazelina nigdy nie służyła moim wargom. Carmex nie radzi sobie ze spierzchniętą, popękaną skórą. Przynosi krótkotrwałe ukojenie. Pół godziny po aplikacji pojawia się dyskomfort. Usta domagają się solidnej porcji nawilżenia. Gdy podczas spożywania posiłku ścieram warstwę ochronną, skóra zaczyna piec. Biorąc pod uwagę powyższe obserwacje, omawiany sztyft zaliczam do przeciętniaków.

Wygładzenie
Carmex pozornie wygładza wargi. Niestety, czar pryska po starciu warstwy ochronnej. Sucha, spękana skóra przypomina o swoim istnieniu. Gdy regularnie stosowałam pomadkę Alterry, cieszyłam się gładkimi wargami. Efekt utrzymywał się po spożyciu posiłku.

Mrowienie
Nie przepadam za tego rodzaju „atrakcjami”. Unikam kosmetyków z mentolem. Wyjątek stanowi serum antycellulitowe Eveline. W przypadku wspomnianego produktu mogę przymknąć oko na mrowienie. Niestety, w październiku opryszczka dała mi się we znaki. Stan zapalny, który towarzyszy bąblom, powoduje dyskomfort. Uznałam, że w zaistniałej sytuacji należy przeprosić się z mentolem. Efekt chłodzenia mógłby zneutralizować nieprzyjemne doznania. Nie myliłam się. Carmex przyniósł ulgę ustom, na których zagościła opryszczka. Jednocześnie zauważyłam, iż sztyft, zastosowany stosunkowo wcześnie, przyczynia się do bezbolesnego wchłaniania bąbli.

Bielenie
Carmex często pozostawia na ustach biały nalot. Balsam wykazuje tendencję do zbierania się w załamaniach. W związku z tym niechętnie sięgam po omawiany sztyft, gdy wychodzę z domu. Przypadkowi przechodnie mogliby uznać, iż mają do czynienia z osobą dotkniętą drożdżycą ust.

Konsystencja
Po zdjęciu nakrętki naszym oczom ukazuje się żółty sztyft. Balsam charakteryzuje się miękką konsystencją. Wykręcając kosmetyk, musimy liczyć się z tym, iż pobrudzi opakowanie. Po aplikacji omawianego produktu, wycieram tubkę i nakrętkę. Żółte gluty nie wyglądają zbyt estetycznie. Jednocześnie mogą pobrudzić torebkę/kosmetyczkę.

Zapach
Carmex charakteryzuje się apetyczną, waniliową wonią. Niestety, jego smak nie jest już tak przyjemny. Nie znam amatorów kamfory;)

Opakowanie
Chętnie sięgam po sztyfty. Uważam, iż stanowią stosunkowo higieniczne rozwiązanie. Niestety, moja radość nie trwała długo. Mechanizm, który odpowiada za wykręcanie balsamu, często zawodzi. Nie mogę wykluczyć, że trafiłam na felerny egzemplarz. Wczoraj nabyłam kolejne opakowanie Carmexu. Mam nadzieję, że problem się nie powtórzy.

Wydajność
Miękka konsystencja sztyftu przekłada się na niską wydajność kosmetyku. Produkt sięgnął dna po upływie miesiąca.

Cena
Zakup balsamu stanowi wydatek rzędu 9 zł.

Dostępność
Rossmann.

Skład
Petrolatum, Lanolin, Euphorbia cerifera cera, Ethylhexyl methoxycinnamate, Benzophenone-3, Ozokerite, Cetyl esters, Theobroma cacao seed butter, Cera alba, Paraffin, Camphor Menthol, Salicylic acid, Parfum, Vanillin, Hydroxycitronellal, Limonene, Linalool, Geraniol, Citronellol.

