Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baza pod cienie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą baza pod cienie. Pokaż wszystkie posty

Bell Full Cover Concealer 01 Lightening, czyli korektor tuszujący niedoskonałości

Ten korektor był dostępny swego czasu w Biedronce w ramach zimowej edycji limitowanej. Nie wiem, czy wciąż można go tam dorwać, bo dawno nie odwiedzałam tego dyskontu. Nie lubię Biedronek za to, jak jest w nich ciasno, produkty często zmieniają swoje położenie, a na dodatek ze względu na tanie piwo oraz wino odwiedzają je dość nieciekawe osoby.  Dlatego w czasach pandemii koronawirusa wolę omijać je szerokim łukiem. Nie czułabym się w nich bowiem zbyt bezpiecznie. Jak sprawdził się u mnie Bell Full Cover Concealer  01 Lightening, czyli korektor tuszujący niedoskonałości?
Bell Full Cover Concealer  01 Lightening

Sephora Tinted & Cooling Eye Primer 01 Shimmer Nude, czyli baza pod cienie

Na moich powiekach tylko nieliczne cienie utrzymują się bez bazy. Należą do nich wysokopółkowe paletki Anastasia Beverly Hills Modern Renaissance i Too Faced Just Peachy mattes.  Dobra baza pod cienie jest więc niezbędna, jeśli nie chcę, aby makijaż oczu znikł po kilku godzinach lub był słabo napigmentowany.  Jak sprawdził się Sephora Tinted & Cooling Eye Primer 01 Shimmer Nude?

Sephora Tinted & Cooling Eye Primer 01 Shimmer Nude

Baza pod cienie – czy jest konieczna?


Baza pod cienie to kosmetyk, bez którego swego czasu nie wyobrażałam sobie makijażu oczu. Nakładałam ją na całą powiekę ruchomą, po czym aplikowałam cienie w kamieniu. Baza pod cienie podbijała kolor i przedłużała trwałość makijażu. Czy jednak baza pod cienie jest konieczna?

Zoeva matująca baza pod cienie


Golden Rose baza pod cienie

Mam tłuste, opadające powieki, przez co makijaż oczu znika z nich w tempie błyskawicznym. Cienie ścierają się i spływają, przez co całość wygląda mało estetycznie. Dobra baza pod cienie potrafi zdziałać cuda. Podbija kolor kosmetyków kolorowych, jednocześnie przedłużając ich trwałość. Przetestowałam wiele primerów. Swoją przygodę rozpoczęłam od bazy pod cienie Virtual, która wbrew pozorom nie była wcale najsłabsza. Pokuszę się wręcz o stwierdzenie, że zasługuje na miejsce w top3 mojego rankingu. Wprawdzie jej formuła może budzić niezadowolenie, kosmetyk ma postać gumy, ale da się z nim współpracować. Moim numerem jeden do niedawna była matująca baza pod cienie Zoeva. To kosmetyk, który autentycznie przedłuża trwałość makijażu do 24 godzin. Niestety, kosmetyki Zoeva są w Polsce stosunkowo trudno dostępne. Znaleźć można je jedynie w internecie i to nie zawsze, ponieważ rozchodzą się na pniu. Golden Rose baza pod cienie ostatnio zdetronizowała primer Zoeva. Jak to możliwe?



Too Faced Shadow Insurance baza pod cienie

Moje tłuste, opadające powieki niechętnie współpracują z cieniami. Bez bazy makijaż oczu zaczyna znikać już po godzinie. Zazdroszczę dziewczynom, które nie muszą nic nakładać, aby cienie pozostały na swoim miejscu do końca dnia. Ja, niestety, nie mam tyle szczęścia i muszę wspomagać się bazami pod cienie. Ba, mało tego, większość z nich nie współpracuje z moimi powiekami i tak po kilku godzinach makijaż wygląda mało estetycznie. Jak spisała się Too Faced Shadow Insurance baza pod cienie?



