Mam słabość do soczystych
pomadek, chętnie eksperymentuję z kolorami, nie „boję” się krwistej czerwieni
czy głębokiego fioletu. Niestety, żadna nawet najlepsza pomadka nie wygląda
dobrze na zaniedbanych ustach, na których można dostrzec suche skórki. W związku
z tym, kiedy nie maluję warg, stosuję kosmetyki o działaniu
odżywczo-nawilżającym. Odkąd odkryłam, że moim kapryśnym ustom służą pomadki
ochronne o naturalnym składzie, całkowicie zrezygnowałam ze sztyftów Nivea, Neutrogena
czy Bebe. Choć mam już swoich faworytów w kategorii pielęgnacja warg, wciąż
chętnie poznaję nowości. Czy Alverde
balsam do ust z olejkiem z mięty pieprzowej zaskarbił sobie moją sympatię?
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Alverde. Pokaż wszystkie posty
Alverde balsam do ust z olejkiem mięty pieprzowej – ratunek dla suchych warg?
Alverde szampon z żurawiną i kwiatem lipy - hit czy klapa?
Jeszcze kilka lat temu
nie przywiązywałam wagi do wyboru szamponu, sięgałam po pierwszy
lepszy, nie zwracając uwagi na jego skład. Przełom nastąpił,
gdy odkryłam produkty Alterra. Gdy przeszłam na naturalną stronę
mocy, zniknął łupież, z którym zaciekle walczyłam. Teraz wiem,
iż moja wrażliwa skóra głowy nie toleruje drogeryjnych szamponów,
ponieważ zawierają one silne detergenty. SCS również nie można
odmówić „mocy”, ale gdy występuje w towarzystwie olejów i
ekstraktów, nie mam problemów ze skalpem. Początkowo używałam
szamponów Alterra, ale później poszerzyłam obszar swoich
zainteresowań o specyfiki Alverde. Ich skład jest zbliżony, toteż
nie muszę obawiać się podrażnienia. Oczywiście nie mogłam
oprzeć się pokusie przetestowania nowości. Dzięki uprzejmości
kuzyna mogłam zapoznać się z działaniem szamponu Alverde z
żurawiną i kwiatem lipy. Czy kosmetyk spełnił pokładane w
nim nadzieje?
Alverde szampon żurawiną i kwiatem lipy - mycie
Początkowo obawiałam
się, że szampon może nie poradzić sobie z silikonami, ponieważ
zawiera niezwykle delikatne detergenty, na próżno szukać w nim
SCS. Kosmetyk sprawił mi jednak miłą niespodziankę, dokładnie
oczyszcza włosy i skórę głowy, ale ich nie wysusza. Z punktu
widzenia właścicielki wysokoporowatych kosmyków jest to niezwykle
istotna kwestia. Wiem, że wiele osób do szamponów z olejami i
ekstraktami podchodzi nieufnie, podczas gdy ja traktuję je jak
wybawienie. Moje włosy trudno obciążyć, ba, one wręcz potrzebują
treściwych kosmetyków, w przeciwnym wypadku na mojej głowie gości
dorodne siano.
Blask
Szampon z żurawiną i
kwiatem lipy został opracowany z myślą o pielęgnacji farbowanych
kosmyków. Choć od pewnego czasu nie poddaję włosów koloryzacji,
chętnie sięgam po tego typu kosmetyki. Dlaczego upodobałam sobie
specyfiki, które teoretycznie nie są dla mnie? Zauważyłam, że
szampony przeznaczone do włosów farbowanych nadają kosmykom zdrowy
blask. W świetle słonecznym można dostrzec rdzawe i złote
refleksy, które wyglądają bardzo naturalnie. Szampon Alverde z
żurawiną i kwiatem lipy sprostał moim oczekiwaniom. Po jego użyciu
włosy tworzą lśniącą taflę.
Miękkość
Niestety, żaden szampon
nie zmiękcza kosmyków w dostatecznym stopniu. Niezależnie od tego,
czy korzystam z naturalnych produktów, czy sięgam po specyfiki
drogeryjne, bez odżywki ani rusz. Nie wyobrażam sobie, że
mogłabym poprzestać na szamponie. Moje wysokoporowate włosy
domagają się solidnej porcji nawilżenia, gdy jej nie dostarczam,
nie chcą ze mną współpracować. Szampon Alverde z żurawiną i
kwiatem lipy nie jest wyjątkiem. Niestety, nie radzi sobie ze
zmiękczeniem moich wymagających pukli.
Gładkość
Jeśli nie nałożę
odżywki czy maski, mogę o niej zapomnieć. Włosy są szorstkie,
niezdyscyplinowane i przypominają miotłę. Sam szampon to za mało,
ale widzę różnicę między naturalnymi a drogeryjnymi specyfikami.
Te drugie zazwyczaj mocno oczyszczają włosy i tym samym sprzyjają
powstawaniu kołtunów. Produkty naturalne otulają je delikatną
warstwą ochronną i tym chronią je przed plątaniem.
