Jakiś czas temu moje kosmetyczne
zbiory zasilił krem na dzień/noc Bielenda Manuka Honey Nutri
Elixir. Jest to produkt o dość specyficznej strukturze, która
nieco przypomina mi kredki świecowe. Podejrzewam, że to zasługa
miodu manuka, który może być właśnie taki powlekający skórę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bielenda. Pokaż wszystkie posty
Bielenda ANX serum odżywcze do rąk i paznokci z olejkiem różanym
Ten kosmetyk pielęgnacyjny towarzyszy
mi już od ponad 2 miesięcy. Bardzo lubię wieczorem, przed pójściem
spać, nałożyć na dłonie grubszą warstwę serum do rąk, po czym
ubrać bawełniane rękawiczki. Mam wrażenie, że wówczas kosmetyk
działa zdecydowanie bardziej intensywnie. Czy Bielenda ANX serum
odżywcze do rąk i paznokci z olejkiem różanym to produkt godny
polecenia?
Bielenda fixer do utrwalania makijażu z serii Make-Up Academie
Kosmetyki do utrwalania
makijażu z pewnością nie należą do produktów, po które sięgam
codziennie. Niemniej uważam, że warto mieć taki specyfik na swojej
toaletce, ponieważ zdarzają się sytuacje, kiedy jest on
nieoceniony. Fixer Kryolan to kosmetyk, nad którego zakupem
zastanawiałam się dość długo. W końcu jednak górę wziął
zdrowy rozsądek. Doszłam do wniosku, że skoro nie pracuję jako
wizażystka, a większe wyjścia przytrafiają się raz na jakiś
czas, nie ma sensu inwestować tak dużej sumy pieniędzy w mgiełkę
utrwalającą makijaż. Tak się jednak złożyło, że ostatnio na
rynku pojawił się tańszy odpowiednik specyfiku Kryolan. Czy
Bielenda fixer do utrwalania makijażu z serii Make-Up Academie
jest produktem, który zasługuje na uwagę?
Bielenda Afrodyzjak Love olejek do kąpieli ylang-ylang & róża
Jako miłośniczka
długich, aromatycznych kąpieli z wielką przyjemnością testuję
wszelkiej maści olejki, płyny, sole i kule musujące. Jeśli dany
kosmetyk przypadnie mi do gustu, później chętnie do niego
powracam, niemniej przez moją łazienkę nieustannie przewijają się
nowe umilacze. Uwielbiam testować nieznane mi wcześniej produkty.
To całkiem przyjemne zajęcie na długie, zimowe wieczory, kiedy to
nierzadko brakuje mi energii na bardziej aktywne formy wypoczynku. Na
szczęście wiosna zbliża się do nas wielkimi krokami, na moim
osiedlu już kilka krzewów pokryło się drobnymi, zielonymi
listkami. To dobry znak, ponieważ szczerze nie znoszę zimy i
wszechobecnej szarugi. W pochmurne, chłodne dni wieczory umilał mi
pewien kosmetyk. Czy Bielenda Afrodyzjak Love olejek do kąpieli
ylang-ylang & róża zaskarbił sobie moją przychylność i
ma szansę na to, aby w przyszłości jeszcze raz zagościć w mojej
łazience?
Bielenda Biotechnologia Ciekłokrystaliczna Nawilżający płyn micelarny do mycia i demakijażu
Nigdy
nie byłam wielką zwolenniczką mleczek do demakijażu, w związku z
tym, gdy na rynku pojawiły się płyny micelarne, od razu
postanowiłam je wypróbować. W ten oto sposób odkryłam formułę,
która w moim przypadku sprawdza się najlepiej przy wieczornym
usuwaniu makijażu. Oczywiście nie każdy płyn micelarny okazuje
się strzałem w dziesiątkę, niemniej to rozwiązanie jest o wiele
przyjemniejsze od tłustego mleczka, które pozostawia twarz lepką.
Mój ulubiony micel zniknął z rynku dwa lata temu, od tego czasu
poszukuję godnego następcy. Od tego typu kosmetyków oczekuję
skuteczności, delikatności i braku przykrych niespodzianek w
postaci wysypu niedoskonałości. Czy Bielenda Biotechnologia
Ciekłokrystaliczna Nawilżający płyn micelarny do mycia i
demakijażu spełnił pokładane w nim nadzieje?
