Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soraya. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Soraya. Pokaż wszystkie posty

Soraya peeling antybakteryjny do twarzy

Moja cera jest dość problematyczna, z jednej strony przetłuszcza się i ma tendencję do powstawania niedoskonałości, z drugiej od pewnego czasu moje czoło okropnie się łuszczy. Nie jest to kwestia złego nawilżenia, po prostu codziennie mam białe płaty suchej skóry. Aby nie wyglądać tragicznie, niemal codziennie stosuję peeling. To najprostsza droga do pozbycia się nieestetycznych suchych skórek. Soraya peeling antybakteryjny do twarzy to aktualnie mój numer jeden w walce o gładką twarz. Niestety, kosmetyk ten nie jest pozbawiony wad.

soraya peeling antybakteryjny


Kosmetyczni ulubieńcy czerwca

Dzisiaj uświadomiłam sobie, że dawno nie prezentowałam ulubieńców miesiąca. Postanowiłam to nadrobić, korzystając z wolnego popołudnia. Gorące powietrze sprawia, iż po przyjściu do domu marzę o kąpieli. Lato znalazło odzwierciedlenie w ulubieńcach miesiąca. W zestawieniu nie mogło zabraknąć umilaczy, które potęgują uczucie świeżości.

Pat&Rub musujący puder do kąpieli z kozim mlekiem

Zaintrygowała mnie oryginalna formuła umilacza kąpieli sygnowanego przez Kingę Rusin. W związku z tym, iż mleko kozie zajmuje stałe miejsce w moim menu, postanowiłam sprawdzić, czy moja skóra je polubi. Puder po wsypaniu do wanny nie wytwarza piany. Delikatnie barwi wodę na biało. Uwielbiam lawendę, ale obawiałam się, że jej zapach zostanie zdominowany przez cynamon, za którym nie przepadam. Na szczęście przeważają świeże nuty. Gdy biorę aromatyczną kąpiel, odnoszę wrażenie, że lawenda łączy się ze świeżością eukaliptusa. Woń pudru Pat&Rub udrażnia drogi oddechowe. Jednocześnie pełni funkcję relaksacyjną i pozwala zapomnieć o zmartwieniach. Suszone kwiaty lawendy, która unoszą się w wannie, zaskarbiły sobie moją sympatię. Według domowników przypominają robaki. Cóż, zdania są podzielone;)



Bielenda Aromatherapy olejek do kąpieli z zieloną herbatą i trawą cytrynową

Ten kosmetyk z miejsca zaskarbił sobie moją sympatię. Jego zapach przypomina mi wodę toaletową Elizabeth Arden Green Tea. Za każdym razem, gdy wlewam olejek do wanny, myślę o mojej przyjaciółce, która swego czasu używała tej kompozycji. Świeża woń poprawia mi nastrój i pozwala spojrzeć na pewne sprawy łaskawszym okiem. Umilacz Bielendy pełni funkcję relaksacyjną. Zużyłam już 4 butelki olejku z zieloną herbatą i trawą cytrynową. Kosmetyk wykazuje silne właściwości pianotwórcze. Choć zawiera SLES, nie wysuszył mojej skóry. Odnoszę wrażenie, że olejek Bielendy delikatnie ją nawilżył. Specyfik nie pozostawia tłustej warstwy.


Gliss Kur Total Repair odżywka ekspresowa w piance

Moje włosy bywają niesforne. Gdy odmawiają mi posłuszeństwa, wyglądam jak czupiradło. W związku z tym, iż kosmyki często się puszą, uznałam, że drogeryjna odżywka bez spłukiwania powinna rozwiązać problem. Wyżej wspomniany produkt spełnił moje oczekiwania. Choć zawiera silikony, nie obciążył moich włosów. Za każdym razem, gdy korzystam z jego dobrodziejstw, moje fale wyglądają świeżo i estetycznie. Specyficzna woń kosmetyku nie każdemu przypadnie do gustu. Na szczęście przyzwyczaiłam się do chemicznego zapachu produktów Gliss Kur. Odżywka ma postać lekkiej pianki, aczkolwiek obawiam się, że mogłaby obciążyć włosy niskoporowate. Ten specyfik polecam właścicielkom wysokoporów, które odmawiają posłuszeństwa i nie chcą współpracować ze szczotką. Kosmetyk nadaje kosmykom zdrowy blask, jednocześnie ułatwia rozczesywanie.




Soraya Fresh & Creamy kremowy żel pod prysznic migdały i mleko z hydrooliwką

Żele z serii „So Pretty” nie przypadły mi do gustu. Choć wersja malinowa pachnie obłędnie, nigdy więcej po nią nie sięgnę, ponieważ wysusza skórę na wiór. Do butli, w której znajduje się pół litra kremowego żelu pod prysznic, podchodziłam nieufnie. O dziwo, produkt z linii Fresh&Creamy okazał się świetnym towarzyszem kąpieli. Doskonale usuwa brud, nie wysuszając przy tym skóry. Jego specyficzna woń, która przypomina mi migdałowe mydło Arko, pozwoliła mi odbyć podróż sentymentalną do czasów dzieciństwa. Po powrocie z podstawówki zawsze myłam ręce białą kostką. Swego czasu mydło Arko było rarytasem, teraz mamy ogromny wybór, toteż zdołałam o nim zapomnieć.



PS Chętnie poznam Waszych kosmetycznych ulubieńców. Po jakie specyfiki chętnie sięgaliście w czerwcu?


karminowe.usta

Poszukiwania idealnego płynu micelarnego - Soraya BioRepair 30+

Nigdy nie zapominam o demakijażu. Nie wyobrażam sobie, że mogłabym zasnąć z podkładem na twarzy i tuszem na rzęsach. Gdybym uległa lenistwu, moja kapryśna cera z pewnością dałaby mi do wiwatu. Wysyp pryszczy skutecznie zniechęca mnie do budzenia się w pełnym rynsztunku. Niestety, firma Oceanic S.A. zaniechała produkcji mojego ulubionego micela. Od pewnego czasu poszukuję godnego następcy. Czy Soraya BioRepair 30+ delikatny płyn micelarny sprostał moim oczekiwaniom?



