Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą prywata. Pokaż wszystkie posty

Poszerzenie tematyki bloga - prośba o opinie

Przez kilka miesięcy zastanawiałam się nad poszerzeniem tematyki bloga. Obok recenzji kosmetyków chciałam zamieszczać notki poświęcone książkom, które przeczytałam i uważam za wartościowe. W końcu założyłam bloga, na którym dzielę się swoimi literackimi odkryciami. Coraz bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że rozdrabnianie się nie jest dobrym pomysłem. Żyjąc w ciągłym niedoczasie, trudno prowadzić dwa blogi. 



W internecie od pewnego czasu obserwuję ciekawy trend. Blogerki, które zaczynały od recenzji kosmetyków, coraz częściej zamieszczają przepisy na ciasta, dietetyczne obiady itp. Nie brakuje też miejsc, gdzie nad notką nt. szamponu można znaleźć informacje o ćwiczeniach na siłowni.

Nie ukrywam, że poszerzenie tematyki bloga coraz bardziej mnie kusi. Zanim jednak podejmę ostateczną decyzję, chciałabym poznać Wasze zdanie. Czy przeszkadzałaby Wam notki poświęcone książkom, które pojawiałyby się okazjonalnie? Raczej nie zdominują one recenzji kosmetyków.  Zdaję sobie sprawę, że niektórzy preferują blogi, które ściśle trzymają się jednej tematyki. Miłośników fitnessu niekoniecznie interesują strony poświęcone modzie itp. Czekam na Wasze opinie.

karminowe.usta

Moje domowe spa

Po ciężkim dniu marzę o chwili relaksu. Domowe spa pozwala rozładować napięcie. Pachnące olejki, maseczki i peelingi potrafią zdziałać cuda. Dzisiaj pragnę przedstawić kosmetyki, które umilają mi jesienne wieczory:)

Archipelag Piękna peeling z pestek truskawek
Ostatnio powróciłam do metod mechanicznych. Staram się wybierać takie rozwiązania, które są stosunkowo delikatne. Naturalny peeling z Archipelagu Piękna spełnia moje oczekiwania. Usuwa martwy naskórek, nie podrażniając przy tym naczynek. Truskawkowe drobinki łączę z olejem słonecznikowym, który pełni rolę nawilżacza. Może nie pachnie zbyt zachęcająco, ale jego działanie rekompensuje dyskomfort.

White Flower`s błoto z Morza Martwego
Do błota zazwyczaj dodaję wodę. W ten sposób uzyskuję papkę, którą następnie nakładam na twarz, szyję i dekolt. Jeśli borykacie się z suchą skórą, warto sięgnąć po ulubiony olej. W przeciwnym wypadku może pojawić się nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Po użyciu maseczki błotnej moja skóra jest gładka, napięta i delikatnie rozjaśniona. Osoby, które walczą z trądzikiem, docenią fakt, iż brązowa papka wysusza niedoskonałości.

Green Pharmacy olejek do kąpieli z limonką i bergamotką
Zapach cytrusów przynosi ukojenie zszarganym nerwom i działa antydepresyjnie. Zdaję sobie sprawę, iż produkt Green Pharmacy nie wykazuje wybitnych właściwości pielęgnacyjnych. Od umilaczy jesiennych wieczorów oczekuję przyjemnej woni, jednocześnie stosowane kosmetyki nie mogą wysuszać skóry. Olejek z limonką i bergamotką spełnia powyższe wymagania:)

Tutti Frutti peeling  z jeżyną i maliną
Gdy na blogach pojawiały się recenzje zdzieraków Farmony, moje chciejstwo osiągnęło apogeum. Długo nie potrafiłam namierzyć peelingów Tutti Frutti. W sierpniu odwiedziłam przyjaciółkę. Gdy spacerowałam po nyskim rynku, postanowiłam wstąpić do „Natury”. Przy kasie dostrzegłam upragnione kosmetyki. W przypływie euforii przygarnęłam dwie wersje na zapachowe. Obecnie korzystam z jeżynowo-malinowego wariantu. Peeling bazuje na syntetycznych drobinkach, które bez problemu usuwają martwy naskórek. Kosmetyk Farmony raczej nie przypadnie do gustu zwolenniczkom mocnych zdzieraków. Zapach owoców leśnych stanowi największy atut omawianego produktu.

La Fresh Beutisa peeling do stóp
Wspomniany kosmetyk należy do średnich zdzieraków. Nie poradzi sobie ze zniszczonymi piętami. Choć moje stopy są wymagającym przeciwnikiem, chętnie sięgam po peeling La Fresh Beutisa. Zapach kosmetyku przypomina mi gumę Wrigley`s Spearmint, której notabene od dawna nie widuję w sklepach.

Perfecta peeling do rąk
Wyżej wspomniany specyfik zasługuje na miano mocnego zdzieraka. Korzystając z jego dobrodziejstw, należy zachować umiar, ponieważ ostre drobinki mogą przerwać ciągłość naskórka. Za sprawą peelingu Perfecty mogę cieszyć się gładkimi dłońmi. W przypadku kosmetyków, które aplikuję na ręce, przymykam oko na obecność parafiny. Aczkolwiek zdaję sobie sprawę, że ten składnik budzi spore kontrowersje, ponieważ pozostawia lepką powłoczkę. Omawiany zdzierak charakteryzuje się przyjemną, świeżą wonią. Zapach produktu przypomina męską wodę kolońską.

Avon Naturals maseczka z rumiankiem
Wprawdzie ten produkt jest przeznaczony do pielęgnacji twarzy, ale ze względu na przeciętny skład aplikuję go na dłonie. Maseczka służy moim spierzchniętym dłoniom. Dzięki niej pozbyłam się suchych skórek. Tuż po aplikacji mamy do czynienia z tłustą warstwą, która znika w miarę upływu czasu. Kosmetyk charakteryzuje się subtelną, świeżą wonią.

PS Jak wygląda Wasze domowe spa? Czy potraficie wygospodarować godzinę na relaks i drobne przyjemności?


karminowe.usta

Trochę prywaty...

Od tygodnia dręczy mnie chandra. Odkąd złożyłam pracę magisterską w dziekanacie, czuję, że kończy się pewien etap, który przez wielu jest utożsamiany z młodością. Pojawiła się pustka, której się nie spodziewałam.

Początkowo wizja zakończenia edukacji poprawiała mi nastrój. Po tylu latach wysiłku intelektualnego i walki o dobre rezultaty, dopadło mnie zmęczenie. Jednak z czasem uświadomiłam sobie, że okres, który dobiega końca, miał wiele zalet.

Opracowując pytania z przebiegu studiów, często zatrzymuję się przy wspomnieniach. Wiem, że będzie mi brakowało ludzi, z którymi spędziłam ostatnie lata. W mojej grupie zawsze panowała życzliwa, ciepła atmosfera, dzięki której czułam się swobodnie. Wiele osób tęskni za znajomymi z liceum, ja czuję się związana z kolegami, z którymi miareczkowałam i pipetowałam;) Nasze uczelniane relacje przeniosły się do sfery prywatnej. Liczne imprezy urodzinowe i parapetówki przejdą do historii;)

Studia stanowią swoisty pomost pomiędzy czasami beztroski a dorosłym życiem. W tym czasie zdobywamy pierwsze doświadczenie zawodowe, ale zawsze potrafimy wygospodarować czas na piwo ze znajomymi.

Kiedy myślę o przyszłości, pojawiają się liczne obawy. Nie wiem, czy za kilka lat doczekam się stabilizacji, która umożliwi mi założenie rodziny.

Kiedy kilka miesięcy temu słyszałam o syndromie końca studiów, nie przypuszczałam, że wraz z nadejściem czerwca, przepełni mnie życiowy pesymizm. Kiedy kończyłam liceum, nie czułam żalu. Wiedziałam, że taka jest kolej rzeczy i należy się z tym pogodzić. Tym razem sytuacja wygląda inaczej.

PS Jak poradziliście sobie z syndromem końca studiów? A może ten stan jest Wam obcy? Mam nadzieję, że wybaczycie mi wisielczy nastrój i notkę o nietypowej tematyce.


karminowe.usta

Odrobina prywaty...