Czas relaksu. Bielenda olejek do kąpieli z mandarynką i werbeną
Mogę zrezygnować z
wielu wygód, ale bez jednej nie potrafiłabym się obejść. Nie
wyobrażam sobie życia bez wanny. Długie, aromatyczne kąpiele nie
tylko rozluźniają mięśnie, ale też korzystnie wpływają na moje
samopoczucie. Gdy mam za sobą ciężki dzień, zamykam odpływ,
odkręcam kurek z ciepłą wodą i sięgam po olejek do kąpieli.
Jeśli pora dnia na to pozwala, włączam ulubioną muzykę i
zabieram ze sobą książkę. W wannie mogłabym wylegiwać się bez
końca, to w niej przychodzą do głowy najciekawsze pomysły. Czy
olejek do kąpieli z mandarynką i werbeną Bielenda Aromatherapy
zaskarbił sobie moją sympatię?
Bielenda olejek do kąpieli z mandarynką i werbeną - właściwości aromaterapeutyczne
Teoretycznie zapach
cytrusów działa kojąco i uspokajająco, zarządcy łódzkiego
lotniska zainstalowali nawet specjalne pompy, które wtłaczają do
terminalu pomarańczową woń. Zanim ocenię olejek do kąpieli,
pragnę zaznaczyć, iż nie jestem miłośniczką cytryn, mandarynek
itp. Kosmetyk Bielendy sprawił mi miłą niespodziankę.
Spodziewałam się duszącej, cytrusowej woni, a tymczasem specyfik
roztacza wokół siebie przyjemny zapach. Rzeczywiście pomaga on
oderwać się od rzeczywistości i zmartwień. O dziwo, po wyjściu z
wanny nie miałam problemów z zasypianiem. Należę do osób
podatnych na aromaterapię, odpowiednio dobrany zapach pozwala mi
pokonać stres i zmobilizować się do działania.
Piana
Olejek wytwarza sporo
piany, to niewątpliwie zasługa SLES – detergentu, który zajmuje
wysokie miejsce w składzie. Do kosmetyków zawierających tę
substancję podchodzę z dużym dystansem, ale w tym przypadku nie
miałam obaw. Wcześniej używałam innych wersji zapachowych olejku
do kąpieli Bielendy i żaden z nich nie zaszkodził mojej skórze.
Jeśli lubicie kąpiel z dużą ilością piany, ten kosmetyk może
przypaść Wam do gustu.
Zapach
Spodziewałam się
mocnego, cytrusowego uderzenia, a tymczasem spotkała mnie miła
niespodzianka. Olejek Bielendy jest dużo przyjemniejszy w odbiorze
od niektórych kosmetyków Pat&Rub. Te ostatnie zraziły mnie do
siebie nachalną, cytrynową wonią. Wprawdzie umilacz kąpieli
roztacza wokół siebie świeży zapach, jednak daleko mu do płynu
do mycia podłóg. Na pierwszy plan wysuwają się nuty
charakterystyczne dla werbeny, mandarynka pobrzmiewa w tle.
Podejrzewam, że gdyby było na odwrót, olejek nie zaskarbił sobie
mojej sympatii.
Nawilżenie/wysuszenie
Przyzwyczaiłam się, że
specyfiki, które kryją się pod szumną nazwą: „olejek do
kąpieli”, w rzeczywistości niewiele różnią się od dobrze
znanych płynów. W tym przypadku jest podobnie. Zauważyłam jednak,
iż kosmetyk Bielendy wykazuje większa lepkość niż tradycyjne
umilacze kąpieli. Nietypowa formuła znalazła odzwierciedlenie w
działaniu, olejek do kąpieli nie wysusza skóry, ba, delikatnie ją
nawilża. Od tego typu produktów nie wymagam cudów. Wystarczy, że
ładnie pachną i nie wyrządzają krzywdy mojej wrażliwej skórze.
Olejki Bielendy łączą w sobie walory zapachowe z pielęgnacyjnymi.
Miałam do czynienia z różnymi wariantami, ale każdy z nich
działał podobnie.
Podrażnienie
Do kosmetyków o zapachu
cytrusów podchodzę nieufnie, ponieważ mogą one podrażniać
skórę. Na szczęście olejek z mandarynką i werbeną nie
zaszkodził mojej skórze. Nie odnotowałam zaczerwienienia,
pieczenia czy wysypu krost, a o te w moim przypadku nietrudno. Warto
jednak przed wejściem do wanny pełnej piany wykonać próbę
uczuleniową, ponieważ pozwala ona uniknąć wielu przykrych
niespodzianek.