Demakijaż
W związku z tym, iż parokrotnie natknęłam się na specyfiki do demakijażu, które nie radziły sobie z usuwaniem make-upu, doceniam działanie bohatera niniejszej notki. Płyn marki Soraya rozpuszcza zarówno tusz, jak i podkład. Podczas demakijażu oczu zużywam 2 waciki zwilżone wyżej wspomnianym micelem. Nie muszę pocierać skóry, przyczyniając się tym samym do jej zaczerwienienia i podrażnienia.



Efekt „mgły”
Po demakijażu widzę wyraźnie. Płyn nie powoduje efektu „zamglenia”. Kosmetyki, które fundują mi tego typu atrakcje są u mnie skreślone, ponieważ ograniczają moją aktywność. Przez kilka minut nie mogę robić nic sensownego.



Odświeżenie
Wprawdzie płyn charakteryzuje się świeżą wonią, ale walory zapachowe nie rekompensują lepkiej powłoczki, która sprawia, iż marzę o umyciu twarzy stosownym żelem. W związku z tym, iż kosmetyk do demakijażu stanowi pierwszy krok w oczyszczaniu lica, jestem skłonna przymknąć oko na film, jaki pozostawia micel.



Podrażnienie
Bohater niniejszej recenzji budzi we mnie mieszane uczucia. Początkowo byłam zachwycona specyfikiem marki Soraya. Kosmetyk spełniał swoją rolę, nie podrażniając przy tym skóry i oczu. Niestety, parokrotnie doprowadził mnie do łez. Wprawdzie zdarzało się to sporadycznie, ale micel dedykowany cerze wrażliwej nie powinien fundować tego typu doznań.



Nawilżenie/wysuszenie
Płyn z linii BioRepair nie wysuszył mojej skóry. Pokuszę się o stwierdzenie, że delikatnie nawilżył okolice oczu. W związku z tym, iż po demakijażu sięgam po żel do mycia twarzy, nie potrafię ocenić, jak micel wpłynął na policzki czy strefę T.

Niedoskonałości
Wyżej wspomniany kosmetyk nie przyczynił się do zwiększonego wysypu pryszczy czy zaskórników. W tym miejscu pragnę zaznaczyć, iż demakijaż traktuję jako pierwszy krok w oczyszczaniu twarzy. Po użyciu micela zawsze sięgam po specyfik do mycia twarzy. Nie wiem, jak wyglądałaby moja twarz, gdybym nie usuwała tłustej powłoczki. Podejrzewam, że długotrwały kontakt mógłby zakończyć się wysypem niedoskonałości.



Konsystencja
Przeźroczysty płyn charakteryzuje się lepką konsystencją. Tłusty film, jaki pozostawia micel, nie wchłania się w miarę upływu czasu. W związku z tym, iż moje gruczoły łojowe intensywnie produkuje sebum, nie lubię „klejuchów”, po których twarz świeci się jak latarnia.

Zapach
Świeża, subtelna woń przypadła mi do gustu. Za każdym razem, gdy korzystałam z dobrodziejstw micela, mój nos rejestrował roślinne akordy. Podejrzewam, że w ten sposób producent chciał podkreślić „przyjazny” skład kosmetyku. Na opakowaniu zamieszczono informację, iż płyn w 85% jest naturalny. Choć zapach specyfiku przypadł mi do gustu, preferuję bezwonne micele.

Opakowanie
Stanowi najsłabszą stronę płynu. Wydobycie kosmetyku nastręcza sporo trudności. Po naciśnięciu białej „zapadni”, pojawia się otwór, przez który wylewamy micel na wacik. To rozwiązanie jest niepraktyczne. Przechylając pojemnik, nigdy nie wiemy, czy płyn trafi na wacik, spodnie czy podłogę. Producent chciał zabłysnąć pomysłowości, tymczasem zanotował klapę.



Wydajność
Z dobrodziejstw micela korzystałam przez miesiąc. Choć kosmetyk doskonale usuwa makijaż, niepraktyczne opakowanie przyczynia się strat produktu.

Dostępność
Astor, Hebe, Rossmann, Superpharm, hipermarkety.

Cena
Micel nie należy do tanich. W niektórych supermarketach musimy za niego zapłacić 28 zł.



Skład
Aqua, PEG-40, Glyceryl cocoate, Sodium coceth sulfate, Glycerin, Pentylene glycol, Caprylyl capryl glucoside, Globularia alypum extract, Hydrolyzed linseed extract, Hibiscus sabdariffa extract, Disodium phosphate, Sodium chloride, Potassium phosphate, PEG-40 hydrogenated castor oil, Disodium EDTA, Parfum.

Podsumowanie
Zalety:
  • doskonale usuwa makijaż twarzy i oczu
  • nie funduje efektu „zamglenia”
  • nie wysusza skóry
  • dostępność.

Wady:
  • pozostawia lepką warstwę
  • parokrotnie „doprowadził” mnie do łez
  • micel posiada walory zapachowe (w przypadku kosmetyków, które mają kontakt z twarzą, preferuję produkty bezwonne)
  • niepraktyczne, dziwaczne opakowanie, które utrudnia wydobycie płynu
  • nie najlepsza wydajność
  • cena.

karminowe.usta

W malinowym chruśniaku

Tęsknię za polskimi, sezonowymi owocami. Sklepowe półki uginają się od cytrusów, których nie mogę jeść. Z niecierpliwością czekam na powrót malin, borówek i jagód. Niestety, świeże smakołyki pojawią się dopiero za kilka miesięcy. Na szczęście istnieją kosmetyki, których zapach częściowo zaspokaja moje potrzeby. Do tego grona należy malinowy żel pod prysznic marki Soraya z serii „So Pretty”. Jeśli chcecie poznać moją opinię nt. wyżej wspomnianego umilacza, zapraszam do lektury:)


Mycie
Żel wykazuje silne właściwości pianotwórcze, które przekładają się na usuwanie brudu. Można odnieść wrażenie, że po użyciu bohatera niniejszej recenzji ciało skrzypi czystością.