Rozczesywanie
Sam szampon nie ułatwia
zadania. Gdybym zrezygnowała z odżywki, po tygodniu moja fryzura
uległaby znacznemu przerzedzeniu. Choć szampon jest łagodny, nie
zastąpi treściwej, nawilżającej emulsji.
Podrażnienie
Produkt Alverde łagodnie
obchodzi się ze skórą głowy. Gdy korzystałam z jego
dobrodziejstw, nie odnotowałam podrażnienia, zaczerwienienia,
łupież również omijał mnie szerokim łukiem. Mój skalp jest mi
wdzięczny za przejście na naturalną stronę mocy.
Przetłuszczanie
Pod tym względem nie
mogę swoim włosom nic zarzucić. Nie wykazują tendencji do
przetłuszczania, szampon również nie przyczynił się do
przedwczesnej utraty świeżości. Nawet po kilku dniach kosmyki są
odbite od skalpu i wyglądają dobrze. Mimo to głowę myję często,
robię to dla własnego komfortu.
Zapach
Przyjemny, nieco
kwaskowaty, mój nos zarejestrował zarówno owocowe, jak i kwiatowe
nuty, aczkolwiek nie wyczuwam akordów charakterystycznych dla
żurawiny. Mimo iż szampon zawiera komponenty zapachowe, skóra
głowy nie ucierpiała.
Konsystencja
Szampony Alterra i
Alverde mają specyficzną formułę. Ich glutowato-galaretowata
konsystencja nie każdemu przypadnie do gustu, aczkolwiek ja zdążyłam
się do niej przyzwyczaić. Najważniejsze, że kosmetyki wyżej
wspomnianych marek służą moim włosom.
Opakowanie
Produkt znajduje się w
czerwonym, plastikowym opakowaniu, które przyciąga wzrok. Alverde
stawia na praktyczne rozwiązania. Dzięki zamknięciu typu „klapka”
mogę wydobyć specyfik, mając mokre dłonie.
Wydajność
Z szamponem pożegnałam
się po miesiącu systematycznego stosowania. Wynik ten uważam za
satysfakcjonujący, zważywszy na długość moich włosów. Odkąd
moje pukle sięgają talii, przyzwyczaiłam się, że niektóre
kosmetyki szybko sięgają dna.
Cena
Zakup szamponu stanowi
wydatek rzędu 2 euro. Cena nie jest wygórowana, biorąc pod uwagę
fakt, iż mamy do czynienia z kosmetykiem naturalnym.
Dostępność
Skład
Aqua, Decyl glucoside,
Coco-glucoside, Alcohol, Alcohol, Glycerin, Betaine, Glyceryl
caprylate, Xanthan gum, Glyceryl oleate, Tilia tomentosa bud extract,
Vaccinum macrocarpon fruit extract, Chondrus crispus extract, Citric
acid, Levulinic acid, Sodium levulinate, Hydrogenated palm glycerides
citrate, Tocopherol, Sodium hydroxide, Parfum, Limonene.
Podsumowanie
Zalety
- dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy
- nadaje włosom zdrowy blask i wydobywa złoto-miedziane refleksy
- nie podrażnia skóry głowy
- nie powoduje łupieżu
- po jego użyciu fryzura pozostaje świeża przez wiele dni
- przyjemny, kwaskowaty zapach, w którym wyczuwam zarówno owoce, jak i kwiaty
- praktyczne opakowanie, które cieszy oko
- wysoka wydajność - miesiąc systematycznego stosowania przy włosach sięgających talii
- niska cena
- naturalny skład, aczkolwiek nie każdemu przypadnie do gustu alkohol.
Wady
- szampon musi być stosowany wraz z odżywką, ponieważ w przeciwnym wypadku na mojej głowie gości dorodne siano
- dostępność.
karminowe.usta
Zakupowe szaleństwo - kosmetyki z DM
Mój kuzyn jest
niezawodny. Mogę liczyć na jego pomoc przy spełnianiu
kosmetycznych zachcianek. Wysyłam mu listę rzeczy, które wzbudziły
moje zainteresowanie podczas przeglądania strony internetowej DMu, a
po pewnym czasie moją szafkę zasilają wybrane specyfiki. Na co
skusiłam się tym razem?
Balea odżywka do
włosów z figą i perłami
Wcześniej skłaniałam
się ku kosmetykom Alverde. W związku z tym, iż większość z nich
zdążyłam już poznać, postanowiłam przetestować produkty Balea.
Odżywka z figą i perłami cieszy się dużą popularnością w
blogosferze. Na ogół zbiera pozytywne recenzje. Niebawem przekonamy
się, czy dołączę do grona osób, które są zadowolone z jej
działania.
Balea maska do włosów
z figą i perłami
Postanowiłam iść za
ciosem. Maska ma dopełnić kurację pod hasłem: „piękne włosy
z figą i perłami”. Nie zdecydowałam się na szampon Balea,
ponieważ moja skóra głowy nie przepada za SLES. Pierwszemu
spotkaniu z maską towarzyszyło zaskoczenie. Nie przypuszczałam, że
kosmetyk znajduje się w niewielkim „słoiczku”. Zastanawiam się,
ile razy będzie mi dane nałożyć specyfik na włosy.