Opakowanie
Producent umieścił
olejek do kąpieli w brązowej butelce wykonanej z półprzeźroczystego
plastiku. Choć opakowanie jest stosunkowo proste, nie można odmówić
mu uroku. Przyciąga wzrok i cieszy oko. To niewątpliwie zasługa
dokładnie przemyślanej szaty graficznej. Ilustracja
przedstawiająca mandarynkę jest niezwykle sugestywna.
Wydajność
Kosmetyk sięgnął dna
po dwóch tygodniach intensywnego użytkowania. Wynik ten uważam za
satysfakcjonujący. Większość umilaczy kąpieli charakteryzuje się
podobną żywotnością.
Cena
Za olejek z mandarynką i
werbeną musimy zapłacić ok. 15 zł. Warto jednak polować na
promocje. Swego czasu w Biedronce można było kupić olejki Bielendy
o połowę taniej.
Dostępność
Skład
Aqua,
Sodium laureth sulfate, Cocamidopropyl betaine, Olive oil
PEG-8-esters, Coco glucoside, Parfum, Glycerin, Propylene glycol,
Melissa officinalis leaf extract, Citric acid, Polysorbate-20,
Potassium sorbate, Sodium benzoate, Butylphenyl methylpropional,
Limonene, Linalool.
Podsumowanie
Zalety
- zapach olejku działa uspokajająco, pozwala zrelaksować się po dniu pełnym wrażeń
- wytwarza sporą ilość piany
- przyjemny, świeży zapach, na pierwszy plan wysuwa się werbena, w tle pobrzmiewa mandarynka
- kąpiel z użyciem olejku nawilża skórę
- kosmetyk nie podrażnił mojej skóry
- opakowanie cieszy oko
- dostępność.
Wady:
- regularna cena olejku nie należy do niskich.
karminowe.usta
Rozpala skórę do czerwoności! - Bielenda termoaktywny koncentrat antycellulitowy
Kosmetyki antycellulitowe
odgrywają istotną rolę w mojej codziennej pielęgnacji. Po każdej
kąpieli starannie nakładam specyfiki wyszczuplające. Choć
wychodzę z założenia, że żadna emulsja nie zastąpi nam
zbilansowanej diety i ćwiczeń, odpowiednio dobrany preparat może
ujędrnić skórę. W związku z tym, iż lubię testować nowości,
postanowiłam zapoznać się z działaniem termoaktywnego
koncentratu antycellulitowego Bielenda Pomarańczowa Skórka. Czy
kosmetyk spełnił moje oczekiwania?
Nawilżenie - Bielenda Pomarańczowa Skórka termoaktywny koncentrat antycellulitowy
Pod tym względem
termoaktywny koncentrat antycellulitowy Bielendy spisuje się
przeciętnie. Odnoszę wrażenie, iż serum
intensywnie redukujące tkankę tłuszczową Eveline lepiej
nawilżało uda, brzuch i pośladki niż specyfik z linii
Pomarańczowa Skórka. Ze względu na niedostateczne działanie byłam
zmuszona łączyć wyżej wspomniany preparat z balsamem do ciała.
Gdy tego nie robiłam sucha skóra dawała mi się we znaki.
Wygładzenie
Emulsja pozornie poprawia
kondycję ud, brzucha i pośladków. Niestety, podczas kąpieli znika
powłoczka ochronna, której zawdzięczamy uczucie gładkości. Gdy
stosowałam serum intensywnie redukujące tkankę tłuszczową
Eveline, mogłam cieszyć się długotrwałym efektem. Skóra nie
stawała się szorstka po kontakcie z detergentami.
Ujędrnienie
Termoaktywny koncentrat
antycellulitowy w niewielkim stopniu poprawił napięcie skóry.
Przez moją łazienkę przewinęło się wiele specyfików
zwalczających pomarańczową skórkę. Niestety, produkt Bielendy
wypadł najsłabiej. Osobom, które korzystają z preparatów
modelujących sylwetkę, polecam kosmetyki Eveline i żel
antycellulitowy Pharmaceris.