Reasumując: Moje usta są niezwykle wymagające. Ich pielęgnacja nastręcza sporo trudności. Carmex nie sprawdził się w roli balsamu. Pozornie nawilża i wygładza wargi. Niestety, po starciu warstwy ochronnej sucha skóra przypomina o swoim istnieniu. Bohater dzisiejszej notki bieli usta i zbiera się w załamaniach. Przypadkowy przechodzień może uznać, iż ma do czynienia z osobą, która cierpi na drożdżycę ust. Choć nie przepadam za efektem mrowienia, to właściwości chłodzące mentolu przyniosły ukojenie moim wargom, gdy pojawiła się opryszczka. Jeśli stosunkowo wcześnie sięgniemy po omawiany produkt, bąble wchłoną się bezboleśnie. Balsam charakteryzuje się miękką konsystencją. Wykręcając kosmetyk, musimy liczyć się z tym, iż pobrudzi opakowanie. W związku z tym, iż Carmex sprawdza się w sytuacjach podbramkowych, na pewno nie zabraknie dla niego miejsca w mojej kosmetyczce:)

PS Czy miałyście do czynienia z Carmexem? Jakie wywarł na Was wrażenie? Czy sięgacie po wersję w słoiczku, a może preferujecie sztyfty?


karminowe.usta

Miód na usta

Balsam do ust Tisane można zaliczyć do kosmetyków owianych legendą. Wiele osób sięga po ten produkt, gdy usta znajdują się w fatalnej kondycji. Silny wiatr, promienie słoneczne itp. sprawiają, że wargi stają się spierzchnięte. Czy balsam Tisane zamknięty w plastikowym słoiczku rzeczywiście sprawdza się w awaryjnych sytuacjach?

Nawilżenie
Gdy zdawałam maturę w 2008 roku, nie znałam kosmetyków Alterra, Alverde czy Sylveco. Tygodniami zmagałam się z suchymi, popękanymi wargami. Żaden z popularnych specyfików nie przynosił ukojenia moim ustom. Pewnego wieczoru odwiedziłam osiedlową aptekę i poprosiłam o maść, która rozprawi się z moim problemem. Faramceutka poleciła mi balsam Tisane. Mimo iż nie wierzyłam w dobroczynne właściwości tego produktu, postanowiłam dać mu szansę. Nie żałuję, iż tamtego wieczoru zaufałam sprzedawczyni, ponieważ zaproponowany przez nią specyfik okazał się skuteczny. Po raz pierwszy trafiłam na balsam, który zafundował moim ustom solidną porcję nawilżenia. Parę miesięcy temu powróciłam do słoiczka Tisane. Pomimo upływu czasu jego właściwości nie uległy zmianie.


Właściwości łagodzące
Wprawdzie zaprezentowany produkt przynosi ukojenie spierzchniętym ustom, ale pod tym względem nieco lepiej spisują się sztyfty Sylveco i Alterra. Pomimo iż nakładam grubą warstwę balsamu Tisane, odczuwam delikatne pieczenie. 

Ochrona
Jako nosicielka wirusa opryszczki przykładam szczególną wagę do pielęgnacji ust. Jeśli nie zabezpieczę ich przed negatywnym działaniem czynników zewnętrznych, wargi pękają. W ten sposób powstają dogodne warunki do aktywacji HSV. Balsam Tisane zabezpiecza usta przed niekorzystnym wpływem wiatru, słońca itp. Gdy korzystałam z jego dobrodziejstw, nie doszło do nawrotu opryszczki.

Zmiękczenie
Omawiany produkt zmiękcza i wygładza wargi. Na zadbanych ustach pomadki wyglądają nienagannie, w związku z tym regularnie aplikuję balsam Tisane.

Kolor
Zaprezentowany kosmetyk nie barwi warg. Uzyskany efekt można porównać do tego, jaki zapewniają transparentne błyszczyki.