Rzadko zamieszczam notki, w których opisuję ważne wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu. Jednak dzisiaj postanowiłam zrobić wyjątek, bowiem przepełnia mnie ogromna radość i satysfakcja. Nie przypuszczałam, że ta chwila kiedykolwiek nastąpi. Po ciężkich bojach złożyłam w dziekanacie pracę magisterską i wszystkie niezbędne dokumenty:) Teraz powinnam mieć więcej czasu na bloga;) Wprawdzie czeka mnie jeszcze obrona, ale przygotowanie do egzaminu nie powinno pochłonąć całej mojej energii;)


Od dwóch godzin schodzi ze mnie stres. Nie przypuszczałam, że spełnienie formalnych wymogów i wypełnienie tony papierów (obiegówki, wnioski itp.) zajmie mi więcej czasu niż naniesienie poprawek do pracy. Kiedy zdobyłam podpis promotora pod magisterką, okazało się, iż w sieci funkcjonuje kilka wzorów strony tytułowej. Nie wiedziałam, która z nich jest wiążąca, w związku z tym wczoraj targały mną liczne obawy. Gdy czekałam na swoją kolej pod drzwiami dziekanatu, stres osiągnął apogeum. Na szczęście nie musiałam ponownie drukować pracy. W ten sposób uniknęłam zbędnego wydatku.

Jednak moja radość nie trwała długo. Termin zaproponowany przez promotorkę nie współgrał z planami dziekana. Po chwili zastanowienia postanowiłam przystąpić do działania. Pani w dziekanacie nakreśliła nam drogę postępowania. Po 30 minutach okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;) Wspólnymi siłami ustaliliśmy nowy termin, który okazał się dogodny dla wszystkich zainteresowanych stron;) Choć napisałam pracę u innego wykładowcy, będę broniła się w tym samym dniu, w którym moi przyjaciele przystąpią do egzaminu. Ich poczucie humoru działa na mnie rozluźniająco;) W związku z tym ominie mnie przedegzaminacyjny stres;)

Choć ostatnie dni były dla mnie wyczerpujące, to nie mogę narzekać, ponieważ trafiłam na życzliwych ludzi. Dzisiaj zamierzam się zrelaksować, korzystając z promocji na kolorówkę i kosmetyki do pielęgnacji twarzy:) Po drodze zaopatrzę się w butelkę dobrego wina;) Muszę uczcić swój drobny sukces:)


karminowe.usta

Pożegnanie mojego małego przyjaciela...


Dziś ano straciłam swojego przyjaciela. Był moim rówieśnikiem. Kiedy uczęszczałam do przedszkola, przywędrowały do mnie dwie nimfy. Moja ciocia postanowiła pozbyć się papug, ponieważ nie mogła znieść wydawanych przez nie odgłosów. Początkowo zaprzyjaźniłam się z Kasią. Była bardziej towarzyska i chętnie wchodziła na ręce. Niestety, po roku musiałam się z nią pożegnać. Podczas znoszenia jaj musiało dojść do uszkodzenia organów wewnętrznych. Wówczas Piotruś stanął na wysokości zadania i całe dnie spędzał w budce. Wysiedział wszystkie jaja, po czym wykarmił potomstwo. Warto podkreślić, iż w przypadku nimf ojciec również wykazuje zdolność do wydzielania mleczka.

Piotruś początkowo był dziki. Nieufnie podchodził do ludzi, a swój lęk maskował agresją. Wymieniając wodę, trzeba było uważać na palce. Ja i tak miałam sporo szczęścia, ponieważ zawsze kończyło się na delikatnym muśnięciu. Mój tata parokrotnie doczekał się głębokiej rany. Aczkolwiek oswajanie przyniosło oczekiwane rezultaty. Piotruś zaufał nam do tego stopnia, że w pewnym momencie zaczął domagać się pieszczot. Sam wchodził na rękę. Jednak najbardziej upodobał sobie zagłębienie między szyją a brodą. Za każdym razem, gdy go przytulałam, moje ciało wypełniał spokój. Kontakty ze zwierzętami pełnią rolę swoistego wentylu bezpieczeństwa.

Jego pomarańczowe policzki i żółto-zielona czuprynka witały mnie zawsze po przebudzeniu. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż papugi wybierają sobie właściciela i pozostają mu wierne. Gdy ich „przywódca” wyjeżdża, nierzadko popadają w depresję, co objawia się wyrywaniem piór i autoagresją. Swojego właściciela rozpoznają po krokach, głosie. Piotruś bardzo często wiedział, że wróciłam do domu, zanim zdążyłam wejść do pokoju, w którym znajdowała się jego klatka. Gdy próg mieszkania przekraczała mama, reagował zupełnie inaczej.

Piotruś miał słabość do czerni. Nierzadko domagał się włączenia laptopa. Przyzwyczaił się, że czarne pudło stoi na biurku nieopodal okna. Gdy znikało, rozpoczynał protesty. Pokrzykiwał, wskazując dziobem na puste biurko. Lubił również mój czarny płaszcz i spodnie. Gdy miałam je na sobie, potrafił do nich przemawiać;)

Papugi należą do niezwykle towarzyskich zwierząt. Piotruś nauczył się artykułować moje imię. Za każdym razem, gdy opuszczałam pokój, w którym znajdowała się klatka, wołał mnie. Na początku spokojnie, jednak gdy jego oczekiwania nie zostały spełnione, robił się coraz bardziej nerwowy, co objawiało się dodaniem końcówki „la” do mojego imienia.

Piotruś upodobał sobie folk. Gdy z głośników laptopa pobrzmiewał Enej, moja papuga przystępowała do śpiewów i tańców. W to niewielkie ciało wstępowała ogromna energia. Podobnie reagował na sygnał karetek i policyjnych radiowozów.

Zwierzęta potrafią doskonale rozpoznać nastrój właściciela. Moja papuga towarzyszyła mi na różnych etapach mojego życia. Gdy ogarniały mnie czarne myśli, Piotruś to wyczuwał i biegał wzdłuż drzwiczek klatki. Brałam go wówczas na ręce i głaskałam. Dzięki tym prostym czynnościom odzyskiwałam wewnętrzną równowagę.

Śpiew Piotrusia codziennie wyrywał mnie ze snu. Przyzwyczaiłam się do tej nietypowej formy pobudki. Ten dzień rozpoczął się normalnie. Obudziły mnie papuzie trele. Gdy wyszłam z łazienki, zobaczyłam, że z moim przyjacielem dzieje się coś niedobrego. Nie zdążyłam wybrać numeru do weterynarza, gdy odszedł. Jego śmierć była niespodziewana. Przez te wszystkie lata zdążyłam się zżyć z tą niewielką nimfą. Teraz będzie mi jej bardzo brakowało...

karminowe.usta

"Czasami człowiek musi, inaczej się udusi..."


Dzisiaj miałam napisać notkę o wodzie toaletowej ze stajni Diora, której jestem wierna od kilku lat, ale ostatecznie zdecydowałam się poruszyć inny temat. Czuję, że muszę dać upust swojej frustracji, ponieważ za chwilę się uduszę. Sprawa męczy mnie od kilku tygodni. Początkowo sądziłam, że problem zniknie w ciągu kilkunastu dni, ale nic tego nie zwiastuje.

Niedawno wspominałam Wam o nieudanej przygodzie z mydłem Aleppo, które nie tylko przyczyniło się do wysuszenia skóry, ale wskutek stosowania tego produktu odnotowałam wysyp nieprzyjaciół. O pryszczach już dawno zapomniałam. Niestety, stado podskórnych gul nie daje za wygraną. Mam wrażenie, że są odporne na wszystkie środki dostępne na rynku.