Balea Professional Oil
Repair odżywka do włosów
Kosmetyki, które wchodzą
w skład linii profesjonalnej, cieszą się dobrą sławą w
blogosferze. Mam nadzieję, że moje włosy zaprzyjaźnią się z
wyżej wspomnianym kosmetykiem. Za każdym razem, gdy przyglądam się
składom odżywek Balea, obawiam się, że na mojej głowie zagości
autentyczny nieład. Zauważyłam, że moje kosmyki potrzebują
dociążenia w postaci solidnej porcji naturalnych olejów i
silikonów.
Balea Professional
Repair + Pflege odżywka do włosów
Wprawdzie nie wiem, jak
moje włosy zareagują na produkty Balea, ale korzystając z okazji,
postanowiłam zaopatrzyć się w kilka wariantów. A nuż któraś
wersja odżywka okaże się strzałem w dziesiątkę? Z pewnością
podzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami nt. poszczególnych
kosmetyków.
Balea kremowy żel pod
prysznic z pistacją i olejem z winogron
Blogerki, które mają
dostęp do produktów z DM-u, chętnie inwestują w żele pod
prysznic marki Balea. Na ich korzyść przemawiają niska cena i
ciekawe kompozycje zapachowe. Wyżej wspomniany kosmetyk
charakteryzuje się przyzwoitym składem. Znajdziemy w nim
substancje, które powinny łagodzić działanie SLES. Jestem dobrej
myśli:)
Balea krem do stóp z
mocznikiem (10%)
Nadeszła pora, aby
zadbać o stopy. Gdy kraj zaleje fala upałów, będę musiała
wyciągnąć sandały. Nie chciałabym narażać otoczenia na
nieestetyczny widok w postaci twardych, zaniedbanych pięt. Wierzę,
że mocznik rozprawi się z problemami, które nękają moje stopy.
Wcześniej korzystałam z tego typu produktów i byłam z nich
zadowolona.
p2 Last Forever lakier
do paznokci nr 110 Dating Time
W moim zamówieniu nie
mogło zabraknąć lakieru do paznokci p2. Chętnie sięgam po
emalie tej marki, ponieważ szybko schną i są stosunkowo trwałe.
Na moich paznokciach wyglądają nienagannie przez 3-4 dni. Uwielbiam
czerwień, toteż nie mogłam sobie odmówić Dating Time. Czy
lakier zaskarbi sobie moją przychylność?
Alverde szampon do
włosów farbowanych z kwiatem lipy i żurawiną
Choć od dawna nie
farbuję włosów, często sięgam po produkty dedykowane kosmykom
poddanym koloryzacji. Zauważyłam, że tego typu specyfiki nadają
puklom zdrowy blask i wydobywają z nich refleksy. Szampony Alverde
służą mojej kapryśnej skórze głowy.
Alverde odżywka do
włosów farbowanych z kwiatem lipy i żurawiną
W związku z tym, iż
zdecydowałam się na szampon adresowany do właścicielek włosów
farbowanych, postanowiłam dopisać do listy odżywkę z kwiatem lipy
i żurawiną. Mam nadzieję, że duet Alverde poprawi kondycję moich
wysokoporowatych kosmyków. Muszę w końcu wygospodarować czas na
naturalną pielęgnację. Moje włosy potrzebują solidnej porcji
nawilżenia.
Alverde balsam do ust z
miętą pieprzową
Wprawdzie nie przepadam
za efektem mrowienia, ale nie mogłam sobie odmówić tego kosmetyku.
W internecie natknęłam się na opinię, iż balsam z miętą
pieprzową pachnie identycznie jak Wrigley`s Spearmint. Uwielbiam tę
gumę do żucia. Swoją drogą nie rozumiem, dlaczego niespodziewanie
zniknęła z półek w supermarketach.
Alverde serum pod oczy
Anti-Aging z koenzymem Q10
Zmarszczki mimiczne
przekonały mnie, że nadeszła pora, aby wytoczyć ciężkie działa.
Koenzym Q10 spowalnia procesy starzenia, toteż mam nadzieję, iż
bruzdy nie będą się pogłębiać. Czy serum, w którego skład
wchodzą naturalne składniki, okaże się skuteczne? W stosownym
czasie poinformuję Was o efektach walki z procesami starzenia.
PS Czy miałyście do
czynienia z którymś z zaprezentowanych kosmetyków? Chętnie poznam
Waszą opinię nt. specyfików z DM-u. Jakie kosmetyki zasiliły
Wasze łazienki i toaletki w ostatnim czasie?
karminowe.usta
Płyn dwufazowy Alverde - hit czy kit?