Zapach
Specyfik charakteryzuje się niezwykle przyjemną wonią. W opakowaniu przypomina malinowy sorbet, na skórze przeobraża się w różową Mambę, po którą chętnie sięgałam w dzieciństwie. Producent wspomina o wanilii i białym piżmie. Niestety, mój nos nie zarejestrował nut charakterystycznych dla tych składników.


Nawilżenie/wysuszenie
W przypadku malinowego żelu z serii „So Pretty” do akcji musi wkroczyć treściwy balsam. Niestety, produkt zawiera SLES, który nie służy mojej delikatnej skórze. Uczucie ściągnięcia i suche placki towarzyszyły mi za każdym razem, gdy korzystałam z dobrodziejstw wyżej wspomnianego kosmetyku.


Podrażnienie
Początkowo aplikowałam specyfik na dekolt, później omijałam tę część ciała szerokim łukiem, ponieważ produkt zafundował mi czerwone łuski. Na nogach i rękach nie odnotowałam tego typu niespodzianek.


Konsystencja
Kosmetyk przypomina malinowy serek homogenizowany, który swego czasu pochłaniałam w ilościach hurtowych. Wygląda niezwykle apetycznie;)


Opakowanie
Produkt znajduje się w różowym, plastikowym opakowaniu, które estetyką nawiązuje do specyfików dla nastolatek. U ujścia pojemnika umieszczono zamknięcie typu zatrzask. Klapka przypomina czarny kryształ. Choć prezentuje się efektownie, jest niepraktyczna. Przy próbie wydobycia kosmetyku można połamać paznokcie.


Wydajność
Żel sięgnął dna po 3 tygodniach regularnego stosowania. Ten imponujący wynik zawdzięczam SLES.

Cena
Za 300 ml „Malinowej obsesji” musimy zapłacić ok. 11 zł. Na szczęście często można natknąć się na promocje.


Dostępność
Hebe, Rossmann, Kaufland.


Skład
Aqua, Sodium laureth sulfate, Cocamidopropyl betaine, Coco-glucoside, Sodium chloride, Glycerin, Parfum, Sodium benzoate, Citric acid, Styrene/acrylates copolymer, Disodium EDTA, Propylene glycol, Rubus idaeus fruit extract, Citronellol, Limonene, Cl 16255, Cl 17200.


Reasumując: Żel wykazuje silne właściwości pianotwórcze, które przekładają się na usuwanie brudu. Za sprawą bohatera niniejszej recenzji ciało skrzypi czystością. Produkt charakteryzuje się niezwykle przyjemną wonią. W opakowaniu przypomina malinowy sorbet, na skórze przeobraża się w różową Mambę, po którą chętnie sięgałam w dzieciństwie. Niestety, wyżej wspomniany specyfik wysusza skórę, toteż po wyjściu z wanny korzystałam z dobrodziejstw treściwego balsamu. Kosmetyk przypomina malinowy serek homogenizowany, który swego czasu pochłaniałam w ilościach hurtowych. Wygląda niezwykle apetycznie. W związku z tym, iż żel nie służy mojej delikatnej skórze, poprzestanę na jednym opakowaniu.

PS Czy mieliście do czynienia z żelami, które wchodzą w skład serii „So Pretty? Jakie wywarły na Was wrażenie?


karminowe.usta

Żegnajcie zaskórniki!

Ze względu na naczynka staram się unikać mocnych zdzieraków. Regularnie stosuję peelingi enzymatyczne. Odkryłam produkty, które w dyskretny sposób usuwają martwy naskórek. Czasem jednak odczuwam niedosyt. Zdaję sobie sprawę, że bromelaina i papaina nie uporają się z czarnymi kropami, które upodobały sobie mój nos. W związku z tym okazjonalnie korzystam z dobrodziejstw mechanicznych zdzieraków. Czy orzechowo-morelowy peeling marki Soraya, który wchodzi w skład serii „So Pretty”, uporał się z zaskórnikami w strefie T?

Soraya-So-Pretty-peeling-orzechowo-morelowy

Usuwanie martwego naskórka

Drobinki pozyskane z łupin orzecha włoskiego oraz cząsteczki polietylenu spełniają swoją funkcję. Ten duet przynosi natychmiastowe rezultaty. Za sprawą zdzieraka z linii „So Pretty” pozbywam się martwych komórek i zaskórników otwartych. Pokuszę się o stwierdzenie, że pory w strefie T lśnią czystością;) Pamiętam, że swego czasu podobny efekt uzyskiwałam za sprawą peelingu gruboziarnistego Perfecty. Na korzyść produktu marki Soraya przemawia fakt, iż kosmetyk zawiera stosunkowo delikatne drobinki.

Soraya-So-Pretty-peeling-do-twarzy-orzechowo-morelowy

Gładkość

W związku z tym, iż bohater niniejszej recenzji rozprawia się z suchymi, odstającymi skórkami, twarz staje się gładka i przyjemna w dotyku. Zadbane lico chętnie współpracuje z minerałami. Podkład EDM nie wchodzi w załamania.

Rozjaśnienie

Gdy widzę, że lico nabiera ziemistego odcienia, wiem, że do akcji musi wkroczyć peeling. Za sprawą orzechowo-morelowego zdzieraka twarz odzyskuje zdrowy koloryt.