Na czole i brodzie gości stado fioletowych, bolesnych gul, których nie umiem zamaskować. Żaden korektor nie daje sobie rady z tym zadaniem. Nierówności są na tyle duże, że widać je z odległości kilku metrów. Osoba postronna mogłaby uznać, iż dorobiłam się dorodnych śliw;/

Maskowanie gul dodatkowo utrudnia fakt, iż moja skóra ma już dosyć zimy i łuszczy się na potęgę. Treściwe kremy w ciągu kilku minut wchłaniają się do matu... Gdy tylko jej kondycja ulegnie poprawie, to trzeba udać się na uczelnię. Na moim wydziale można poczuć powiew Egiptu. W trakcie wykładu mam ochotę wyciągnąć butelkę wody mineralnej. Ciepłe powietrze wysusza wszystko łącznie ze śluzówką nosa;/

Przez te podskórne gule nie czuję się zbyt komfortowo. Gdy idę ulicą, mam wrażenie, że każdy widzi je z odległości kilku metrów i dostrzega we mnie zapuszczoną kobietę, która nie umie zadbać o swój wygląd. Niebawem skończę studia, zanim to jednak nastąpi, zamierzam rozejrzeć się za pracą. Niestety, obawiam się, że z takim wyglądem będzie mi trudno cokolwiek znaleźć. W dzisiejszych czasach zwraca się ogromną uwagę na prezencję. Nie wystarczy posiadać stosowne kwalifikacje, mile widziany jest nienaganny wygląd.

Z utęsknieniem spoglądam na stare zdjęcia. Jeszcze niedawno cieszyłam się ładną cerą. Moim jedynym problemem były rozszerzone pory. Chciałam zmniejszyć ich widoczność. Wiele osób chwaliło mydło Aleppo ze względu na jego dobroczynne działanie. Z perspektywy czasu widzę, że rozszerzone pory nie stanowią problemu. Zawsze można skorzystać z praw optyki i silikonów zawartych w bazach po makijaż.

W tym tygodniu odwiedzę gabinet lekarski. Mam nadzieję, że specjalista będzie w stanie rozwiązać mój problem. Na wizytę w prywatnym gabinecie zapisałam się 3 tygodnie temu. Niestety, specjaliści są oblegani i na skorzystanie z ich usług trzeba trochę poczekać.

W najbliższym czasie zamierzam skorzystać z dobrodziejstw kwasów. W zeszłym roku to właśnie one rozprawiły się z podskórnymi gulami. Mam nadzieję, że i tym razem okażą się równie skuteczne.

PS Po przelaniu swojej frustracji na klawiaturę, wreszcie poczułam ulgę. Od kilku tygodni wzbierała we mnie złość, która musiała znaleźć ujście. Mam nadzieję, że wybaczycie mi tę chwilę słabości i marudzenie. Wiem, że na blogach poświęconych kosmetykom powinno poruszać się przyjemniejszą tematykę, ale musiałam  wyzbyć się złych emocji.  Może któraś z Was zmagała się z podobnym problemem i jest w stanie udzielić mi paru wskazówek, jak przetrwać ten trudny czas?

karminowe.usta

Styczniowa pielęgnacja twarzy


W związku z tym, iż moja skóra ostatnimi czasy nie wygląda najlepiej, sporo uwagi poświęcam jej pielęgnacji. Wciąż zmagam się ze znacznym przesuszeniem cery. Niestety, centralne ogrzewanie i mróz sprzyjają powstawaniu suchych skórek. Moja przyjaciółka ten stan określa mianem „rybiej łuski”;) Przesuszona skóra broni się przed niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych, zwiększając produkcję łoju. Moja twarz zaczyna się świecić po 3-4 h, co i tak jest całkiem przyzwoitym rezultatem, zważywszy, że jeszcze niedawno efekt latarni pojawiał się po niespełna godzinie.

Na szczęście udało mi się trochę uspokoić naczynka. Czerwone placki sprzed kilkunastu dni budziły spory niepokój. Z naczynkami nie ma żartów. Ich lekceważenie i zaniedbanie może skutkować pojawieniem się trądziku różowatego.

Z nadmiernym wydzielaniem łoju wiąże się problem wysypu nieprzyjaciół, toteż w miarę możliwości oczyszczam twarz kilka razy dziennie. W tym celu sięgam po łagodne kosmetyki, ponieważ silne detergenty mogą nasilić problem. Bardzo trudno jest znaleźć złoty środek między oczyszczaniem twarzy z łoju, który może zaczopować pory a jej nawilżaniem. Wychodzę z założenia, że łagodne detergenty rozprawią się z łojem, a aplikacja właściwie dobranego kremu umożliwi poprawę kondycji skóry.

Opracowałam również makijaż, który jest w stanie zapewnić mi zdrowy wygląd podczas pobytu na uczelni. W tym celu nakładam na twarz krem tonujący SPF 50+ z Eco Cosmetics. Ten produkt można określić mianem kosmetyku 3 w 1. Po pierwsze, chroni skórę przed niekorzystnym oddziaływaniem promieni słonecznych, które zimą są szczególnie niebezpieczne, ponieważ odbijają się od śniegu. Krem wyrównuje także koloryt skóry. Poza tym jego tłusta formuła chroni twarz przed mrozem. Po aplikacji kosmetyku, sięgam po skrobię ziemniaczaną. Omiatam nią twarz. Skrobia posiada wysoką pojemność sorpcyjną, toteż powinna wiązać wydzielany łój. Makijaż utrwalam pudrem Jadwigi.


Po powrocie do domu oczyszczam twarz, po czym nakładam krem nawilżający. Wieczorami korzystam z dobrodziejstw peelingu enzymatycznego. Ten kosmetyk rozprawia się z suchymi skórkami, jednakże jest na tyle delikatny, iż nie podrażnia naczynek. Raz w tygodniu decyduję się na maseczkę. Wcześniej sięgałam po glinkę, ale ostatnio trafiłam w Rossmannie na błoto z Morza Martwego, które służy mojej skórze.

Rano i wieczorem przemywam twarz srebrem koloidalnym Alter Medica. Ten preparat zapobiega powstawaniu pryszczy, którym towarzyszy stan zapalny. Ponadto wykazuje właściwości matujące. Następnie sięgam po tonik Pat&Rub, ponieważ srebro koloidalne nie do końca sprawdza się w tej roli.



Na noc aplikuję na twarz ekoampułkę Pat&Rub do cery suchej i wrażliwej (nr 1). Po czym aplikuję treściwy krem.

Nieco zmodyfikowałam również swoją dietę. Codziennie spożywam garść ziaren słonecznika. Wybieram te łuskane, ponieważ nie brudzą paznokci. Słonecznik stanowi bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, które wpływają korzystnie na cerę. Mój organizm buntuje się przeciwko piciu olejów. Jeśli nawet uda mi się przełknąć zalecaną dzienną dawkę tego produktu, to kończy się to wizytą w toalecie. Słonecznik jest smaczny, zdrowy i nie powoduje dolegliwości ze strony układu pokarmowego, dlatego regularnie będę korzystała z jego dobrodziejstw.

Po egzaminie udałam się z przyjaciółką do pobliskiej galerii handlowej. Podczas buszowania w delikatesach natknęłyśmy się na fińską owsiankę błyskawiczną. Postanowiłyśmy powrócić do czasów dzieciństwa. Owsianka okazała się strzałem w dziesiątkę. Jest tak smaczna, iż nie wymaga dodatku cukru. Owsianka stanowi bogate źródło mikro- i makrolementów. Wpływa korzystnie na kondycję włosów, skóry i paznokci, a co najważniejsze spełnia oczekiwania moich kubków smakowych;)


PS Jak dbacie o skórę? Czy panujące mrozy skłoniły Was do wprowadzenia modyfikacji w pielęgnacji twarzy?

karminowe.usta

Podsumowanie grudniowego planu walki o piękną cerę, Parę słów nt. sezonu grzewczego


Dzisiaj chciałabym dokonać krótkiego podsumowania grudniowej walki o piękną cerę. Nie zamierzam złożyć broni. Chciałabym tylko przedstawić punkty, które udało mi się zrealizować i powiedzieć parę słów nt. uzyskanych efektów.