Efekty termiczne
Preparat Bielendy rozpala
skórę do czerwoności. Doznania, jakie towarzyszą jego aplikacji
trudno zaliczyć do przyjemnych. Gdy po raz pierwszy użyłam
termoaktywny koncentrat antycellulitowy, ciało tak bardzo mnie
piekło, że chciałam zmyć kosmetyk. Na szczęście po kwadransie
„atrakcje” zaczęły tracić na sile. W miarę upływu czasu
skóra przyzwyczaiła się do specyfiku i nie reagowała tak
gwałtownie jak za pierwszym razem.
Podrażnienie
Początkowo zaniepokoiły
mnie zaczerwienione uda, brzuch i pośladki. Myślałam, że mam do
czynienia z reakcją o podłożu alergicznym. Na szczęście skóra
przyzwyczaiła się do substancji aktywnych zawartych w kosmetyku.
Kolejne spotkania z preparatem nie były już tak dokuczliwe.
Konsystencja
Termoaktywny koncentrat
antycellulitowy nie nastręcza trudności podczas aplikacji. Kosmetyk
gładko sunie po skórze i szybko się wchłania. Pozostawia subtelny
film, który „wygładza” uda, brzuch i pośladki.
Zapach
Chemiczna, pomarańczowa
woń nie zaskarbiła sobie mojej sympatii. Za każdym razem miałam
wrażenie, iż używam płynu do mycia podłogi. Odetchnęłam z
ulgą, gdy kosmetyk sięgnął dna.
Opakowanie
Pomarańczowo-czarna
tubka cieszy oko. Pojemnik wieńczy praktyczna klapka, która w
odróżnieniu od zakrętki nie wyślizguje się z dłoni pokrytych
warstwą kosmetyku. Nie miałam problemu z wydobyciem resztek
produktu.
Wydajność
Termoaktywny koncentrat
antycellulitowy nie grzeszy wydajnością. Sięgnął dna po dwóch
tygodniach regularnego stosowania. W związku z tym, iż zapach
kosmetyku nie przypadł mi do gustu, ucieszyłam się, gdy wycisnęłam
ostatnią kroplę produktu.
Cena
Za tubkę, w której
znajduje się 175 ml specyfiku, musimy zapłacić 15 zł. Stosunek
ceny do pojemności nie jest zbyt korzystny.
Dostępność
Skład
Aqua
(Water), Cyclopentasiloxane, Cetearyl ethylhexanoate, Glycerin,
Propylene glycol, Camellia sinensis (green tea) leaf extract,
Caffeine, Hedera helix leaf extract, Perilla ocymonides seed oil,
Centella asiatica leaf extract, Kigelia africana fruit extract,
Garcinia cambodia fruit extract, Rahnella/Soy protein ferment,
Palmitoyl oligopeptide, Glyceryl polymethacrylate, PEG-8,
Dimethicone, PEG-40 hydrogenated castor oil, Sodium polyacrylate,
Benzyl nicotinate, Acrylates/C10-30 alkyl acrylate crosspolymer,
Butylene glycol, Polyacrylamide/C13-14 isoparaffin/laureth-7,
Triethanolamine, S.D.A 40, Sodium salicylate, Phenoxyethanol,
Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben,
Isobutylparaben, DMDM hydantoin, Parfum, Lilial, Citronellol, Hexyl
Cinnamal, Limonene, Linalool.
Podsumowanie
Zalety:
- w niewielkim stopniu ujędrnia skórę
- szybko się wchłania, nie pozostawia lepkiej powłoczki
- praktyczne opakowanie, pozwala wydobyć produkt do ostatniej kropli
- dostępność
- nie najgorszy skład.
Wady:
- słabo nawilża, nie obejdzie się bez balsamu do ciała
- efekt wygładzenia znika wraz z użyciem żelu pod prysznic
- przy pierwszym użyciu rozpala skórę do czerwoności
- początkowo uda, brzuch i pośladki są pąsowe
- chemiczna, pomarańczowa woń przypomina mi płyn do mycia podłóg
- nie grzeszy wydajnością
- niekorzystny stosunek ceny do pojemności.
karminowe.usta
Kosmetyczni ulubieńcy czerwca
Dzisiaj uświadomiłam
sobie, że dawno nie prezentowałam ulubieńców miesiąca.
Postanowiłam to nadrobić, korzystając z wolnego popołudnia.
Gorące powietrze sprawia, iż po przyjściu do domu marzę o
kąpieli. Lato znalazło odzwierciedlenie w ulubieńcach miesiąca. W
zestawieniu nie mogło zabraknąć umilaczy, które potęgują
uczucie świeżości.