Soraya-So-Pretty-peeling-orzechowo-morelowy

Nawilżenie/wysuszenie

Działanie specyfiku nie ogranicza się do usuwania martwego naskórka. W przypadku wyżej wspomnianego kosmetyku kremowa konsystencja przekłada się na właściwości nawilżające. Peeling pozostawia tłusty film. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią tego typu „atrakcje”. Na szczęście problem można łatwo rozwiązać. Wystarczy, że po użyciu zdzieraka sięgniemy po żel do mycia twarzy.

Soraya So Pretty peeling  orzechowo-morelowy - zapychanie

Choć bohater niniejszej recenzji charakteryzuje się treściwą konsystencją, nie odnotowałam zwiększonego wysypu zaskórników. Jednocześnie kosmetyk marki Soraya nie zaostrzył przebiegu trądziku, z którym zaciekle walczę.

Soraya-So-Pretty-peeling-do-twarzy-orzechowo-morelowy

Podrażnienie

Wyżej wspomniany zdzierak nie zaszkodził moim naczynkom. Korzystając z jego dobrodziejstw, przestrzegam kilku zasad. Raz w tygodniu wykonuję delikatny masaż. Koncentruję się na zanieczyszczonej strefie T, omijam płytko unaczynione policzki.

Konsystencja

W kremowej bazie, która ociera się o brudny róż, zatopiono 2 rodzaje drobinek: sproszkowane łupiny orzecha włoskiego oraz polietylen. Choć cząsteczki są stosunkowo delikatne, spełniają swoją rolę. Warto zachować umiar, ponieważ nadmierne tarcie może przyczynić się do przerwania ciągłości naskórka.

Soraya-So-Pretty-peeling

Soraya-peeling-orzechowo-morelowy

Zapach

Intensywna, owocowa woń budzi we mnie mieszane uczucia. Można odnieść wrażenie, że producent pomylił peeling do twarzy ze scrubem do ciała. W przypadku kosmetyków, które nakładam na lico, preferuję specyfiki pozbawione walorów zapachowych. Choć tego typu atrakcje zachęcają do systematycznej pielęgnacji, często podrażniają skórę.

Soraya-So-Pretty-peeling

Opakowanie

Zdzierak znajduje się w biało-różowej, plastikowej tubce. U jej ujścia umieszczono zamknięcie typu zatrzask. To rozwiązanie przypadło mi do gustu, ponieważ nie przepadam za nakrętkami, które wyślizgują się z mokrych rąk. Choć opakowanie charakteryzuje się dziewczęcą estetyką, produkt nie jest adresowany wyłącznie do nastolatek. Propozycja grafików wpisuje się w moje preferencje, najwyraźniej drzemie we mnie duże dziecko;)

Soraya-So-Pretty

Wydajność

Od 1,5 miesiąca korzystam z dobrodziejstw orzechowo-morelowego peelingu. Do mojej dyspozycji pozostała 1/3 zawartości opakowania. Wydajność kosmetyku uważam za satysfakcjonującą.

Cena

Za tubkę, w której znajduje się 75 ml produktu, musimy zapłacić ok. 12 zł.

Dostępność

Zdzieraka z serii „So Pretty” widuję w Rossmannie i Kauflandzie.


Skład

Aqua, Juglans regia shell powder, Glyceryl stearate SE, Glycerin, Polyethylene, Sodium laureth sulfate, Cetearyl alcohol, Cetyl alcohol, Cocamidopropyl betaine, Salicylic acid, Glyceryl stearate, PEG-100 stearate, Triethanoloamine, Cetyl acetate, Carbomer, Ceteareth-20, Polysorbate 60, Stearyl acetate, Oleyl acetate, Acetylated lanolin alcohol, Prunus armeniaca fruit extract, Butylene glycol, Salix alba bark extract, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone, Methylparaben, Propylparaben, Parfum, Hexyl cinnamal, Citronellol, Geraniol, Buthylphenyl methylpropional, Linalool, Hydroxyisohexyl 3-cyclohexene carboxaldehyde, Alpha-isomethyl ionone, Benzyl salicylate, Limonene, Cl 15510.


Reasumując: Gdy pragnę pozbyć się martwych komórek i zaskórników otwartych, sięgam po zdzieraka z linii „So Pretty”. Pokuszę się o stwierdzenie, że za jego sprawą pory w strefie T lśnią czystością;) W związku z tym, iż produkt marki Soraya rozprawia się z suchymi, odstającymi skórkami, lico staje się gładkie i chętnie współpracuje z minerałami. Jednocześnie kosmetyk przywraca twarzy zdrowy odcień. W przypadku bohatera niniejszej recenzji kremowa konsystencja przekłada się na właściwości nawilżające. Peeling pozostawia tłusty film. Zdaję sobie sprawę, że nie wszyscy lubią tego typu „atrakcje”. Na szczęście problem można łatwo rozwiązać, sięgając po ulubiony żel/piankę. Choć zdzierak charakteryzuje się treściwą konsystencją, nie odnotowałam zwiększonego wysypu zaskórników. Wyżej wspomniany produkt nie zaszkodził moim naczynkom. Korzystając z jego dobrodziejstw, przestrzegam kilku zasad. Raz w tygodniu wykonuję delikatny masaż. Koncentruję się na strefie T, omijam płytko unaczynione policzki. W kremowej bazie zatopiono 2 rodzaje drobinek: sproszkowane łupiny orzecha włoskiego oraz polietylen. Choć cząsteczki są stosunkowo delikatne, warto zachować umiar, ponieważ nadmierne tarcie może przerwać ciągłość naskórka. Intensywna, owocowa woń budzi we mnie mieszane uczucia. W przypadku kosmetyków, które nakładam na lico, preferuję specyfiki pozbawione walorów zapachowych. Z przyjemnością zużyję orzechowo-morelowy peeling, ale nie wiem, czy w przyszłości sięgnę po kolejne opakowanie tego specyfiku.