Srebro koloidalne
W grudniu obiecałam, że będę regularnie sięgać po srebro koloidalne Alter Medica. Ta czynność stała się swoistym rytuałem. Kosmetyk stosowałam regularnie. Początkowo pełnił rolę toniku i usuwał ze skóry drobne zanieczyszczenia. Z czasem gruczoły łojowe zaczęły pracować mniej intensywnie. Moja skóra wciąż się przetłuszczała, ale następowało to po kilku godzinach, a nie po kilkudziesięciu minutach. Uznałam to za dobrą wróżbę. W grudniu od czasu do czasu pojawiały się zaskórniki, ale moja twarz była wolna od pryszczy o charakterze zapalnym. Zamierzam kontynuować kurację z użyciem srebra koloidalnego. Niestety, moja półlitrowa butelka powoli dobija dna. Jutro będę musiała rozejrzeć się za nią na mieście...

Olej z wiesiołka
W minionym miesiącu planowałam przyjmować olej z wiesiołka. Niestety, takie specyfiki nie są tolerowane przez mój przewód pokarmowy. Nie mogę sobie pozwolić na spędzanie całego dnia w toalecie. Zrezygnowałam z tego punktu programu.

Treściwe kremy
Zabezpieczanie twarzy przed niekorzystnymi czynnikami zewnętrznymi okazało się łatwiejszym zadaniem, niż przypuszczałam. Wbrew obawom treściwy krem nie wywołał u mnie wysypu nowych nieprzyjaciół.

Woda
Starałam się zwiększyć spożycie wody. Obecnie w ciągu dnia piję 1-2 szklanki wody. Do półtora litra dobijam wówczas, gdy przygotuję świeży sok z grejpfrutów lub sięgam po mleko. Nadal nie przekonałam się do zup. W grudniu dwukrotnie dałam im szansę. Jednak wolę drugie danie. Ostatnio pochłaniam mandarynki w ogromnych ilościach, ale obawiam się, że zawarty w nich cukier może przynosić efekt odwrotny do zamierzonego i zwiększyć wydalanie wody z organizmu. Aczkolwiek dermokonsultantka zachęcała mnie do spożycia owoców, warzyw i zup. Do tych ostatnich chyba nigdy się nie przekonam...

Hydrolat
Nie stosowałam, bo w ferworze przedświątecznych przygotowań zapomniałam o kupnie wody kwiatowej.

Glinki
Sięgałam po nie raz w tygodniu, opierając się na zaleceniach producenta. Nie chciałam ich nadużywać, ponieważ moja skóra ostatnio cierpi z powodu przesuszenia.

Jadwiga puder antybakteryjny
Muszę przesypać produkt do jakiegoś innego opakowania, ponieważ oryginalne tak bardzo mnie irytuje, że po puder sięgam okazjonalnie...

Korektor mineralny
Początkowo nakładałam go na niedoskonałości, ale te dzięki srebru koloidalnemu przestały gościć na mojej twarzy. W związku z tym swój makijaż twarzy ograniczyłam do podkładu mineralnego EDM i różu mineralnego Rhea.

Przerwa świąteczno-noworoczna okazała się dobrym czasem dla mojej skóry. W tym czasie praca gruczołów łojowych zaczęła się stabilizować. Niestety, powrót na uczelnię szybko odbił się negatywnie na kondycji mojej skóry. W domu staram się zachować umiar, korzystając z ogrzewania. W niektórych salach na uczelni panują tropikalne warunki. Suche, gorące powietrze wysusza moją skórę, przez co przyjmuje ona postać papieru ściernego. Czuję nieprzyjemne ściągnięcie, a skóra na policzkach i nosie zaczyna odchodzić płatami. Co ciekawe, nie tylko skóra twarzy i szyi ucierpiała w związku z nadmiernym ogrzewaniem. Moje dłonie znowu stały się nieprzyjemne, szorstkie... Po paru godzinach spędzonych na uczelni odczuwam również suchość spojówek i gardła. Jutro wybieram się do Sephory. Zamierzam przyjrzeć się zachwalanym kosmetykom Pat&Rub. Potrzebuję jakiegoś dobrego serum nawilżającego, a ekoampułki zbierają bardzo dobre recenzje.

PS Jak radzicie sobie z suchym powietrzem w pracy/na uczelni? Ja jeszcze nigdy w sezonie grzewczym nie miałam tak suchej skóry. Obecnie przypomina ona papier ścierny...

karminowe.usta

Postanowienia noworoczne. Życzenia


ROK 2012-PODSUMOWANIE

Trudności
2012 nie był dla mnie łatwym rokiem. W lutym i marcu towarzyszył mi ogromny stres. Na szczęście problem udało się pokonać. Niestety, zmartwienia dały się mocno we znaki, o czym przypominają pierwsze siwe włosy.

Zmiany i czas na pasje
Wiosna obfitowała w liczne zmiany. W moim życiu zaczęły pojawiać się dobre rzeczy. Jednocześnie zauważyłam, jak wiele pozytywnej energii dostarcza mi prowadzenie bloga. W marcu sprawiłam sobie prezent. Opanowanie lustrzanki nie jest łatwą sprawą, wciąż pracuję nad poprawą jakości zdjęć, ale widzę niewielki progres, co motywuje mnie do dalszej nauki. Fotografia towarzyszy mi od kilku dobrych lat i wciąż stanowi źródło ogromnej satysfakcji.

Nabranie dystansu
Trudne doświadczenia sprawiły, że nabrałam dystansu. Przestałam zamartwiać się błahostkami. Umiem znaleźć czas dla siebie, bliskich, własnych pasji.

Włosomaniactwo
Zaczęłam dbać o swoje włosy, które szybko odwdzięczyły mi się za intensywną pielęgnację. Wcześniej nie wyobrażałam sobie, że mogłabym nałożyć na głowę olej. Obecnie eksperymentuję z artykułami spożywczymi, świetnie się przy tym bawiąc.

Walka o piękną cerę
Jednocześnie rozpoczęłam walkę o polepszenie kondycji mojej cery. Regularnie stosuję maseczki oparte na glince. Uważam na to, co jem. Niestety, w moim przypadku każdy napad łakomstwa znajduje odzwierciedlenie w postaci wysypu pryszczy na czole. Przerzuciłam się na kosmetyki mineralne, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Wreszcie podkład nie tworzy maski na mojej twarzy, nie muszę obawiać się zapychania. Pod koniec roku odkryłam jeszcze jeden ciekawy kosmetyk, ale póki nie zakończę dogłębnych testów, nie chciałabym o nim wspominać.

Ograniczenie liczby nabytych bubli
Zaczęłam zwracać uwagę na skład kosmetyków, przed ich zakupem zapoznaję się również z opiniami w internecie. Dzięki temu liczba nabytych bubli uległa znacznemu zmniejszeniu.

Konturowanie twarzy
W 2012 roku zaprzyjaźniłam się z różem, bronzerem i rozświetlaczem. Konturowanie twarzy okazało się o wiele łatwiejsze, niż przypuszczałam. Nie wiem, jak wcześniej mogłam żyć bez różu. Ten kosmetyk nadaje twarzy świeżości.

Powrót do maskary
Po długiej przerwie powróciłam do tuszowania rzęs. Większość maskar obciążała moje rzęsy, co kończyło się ich wzmożonym wypadaniem. Na to nie mogłam sobie pozwolić. Na szczęście maskara Alverde okazała się na tyle lekka, że mogę sięgać po nią bez obaw, że moje rzęsy ulegną znacznemu przerzedzeniu.

Odkrycie roku-eyeliner w żelu
Mistrzynią kreski nigdy nie zostanę, ale dostrzegam ogromny postęp, odkąd posługuję się eyelinerem w żelu. Kreski nie są perfekcyjne, ale wyglądają o niebo lepiej od tych wykonanych płynnym eyelinerem.