Na początku roku
musiałam pożegnać się ze swoim ulubionym micelem. Płyn AA z
serii „Wrażliwa Natura” doskonałe usuwał makijaż, nie
podrażniając przy tym mojej delikatnej skóry. W związku z tym, iż
poszukuję godnego następcy, rozpoczęłam wielkie testowanie. Moja
łazienka gościła kilkanaście kosmetyków do demakijażu.
Niestety, większość z nich budziła zastrzeżenia. Dzisiaj pragnę
przybliżyć zalety i wady płynu dwufazowego Alverde. Czy produkt z
DM-u zaskarbił sobie moją sympatię?
Demakijaż
Ostatnio nie mam
szczęścia do tego typu kosmetyków. W drogeriach nie brakuje bubli.
Niektóre płyny nie radzą sobie z zadaniem, do którego zostały
powołane. Po ich użyciu makijaż pozostaje nienaruszony. Dwufaza
Alverde doskonale usuwa tusz. Po jej użyciu na próżno szukać
śladu po wodoodpornej kredce. Pod względem skuteczności płyn z
DM-u dorównuje dwufazie Vichy.
Konsystencja
Zielonkawy płyn, który
w stanie spoczynku dzieli się na dwie fazy: jaśniejszą i
ciemniejszą, jest niezwykle wygodny w użyciu. Przyzwyczaiłam się,
że tego typu kosmetyki po zmieszaniu warstw szybko powracają do
stanu wyjściowego. Specyfik Alverde mile mnie zaskoczył. Preparat
nieprędko się rozwarstwia, toteż podczas demakijażu nie muszę
kilkukrotnie wstrząsać butelką. To rozwiązanie pozwala
zaoszczędzić czas i nerwy.
Film
Płyn Alverde sprawił mi
miłą niespodziankę. Przyzwyczaiłam się, że dwufazy pozostawiają
lepką warstwę. Wprawdzie specyfik z DM-u początkowo funduje mi
tłustą powłoczkę, ale ta szybko się wchłania, nawilżając przy
tym okolice oczu.
Wpływ na rzęsy
Odnoszę wrażenie, że
kosmetyk z DM-u poprawił kondycję moich mizernych włosków. Gdy
korzystałam z jego dobrodziejstw, rzęsy uległy zagęszczeniu.
Niestety, gdy płyn sięgnął dna, włoski zaczęły masowo wypadać.
Podejrzewam, że za dobroczynne działanie dwufazy Alverde
odpowiadają naturalne składniki. Oleje prawdopodobnie wzmocniły
moje rzęsy. Powrót do drogeryjnych płynów zakończył się
tragicznie.
Podrażnienie
Działanie dwufazy
Alverde pozostaje dla mnie wielką zagadką. Nigdy nie potrafiłam
przewidzieć, jak moje oczy zareagują na spotkanie pierwszego
stopnia z wyżej wspomnianym kosmetykiem. Czasem nie odnotowywałam
żadnych niepożądanych dolegliwości, by nazajutrz zalewać się
łzami. Wykluczyłam czynniki zewnętrzne takie jak tusz, cień do
powiek czy kredka. Za każdym razem używam tych samych produktów. W
przypadku makijażu oczu jestem monotematyczna. Upodobałam sobie
cień mineralny Lily Lolo i maskarę My Secret Curly Lash.
Opakowanie
Zielonkawy płyn
umieszczono w przeźroczystej, plastikowej butelce. Tworzywo, z
którego wykonano butelkę, pozwala ocenić, ile produktu pozostało
do naszej dyspozycji. Wprawdzie otwór, który wieńczy pojemnik,
nie jest duży, ale płyn wylewa się z opakowania w nadmiernej
ilości.
Zapach
Dwufaza charakteryzuje
się owocową wonią. Gdy korzystałam z jej dobrodziejstw, miałem
wrażenie, że nasączam wacik koktajlem z kiwi i awokado. Nie
rozumiem, co przyświecało twórcy, który do preparatu do
demakijażu dodał komponenty odpowiedzialne za walory zapachowe.
Wydajność
Płyn sięgnął dna po 3
tygodniach codziennego stosowania. Jego wydajność mnie nie
satysfakcjonuje, ponieważ przyzwyczaiłam się do dwufaz, które
wiodą długi źywot.
Cena
Za opakowanie, w którym
znajduje się 100 ml produktu, musimy zapłacić 2 euro.
Dostępność
DM, drogerie internetowe,
serwisy aukacyjne.
Podsumowanie
Zalety:
- płyn dokładnie usuwa makijaż oczu, radzi sobie z kosmetykami wodoodpornymi
- po wstrząśnięciu produkt powoli się rozwarstwia, toteż możemy zaoszczędzić czas i nerwy
- tłusta powłoczka szybko się wchłania, nawilżając skórę wokół oczu
- za sprawą dwufazy moje mizerne rzęsy uległy zagęszczeniu
- niska cena.
Wady:
- płyn czasem podrażnia oczy
- z opakowania wylewa się za dużo produktu
- niska wydajność – 3 tygodnie
- zapach, kosmetyki, które mają kontakt z oczami powinny być bezwonne
- dostępność.