Pat&Rub musujący puder do kąpieli z kozim mlekiem
Zaintrygowała mnie
oryginalna formuła umilacza kąpieli sygnowanego przez Kingę Rusin.
W związku z tym, iż mleko kozie zajmuje stałe miejsce w moim menu,
postanowiłam sprawdzić, czy moja skóra je polubi. Puder po
wsypaniu do wanny nie wytwarza piany. Delikatnie barwi wodę na
biało. Uwielbiam lawendę, ale obawiałam się, że jej zapach
zostanie zdominowany przez cynamon, za którym nie przepadam. Na
szczęście przeważają świeże nuty. Gdy biorę aromatyczną
kąpiel, odnoszę wrażenie, że lawenda łączy się ze świeżością
eukaliptusa. Woń pudru Pat&Rub udrażnia drogi oddechowe.
Jednocześnie pełni funkcję relaksacyjną i pozwala zapomnieć o
zmartwieniach. Suszone kwiaty lawendy, która unoszą się w wannie,
zaskarbiły sobie moją sympatię. Według domowników przypominają
robaki. Cóż, zdania są podzielone;)
Bielenda Aromatherapy olejek do kąpieli z zieloną herbatą i trawą cytrynową
Ten kosmetyk z miejsca
zaskarbił sobie moją sympatię. Jego zapach przypomina mi wodę
toaletową Elizabeth Arden Green Tea. Za każdym razem, gdy wlewam
olejek do wanny, myślę o mojej przyjaciółce, która swego czasu
używała tej kompozycji. Świeża woń poprawia mi nastrój i
pozwala spojrzeć na pewne sprawy łaskawszym okiem. Umilacz Bielendy
pełni funkcję relaksacyjną. Zużyłam już 4 butelki olejku z
zieloną herbatą i trawą cytrynową. Kosmetyk wykazuje silne
właściwości pianotwórcze. Choć zawiera SLES, nie wysuszył mojej
skóry. Odnoszę wrażenie, że olejek Bielendy delikatnie ją
nawilżył. Specyfik nie pozostawia tłustej warstwy.
Gliss Kur Total Repair odżywka ekspresowa w piance
Moje włosy bywają
niesforne. Gdy odmawiają mi posłuszeństwa, wyglądam jak
czupiradło. W związku z tym, iż kosmyki często się puszą,
uznałam, że drogeryjna odżywka bez spłukiwania powinna rozwiązać
problem. Wyżej wspomniany produkt spełnił moje oczekiwania. Choć
zawiera silikony, nie obciążył moich włosów. Za każdym razem,
gdy korzystam z jego dobrodziejstw, moje fale wyglądają świeżo i
estetycznie. Specyficzna woń kosmetyku nie każdemu przypadnie do
gustu. Na szczęście przyzwyczaiłam się do chemicznego zapachu
produktów Gliss Kur. Odżywka ma postać lekkiej pianki, aczkolwiek
obawiam się, że mogłaby obciążyć włosy niskoporowate. Ten
specyfik polecam właścicielkom wysokoporów, które odmawiają
posłuszeństwa i nie chcą współpracować ze szczotką. Kosmetyk
nadaje kosmykom zdrowy blask, jednocześnie ułatwia rozczesywanie.
Soraya Fresh & Creamy kremowy żel pod prysznic migdały i mleko z hydrooliwką
Żele z serii „So
Pretty” nie przypadły mi do gustu. Choć wersja malinowa pachnie
obłędnie, nigdy więcej po nią nie sięgnę, ponieważ wysusza
skórę na wiór. Do butli, w której znajduje się pół litra
kremowego żelu pod prysznic, podchodziłam nieufnie. O dziwo,
produkt z linii Fresh&Creamy okazał się świetnym towarzyszem
kąpieli. Doskonale usuwa brud, nie wysuszając przy tym skóry. Jego
specyficzna woń, która przypomina mi migdałowe mydło Arko,
pozwoliła mi odbyć podróż sentymentalną do czasów dzieciństwa.
Po powrocie z podstawówki zawsze myłam ręce białą kostką. Swego
czasu mydło Arko było rarytasem, teraz mamy ogromny wybór, toteż
zdołałam o nim zapomnieć.