ROK 2013- POSTANOWIENIA

Rozcieranie cieni
W nadchodzącym roku chciałabym nauczyć się dobrze rozcierać cienie. Moja opadająca powieka wciąż stanowi dla mnie nie lada wyzwanie i nadawanie jej właściwego kształtu udaje się sporadycznie. Podobno ćwiczenia czynią mistrza. Zobaczymy, co z tego wyjdzie;)

Perfekcyjna kreska
Pragnę popracować nad kreską, ponieważ daleko jej do ideału. Nie mam zdolności manualnych, ale podobno wszystkiego można się nauczyć. Mam nadzieję, że ta złota zasada obejmuje również kreski;)

Obsługa GIMPa
Chciałabym opanować obsługę GIMPa. Na razie możliwości tego programu pozostają dla mnie wiedzą tajemną. Przydałby mi się jakiś przewodnik, w którym w prosty sposób opisano by jego obsługę.

Języki obce
Języki obce w obecnych czasach odgrywają niezwykle istotną rolę. Warto poszerzać swoje umiejętności. W 2013 roku chciałabym popracować nad znajomością języków obcych.

Obrona magisterki
W czerwcu chciałabym obronić magisterkę. Zanim to jednak nastąpi, planuję skupić się na poszukiwaniu pracy. Nie powinno się tego odstawiać na ostatnią chwilę. Pozostaje mieć nadzieję, że plan będzie sprzyjał moim zamierzeniom. Mamy bardzo zdolną planistkę, która z trzech przedmiotów potrafi zrobić 5 dni zajęć i to w tak dziwacznych godzinach, że nie sposób iść do pracy na którąkolwiek z dwóch zmian.

Walka o piękną cerę i zdrowe włosy-kontynuacja
Przewiduję również kontynuację walki o piękną cerę i zdrowe włosy. Choć ich kondycja uległa poprawie, wciąż pozostaje wiele do zrobienia...

Zużywanie kosmetyków
Planuję zmniejszyć swoje zapasy. Gdyby dziś zabroniono mi wychodzić z domu, to przez rok czasu mogłabym pielęgnować swoje ciało.



Życzę Wam, aby nadchodzący rok okazał się czasem realizacji postawionych celów i był wolny od trosk. Niech sylwestrowa noc upłynie Wam w miłej atmosferze, niezależnie od tego, czy spędzicie ją na balu, domówce czy pod kocem z dobrą książką:)

karminowe.usta

Zimowy plan walki o zdrową cerę


Warunki atmosferyczne wymusiły na mnie zmianę pielęgnacji. Obecnie moim największym problemem jest przetłuszczanie cery, któremu towarzyszą suche skórki. Sezon grzewczy i panujący mróz niewątpliwie sprzyjają transepidermalnej utracie wody. Moja cera stała się sucha, o czym niewątpliwie świadczy wysyp suchych skórek. Organizm broni się przed utratą wody, zmuszając gruczoły łojowe do wytężonej pracy. Na mojej twarzy od czasu do czasu pojawiają się drobne niedoskonałości. Podejrzewam, że mogłabym się z nimi uporać, gdybym zadbała o właściwe nawilżenie. Wówczas produkcja łoju uległaby zmniejszeniu. Niestety, obecna pora roku stanowi utrapienie dla właścicielek cery naczynkowej. Coraz częściej przypominam uczestniczkę całonocnej imprezy suto zakrapianej alkoholem. Mam problem z ukrywaniem zaczerwienień, ponieważ są one na tyle intensywne, że zwykły krem tonujący nie radzi sobie z ich tuszowaniem. To wszystko skłoniło mnie do opracowania nowego planu walki o zdrową cerę. W związku z tym, iż najlepsze rezultaty osiągam wtedy, gdy tego typu przedsięwzięcia ogłaszam na blogu, postanowiłam podzielić się z Wami swoimi przemyśleniami.

Krem nawilżający
Zima to niewątpliwie okres, w którym należy dobrze zabezpieczać skórę przed działaniem niekorzystnych czynników zewnętrznych. Dobrze dobrany krem potrafi zdziałać cuda. Nawilżona cera zazwyczaj nie błyszczy się tak intensywnie jak przesuszona, ponieważ organizm nie musi wytwarzać własnej warstwy ochronnej w postaci łoju. Na chwilę obecną korzystam z kremu Eco Cosmetics, który podobnie jak jego brat zawierający filtr przeciwsłoneczny, jest dość treściwy. Moja skóra obecnie jest tak bardzo przesuszona, że ten tłustawy preparat stosunkowo szybko się wchłania. Na razie nie odnotowałam masowego wysypu nieprzyjaciół, chociaż drobne niespodzianki pojawiają się od czasu do czasu.

Woda
Podczas spotkania z dermokonsultantką, które miało miejsce w ramach spotkania opolskich blogerek kosmetycznych, dowiedziałam się, że moja skóra zawiera niewiele ponad 30% wody. Powinnam pić więcej wody. Niestety, mam z tym ogromny problem. W moim przypadku wypicie 2 szklanek wody w ciągu dnia należy uznać za spore osiągnięcie. Choć wiem, że powinnam przyjmować więcej płynów, to nie potrafię się do tego zmusić. Podejrzewam, że nie uda mi się zwiększyć spożycia czystej wody, ale mogę konsumować owoce stanowiące bogate źródło tego życiodajnego składnika. To rozwiązanie zostało mi zasugerowane przez dermokonsultantkę i mogę wcielić je w życie.

Olej z wiesiołka
Ostatnio na kilku blogach spotkałam się z pozytywnymi opiniami nt. oleju z wiesiołka. Stanowi on bogate źródło nienasyconych kwasów tłuszczowych, których niedobór sprzyja powstawaniu niedoskonałości. Ponadto olej z wiesiołka reguluje cykl menstruacyjny i łagodzi objawy PMS. Mam nadzieję, że również odnotuję pozytywny wpływ oleju na swój organizm. Nie wiem, czy będę potrafiła go pić. Jeśli okaże się to dla mnie niewykonalne, to będę dodawała olej do sałatek.

Hydrolat
Zauważyłam, że właściwie dobrana woda kwiatowa potrafi zdziałać wiele dobrego. Hydrolat z kocanki zmniejszył widoczność moich naczynek. Z kolei wersja z lawendą ograniczyła powstawanie niespodzianek i przyśpieszała ich gojenie. Ponadto hydrolaty ograniczają u mnie wydzielanie łoju. Gdy zrezygnowałam z hydrolatów, kondycja mojej cery uległa pogorszeniu.

Roztwór srebra koloidalnego
Srebro posiada właściwości antybakteryjne i antywirusowe. Tym samym zwalcza Propionibacterium acnes, mikroorganizmy, które odpowiadają za rozwój trądziku. Według zapewnień producenta preparat, którym dysponuję, reguluje pracę gruczołów łojowych i zmniejsza widoczność porów. Podobno srebro koloidalne sprawdza się również w pielęgnacji cery naczynkowej. Postanowiłam zweryfikować jego działanie. Na razie mogę powiedzieć tylko tyle, że używam go od tygodnia i dzięki niemu moja cera dłużej pozostaje matowa.

Glinki
Mojej cerze służą tego typu maseczki. Regulują pracę gruczołów łojowych i przyśpieszają gojenie niedoskonałości. Ponadto maseczki z glinki sprawia, że moja cera wygląda zdrowo i świeżo. Jest również delikatnie rozjaśniona. Z tego typu maseczek korzystam raz w tygodniu.

Jadwiga puder antybakteryjny
Produkt ten bazuje na składnikach wykazujących właściwości przeciwbakteryjne, w związku z tym liczę na to, iż pomoże mi on w walce z niedoskonałościami.

Korektor mineralny
Ostatnio zrezygnowałam z tradycyjnych korektorów przeznaczonych do tuszowania niedoskonałości, ponieważ wiele z nich zawiera parafinę, która zaognia problem. Poza tym dobranie właściwego odcienia korektora stanowi nie lada wyczyn. Minerały nie wykazują właściwości komedogennych. Ponadto charakteryzują się bogactwem odcieni. Mój korektor mineralny bazuje tlenku cynku. Składnik ten przyśpiesza gojenie niedoskonałości i wykazuje właściwości przeciwbakteryjne.