Konsystencja
Producent zadbał o to, aby balsam Tisane przypominał naturalny miód. Jasnobrązowa, treściwa formuła sugeruje, iż mamy do czynienia z przysmakiem Kubusia Puchatka;)

Zapach
Woń omawianego specyfiku pobudza apetyt. Słodkie, waniliowe akordy rozpalają moje kubki smakowe do czerwoności. Za każdym razem, gdy sięgam po balsam Tisane, mam ochotę sprawdzić, czy jego smak koresponduje z zapachem.

Opakowanie
Kosmetyk umieszczono w plastikowym słoiczku. Uważam, iż producenci  powinni stawiać na higieniczne rozwiązania. Pomijając moje zboczenie zawodowe, przy większych palcach możemy napotkać na problem związany z wydobyciem kosmetyku. Otwór o stosunkowo niewielkiej średnicy nie ułatwia tego zadania. Chcąc obejść wyżej wspomniane niedogodności, Tisane aplikowałam przy pomocy patyczków kosmetycznych.

Wydajność
Od czerwca korzystam z dobrodziejstw omawianego balsamu. W ciągu 2-3 dni produkt powinien sięgnąć dna.

Cena
Za słoiczek, w którym znajduje się 4,7 g kosmetyku, musimy zapłacić 7-9 zł.

Dostępność
Apteki, w tym DOZ, Superpharm, sklepy zielarskie.

Skład
Cera alba, Olea Europea oil, Petrolatum, Ricinus communis oil, Isopropyl myristate, Honey, Echinacea purpurea & Melissa officinalis & Silybum marianum extract, Aqua, Glyceryl stearate, Cetyl alcohol, Propylene glycol, Cholesterol, Tocopheryl acetate, Ethyl vanillin.

Reasumując: Balsam Tisane darzę ogromnym sentymentem. Jest to pierwszy tego typu produkt, który rozprawił się z moimi spierzchniętymi ustami. Pomimo upływu czasu nie stracił swoich dobroczynnych właściwości. Waniliowa, apetyczna woń sprawia, iż chętnie powracam do wyżej wspomnianego kosmetyku. Ze względu na jego skuteczność i zapach, przymykam oko na niepraktyczne opakowanie. Wydobywając balsam za pomocą patyczka kosmetycznego, unikamy niedogodności.

PS Czy mieliście do czynienia z zaprezentowanym produktem? Jakie wywarł na Was wrażenie? Czy korzystacie z balsamów w słoiczku?

karminowe.usta

Alterra rumiankowy balsam do ust


Jakiś czas temu zamieszczałam recenzję rumiankowej szminki Alterry. Nadeszła pora na jej porównanie z balsamem do ust tej samej marki.

Ochrona
Pod tym względem nie mam jemu nic do zarzucenia. Moje usta są bardzo wymagające, a mimo to świetnie chroni je przed pierzchnięciem. Wiele droższych pomadek ochronnych (Nivea, Bebe) nie radzi sobie z tym problemem. Skuteczność działania balsamu jest identyczna jak szminki.

Mrowienie
Stosowaniu balsamu nie towarzyszy tego typu efekt, co z mojego punktu widzenia jest ogromną zaletą tego produktu.

Nawilżanie
Produkt bardzo dobrze odżywia usta. Jeśli są popękane, to potrzebne są około 3 aplikacje kosmetyku, by w pełni pozbyć się tego nieprzyjemnego uczucia suchości. Ale już po pierwszym nałożeniu balsamu nasze usta mniej cierpią. Jeśli chodzi o nawilżanie to oba produkty z Alterry działają identycznie.

Zapobieganie opryszczce
Zauważyłam, że na moich wargach lubią gościć przykre niespodzianki, gdy zapominam o aplikacji pomadek ochronnych. Odkąd stosuję produkty Alterry i Sylveco, nie mam tego typu problemów (odpukuje w niemalowane drewno:P).