PS Z jakich zdzieraków korzystacie, gdy chcecie usunąć zaskórniki otwarte? Co myślicie o dodawaniu intensywnych kompozycji zapachowych do kosmetyków, które mają bezpośredni kontakt z twarzą?


karminowe.usta

Kolagen+elastyna-krem pod oczy marki Soraya







Ostatnio tak się złożyło, że przedstawiałam Wam produkty, z których jestem zadowolona. Dzisiaj pora na recenzję bubla. Krem pod oczy z kolagenem i elastyną marki Soraya to jeden z największych niewypałów, z jakimi miałam do czynienia.

Obietnice producenta:
„Krem pod oczy Kolagen+Elastyna zawiera nowoczesną kompozycję sprawdzonych składników odżywczych, które skutecznie pielęgnują delikatną skórę wokół oczu, skłonną do utraty elastyczności. Powoduje wyraźne wygładzenie drobnych zmarszczek i kurzych łapek oraz poprawę kolorytu skóry. Usuwa objawy zmęczenia, działa relaksująco i odświeżająco. Wyraźnie poprawia elastyczność, jędrność oraz gładkość delikatnej skóry wokół oczu.
Zawiera najwyższej jakości sprawdzone składniki aktywne, których połączone działanie zapewnia optymalną pielęgnację dojrzałej skóry:
  • kolagen i elastynę pochodzenia morskiego-odpowiedniki naturalnych protein skóry-które wspomagają utrzymanie naturalnej elastyczności i jędrności skóry.
  • Czystą witaminę E-zwaną witaminą młodości, która chroni przed zanieczyszczeniami środowiska i wolnymi rodnikami, dzięki czemu wzmacnia skórę
  • aktywną witaminę A-zwaną witaminą wzrostu, która przyspiesza regenerację komórek, dzięki czemu wygładza skórę i opóźnia procesy starzenia
Krem jest polecany dla każdego typu skóry, także wrażliwej. Dobrze się wchłania i jest idealny pod makijaż”

Nie mam wprawdzie dojrzałej skóry
Jednak kupiłam go, ponieważ nie zawiera on jakichś silnych substancji przeciwzmarszczkowych. Początkowo myślałam, że wszystkie niepożądane reakcje to wina złego dobrania kosmetyku do swojego wieku. Dlatego oddałam krem mamie, ale i ona uskarżała się na podobne problemy. Zatem to receptura jest odpowiedzialna za wystąpienie reakcji niepożądanych.

Krem podrażnia
Oczy i skóra dookoła ich staje się zaczerwieniona, jakbyśmy płakały przez cały dzień. Ponadto boli i piecze niemiłosiernie. Zastanawiałam się, czy mam do czynienia z kosmetykiem, czy jakimś kwasem. Te doznania były bardzo nieprzyjemne. Jeśli krem przez przypadek dostanie się do oczu, to nawet po 15-minutowym przemywaniu oka wodą, czujemy pieczenie. Jestem posiadaczką wrażliwych oczu, ten krem zdecydowanie się nie nadaje do stosowania przez osoby borykające się z takim samym problemem jak ja. Wszyscy wrażliwcy powinni ten kosmetyk wpisać na czarną listę. Myślę, że i osoby mniej wrażliwe mogą spotkać się z przykrą niespodzianką przy użytkowaniu tego preparatu. Moja mama nie ma wrażliwych oczu, a mimo to wyglądała jak królik podczas testów na podrażnianie spojówki. Wolę nie myśleć, jak na ów krem zareagowałaby moja koleżanka nosząca soczewki.

Krem przesusza
I to okrutnie. Moja skóra wyglądała jak wióry. Kompletnie straciła elastyczność. Z okolic oczu schodziła mi skóra, wyglądałam, jakbym przechodziła wylinkę. Skóra pękała, ciekła krew. A temu wszystkiemu towarzyszył niesamowity ból.

Bezzapachowy
Krem rzeczywiście jest pozbawiony zapachu. Myślę, że w kosmetykach przeznaczonych do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu jest to wskazane. Wszelkie substancje zapachowe mogą podrażniać nasze oczy. Ale co z tego, skoro ów preparat zawiera inne ingredienty, które powodują pieczenie.

Średnia cena za fatalny kosmetyk
Za ten krem zapłaciłam coś koło 12-14 zł. Niby nie jest to majątek, ale w porównaniu z kremami Ziaji, które można nabyć za 6 zł i które na dodatek nie przyczyniają się do występowania efektów niepożądanych, to nie jest dobra inwestycja.

Ładne opakowanie
Podoba mi się. Jest utrzymane w odcieniach niebieskiego, który jest jednym z moich ulubionych kolorów.

Fatalny skład
Gliceryna, parabeny, Paraffinum Liquidum, dimethicone, który jest silikonem, mogącym podrażniać. Wprawdzie jest też elastyna i kolagen, ale pod koniec stawki. Są witaminy A i E, ale w kremach do pielęgnacji oczu to standard. Jest też kwas cytrynowy. Moim zdaniem pozytywy nie równoważą tutaj wad. To szkodliwe składniki wysuwają się na prowadzenie i rzeczywiście wyrządzają krzywdę naszej skórze. Żałuję, że dawniej nie czytałam składów wnikliwiej, tylko kupowałam kosmetyki na szybko, w przerwie pomiędzy wykładami, z pewnością nie wzięłabym do koszyka tego bubla.

Konsystencja
Akurat pod tym względem kosmetyk mi odpowiada. Nie jest za tłusty, nie jest też lejący. Ja to określam mianem: „konsystencji lekkiego kremu”.