PS Przy pomocy jakiego
kosmetyku usuwacie makijaż oczu? Chętnie poznam Waszych ulubieńców
w tej kategorii, ponieważ wciąż poszukuję godnego następcy
micela AA z serii „Wrażliwa Natura”.
karminowe.usta
Recepta na gładkie dłonie
Dłonie uchodzą za
wizytówkę człowieka, toteż staram się poświęcam im należytą
uwagę. Nie należę do osób, które po każdym myciu rąk sięgają
po krem nawilżający. Mam obsesję na punkcie klawiatury. Oczyma
wyobraźni widzę tłuste plamy, stanowiące spadek po kremie do rąk.
Gdy nie korzystam z komputera, staram się nadrobić „braki” w
pielęgnacji. W tym celu sięgam po specyfiki przeznaczone do dłoni,
które charakteryzują się dobrym składem. Jednym z nich jest maska
do rąk Alverde ze złotą melisą i ekstraktem z grejpfruta. Czy
kosmetyk spełnił moje oczekiwania?
Nawilżenie
Maska przyzwoicie
nawilża skórę, radzi sobie z suchymi płatami, aczkolwiek znam
lepsze produkty. Uważam, że nazwa zobowiązuje. W mojej głowie
zakodowało się, iż maska wykazuje silniejsze działanie niż krem,
który stosuję na co dzień. Niestety, specyfik Alverde nie wpisuje
się w powyższą definicję. Krem do rąk z mocznikiem firmy Eucerin
spisuje się lepiej niż wyżej wspomniana maska.
Wygładzenie i
zmiękczenie
Za sprawą maski Alverde
dłonie stały się przyjemne w dotyku. Odnoszę wrażenie, iż
składniki, zawarte w kosmetyku, zwiększyły napięcie skóry. Gdy
rozpoczynałam kurację, moje ręce były szorstkie i zniszczone. Po
tygodniu zauważyłam, że skóra zyskała na gładkości.
Jednocześnie uległa zmiękczeniu.
Podrażnienie
Choć maska stanowi
bogate źródło roślinnych ekstraktów, nie odnotowałam pieczenia,
zaczerwienienia czy pokrzywki. Kosmetyk nie podrażnił mojej
delikatnej skóry. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, iż do
naturalnych specyfików należy podchodzić ostrożnie, ponieważ
niewinnie wyglądający ekstrakt może okazać się silnym alergenem.
Konsystencja i film
Moje pierwsze spotkanie z
maską Alverde nie należało do udanych. Nie spodziewałam się, że
po podniesieniu klapki na panelach pojawi się rzadka emulsja.
Kosmetyk wyciekał z tubki. Decydując się na jego aplikację, warto
zachować ostrożność. Ścieranie tłustej mazi z podłogi można
uznać za próbę cierpliwości. Na szczęście struktura paneli i
skóry nieco się różni. Maska szybko się wchłania. Po 2 minutach
nie ma po niej śladu. Specyfik Alverde pozostawia subtelny film.
Warstwa ochronna nie jest uciążliwa, nie towarzyszy jej dyskomfort.
Zapach
Nie przepadam za zapachem
cytrusów. Pomarańczowe i cytrynowe kompozycje zazwyczaj
przyprawiają mnie o zawroty głowy. O dziwo, zapach maski do rąk
przypadł mi do gustu. Wprawdzie wyczuwam w niej cytrusowe nuty, ale
nie przypominają one odświeżacza powietrza. Na szczęście
producent zadbał o urozmaicenie w postaci ziołowych akordów.
Połączenie świeżości melisy z kwaskowatością cytryny uważam
za niezwykle udane.
Opakowanie
Maska znajduje się w
tubie wykonanej z elastycznego plastiku. Cieszę się, że u jej
ujścia umieszczono zamknięcie typu zatrzask. To rozwiązanie
pozwala opanować maskowy „potop”.
Wydajność
Rzadka konsystencja
znalazła odzwierciedlenie w niskiej wydajności produktu. Kosmetyk
sięgnął dna po 3 tygodniach codziennego stosowania. W tym miejscu
pragnę zaznaczyć, iż z kremami do rąk zazwyczaj żegnam się po
1,5 miesiąca.
Cena
Za 50 ml maski musimy
zapłacić ok. 3 euro.
Dostępność
Skład
Aqua, Glycine soja
oil, Glycerin, Alcohol, Butyrospermum parkii butter, Cetearyl
alcohol, Glyceryl stearate citrate, Myristyl alcohol, Silica, Sodium
lactate, Sodium PCA, Caprylic/capric triglyceride, Hydrolyzed jojoba
esters, Mangifera indica seed oil, Hydrogenated lecithin, Arginine,
Maris sal, Triticum vulgare germ oil, Hydrogenated palm kernel
glycerides, Hydrogenated palm glycerides, Prunus amygdalus dulcis
oil, Vitis vinifera seed oil, Persea gratissima oil, Xanthan gum,
Helianthus annuus seed oil, Bisabolol, Sodium hyaluronate, Citrus
grandis extract, Monarda didyma extract, Jojoba esters, Citrus
aurantifolia extract, Citrus aurantium dulcis peel extract,
Tocopherol, Beta-carotene, Ascorbyl palmitate, Parfum, Limonene,
Linalool, Benzyl salicylate, Geraniol, Citral, Citronellol.
