Moje szminki part 3




Szminka z Essence, numer 54, odcień honey bee. Pachnie gumą balonówą, mi przypomina tę z Kaczorem Donaldem. Kolor brązowy, dość silnie połyskujący, ja bym wręcz powiedziała, że mamy do czynienia z metalicznym połyskiem. Jest jej dość dużo, bardzo wydajna. Lepiej jest ją nakładać pędzelkiem, ponieważ, jak już wspomniałam, połyskuje metalicznie, a więc na ustach może wyglądać nieco przerażająco. Zauważyłam, że na wargach mieni się i wygląda czasami jakbyśmy użyli szminki z białymi refleksami. Wysusza usta, dlatego odradzam bezpośrednią aplikację. Ja nakładam pod nią Neutrogenę i problem wysuszania ust znika. Jest dość wytrzymała, wiadomo wraz z upływem czasu ściera się, ale pozostaje taka miniwarstewka zapewniająca naszym ustom blask w odcieniu brązu. Taka "pozostałość" jest widoczna do 4 h. Czasami zdarza się, że minimalnie podkreśla przesuszone miejsca na wargach. Opakowanie nie zachwyca, wygląda dość pospolicie, ale można to jej darować, gdyż jest tania i ładnie wygląda na naszych ustach. Nie polecam jej osobom, którym marzy się efekt nude, bo jak już wcześniej wspomniałam, metalicznie połyskuje.


Celia 2 w 1, nawilżająca pomadka-błyszczyk, numer 516. Przepięknie pachnie winogronami, aż chce się ją zjeść;) Zapłaciłam za nią 11 albo 12 zł w drogerii No Name. Kolor wpadający w jasny fiolet, na ustach bladolicych prezentuje się naprawdę doskonale, podkreśla jasny odcień cery. Zawiera małe połyskujące drobinki. Naprawdę łączy w sobie cechy pomadki i błyszczyka. Nadaje ustom dość wyraźny kolor, który utrzymuje się na nich do 2 h, błyszczyk nadaje całości połysk. Czyli nie trzeba kupować dwóch oddzielnych produktów, wystarczy jeden, co pozwoli zaoszczędzić miejsca w naszej kosmetyczce. Jednakże nie zauważyłam owych nawilżających właściwości, owszem, po aplikacji może nam się wydawać, że usta są nawilżone, ale rzeczywiście nic się z nimi nie dzieje. Może nie wysusza jakoś mega, ale osoby, które mają bardzo wrażliwą skórę warg, mogą odczuć pewien dyskomfort, jeśli nie zastosują bazy w postaci pomadki ochronnej. Produkt lepiej aplikować pędzelkiem do ust, ponieważ pomimo tego, iż ów produkt może wydawać się dość lekki w konsystencji, taki nie jest  i lubi zbierać się w różnych przesuszonych partiach warg. Opakowanie jest nowoczesne, za co ogromny plus:)



Rimmel   Lasting Finish, Sugar Plum numer 086. Jak widać na zdjęciu, jest na totalnym wykończeniu, czyli moje usta musiały polubić tę szminkę;) Zawiera ona witaminę E i rzeczywiście mogę powiedzieć, że producent nie okłamał nas, zapewniając o efekcie nawilżenia. Odżywia nasze usta i wygładza nierówności związane z procesem przesuszenia. Nie trzeba pod nią nakładać bazy w postaci pomadki ochronnej, na pewno nam nie zaszkodzi. Pachnie słodkościami.  Kolor to cukierkowe połączenie różu z czerwienią. Można ją użyć przy wykonywaniu makijażu pin-up girl.  Jej kolor jest intensywny, więc nie polecam jej do pracy, chyba że pracujemy/studiujemy w miejscu, gdzie nikt się nas nie będzie czepiał. Osobiście lubię takie intensywne kolory. I często zdarza mi się też wykonywać makijaż w stylu pin-up girl, czyli dla mnie jest idealny. Na ustach wytrzymuje do 5 h.  Wiadomo, po godzinie kolor traci na intensywności, ale pigment wtapia się w skórę warg i zabarwia ją w dość naturalny sposób. Opakowanie przeciętne, dość szybko się brudzi. Planuję zakupić kolejny egzemplarz tej pomadki.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...