Bubel wśród baz pod cienie


Dotychczas z kosmetyków Inglota byłam mniej lub bardziej zadowolona. Największe emocje budziły cienie do powiek, ponieważ poszczególne kolory znacznie różnią się jakością. O ile zieleniom nie mam nic do zarzucenia, o tyle niebieskości prezentują się dość mizernie. Jednak cień, do którego mamy zastrzeżenia, może sporo zyskać, jeśli trafimy na porządną bazę. Niestety, znalezienie takowej często wymaga sporo szczęścia. Trzeba zapoznać się z wieloma bublami, zanim trafimy na kosmetyk spełniający nasze oczekiwania. Bazę pod cienie z Inglota muszę zaliczyć do niewypałów 2012 roku. Jeśli chcecie się dowiedzieć, dlaczego ten kosmetyk nie przypadł mi do gustu, to zapraszam do lektury poniższej recenzji.

Podbijanie koloru
Produkt Inglota niezbyt dobrze radzi sobie z podbijaniem koloru cielaków. W przypadku niebieskości, zieleni, różu i brązu można dostrzec, iż cienie minimalnie zyskują na głębi. 

Zdjęcia zostały wykonane z wykorzystaniem żarówek imitujących światło dzienne. Podpis stanowi jedyną ingerencję graficzną. Nie chciałam rozjaśniać zdjęć, ponieważ zależało mi na wiernym odzwierciedleniu odcieni.

Trwałość
Nie wiem, czy to wina mojej powieki czy stosowanych cieni, ale baza nie przedłuża żywotności makijażu. Po 2-3 godzinach muszę sięgnąć po wacik i płyn do demakijażu, ponieważ zrolowane cienie nie prezentują się zbyt estetycznie. Mogę wybaczyć bazie mizerne podbijanie koloru, ale kiepska trwałość całkowicie dyskwalifikuje ją w moich oczach. Być może u osób, które nie borykają się z opadającą powieką, ten produkt przyniesie lepsze rezultaty.

Kolor
Odcień bazy określiłabym jako stosunkowo ciemny. Produkt posiada pomarańczowe tony, które nie przypadły mi do gustu. Przy aplikacji nudziaków muszę się sporo namachać, żeby przykryć ten niewyjściowy odcień bazy. Problem jest szczególnie dotkliwy wówczas, gdy dysponujemy cieniami o nie najlepszej pigmentacji. Matowe cielaki z Inglota raczej nią nie grzeszą.

Przepraszam za nieco poszarzałe tło. Zdjęcia zostały wykonane z wykorzystaniem żarówek imitujących światło dzienne. Podpis stanowi jedyną ingerencję graficzną. Nie chciałam rozjaśniać zdjęć, ponieważ zależało mi na wiernym odzwierciedleniu odcienia.

Konsystencja
Baza Inglota charakteryzuje się mazistą konsystencją.  W przypadku tego kosmetyku nie możemy liczyć na równomierną aplikację produktu. W zakamarkach powieki zbierają się nieestetyczne grudki, tymczasem w innych miejscach pojawiają się prześwity. Baza charakteryzuje się tłustą konsystencją, czasami mam wrażenie, że nakładam na powiekę pasztet sojowy. Podejrzewam, że tę właściwość należy łączyć z kiepską trwałością produktu. Nie lubię, gdy treściwa formuła kosmetyku przypomina o jego obecności. Niestety, w przypadku bazy Inglota mamy do czynienia z tym niepożądanym zjawiskiem.

Aplikacja
Produkt nabieram przy pomocy pędzla, ponieważ nie lubię wygrzebywać resztek kosmetyku spod paznokci. Początkowo myślałam, że grudki i prześwity wynikają z niewłaściwego sposobu aplikacji. W związku z tym postanowiłam się poświęcić i sprawdzić, czy nakładając bazę przy pomocy palca, można liczyć na równomierne rozłożenie produktu. Niestety, zmiana sposobu aplikacji nie przełożyła się na zniknięcie grudek i prześwitów. Tłustawa konsystencja bazy sprawia, że nakładając cienie, musimy korzystać z metody dociskowej. W przeciwnym razie już na starcie uzyskamy zrolowany makijaż. Baza nie sprzyja blendowaniu cieni. Przy rozcieraniu granic często pojawiają się prześwity i nieestetyczne smugi.