PS Chętnie poznam
Waszych kosmetycznych ulubieńców. Po jakie specyfiki chętnie
sięgaliście w czerwcu?
karminowe.usta
Błoto do włosów
Od
jakiegoś czasu używam błota do włosów z glinką ghassoul
wypuszczonego na rynek przez Bielendę. Produkt pochodzi z serii
„Powitanie z Afryką”. Myślę, że po kilku miesiącach
cotygodniowego stosowania mogę powiedzieć co nieco na jego temat.
Odżywianie
Jestem
bardzo zadowolona z tego błota, ponieważ włosy po nim wyglądają
na zdrowe. Ale jeśli chodzi o nawilżenie, to lepiej radzi sobie
maska z Alterry.
Blask
Bardzo
lubię korzystać z tego błota, ponieważ po jego użyciu moje włosy
zamieniają się w taflę odbijającą światło. Wyglądam jak z
reklamy szamponów;)
Miękkość
Po
użyciu tego kosmetyku moje włosy są bardzo przyjemne w dotyku.
Gładkość
Lekko
wygładza kosmyki, ale nie cudotwórcą nie jest i włosy skłonne do
kręcenia nadal takimi pozostają. Nie daje efektu prostownicy.
Obciążanie
Trzeba
bardzo uważać przy dawkowaniu tego kosmetyku. Nie można nanosić
na kosmyki zbyt dużej ilości tego błota, ponieważ uzyskamy efekt
obciążenia. Pamiętam, że na początku byłam ostrożna i dawałam
na włosy odrobinę produktu. Ponieważ uzyskany efekt mnie
satysfakcjonował, pomyślałam, że zwiększę dawkę, to moje włosy
będą wyglądały jeszcze lepiej. No i przesadziłam, moje kosmyki
przyklapły, szybko się przetłuściły, chociaż normalnie nie mam
z nimi tego problemu.
Rozczesywanie
Błoto
trochę ułatwia sprawę, ale mimo to potrzebna jest jakaś odżywka
albo wcierka. Obecnie posiłkuję się ziołowym Jantarem.
Zapach
Kapitalny.
Gdy kupowałam ten produkt, spodziewałam się zapachu ziemi po
intensywnym deszczu, który zresztą też lubię. Gdy otworzyłam
opakowanie po raz pierwszy, woń kosmetyku od razu skojarzyła mi się
z męską wodą kolońską, jakimś balsamem po goleniu. Muszę się
przyznać, iż mam ogromną słabość do tego typu zapachów. Nie
każdemu z pewnością przypadnie on do gustu. Poza tym może działać
drażniąco, gdyż jest dosyć intensywny, a trzeba wytrzymać z nim
15-20 minut na głowie. Po spłukiwaniu wodą zapach szybko znika.
Konsystencja
Kremowa,
ale dosyć ciekła. Lubi przelewać się między palcami i skapywać
z kosmyków do wanny, brudząc ją przy tym.
Kolor
Produkt
jest beżowo-brązowy.
Brudzenie
wanny
Jak
zamierzamy używać błota, to wyposażmy się w rękawiczki i
mleczko do czyszczenia. Będą nam potrzebna do usunięcia resztek
produktu z wanny.
Zmywanie
Błoto
trzeba dobrze spłukać, ponieważ gdy zrobimy to mało dokładnie,
nasze włosy będą wyglądały na przetłuszczone.
Zapychanie
wanny
Jakiś
czas temu zapchała mi się wanna. Po usunięciu z niej
zanieczyszczeń można było zauważyć tłustą, brązową maź. Nie
wiem, czy to skumulowane resztki błota czy też taki efekt uzyskałam
przy zmywaniu z włosów olejów.
Opakowanie
Produkt
zamknięty jest w opakowaniu typowym dla kremów. Jego otwieranie
jest niewygodne, ponieważ trudno przekręcić ten plastik, gdy ma
się brudne ręce. Jego zamykanie takimi upaćkanymi paluchami też
jest mało komfortowe. Poza tym tym plastikiem można się skaleczyć.
Opakowanie jest plastikowe, szybko się brudzi i wygląda przez to
mało estetycznie.
Wydajność
Ja
z tego błota korzystam raz w tygodniu i przy takiej częstotliwości
wystarcza na kilka miesięcy.
Skład
Był
podany na takim kartoniku, który zdjęłam i wyrzuciłam. Wolę, gdy
lista ingredientów widnieje na naklejce. Posiłkuję się
wiadomościami znalezionymi w internecie i na ich podstawie opieram
swoją analizę składu.