Reasumując:
Uważam, że nazwa zobowiązuje. W związku z tym, iż producent
twierdzi, iż mamy do czynienia z maską do rąk, spodziewałam się
spektakularnego nawilżenia. Kosmetyk spisuje się przyzwoicie, ale
znam lepsze produkty. Specyfik Alverde wykazuje właściwości
nawilżające. Za jego sprawą dłonie stały się przyjemne w
dotyku. Skóra zyskała na gładkości i elastyczności. Choć maska
stanowi bogate źródło roślinnych ekstraktów, nie odnotowałam
pieczenia, zaczerwienienia czy pokrzywki. Kosmetyk nie podrażnił
mojej delikatnej skóry. Produkt Alverde charakteryzuje się rzadką
konsystencją, wycieka z tubki. Wodnista formuła przełożyła się
na niską wydajność maski. Specyfik pozostawia subtelny film, który
w niczym nie przypomina lepu na muchy. Gdy korzystam z jego
dobrodziejstw, nie odczuwam dyskomfortu. Cytrusowo-ziołowa woń
zaskarbiła sobie moją sympatię, choć nie przepadam za zapachem
pomarańczy i cytryny. Maska Alverde spisała się przyzwoicie,
aczkolwiek w pobliskiej drogerii mogę kupić lepsze produkty.
PS Jak dbacie o swoje
dłonie? Czy korzystacie z dobrodziejstw masek do rąk? Jaki produkt
zasługuje na uwagę? Czy używacie kremu po każdym myciu rąk?
karminowe.usta
Czym usuwam wodoodporny makijaż?
W miarę możliwości
staram się unikać mleczek. Ich formuła do mnie nie przemawia. Tego
typu kosmetyki lubią ściekać z wacika. Ucieszyłam się, gdy w
drogeriach pojawiły się płyny micelarne. Niestety, większość z nich nie radzi sobie z
mocniejszym makijażem oczu.
W takich sytuacjach sprawdzają się płyny dwufazowe i mleczka.
Tłuste kosmetyki świetnie rozpuszczają oporny tusz. Czy mleczko do demakijażu oczu z
nagietkiem, które zostało wypuszczone na rynek przez Alverde,
zaskarbiło sobie moją sympatię?
Usuwanie makijażu
Nie należę do osób, które
mocno malują oczy, aczkolwiek czasem sięgam po wodoodporne maskary.
Tego typu produkty świetnie sprawdzają się w deszczowe, wietrzne
dni. Swego czasu używałam zwykłego tuszu, który w niekorzystnych
warunkach atmosferycznych fundował mi pandę. W związku z tym
zainwestowałam w wodoodporną maskarę. Niestety, odmawia ona
współpracy z płynem micelarnym. Na szczęście mleczko Alverde
szybko i sprawnie usuwa problematyczny tusz. Odkąd mam pod ręką
kosmetyk z DMu, nie muszę przejmować się, czym usunę makijaż.
Nawilżenie/wysuszenie
Nie mam wygórowanych
oczekiwań wobec kosmetyków do demakijażu. Wystarczy, że tego typu
produkty usuwają make-up i nie wyrządzają krzywdy mojej skórze.
Mleczko Alverde sprawiło mi miłą niespodziankę. Odkąd korzystam
z jego dobrodziejstw, nie mogę narzekać na suche placki wokół
oczu. Jednocześnie kosmetyk do demakijażu ograniczył wypadanie
rzęs. Wprawdzie nadal tracę sporo włosków, ale widzę wyraźną
poprawę.
Podrażnienie
Zazwyczaj mleczko nie
podrażnia moich oczu, ale czasem odczuwam pieczenie. Zauważyłam,
że to nieprzyjemne doznanie pojawia się wówczas, gdy zmywam pewien
tusz. Przy pozostałych maskarach nie pojawiają się żadne
niedogodności.
Efekt zamglenia
Nie przepadam za
mleczkami, ponieważ tego typu kosmetyki fundują mi „mgłę”.
Emulsja Alverde nie jest wyjątkiem potwierdzającym regułę. Gdy
korzystam z jej dobrodziejstw, muszę odczekać kilka minut, aby
powrócić do pełnej sprawności;)
Konsystencja
Biała, treściwa emulsja
nie wygląda zachęcająco. Na szczęście jej działanie wynagradza
wszelkie niedogodności. Wprawdzie mleczko pozostawia tłustą
powłoczkę, ale ta szybko się wchłania. Naturalne oleje wykazują
wysokie powinowactwo do skóry, toteż nie muszę obawiać się, że
okolice oczu przeobrażą się w lep na muchy;)
Zapach
Kosmetyk charakteryzuje
się kremowo-kwiatową wonią. Wprawny nos z pewnością zarejestruje
ziołowe nuty. Choć zapach przypadł mi do gustu, w przypadku
pielęgnacji twarzy i oczu preferuję bezwonne specyfiki.