Zapach
Zazwyczaj trafiam na bazy, których woń przypomina sędziwe plakatówki. Gdy korzystam z produktu Inglota, odnoszę wrażenie, że trafiłam do Castoramy. Tam zapach tworzywa sztucznego łączy się z wonią drewna.

Opakowanie
Baza mieści się w czarnym, plastikowym słoiczku. Przemawia do mnie ten prosty, a zarazem elegancki design. Inglot, w przeciwieństwie do firmy La Rosa, wziął również pod uwagę kwestie praktyczne. Większa średnica słoiczka sprawia, że każdy użytkownik może nabrać produkt na palec.


Podrażnienie
Baza Inglota nie wywołała u mnie żadnych niepożądanych reakcji. Warto przy tym podkreślić, iż moje oczy należą do niezwykle wrażliwych.

Wydajność
Z omawianego produktu korzystałam regularnie przez 5 miesięcy. W tym czasie odnotowałam stosunkowo niewielki ubytek bazy.

Cena
Zakup bazy stanowi wydatek rzędu 37 zł.

Dostępność
Omawianą bazę można nabyć na wyspach i w salonach Inglota.

Skład
Hydrogenated vegetable oil-masło jojoba. Zimnotłoczony, nierafinowany, złoty olej z ziaren jojoba połączony z utwardzonym olejem roślinnym. Posiada zapach delikatnie orzechowy. Odpowiaa za nawilżenie i zdrowy wygląd skóry. Łatwo wchłania się w skórę, dzięki czemu nie daje uczucia tłustości. Charakteryzuje się wysoką stabilnością i odpornością na utlenianie. Zastosowany jako dodatek stabilizuje i przedłuża trwałość innych delikatnych olejów i maseł roślinnych. Zawiera znaczną ilość estrów woskowych, zasobnych zwłaszcza w kwas eikozanowy, zbliżonych swą budową do naturalnych wosków występujących w skórze, dlatego penetruje do głębszych warstw skóry. Charakteryzuje się wysoką zawartością witaminy E, dzięki czemu działa regeneracyjnie i antyoksydacyjnie.
Calcium aluminum borosilicate-pełni rolę wypełniacza.
Dimethicone-substancja pochodzenia chemicznego, pochodna silikonu. Pełni funkcję emolienta i substancji antystatycznej. Składnik ten jest stosowany jako emulgator lub koemulgator w mieszaninach olej-woda. Substancja nawilżająca, natłuszczająca i wygładzająca.
Hydrogenated polyisobutene-lekki emolient. Ułatwia rozprowadzanie kosmetyku. Wygładza i zmiękcza naskórek. Tworzy warstwę okluzyjną, która chroni przed utratą wody.
Titanium dioxide-dwutlenek tytanu. Barwnik, filtr przeciwsłoneczny, środek zmiękczający. Substancja pochodzenia mineralnego, produkowana z czarnej rudy tytanu. Jest to biały barwnik, występujący w formie proszku, który rozpuszcza się wyłącznie w olejach. W pastach do zębów występuje w charakterze barwnika. Jest również dodawany do pudrów, podkładów i szminek, w celu ich rozjaśnienia i zapewnienia ochrony przed szkodliwym promieniowaniem słonecznym. W formie drobno zmielonej znalazł zastosowanie jako filtr przeciwsłoneczny, dlatego jest dodawany do mleczek, kremów, lotionów, w których to chroni skórę przed poparzeniem i przedwczesnym starzeniem. Może być używany przez dzieci i osoby o skórze wrażliwej. Dodaje się go do przeźroczystych kosmetyków w celu uzyskania zmętnienia, które utrudnia przenikanie światła. W emulsjach pełni rolę zagęszczacza.