Water-baza
większości kosmetyków. Zresztą produkt jest bardzo wodnisty,
dlatego przecieka między palcami.
Cetearyl
alcohol-alkohol cetearylowy. Emulgator, emolient,
regulator lepkości, stabilizator. Ten składnik może być
otrzymywany z różnych źródeł. Stanowi mieszaninę alkoholi
tłuszczowych. Składa się z alkoholu stearynowego i cetylowego.
Często dodaje się go do przeźroczystych składników kosmetycznych
w celu uzyskania zmętnienia, które zapobiega przenikaniu światła.
Jest to substancja o charakterze natłuszczającym, która nadaje
miękkość, elastyczność i gładkość.
Cetrimonium
chloride-konserwant, substancja antystatyczna. W jej
przypadku mamy do czynienia z ciekawą sytuacją, ponieważ z jednej
strony prawo zabrania jej stosowania jako konserwantu, choć posiada
takie właściwości, ale z drugiej strony można jej używać w
kosmetykach do wygładzania włosów. Liczy się cel zastosowania.
Moim zdaniem coś jest albo dopuszczalne i bezpieczne albo powinno
zostać zakazane. Działa antystatycznie, zapobiega elektryzowaniu
się włosów. Jednocześnie ułatwia rozczesywanie włosów. Jest to
środek drażniący.
Cetyl
palmitate- palmitynian cetylowy. Jest to ester kwasu
palmitynowego i alkoholu cetylowego. Substancja może być
otrzymywana z różnych źródeł. Ten półsyntetyczny składnik
uzyskuje się z kwasów tłuszczowych. Pełniący rolę substancji
konsystencjotwórczej w emulsjach. Natłuszcza, wygładza, nadaje
miękkość, elastyczność i gładkość.
Hydroxyethylcellulose-
zwyczajowa nazwa tego składnika to hydroksyetyloceluloza. Powstaje w
reakcji celulozy z tlenkiem etylenu. Niejonowy zagęstnik hydrofilowy
(rozpuszczalny w środowisku polarnym np. w wodzie). Lepkość
roztworu jest uzależniona jedynie od stężenia zagęstnika w
układzie. Stabilna w szerokim zakresie odczynu, nie wykazuje
wrażliwości na jony metali wielowartościowych.
Maroccan
lava clay-marokańska glinka. Oczyszcza, umożliwia
detoksykację, leczy pęknięcia i drobne rany.
Amodimeticone-uchodzi
za silikon przyjazny włosom, dający się usunąć za pomocą
delikatnego szamponu. Jest to emolient suchy, który tworzy film na
powierzchni włosów, zapobiegając tym samym utracie wody.
Trideceth-12-
często występuje w połączeniu z cetrimonium chloride i
amodimeticone, ułatwiając zmywanie tego ostatniego. Zaliczany do
niejonowych substancji powierzchniowo czynnych. Cechuje go
hydrofilowość, czyli rozpuszczalność w wodzie. Stabilna w niskim
pH, ulega hydrolizie, przy wyższym odczynie ulega hydrolizie.
Dobrze radzi sobie nawet w twardej wodzie.
Laurylmethicone
copolyol-
emolient, zaliczany do silikonów. Można go usunąć przy użyciu
samej wody, ponieważ jest hydrofilowy.
Niacinamide-witamina
B3. Zaliczana do humektantów, czyli silnie higroskopijnych
substancji, dobrze rozpuszczalnych w wodzie, które wykazują
zdolność do trwałego wiązania i zatrzymywania wody w otoczeniu.
Stanowią swoisty zbiornik wodny. Przeciwdziałają tym samym utracie
wody, dzięki czemu włosy są bardziej elastyczne. Humektanty
wykorzystuje się w kosmetyce jako nieokluzyjne składniki
nawilżające (nie pozostawiają filmu). Jest to również substancja
o właściwościach antyoksydacyjnych. Może być również dodawana
do preparatów wybielających przebarwienia powstałe na skórze pod
wpływem promieniowania słonecznego.
Calcium
pantothenate-pantoteinian
wapnia. Sól kwasu pantotenowego i wapnia. Kwas pantotenowy znany
jest pod nazwą B5. W kosmetykach używany jako środek zapobiegający
podrażnieniom.