PS A Wy w jaki sposób radzicie sobie z naczynkami i nadmierną produkcją łoju?

karminowe.usta

Parę słów o malowaniu w nietypowym ujęciu


Lubię malować usta, oczy i paznokcie, ale czasami mam ochotę sięgnąć po większy pędzel i inny typ farb. Odkąd 2 lata temu wyremontowałam swój pokój, teraz nikt inny nie ma prawa go tknąć;) Machanie dużym pędzlem przypadło mi do gustu;) Po tego typu czynnościach dopada mnie zmęczenie fizyczne, ale jednocześnie czuję się zrelaksowana.

Dzisiaj postanowiłam rozpocząć swoją przygodę z farbą olejną;) W związku z tym, iż drzwi od mojego pokoju od pewnego czasu wymagały odnowienia, postanowiłam skorzystać z cieplejszego, wolnego dnia i przystąpić do dzieła;) Farba olejna charakteryzuje się drażniącym zapachem, dlatego wietrzenie mieszkania staje się koniecznością. Wolałam pomalować drzwi dzisiaj niż w grudniu, gdy temperatura spadnie poniżej zera.

Gdy oświadczyłam swojemu facetowi, że zamierzać odnowić drzwi do swojego pokoju, luby usiłował mnie zniechęcić. Nawet zaoferował swoją pomoc, tzn., że zaproponował, iż sam pomaluje wrota do mojego królestwa;) Stwierdził, że powinnam pójść na zakupy i zostawić mu pędzel. Jestem strasznym uparciuchem i oczywiście nie mogłam się zgodzić na takie rozwiązanie;) W takich sytuacjach dają o sobie znać moje ambicje. Od dziecka chciałam być samodzielna. Jako kilkulatka walczyłam z moją mamą o grzebień. Wykonanym przeze mnie warkoczom daleko było do ideału. Moje pierwsze samodzielne farbowanie włosów skończyło się na tym, że część pasm pokryłam wiśniową farbą, na pozostałych prześwitywał mój naturalny kolor. Aczkolwiek wychodzę z założenia, że dopóki sama czegoś nie spróbuję, to nigdy się nie nauczę. Pierwsze kroki są zwykle nieudane, ale od czegoś trzeba zacząć.

Bardzo lubię remontować swój pokój, ponieważ to ja decyduję o szczegółach. Podejrzewam, że moim rodzicom czy TŻtowi raczej nie przyszłoby na myśl, żeby część ramy pokryć odcieniem lawendy. Mam specyficzny gust, dlatego lubię mieć wpływ na końcowy efekt.

Wychodzę z założenia, że najpierw należy zrealizować dany cel, a potem można się zająć przyjemnościami. Gdy zaczynam malować drzwi, to robię to do samego końca. Gdy doprowadzam daną sprawę do końca, to wolny czas poświęcam przyjemnościom;) Tę zasadę wcieliłam w życie również dziś, dzięki czemu po upływie 1,5 h mogłam udać się na zakupy;) W międzyczasie mieszkanie wietrzyło się. Wprawdzie wciąż wyczuwam nieprzyjemną woń farby olejnej, ale straciła ona na intensywności.

Przed przystąpieniem do malowania przygotowałam się taktycznie. Zakupiłam stosowne rękawice, rozpuszczalnik i maskę ochronną na twarz. Maska nie ustrzeże mnie przed oparami rozpuszczalników, ale ogranicza ich wnikanie do organizmu. Z rozpuszczalnika na szczęście nie musiałam korzystać. Podczas malowania drzwi i futryny farba ani razu nie przemieściła się na podłogę czy ścianę. Dzięki rękawiczkom wciąż mogę się cieszyć długimi, czystymi paznokciami. Podczas stosowania farb warto o ich pamiętać, ponieważ chronią naszą skórę przed podrażnieniami. Szkodliwe substancje nie przenikają wówczas przez naszą skórę.

Dzisiaj po raz pierwszy korzystałam z wałka;) Dotychczas miałam do czynienia wyłącznie z pędzlami. Na początku musiałam przyzwyczaić się do wałka, potem jego używanie tak bardzo mi się spodobało, że chciałam się zabrać za malowanie kolejnych drzwi;) Ograniczyłam się do jednych, ponieważ miałam jeszcze parę spraw do załatwienia. W związku z tym, że po farbę sięgałam z umiarem, w tygodniu będę mogła pomalować kaloryfery i inne drzwi.

Musiałam się pochwalić swoim zamiłowaniem do malowania ścian i drzwi;) Gdy korzystam z pędzla, relaksuję się.

PS A Wy lubicie malować mieszkanie? A może w Waszych domach za tę czynność odpowiadają mężczyźni?:)

Gdy zakończyłam malowanie drzwi, udałam się do Rossmanna po płyn micelarny i żel pod prysznic. Przy okazji zapytałam jedną z pracownic o to, czy w listopadzie pojawią się olejki Alterry. Dowiedziałam się, że te produkty raczej nie wrócą, ponieważ nie mają już swojego miejsca na półce. Mam nadzieję, że ta pani jest niezorientowana i nic nie wie nt. zmiany opakowania olejków. Dzisiaj albo jutro napiszę maila do Rossmanna. Dział obsługi klienta dysponuje dokładniejszymi informacjami nt. przewidywanych zmian asortymentu. Cały czas łudzę się, że brak półki dla olejków wiąże się z tym, iż Rossmann chce jak najlepiej wykorzystać wolną przestrzeń.

karminowe.usta

Podsumowanie planu walki o piękną cerę


Przed miesiącem opisywałam Wam swój plan walki o piękną cerę. Myślę, że nadeszła pora na podsumowanie. Dzisiaj chciałabym Wam przedstawić, które postanowienia udało mi się wcielić w życie i z jakim rezultatem.

REALIZACJA POSTANOWIEŃ

Postanowienie nr 1: Codzienna konsumpcja sałatek polanych łyżeczką oleju lnianego
Początkowo regularnie przyrządzałam sałatki i dodawałam do nich odrobinę oleju. Niestety, w pewnym momencie zabrakło mi na to czasu i zdecydowałam się na prostsze rozwiązanie. Codziennie wieczorem piłam siemię lniane. Ze względu na jego specyficzny smak, początkowo trudno było mi się przełamać. Mimo to przez kilkanaście dni piłam siemię, wyobrażając sobie swoją cerę w lepszym stanie.

Postanowienie nr 2: Okłady z naparu lawendy
Skończyło się na używaniu hydrolatu lawendowego. Niestety, ten po tygodniu mi się skończył, a w kolejnych dniach nie uzupełniłam swoich zapasów. Od paru tygodni próbuję złożyć zamówienie na ZSK, ale ciągle o tym zapominam i w rezultacie wszystko odwleka się w czasie.

Postanowienie nr 3: Maseczka z glinki
Rozpiera mnie duma. Udało mi się systematycznie sięgać po tę maseczkę. W październiku korzystałam zarówno z zielonej glinki, jak i białej. Moja skóra lubi takie zabiegi;) Przekonałam się, że maseczkę można nakładać regularnie, trzeba tylko właściwie zarządzać czasem. Ja glinkę aplikowałam na twarz przed serialem, który regularnie oglądam. W związku z tym, iż trwa on zaledwie 20 minut, po jego zakończeniu zmywałam maseczkę i cieszyłam się piękną skórą.

Postanowienie nr 4: Picie naparów z jasnoty białej
Codziennie piłam napary z tej rośliny. Właściwości smakowo-zapachowe jasnoty białej zdecydowanie przypadły mi do gustu. Wieczorne sporządzanie naparu weszło mi w krew. W związku z tym, iż ostatnio zrobiło się chłodniej, to taki napój doskonale mnie rozgrzewał.

Postanowienie nr 5: Mineralny makijaż twarzy
Przez miesiąc do wykonania makijażu twarzy wykorzystywałam kosmetyki mineralne. Tego produkty Był to niewątpliwie najprzyjemniejszy punkt programu. W końcu miałam do czynienia z podkładem, które świetnie korespondował z moją jasną, chłodną karnacją. Przekonałam się nawet do różu mineralnego, którego odcień początkowo mnie zniechęcił. Zauważyłam, że jego umiejętna aplikacja, potrafi zdziałać cuda. Ceglaste podtony stają się praktycznie niewidoczne. Korektor mineralny to mój najlepszy przyjaciel. Świetnie tuszuje niedoskonałości i jednocześnie działa na nie leczniczo. Od dwóch miesięcy używam rozświetlacza mineralnego wypuszczonego na rynek przez La Rosę. Jestem nim zauroczona.