Zapach
Szminka według mnie pięknie pachnie białą czekoladą z lat 90., z kolei balsam już nie ma tak przyjemnej woni. Początkowo nie wyczuwałam żadnej substancji zapachowej, potem balsam lekko zalatywał mi rycyną, a gdy zaczęłam się zbliżać do końca produktu, moje nozdrza kuszą mnie białą czekoladą.

Wykończenie na ustach
Jest to efekt porównywalny z użyciem przeźroczystego błyszczyku, aczkolwiek szminka dawała większe „glow”

Powiększanie
Jak już wspominałam balsam nie funduje nam efektu mrowienia. Powiększenie, z którym mamy do czynienia, jest wyłącznie optyczne. Zauważyłam, że warto jest przy aplikacji minimalnie wyjechać na łuk Kupidyna, ponieważ to powiększa nasze wargi, a nie wygląda jakoś nachalnie czy niechlujnie.

Sklejanie ust
Nie skleja ich, ale w przypadku balsamu występuje zjawisko, które było mi obce podczas użytkowania szminki. Wraz z upływem czasu produkt znika z naszych warg, a jego resztki lubią się gromadzić w kącikach w postaci białych glutów.

Konsystencja
Zwarta. Takie twardy sztyfty świetnie sprawdzają się późną wiosną i latem, ponieważ nie roztapiają się tak ekspresowo, jak mają to w zwyczaju miękkie pomadki. Zresztą obecność nasyconych kwasów tłuszczowych (stearynowy i palmitynowy) podwyższa temperaturę topnienia.

Kolor produktu
Sam sztyft jest jasnożółty, ale na ustach jest transparentny, podkreśla naturalny koloryt naszych ust.

Opakowanie
Plastikowe, białe, wygląda estetycznie, przy czym to od balsamu jest mniej trwałe niż od szminki, ponieważ popękało mi w dwóch miejscach, gdy produkt umieściłam w bocznej kieszonce torebki. Kartonik, w którym umieszczono balsam, prezentował się bardzo estetycznie ze względu na trafnie dobrane kolory i motyw kwiatu rumianku.

Trwałość
Jedna aplikacja wystarcza na około 3 godziny, jeśli nic nie jemy, ani nie pijemy. Przez ten czas czuję, że moje usta są chronione.

Baza pod kolorowe pomadki
Podobnie jak szminka z Alterry, balsam idealnie nadaje się do nakładania jako baza pod kolorowe kosmetyki przeznaczone do ust. Jest to dobre rozwiązanie, zwłaszcza jeśli w swoich zbiorach posiadamy szminki-wysuszacze.

Wydajność
Produkt starcza na około 2-2,5 miesiąca codziennego, wielokrotnego używania. Jeśli nie macie potrzeby nawilżania ust co kilka godzin, bo Wasze wargi nie są problematyczne, to balsam powinien Wam wystarczyć na wiele miesięcy.

Filtr
Na opakowaniu nie ma żadnej wzmianki o filtrze, ale niektóre substancje zawarte w balsamie chronią przed promieniowaniem słonecznym, w końcu rośliny muszą się jakoś przed nim bronić;)