Brak poprawy kolorytu skóry
Ponieważ wywołuje zaczerwienienie, to trudno mówić o poprawie kolorytu. Na dodatek wyglądałam jak osoba cierpiąca na łuszczycę.

Nie wygładza zmarszczek
Przesusza naszą skórę, przez co przypomina ona pergamin.

Makijaż, nawet na bazie trzyma się fatalnie
Nic dziwnego, skoro byłam przesuszona na wiór, a skórę można było zdzierać niczym starą tapetę.

Brak właściwości relaksująco-odprężających
Trudno mówić o jakimkolwiek odpoczynku, gdy czujemy, że skóra nas pali. W nocy nie mogłam zasnąć z powodu tego uczucia pieczenia.

Wchłania się średnio
Nie ma tragedii, że zalega cały dzień na powiece, rolując się w miarę upływu czasu, ale też nie wchłonie się natychmiastowo.

Reasumując nie polecam. Jest wiele lepszych kremów w niższej lub w takiej samej cenie, jak choćby te wyprodukowane przez Ziaję, czy też zrecenzowany przeze mnie krem z AA z wodą organiczną z bławatka.

Soraya maseczka z zielonej glinki




Każda z nas lubi się od czasu do czasu zrelaksować z maseczką na twarzy. Ja też przynajmniej raz w tygodniu urządzam sobie domowe spa. Od pewnego czasu korzystam z zielonej maseczki do twarzy z glinką mineralną marki Soraya.
Obietnice producenta:
„ Liftingująco-matująca zielona maseczka do twarzy z glinką mineralna przeznaczona jest do pielęgnacji cery mieszanej, tłustej i łojotokowej. Głęboko oczyszcza twarz z martwych komórek naskórka, ogranicza wydzielanie sebum oraz minimalizuje przetłuszczanie się skóry. Zawiera witaminę B3, która reguluje pracę gruczołów łojowych, zmniejsza widoczność porów oraz hamuje powstawanie wyprysków, Aquaphiline zapewnia intensywne nawilżenie skóry od wewnątrz, Liftiline substancja lifingująca o potrójnym działaniu, poprawia elastyczność, wygładza istniejące zmarszczki oraz gwarantuje błyskawiczny efekt napięcia skóry. Maseczka pozostawia skórę idealnie wygładzoną, zmatowioną i oczyszczoną.”

Przyjemnie pachnie
Miła woń jest wyczuwalna od razu po otwarciu tubki. Jest to zapach „ziemi”, kojarzy mi się z wonią unoszącą się nad kamionkami podczas upałów. Niewątpliwie jest to syntetyczny aromat.

Zasycha, tworząc drugą twarz
Maseczka po aplikacji zasycha, tworząc drugą twarz. Nie widać grudek, produkt rozprowadza się równomiernie.

Bardzo szybko zasycha
To jest zarówno wada, jak i zaleta. Wada, bo trzeba spieszyć się z rozprowadzaniem produktu na naszym licu. Zaleta, bo wiemy, że niczego nie pobrudzimy ową maseczką, bo ściśle przylega do naszej twarzy.

Wygładza
Maseczka rzeczywiście wygładza. Czasami możemy wręcz odnieść wrażenie, że przeszczepiono nam skórę;)

Rozjaśnia
Jest to ogromna zaleta tego produktu. Tuż po zmyciu tej maseczki moja twarz jest idealnie rozjaśniona, sprawia wrażenie jednolitej. Świetna sprawa, zwłaszcza przed wieczornym wyjściem. Gdy zmyję ów kosmetyk z twarzy, a wychodzę na piwo ze znajomymi, nie muszę nakładać pudru, moja skóra sprawia wrażenie bezproblemowej.

Matuje
Maseczka rzeczywiście matuje nasze lico. Mamy do czynienia z płaskim matem, czyli efektem, za którym osobiście przepadam.

Domyka pory
Kosmetyk rzeczywiście sprawia, że pory stają się mniej widoczne. Nie wiem, czy to nie jest przypadkiem złudzenie optyczne, ale najważniejsze, że nasza skóra wygląda zdrowo.

Wydajna
Tę tubkę kupiłam jakoś przed egzaminem licencjackim, do którego podchodziłam w czerwcu. Z maseczki korzystam raz w tygodniu. Wciąż mam co nieco w tubce.

Tania
Za swoją tubkę zapłaciłam naprawdę niewiele, bo zaledwie 12 zł.

Łatwo dostępna
Możemy ją dostać zarówno w Naturze, jak i w Rossmannie. Z tego co się orientuje, możemy ją znaleźć również na półkach w Realu czy w Tesco.

Ładne opakowanie
Opakowanie nie jest jakimś dziełem sztuki, ale biel przełamana odcieniami zieleni prezentuje się dosyć estetycznie.

Konsystencja
Zwarta, gęsta. Przykrywa naszą twarz tak, że nie widać jej naturalnego koloru.

Nie podrażnia
Kosmetyk jest naprawdę delikatny, nie podrażnia, a drobne ranki nie pieką.

Łatwo dozować
Ilość produktu łatwo dostosować do swoich indywidualnych potrzeb, z opakowania nie wylewa się go ani za dużo, ani za mało.

Oczyszczanie twarzy z martwego naskórka
Producent obiecuje głębokie oczyszczenie. Ja bym powiedziała,że skóra jest wprawdzie oczyszczona, ale bardziej powierzchownie.

Napina skórę
Maseczka naprawdę ma właściwości liftingujące, już po minucie od aplikacji możemy wyczuć napięcie skóry. Po zmyciu twarz wydaje się gładsza, jędrniejsza.