Sodium
ascorbyl phosphate-jest
to rozpuszczalna w wodzie forma witaminy C. Jednakże jej
właściwości przeciwutleniające się kilkakrotnie słabsze od
czystego kwasu askorbinowego. W celu pobudzenia syntezy kolagenu,
należy dostarczyć 10-krotnie więcej tego związku niż ma to
miejsce w przypadku witaminy C. Substancja ta posiada właściwości
przeciwbakteryjne. Jest w stanie zwalczyć Propionibacterium acnes,
gramdodatnią, beztlenową bakterię, która przekształca kwas
mlekowy obecny w pocie do kwasu propionowego. Mikroorganizm ten jest
uważany za czynnik etiologiczny w przypadku trądzika młodzieńczego
u 80% osób w wieku 18-30 lat
uskarżających
się na ten problem.
Tocopheryl
acetate-octan
tokoferylu, znany bardziej jako octan witaminy E. W przeciwieństwie
do czystej witaminy E nie utlenia się i może przenikać przez skórę
do żywych komórek, gdzie zachodzi konwersja do czystej witaminy E z
wydajnością 5%. Czysty tokoferol działa antyoksydacyjnie.
Pyridoxine
hydrochloride-
chlorowodorek pirydoksyny (wit. B6). Stwarza umiarkowane zagrożenie
rozwoju nowotworu. Powinno się uważać i nie nadużywać produktów
zawierających chlorowodorki.
Maltodextrin-maltodekstryna.
Polisacharyd otrzymywany ze skrobi w wyniku jej częściowej
hydrolizy. Przy czym tę hydrolizę można przeprowadzać zarówno
chemicznie, taka forma jest bardziej niebezpieczna dla zdrowia
(pozostałości chemikaliów), jak i enzymatycznie. Enzymy
pochodzące z drobnoustrojów wykorzystywane w otrzymywaniu
maltodekstryny nie stwarzają zagrożenia. Maltodekstrynę można
otrzymywać ze skrobi kukurydzianej, ryżowej, jak i pochodzącej z
pszenicy. Nadaje włosom elastyczność i blask.
Amylodextrin-
amylodekstryna. Pośredni produkt hydrolizy skrobi, rozpuszczalny w
wodzie. Pełni rolę absorbenta.
Silica-krzemionka.
Wzmacnia skórę, włosy i paznokcie.
Citric
acid-kwas
cytrynowy. Można go pozyskać z wykorzystaniem szczepów Aspergillus
niger. Reguluje odczyn produktu oraz pełni rolę środka
konserwującego, ogranicza namnażanie niepożądanej mikroflory.
DMDM
hydantoin-
DMDM hydantoina. Środek konserwujący. W określonych warunkach
substancja ta może uwalniać aldehyd mrówkowy, który jest
rakotwórczy, drażniący. Ponadto przyspiesza starzenie się skóry.
Iodopropynyl
butylcarbamate-substancja
konserwująca, która uniemożliwia rozwój drobnoustrojom. Jego
działanie ma za zadanie zapobiegać rozwojowi obcej mikroflory
przeniesionej do opakowania podczas nabierania produktu palcami.
Parfum-substancja
zapachowa.
Hexyl
cinnamal-
powszechnie wykorzystywany w przemyśle perfumeryjnym i kosmetycznym
jako substancja aromatyzująca. Naturalnie występuje w olejku z
rumianku. Zaliczany do alergenów klasy B.
Limonene-nadaje
produktom zapach cytrusowy. Może podrażniać skórę. Wykazuje
aktywność przeciwbakteryjną.
Dostępność
Ja
swoje błoto nabyłam w Kauflandzie, ale widziałam je też w Realu i
wielu drogeriach. Powinno być też w Rossmannie, ponieważ widuję
tam inne kosmetyki z serii „Powitanie z Afryką”.
Cena
Błoto
to wydatek rzędu 13-16 zł.
Reasumując:
bardzo lubię ten produkt. Moje włosy wyglądają po nim
rewelacyjnie, a jego użytkowanie jest dla mnie przyjemnością ze
względu na zapach. Ale więcej po niego nie sięgnę, bo dogrzebałam
się do składu i znalazłam w nim parę groźnych substancji.
PS
Używacie błota w charakterze kosmetyku? Jeśli tak, to po jakie
produkty sięgacie. Męskie zapachy w kobiecych kosmetykach
przeszkadzają Wam, czy wręcz przeciwnie?
karminowe.usta
Subskrybuj:
Posty (Atom)

























.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)