OSIĄGNIĘTE REZULTATY


Jasnota biała jest spokrewniona z pokrzywą zwyczajną. W związku z tym wysyp podskórnych grudek przypisuję właściwościom detoksykacyjnym jasnoty białej. Po dwóch tygodniach picia jasnoty faktura mojej skóry skutecznie psuła mi humor. Przypominałam muchomora. Nierówności pojawiły się dosłownie wszędzie. Nawet na moich policzkach, na których zazwyczaj goszczą tylko zaskórniki. Najwięcej nieprzyjaciół pojawiło się na czole. Początkowo uważałam, że to one są moim najtrudniejszym przeciwnikiem. Niestety, okazało się, że grudki nie potrafią się rozstać z moim nosem. Chcąc się rozprawić z niedoskonałościami, codziennie maskowałam je korektorem mineralnym z Lily Lolo, który zawiera tlenek cynku o właściwościach przeciwbakteryjnych. Ten produkt rzeczywiście skutecznie wysuszył część nieprzyjaciół. Niestety, nie ze wszystkimi poradził sobie równie dobrze.

Regularne stosowanie maseczek z glinki przyczyniło się do ograniczenia wydzielania łoju. W ciągu dnia moja twarz zazwyczaj zaczynała się błyszczeć po kilku godzinach od nałożenia makijażu. Za sprawą podkładu mineralnego na moim licu dłużej gości mat.

Niestety, nie doczekałam się zmniejszenia widoczności porów. Moje kratery wciąż straszą otoczenie. Jednakże nie zamierzam się poddawać. Głęboko wierzę, że jeśli nadal będę regularnie sięgała po maseczki z glinki, to w końcu uda mi się zmniejszyć widoczność porów. Za ich sprawą moja twarz zawsze wygląda fatalnie. Większość kosmetyków podkreśla moje pory.

Nie wiem, czy efekt zastosowanej kuracji, ale mam problem z oczyszczeniem twarzy z zaskórników. Na dodatek ciągle pojawiają się nowe. W minionym miesiącu postanowiłam powrócić do kwasu glikolowego, ale okazał się on bezużyteczny. Moja skóra się do niego przyzwyczaiła... Teraz musiałabym sięgnąć po mocniejszą artylerię. Tylko nie wiem, czy chcę na nią uodparniać moją kapryśną cerę... Z drugiej strony czuję się bezradna wobec tych regularnych wykwitów zaskórników. Peeling enzymatyczny świetnie sprawdza się w przypadku oczyszczania porów zlokalizowanych na nosie, ale nie radzi sobie już z tymi obecnymi na policzkach. W ich przypadku muszę korzystać z innych metod.

Obecnie na mojej twarzy nie brakuje też przebarwień i zaczerwienień. Te ostatnie to zasługa sezonu grzewczego, który rozpoczął się kilkanaście dni temu. Mam cerę naczynkową. Podejrzewam, że w grudniu będę musiała zająć się maskowaniem popękanych naczynek. Obecne zaczerwienienia stanowią dopiero  trailer horroru, którego premiera przewidziana jest na środek zimy.

Reasumując: Decydując się na picie naparów z jasnoty białej, brałam pod uwagę uboczne efekty detoksykacji. Nie jest łatwo wychodzić z domu, gdy na twarzy goszczą podskórne grudki, ale kiedyś i tak dałyby o sobie znać. Mam nadzieję, że dalsze stosowanie kuracji poprawi kondycję mojej cery. Uważam, że na satysfakcjonujące rezultaty trzeba poczekać kilka miesięcy.

PS Jak radzicie sobie z zaskórnikami? Znacie jakieś sprawdzone metody?

karminowe.usta

Muszę się pochwalić i zmobilizować do dalszego działania...

Bardzo rzadko pozwalam sobie na poruszanie tak prywatnych spraw, ale dzisiaj po prostu muszę;) Z jednej strony chcę się pochwalić swoimi osiągnięciami, z drugiej zmobilizować do dalszej pracy. Nie od dziś wiadomo,  że jesteśmy najbardziej konsekwentne, jeśli obiecamy coś na blogu;)

Wczoraj łzy lały się strumieniami, bo czułam, że jestem zbyt głupia na napisanie pracy magisterskiej. Próbowałam jakoś połączyć ze sobą rozrzucone dane, ale nic z tego nie wychodziło. Byłam przekonana, że przy moim wrodzonym antytalencie do posługiwania się słowem pisanym, moja praca magisterska po prostu nie powstanie. Stety albo niestety, wdałam się w mamę. Do nas przemawiają wyłącznie liczby, wykresy i wzory. Bardzo często patrzę na wykres, wyciągam wnioski, potrafię je zastosować w życiu, ale nie potrafię ubrać w słowa, żeby przekazać innym, co mam na myśli.  Tak samo mam z angielskim. Rozumiem komunikaty, ale nie jestem w stanie ich komuś przetłumaczyć. Czasami odnoszę wrażenie, iż nawet najprostszy komunikat dociera do mojej głowy w postaci kodu zero-jedynkowego;)

Możecie wierzyć lub nie, ale jako dziecko miałam ogromny problem z pisaniem wypracowań. Moi rodzice musieli ze mną siedzieć,  żebym napisała rozprawkę dłuższą niż 5 zdań. Starali się ciągnąć mnie za język i dzięki temu mogę zamieszczać treść notek, nie ograniczam się tylko do zdjęć i lakonicznych tytułów;)

Poza tym pisanie dłuższych tekstów jest dla mnie drogą przez mękę. Nie potrafię usiedzieć na miejscu. Cały czas zachowuję się, jakbym miała owsiki. Poza tym czuję, że marnuję czas. Zawsze wolałam egzaminy od referatów pisanych na zaliczenie.  Do egzaminu przysiadam 2 dni wcześniej. Referat płodzę codziennie przez miesiąc, a na koniec i tak nie jestem z niego zadowolona.

Dzisiaj udało mi się przełamać kryzys. Spłodziłam część teoretyczną:P Całe 19 stron;) Jutro zamierzam przysiąść nad opracowaniem wyników. Wykresy są mi bliższe od tworzenia długich tekstów, ale pewnie polegnę przy podpisywaniu wykresów. To mój odwieczny problem. Znając życie, zapomnę o jakiejś bardzo ważnej opcji w Excelu typu symbol mikro i będę jej szukała przez cały dzień. Ale nie zamierzam się tak łatwo poddawać;) Sztukę odświeżania spisu treści też opanuję;) Ilekroć mam zrobić automatyczny spis, to ogarnia mnie skleroza. Jak wreszcie go zrobię, to muszę coś poprawić, potem wypadałoby go jakoś odświeżyć. Swoją drogą niezła ze mnie agentka, skoro zrobiony przeze mnie spis nie chce się sam zaktualizować;P Im szybciej napiszę tę pracę, tym szybciej powróci spokojny sen i będę miała więcej dla przyjaciół i blogerek;) Gdy tylko uwolnię się od brzemienia magisterki, zamierzam przysiąść porządnie nad aparatem i nauczyć się robić dobre zdjęcia. Chciałabym też opanować GIMPa i poćwiczyć makijaż;D Perspektywy są całkiem zachęcające;) Teraz muszę znaleźć w sobie siły i wziąć się do pracy:)

karminowe.usta

Co się zmieniło w moim życiu od założenia bloga


Od ponad roku prowadzę bloga. W tym czasie zaszło parę zmian w moim życiu. Rozwijanie własnych zainteresowań sprawia, że codzienność nabiera kolorów;) Przed egzaminami i kolokwiami przeglądam blogi, w ten sposób rozładowuję napięcie;) Jeśli chcecie dowiedzieć się, co jeszcze zmieniło się w moim życiu, odkąd mam własnej miejsce w sieci, to zapraszam do przeczytania niniejszej notki;)