Skład
Zawiera glicerynę, parabeny, Sodium Laureth Sulfate(silny detergent), ale ma też kaolin (skałę osadową, która zawiera głównie kaolinit, a także kwarc i mikę), titanium dioxide(dwutlenek tytanu, który często jest składnikiem aktywnym w filtrach przeciwsłonecznych), hydrolyzed wheat protein(zhydrolizowane białka pszenicy), witaminę B3, witaminę E, Cucumis melo(wyciąg z melona), pantenol łagodzący podrażnienia. Zatem skład nie jest idealny, ale też nie jest tragiczny. Dobrze byłoby, gdyby te składniki pochodzenia naturalnego nie występowały w towarzystwie silnych detergentów i zapychaczy. Może uda mi się zainwestować w jakąś lepszą maseczkę, jak w listopadzie dostanę stypendium rektora:) Na razie muszę wykończyć to, co mam;)

Podkład Soraya lifting make-up





Dzisiaj postanowiłam zrobić wpis-ciekawostkę. Chyba każda z nas chociaż raz w życiu kupiłam za ciemny podkład. I ja nie ustrzegłam się przed tym błędem i jakiś czas temu, zaopatrzyłam się w podkład Lifting make-up marki Soraya, odcień 03, czyli naturalny. Kupiłam go pewnego zimowego popołudnia. Ponieważ na zewnątrz było już ciemno, zasugerowałam się sztucznym oświetleniem i to był ogromny błąd.

Słowa producenta:
„Lifting make-up doskonale kryje wszelkie niedoskonałości cery oraz zapewnia matowe wykończenie makijażu. Dzięki wyjątkowej formule zawierającej składnik liftingujący natychmiastowo poprawia napięcie skóry oraz modeluje owal twarzy. Wygładza drobne zmarszczki, intensywnie nawilża i odżywia skórę”

Nazwa a kolor
Nazwa kłóci się z kolorem. Naturalny kolor w naszym kręgu kulturowym to średni beż, tymczasem serwuje się nam produkt o odcieniu przypominającym karnację Hiszpanek. Kolor jest zdecydowanie za ciemny nie tylko dla mnie, wyjątkowego bladziocha, ale również mojej mamy, która ma śniadą cerę.

Matowienie
Podkład rzeczywiście nie ma zbyt tłustej konsystencji, choć lekki też nie jest. Nie przyczynia się do wzmocnienia połysku naszej skóry, delikatnie ją matuje. Jednakże nie ma mowy o płaskim macie.

Utlenia się
Zasadniczo ta własność nie powinna nas dziwić. Większość podkładów dostępnych w polskich drogeriach utlenia się w kierunku pomarańczy, tak jest i w tym przypadku. Na naszej twarzy tworzy się wyjątkowo nienaturalny efekt.

Podkreślanie suchych skórek
Jeśli chodzi o podkreślanie suchych skórek, to trudno mi się wypowiedzieć, gdy go używałam, nie miałam takowych.

Ładnie pachnie
To chyba największa zaleta tego produktu. Trudno mi określić ten zapach, ale wyczuwam w nim pewne odmiany kwiatów.

Miła konsystencja, która łatwo się rozprowadza
Szkoda, że kosmetyk ma tak koszmarne odcienie, bo jeśli chodzi o konsystencję, to gwarantuje dobre rozprowadzenie kosmetyku na naszej twarzy. Można to zrobić równomiernie, wystarczy tylko trochę się postarać. Nie trzeba na rozprowadzaniu spędzać 8 minut, wystarczy dosłownie chwila. Jego rozprowadzanie to prawdziwa przyjemność.
Efekt maski
Ponieważ kolor, w którego jestem posiadaniu jest dla mnie o kilka tonów za ciemny, zatem odcina się od reszty ciała. Ma na tyle dobrą konsystencję, że gdyby wyprodukowany bardzo jasny odcień, to byłby idealny. Sama konsystencja nie stwarza efektu sztuczności i przesady.

Zapycha
Niestety, zapycha, bo ma w składzie m.in. silikony, które prawdopodobnie mają odpowiadać za efekt liftujący i naprężenia skóry pozbawionej jędrności.

Delikatnie napina
Kosmetyk rzeczywiście lekko napina naszą skórę, ale nie ma tu mowy o efekcie godnym wstrzyknięciu botoksu czy też wypełniacza.
Nie daje całkowitego krycia
Jeśli mamy poważniejsze niedoskonałości, to nie poradzi sobie z nimi. Przy lżejszym możemy zaobserwować zamaskowanie problemu.

W odżywcze moce podkładów nie wierzę
Ten również nie poprawi stanu naszej skóry, aczkolwiek jej nie wysuszy, myślę, że temu niekorzystnemu zjawisku zapobiega panthenol.

Nie mam zmarszczek
Zatem trudno mi się wypowiedzieć nt. Ich wypełnienia i ukrycia. Ale nie sądzę, by ten kosmetyk miał tak niezwykłe właściwości. Ponieważ lekko napina naszą skórę, zatem pewnie zaobserwujemy minimalne wygładzenie i nasza twarz będzie prezentować się trochę lepiej.

Modelowanie
Modeluje owal twarzy, jeśli użyjemy go jako bronzera, poza tym wiadomo, że przyciemnione fragmenty twarzy sprawiają wrażenie chudszych.

Nie najgorsza pompka
Spotykałam się z naprawdę wieloma pompkami. Jedne z nich sprawowały się lepiej, inne gorzej, a jeszcze inne w ogóle nie pozwalały na wydobycie produktu. Tutaj można wydobyć kosmetyk nawet wtedy, gdy w opakowaniu znajdują się jego resztki.

Dość niezłe opakowanie
Wygląda dość estetycznie, porządnie, nie niszczy się, nie ma tendencji do odkształceń.

Nakładka
Nakładka na pompkę ma ponadprzeciętną tendencję do zsuwania się i odsłaniania dozownika, przez co jest on nieustannie narażony na zanieczyszczenie mikroorganizmami i wirusami obecnymi w powietrzu.