Skład
Ricinus communis seed oil-olej roślinny otrzymywany z nasion rącznika pospolitego przez wyciskanie oleju na zimno i wygotowywanie z wodą, ta procedura ma zniszczyć toksyczną rycynę. Wykorzystywany w odżywkach do włosów suchych. Ma właściwości nawilżające.
Cocos nucifera oil-olej kokosowy, składnik natłuszczająco-nawilżający.
Cera alba-wosk pszczeli, substancja nawilżająca. Może uczulać osoby wrażliwe.
Simmondsia chinensis seed oil-olej z jojoba, stanowi bogate źródło witaminy E, pełniącej rolę przeciwutleniacza. Działa regeneracyjnie.
Candelila cera-wosk candelilla, pełni rolę emolientu (substancji nawilżającej) i substancji ochronnej. Stabilizuje emulsje. Natłuszcza, pozostawiając ochronny film. Sprawia, że skóra naszych warg jest miękka, elastyczna i gładka.
Palmitic acid-kwas palmitynowy. Nasycony kwas tłuszczowy. Stanowi główny składnik oleju pozyskiwanego z drzewa palmowego. Kwas ten jest niedrogi i pełni rolę teksturotwórczą. Wykorzystywany do produkcji mydeł, kosmetyków i preparatów antyadhezyjnych. Co ciekawe kwas palmitynowy uczestniczy w syntezie leku stosowanego w leczeniu schizofrenii.
Stearic acid-kwas stearynowy, należący do kwasów tłuszczowych, substancja natłuszczająca.
Butyrospermum parkii-masło shea, bogate w naturalną alantoinę, witaminę E, prowitaminę A, posiada lekki filtr chroniący przed promieniowaniem UVB. Nadaje konsystencję w emulsjach. Ma właściwości wygładzające, natłuszczające i nawilżające.
Olea europea fruit oil-oliwa z oliwek, bogate źródło witaminy E. Polecany przy suchej, dojrzałej, popękanej, łuszczącej się skórze.
Tocopheryl acetate-witamina E, związana z estrem kwasu octowego, co ma sprzyjać jej większej stabilności. Acetat tokoferolu jest bardziej stabilny od samej witaminy E w obecności tlenu i ciepła. Zwalcza wolne rodniki, które powstają m.in. przy promieniowaniu UV, zatem zapobiega niszczeniu cząstek komórek tłuszczowych. Wygładza zmarszczki (zapobiega ich pogłębianiu). Zapobiega oksydacji olejów i emulsji, tym samym przedłużając ich trwałość.
Helianthus annuus seed oil-olej z nasion słonecznika, bogate źródło witaminy E i nienasyconych kwasów tłuszczowych. Pełni rolę substancji natłuszczającej.
Chamomilla recutita oil-olejek rumiankowy, wykazuje działanie przeciwzapalne i przeciwobrzękowe, polegające na hamowaniu wydzielania endogennej histaminy. Jest pomocny w przypadku wyprysków, zranień, owrzodzeń. Posiada właściwości przeciwbakteryjne i przeciwgrzybicze. Działa na skórę oczyszczająco, pielęgnuje skórę wrażliwą, zaczerwienioną i spękaną. Bardzo pomocny przy alergii. Co ciekawe, warto wcierać go we włosy, ponieważ hamuje odczyny autoimmunologiczne, zapobiegając tym samym wypadaniu włosów.
Daucus carrota sativa root extract-olej z marchwi. Hamuje procesy starzenia się skóry.
Beta-carotene-prowitamina A, neutralizuje wolne rodniki. Chroni skórę przed działaniem promieni słonecznych.
Tocopherol-witamina E, przeciwutleniacz, witamina młodości.

Cena
Ja swój balsam kupiłam na promocji i zapłaciłam za niego 4,49 zł, ale w regularnej sprzedaży nie kosztuje chyba więcej niż 6 zł.

Dostępność
Niestety, osoby, które nie mają Rossmanna w swojej możliwości, nie mają łatwego dostępu do balsamu z Alterry. Na szczęście sieć się rozwija i otwiera nowe placówki w różnych miejscowościach.


Reasumując: obydwa produkty uważam za bardzo dobre, przy czym nieco bardziej do gustu przypadła mi szminka. Wynika to z faktu, iż była bardziej miękka i pachniała jak biała czekolada z lat 90.:) Balsam świetnie nawilża spierzchnięte usta i chroni przed wysuszeniem, dlatego pewnie jeszcze nie raz do niego powrócę:)

PS A Wy zauważacie różnicę pomiędzy rumiankowym balsamem a szminką z Alterry? Który produkt wolicie? Na jak długo starczają Wam tego typu kosmetyki?

karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...