Opakowanie
Emulsja znajduje się w
białym, plastikowym opakowaniu z pomarańczową klapką. Tworzywo,
z którego wykonano pojemnik, początkowo nie stwarza problemów.
Niestety, gdy produkt zaczyna sięgać dna, muszę się sporo
namęczyć, żeby wycisnąć kosmetyk. Opakowanie cieszy oko, choć
jest stosunkowo proste.
Wydajność
Mleczko sięgnęło dna
po pół roku regularnego stosowania. Jego wydajność uważam za
satysfakcjonującą.
Testowanie na
zwierzętach
Kosmetyki Alverde nie są
testowane na zwierzętach.
Cena
Zakup mleczka stanowi
wydatek rzędu 2 euro.
Dostępność
DM, drogerie internetowe,
serwisy aukcyjne.
Skład
Aqua, Alcohol,
Glycerin, Helianthus annuus seed oil, Glyceryl stearate citrate,
Glycine soja oil, Myristyl myristate, Cetearyl alcohol, Simmondsia
chinensis seed oil, Calendula officinalis flower extract, Euphrasia
officinalis extract, Butyrospermum parkii butter, Tocopherol,
Helianthus annuus seed oil, Parfum, p-anisic acid, Xanthan gum,
Alcohol, Cera alba, Sodium hydroxide, Limonene, Linalool, Geraniol,
Citronellol.
Reasumując:
Mleczko Alverde doskonale usuwa makijaż oczu, w tym wodoodporną
maskarę. Emulsja nie tylko rozpuszcza kolorówkę, ale też nawilża
skórę. Odkąd korzystam z jej dobrodziejstw, nie mam problemu
z suchymi plackami. Jednocześnie tracę mniej rzęs. Wprawdzie
włoski nadal wypadają, ale widzę wyraźną poprawę. Zazwyczaj
mleczko nie podrażnia moich oczu, ale czasem odczuwam pieczenie.
Zauważyłam, że to nieprzyjemne doznanie pojawia się wówczas, gdy
zmywam pewien tusz. Emulsja Alverde, podobnie jak większość tego
typu kosmetyków, funduje mi „mgłę”, ale działanie specyfiku
wynagradza mi wszelkie niedogodności. Produkt charakteryzuje się
przyjemną, kwiatowo-kremową wonią, ale w przypadku pielęgnacji
twarzy preferuję kosmetyki pozbawione walorów zapachowych. Jeśli
będę miała okazję, kupię kolejne opakowanie mleczka Alverde, ale
mogę się obejść bez tego specyfiku.
PS Po jakie kosmetyki
sięgacie, gdy chcecie usunąć wodoodporną maskarę? Czy znacie
dobry płyn dwufazowy, który sprawdza się przy wrażliwych oczach?
karminowe.usta
Na tropie idealnego nudziaka
Od lat poszukuję
idealnego nudziaka. W mojej kosmetyczce gościło wiele szminek, ale
żadna z nich nie spełniała moich oczekiwań. Część z nich
niewiele różniła się od korektora. Jako bladolica muszę
wystrzegać się rozbielonych sztyftów, ponieważ tego typu
kosmetyki fundują mi efekt topielicy. Swego czasu namierzyłam
stosowny odcień, niestety, nie grzeszył on jakością. Tendencja do
warzenia, eksponowanie bruzd i specyficzny posmak zniechęciły mnie
do kontynuowania znajomości. Kilka miesięcy temu w moje ręce
wpadła pomadka Alverde nr 20 „Pinky Beige”. Czy okazała się
idealnym nudziakiem?
Kolor
Brudny róż, przełamany
beżem, na moich ustach nie prezentuje się zbyt korzystnie. Muszę
się sporo napracować, żeby przykryć naturalny kolor warg. Wyżej
wspomniana szminka jest dla mnie za jasna. Wprawdzie nie przypominam
topielicy, ale lepiej czuję się w ciemniejszych odcieniach. Myślę,
że w przyszłości powinnam skupić się na pomadkach, które
wpadają w brudny róż i brąz. Sztyfty z domieszką beżu nie
współgrają z moim typem urody.
Wykończenie
Długo zastanawiałam
się, jak scharakteryzować tę pomadkę. „Pinky Beige” zapewnia
kremowe wykończenie. Usta sprawiają wrażenie mokrych, subtelnie
odbijają światło. Ten efekt powinien przypaść do gustu
właścicielkom wąskich warg.
Trwałość
Szminka Alverde szybko
znika z ust. Po 2-3 h nie ma po niej śladu. Przyzwyczaiłam się, że
nudziaki nie grzeszą trwałością. Niestety, pomadka posiada pewną
wadę, która dyskwalifikuje ją w moich oczach. Bohaterka niniejszej
recenzji ściera się nierównomiernie, pozostawia jasną obwódkę.