Tonik marki Soraya



Od jakiegoś czasu używam na zmianę mleczka do demakijażu i płynu micelarnego. Ostatnio znowu wróciłam do mleczka, w związku z tym musiałam zaopatrzyć się w tonik. Padło na produkt z firmy Soraya, ponieważ skusiła mnie Chlorella vulgaris, glon należący do zielenic i bytujący w naszym Bałtyku;)

Zaczniemy od zapewnień producenta:
„Tonik doskonale nawilża, zapobiega świeceniu się skóry, zapewnia komfort i świeżość przez cały dzień. Dzięki zaawansowanej recepturze wzbogaconej o kwasy owocowe, minerały morskie i wyciąg z zielonej herbaty, działa oczyszczająco i odświeżająco.
Wykazuje bardzo dużą skuteczność działania, potwierdzoną badaniami dermatologicznymi i aplikacyjnymi:
  • oczyszcza i odświeża
  • usuwa wszelkie zanieczyszczenia i pozostałości makijażu
  • zwęża rozszerzone pory skóry
  • łagodzi podrażnienia
  • przywraca skórze naturalne pH
  • zapewnia naturalny poziom nawilżenia
  • wyrównuje koloryt, dodaje witalności
  • zapobiega świeceniu się skóry”

Nawilżenie
Produkt rzeczywiście nawilża. Jak już wspominałam, nie lubię podkładów i zazwyczaj omiatam twarz sypkim pudrem, który niestety ma tendencje do wysuszania skóry. Tonik rzeczywiście przywraca mojej skórze optymalne nawilżenie. Jednocześnie nie jest tłusty, czyli nadaje się do mojej mieszanej cery;) Nie znoszę tłuściochów, lubię delikatny efekt nawilżenia.

Świecenie się skóry
I tu sprawa się nieco komplikuje. Owszem, po użyciu tonika skóra błyszczy się mniej, ale mimo to jednak się błyszczy. Niektórzy nazywają to naturalnym połyskiem zdrowia, ja akurat średnio za tym przepadam. Może dlatego że zawsze się świecę, chciałabym mieć na twarzy płaski mat;) Człowiek zawsze chce tego, czego nie ma. Osoby o suchej skórze marzą o blasku, osoby o cerze mieszanej i tłustej pragną płaskiego matu. Niestety, skórą nie sposób się zamienić;P Wracając do toniku, to znam bardziej matujące, jak chociażby Oriflame Optimal Balance (z tej samej serii, co prezentowany w jednym z wpisów krem z tej szwedzkiej firmy).

Komfort i świeżość
Rzeczywiście tonik potrafi odświeżyć. Ma orzeźwiający zapach i formułę. Usuwa sebum, przez co czujemy się świeżo. Jednakże komfort znika po 2-3 godzinach, gdy gruczoły łojowe znowu wznawiają produkcję. Tonik z Oriflame dłużej pozostawiał naszą twarz świeżą.

Oczyszczanie
Tonik na pewno usuwa z naszej twarzy sebum, ale nie pomoże nam usunąć resztek makijażu z naszych porów. W tym celu trzeba skorzystać z mleczka do demakijażu, żel do mycia twarzy i peelingu. Ale moim zdaniem tonik nie jest od usuwania resztek makijażu, do tego celu służy mleczko. Nie mogę powiedzieć, że tonik nie usunie drobnych zanieczyszczeń, jeśli twarz jest w miarę porządnie oczyszczona, to jakieś minimalne pozostałości pudru sypkiego jest w stanie usunąć z naszego lica;)

Zwężanie porów
Nie zwęża, ale tego absolutnie nie oczekiwałam od niego. Nie wierzę w to, ze jakikolwiek tonik mógłby tego dokonać. Zatem wszelkie zapewnienia producentów o zwężaniu porów, wkładam za każdym razem między bajki i patrzę się na inne obietnice, te, które są bliższe rzeczywistości.

Łagodzi podrażnienia
Z tym akurat się zgodzę. Oczywiście, nie poradzi sobie z poważniejszymi podrażenieniami, ale drobnymi, wywołanymi chociażby demakijażem jak najbardziej. Drobne zaczerwienia także usuwa;)

Przywraca skórze naturalne pH
To również uważam za zgodne z prawdą;) Innymi słowy tonik spełnia swoją podstawową funkcję;)

Wyrównuje koloryt, dodaje witalności
Nie zauważyłam specjalnego wyrównania kolorytu, no chyba że za takowe uznamy usunięcie sebum;) Jak mamy przebarwienia to ich nie rozjaśni. Twarz po jego użyciu wygląda na świeżą, zdrową.

Zapach
Tonik ma naprawdę przyjemną woń. Jest to zapach przypominający morze, a co za tym idzie bardzo orzeźwiający. Jego używanie to prawdziwa uczta dla nosa;)

Butelka
Choć plastikowa wygląda bardzo atrakcyjnie dzięki niebieskiemu zabarwieniu. Kolor przypomina niebo w bezchmurny, słoneczny dzień, więc nastraja pozytywnie;)

Łatwość aplikacji
Butelka wyposażona jest w klapkę pełniącą rolę zamknięcia. Dobrze, że nie ma tradycyjnej nakrętki, nie lubię się bawić w jej odkręcanie i zakręcanie. Łatwo wydobyć odpowiednią ilość toniku.

Średnio wydajny
Produkt jest średnio wydajny. Mógłby się nieco wolniej zużywać, ale nie ma tragedii. Jest dość tani, kupiłam go za 11 zł w Schleckerze, więc jego średnia wydajność nie stanowi problemu. Można mu ją wybaczyć i kupić następne opakowanie;)

Brak parabenów
Przejrzałam skład aż trzykrotnie, ale nie znalazłam parabenów;)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...