Włosomania
Przed założeniem bloga nie przywiązywałam większej wagi do kosmetyków przeznaczonych do pielęgnacji włosów. Latami katowałam swoją skórę głowę szamponami z SLS i SLES. Te detergenty przesuszały ją na wiór, czego efektem był łupież. Dopiero zmiana pielęgnacji, pozwoliła mi dostrzec preferencje mojej skóry i włosów. Przed założeniem bloga nie słyszałam o olejowaniu, laminowaniu i kremowaniu włosów. Zanim skorzystałam z tej pierwszej metody, długo się zastanawiałam nad jej sensem. Obawiałam się, iż nie będę potrafiła usunąć oleju z powierzchni włosów. Oczyma wyobraźni widziałam swoją nową, smalcową fryzurę;) Gdy zobaczyłam, jakie efekty przynosi regularne olejowanie włosów, przepadłam. Teraz chętnie eksperymentuję i modyfikuję dotychczas stosowane metody pielęgnacji. Dysponuję też większym asortymentem kosmetyków do włosów;)



Dbałość o makijaż
Czasami nie mogę wyjść z podziwu, przyglądając się niektórym makijażom. Blogerki to prawdziwe artystki. Zdjęcia ich makijaży mogłyby zdobić ściany niejednego mieszkania. Niestety, mam dwie lewe ręce i nigdy nie osiągnę takiego zjawiskowego efektu. Aczkolwiek nie jest to równoznaczne z wywieszeniem przeze mnie białej flagi. Tak łatwo się nie poddaję;) W miarę możliwości staram się ćwiczyć. Widać już pierwsze postępy. Umiem nadać właściwy kształt oku, aczkolwiek rozcieranie cieni wciąż pozostawia wiele do życzenia. Jeśli coś mi nie wyjdzie, to nie stresuję się, tylko sięgam po płyn micelarny. Kiedyś w końcu się uda;)

Zwracanie uwagi na składy
Dawniej nie zwracałam uwagi na to, co aplikuję na twarz. Prowadząc bloga, stałam się świadomą konsumentką. Bacznie przyglądam się reakcji mojej skóry na poszczególne kosmetyki i jeśli widzę, że coś jej nie służy, to szukam winowajcy. W ten sposób odkryłam składniki, których powinnam unikać. Po produktach zawierających glicerynę, parafinę i triglicerydy mogę zacząć liczyć pryszcze. Z kolei SLS i SLES wysusza moją skórę na wiór. Parabeny i metylisotiazolinon wywołują u mnie alergię. Natomiast po produkty konserwowane fenoksyetanolem, kwasem sorbowym i benzoesanem sodu mogę sięgać bez obaw. Jeśli patrzę na ekskluzywny krem i widzę, że producent postanowił zaoszczędzić na składnikach, to na pewno nie wyląduje on w moim koszyku. Parafina i gliceryna są najtańszymi ingredientami. Nie zamierzam za nie przepłacać.


Zmiana pielęgnacji twarzy
Całkowicie zrezygnowałam ze stosowania kremów. Do tej decyzji dojrzewałam od dawna, dopiero efekty uzyskane przez Alinę, skłoniły mnie do wcielenia w życie tych rewolucyjnych zmian. Okazało się, że odrzucenie kremów służy mojej skórze. W końcu pozbyłam się kaszki z podbródka. Warto zaznaczyć, iż ta szpeciła moją twarz niezależnie od fazy cyklu menstruacyjnego. Unikam też drogeryjnych i aptecznych żeli do mycia twarzy. Te z kolei przesuszały moją skórę na wiór. Łagodne płyny micelarne, hydrolaty, woda termalna oraz maseczki bazujące na glince, torfie i błocie w pełni zaspokajają potrzeby mojej kapryśnej cery.


Naturalne metody pielęgnacji
Nie wiem, dlaczego tak długo nie potrafiłam się do nich przekonać. Naturalne maseczki, płukanki, wcierki, toniki ewidentnie mi służą. Chyba jestem urodzona pod szczęśliwą gwiazdą, bo jeszcze nic mnie nie uczuliło;) Owszem, czasami po takim domowym spa trzeba trochę posprzątać, ale nie jest to na tyle uciążliwe, aby zrezygnować z naturalnych metod pielęgnacji:)


Odważniejsze makijaże
Kiedyś nie wyszłabym z domu z mocno zarysowanymi oczami i ustami. Wszyscy dookoła powtarzali, że powinno się wybrać tę część twarzy, którą chcemy zaakcentować. Ta dewiza nie do końca mnie przekonywała, ale do eksperymentów zachęciły mnie odważne makijaże innych dziewczyn:)

Romans z zielenią i niebieskościami
Długo wzbraniałam się przed tymi kolorami. Uważałam, iż nie pasują one posiadaczkom brązowej tęczówki. Często narzekałam na swój kolor oczu. Nie ukrywam, że wolałabym odziedziczyć tęczówkę po tacie. Na szczęście okazało się, że nie jestem zdana tylko na brązy, beże i fiolety. Mogą poszaleć ze szmaragdową zielenią i chłodnymi, ciemniejszymi, niebieskimi cieniami. Te ostatnie wspaniale wydobywają brązową tęczówkę;)

Nowe marki
Przeglądając wpisy innych dziewczyn, natrafiłam na parę interesujących kosmetyków. Nie byłabym sobą, gdybym nie sprawdziła ich działania. W ten sposób poznałam Sylveco, Alverde, Eco Cosmetics, Laverę.

Rozświetlacz, róż, bronzer, minerały i eyeliner w roli głównej...
Długo nie potrafiłam się przekonać do stosowania tych kosmetyków. Gdy w końcu pokonałam swoje wewnętrzne opory, to przepadłam. Teraz nie wyobrażam sobie makijażu bez użycia tych kosmetyków. Róż, bronzer i rozświetlacz sprawiają, iż moja twarz nie jest płaska.


Artystyczne zaspokojenie
Uwielbiam robić zdjęcia, choć te nie zawsze odzwierciedlają mój zamysł. Fotografią interesuję się od 5 lat. Aczkolwiek specjalizowałam się głównie w pejzażach, architekturze i wydarzeniach sportowych. Makro nigdy nie było moją mocną stroną. Prowadzenie bloga stanowi dla mnie wyzwanie. Muszę doskonalić swoją technikę podczas wykonywania zdjęć makro.

Informatyka stosowana
Przekonałam się, iż obsługa bloggera nie jest wcale trudna. Do programów komputerowych podchodziłam zawsze jak pies do jeża. Wyjątek stanowiły narzędzia przeznaczone do graficznej obróbki zdjęć. Nie mam tu na myśli photoshopa. Wystarczy mi prostsze oprogramowanie;)

Satysfakcja
Dzięki prowadzeniu bloga jestem szczęśliwsza. W końcu mogę się z kimś podzielić swoimi kosmetycznymi doświadczeniami. Kumplom raczej o nich nie opowiem;) A z przyjaciółkami podzielającymi moją pasję czasami nie widzę się przez kilka dni. Odkąd mam swoje własne miejsce w sieci, mogę po prostu opisać swoje spostrzeżenia;)

Atmosfera blogosfery
Przeglądając notki poświęcone kosmetykom, poznałam wiele wspaniałych blogerek, które chętnie służą wsparciem w kryzysowych sytuacjach;) Nic tak nie poprawia humoru jak zabawne komentarze niektórych dziewczyn;)

Reasumując: Założenie bloga okazało się strzałem w dziesiątkę. Własne miejsce w sieci daje mi mnóstwo satysfakcji. Warto przy tej okazji podkreślić, iż blogi to niewyczerpana i często niedoceniana skarbnica wiedzy:) Oczywiście, poruszanie się w tym wirtualnym świecie wymaga od nas umiejętności oddzielania ziaren od plew. Obserwując dany blog, można ocenić wiarygodność jego autorki.

PS Jakie zmiany zaszły w Waszym życiu, odkąd założyłyście bloga?

karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...