Pigmentacja
„Pinky Beige”
charakteryzuje się przyzwoitą pigmentacją. Dokładając kolejne
warstwy, można stopniować krycie.
Nawilżenie
Jako właścicielka
suchych, wymagających warg chętnie sięgam po pomadki, które łączą
walory estetyczne z właściwościami pielęgnacyjnymi. Szminka
Alverde nawilża moje problematyczne usta, aczkolwiek odnoszę
wrażenie, że czerwony
sztyft Paese lepiej radzi sobie z tym zadaniem.
Podkreślanie suchych
skórek
Bohaterka niniejszej
recenzji jest bezlitosna. „Pinky Beige” eksponuje suche skórki,
jednocześnie wchodzi w załamania. W związku z tym, iż wyżej
wspomniana szminka wykazuje tendencję do warzenia, jej zastosowanie
jest mocno ograniczone. Po sztyft sięgam wówczas, gdy nie wychodzę
z domu.
Migracja
Decydując się na
aplikację „Pinky Beige”, musimy zachować czujność. Pomadka
często przemieszcza się na zęby i wylewa poza kontur ust, toteż
kontrolowanie makijażu w ciągu dnia staje się koniecznością.
Konsystencja
Za sprawą topornej
konsystencji szminka rozprowadza się nierównomiernie. Niestety, nie
znalazłam sposobu, który pozwoliłby uniknąć smug. Aplikacja przy
pomocy pędzelka nie rozwiązuje problemu.
Zapach
Za każdym razem, gdy
sięgam po „Pinky Beige”, odnoszę wrażenie, że korzystam z
dobrodziejstw babcinej pomadki. Produkt charakteryzuje się
specyficzną wonią, która nie każdemu przypadnie do gustu.
Opakowanie
Szminka znajduje się w
zielonym, plastikowym opakowaniu. Obudowa jest na tyle solidna, iż
nie ucierpiała wskutek zderzenia z kafelkami. Srebrne logo nie
ściera się podczas eksploatowania sztyftu.
Testowanie na
zwierzętach
Kosmetyki Alverde nie są
testowane na zwierzętach.
Cena
Zakup „Pinky Beige”
stanowi wydatek rzędu 2-3 euro. Niestety, nie pamiętam dokładnej
ceny.
Dostępność
DM, drogerie internetowe,
serwisy aukcyjne.
Skład
Ricinus communis seed
oil, Talc, Hydrogenated vegetable oil, Hydrogenated rapeseed oil,
Copernicia cerifera cera, Euphorbia cerifera cera, Glycine soja oil,
Tricaprylin, Simmondsia chinensis seed oil, Olea europeae fruit oil,
Shorea stenoptera seed butter, Alcohol, Tocopherol, Helianthus annuus
seed oil, Ascorbyl palmitate, Maltodextrin, Parfum, Linalool,
Limonene, Geraniol, Citronellol, Benzyl alcohol, +/- Mica, Cl 77491,
Cl 77492, Cl 77499, Cl 77891, Cl 77163, Silica,
Cl 75470, Ruby powder, Tin oxide.
Reasumując:
Niestety, pomadka Alverde nie spełniła pokładanych w niej nadziei.
Brudny róż, przełamany beżem, nie współgra z moim typem urody.
Wyżej wspomniana szminka jest dla mnie za jasna, toteż muszę się
sporo napracować, żeby przykryć naturalny kolor warg. Wprawdzie
nie przypominam topielicy, ale lepiej czuję się w ciemniejszych
odcieniach, które nie zawierają beżowych tonów. „Pinky Beige”
zapewnia kremowe wykończenie. Usta subtelnie odbijają światło.
Sztyft szybko znika z ust. Po 2-3 h nie ma po nim śladu. Niestety,
bohaterka niniejszej recenzji ściera się nierównomiernie,
pozostawia jasną obwódkę. Wyżej wspomniana pomadka charakteryzuje
się przyzwoitą pigmentacją. Dokładając kolejne warstwy, można
stopniować krycie. Szminka Alverde nawilża moje problematyczne
wargi, aczkolwiek nie zastąpi balsamu do ust. „Pinky Beige”
eksponuje suche skórki, jednocześnie wchodzi w załamania. W
związku z tym, iż wyżej wspomniany sztyft wykazuje tendencje do
warzenia i migracji, jego zastosowanie jest mocno ograniczone. Po
raz kolejny poszukiwania idealnego nudziaka zakończyły się
fiaskiem.
PS Czy znaleźliście
swój ideał wśród nudziaków? Jaki odcień najlepiej komponuje się
z Waszym typem urody?
karminowe.usta
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.png)

































.png)

.png)
.png)
.png)
.png)
.png)