Talc-talk, czyli uwodniony krzemian magnezowy. W przyrodzie występuje w postaci minerału-steatytu. Zapewnia poślizg, dzięki czemu chroni skórę przed podrażnieniem. Posiada właściwości matujące. Talk absorbuje wilgoć. To dzięki niemu po aplikacji kosmetyku nie odczuwamy „tłustości”. Zapobiega zbrylaniu.
Isohexadecane-emolient, który tworzy warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu parowaniu wody. Zmiękcza i wygładza skórę. Nadaje poślizg przy aplikacji kosmetyków.
Silica-krzemionka. Silnie chłonie wodę. Stabilizator emulsji, przedłuża trwałość kosmetyków, chroni przed ich rozwarstwianiem. Zwiększa lepkość.
Isodecyl neopentanoate-emolient. Tworzy warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu parowaniu wody. Zmiękcza i wygładza skórę. Nadaje poślizg przy aplikacji kosmetyków.
Squalane- skwalan.. Bardzo szybko wnika w skórę, bez pozostawiania uczucia tłustości. Zapewnia skórze miękkość, elastyczność oraz chroni ją przed parowaniem wody. Pełni także rolę antyoksydanta, zapobiega powstawaniu wolnych rodników (działa przeciwstarzeniowo). Chroni przed inwazją bakterii, grzybów i niekorzystnym działaniem promieni UV.
Cetyl ethylhexanoate-Tworzy warstwę okluzyjną zapobiegającą nadmiernemu parowaniu wody. Zmiękcza i wygładza skórę. Nadaje poślizg przy aplikacji kosmetyków.
Iron oxide-pigment.
Polyethylene-w kosmetykach stosowanych na skórę i włosy odpowiada za wytwarzanie warstwy okluzyjnej, która chroni przed utratą wody.
Bis-diglyceryl polyacyladipate-2- składnik konsystencjotwórczy.
C30-45 alkyl methicone-składnik ten jest stosowany jako emulgator lub koemulgator w mieszaninach olej-woda. Substancja nawilżająca, natłuszczająca i wygładzająca.
C30-45 olefin- substancja kondycjonująca. Zmiękcza i wygładza skórę. Nadaje poślizg przy aplikacji kosmetyków.
Capryl glycol- substancja ta posiada liczne właściwości. Działa konserwująco, natłuszczająco. Nadaje skórze miękkość, elastyczność i gładkość.
Tocopherol-witamina E, zwana też witaminą młodości ze względu na swoje właściwości antyoksydacyjne. Chroni przed powstawaniem wolnych rodników, które odpowiadają za procesy starzenia.
Boron nitride-ma postać białego proszku. Substancja zwiększająca przyczepność kosmetyku.
Iron oxide-pigment.
Phenoxyethanol- pełni rolę środka konserwującego. Zapobiega rozwojowi bakterii gramdodatnich i gramujemnych, jak również chroni przed namnażaniem drożdży. Stanowi alternatywę dla konserwantów, z których uwalniany jest toksyczny formaldehyd.
Iron oxide-pigment.
Hexylene glycol- konserwant. Substancja otrzymywana metodami chemicznymi. Jej używanie jako konserwantu jest prawnie zabronione. Producenci kosmetyków dodają go w charakterze zmiękczacza lub środka utrzymującego wilgoć. Jest to stosunkowo silny alergen. Zadziwia mnie sposób myślenia ustawodawców. Co z tego, że nie wolno tej substancji używać jako konserwantu, skoro można jako zmiękczacza, który i tak działa jako substancja konserwująca. Albo coś uczula, podrażnia, działa niekorzystnie dla zdrowia i powinno być zakazane, albo nie. Podejrzewam, że ta substancja mnie uczuliła.
Ultramarines-pigment.

Reasumując: Nigdy więcej nie zdecyduję się na zakup tej bazy. Jej tłustawa konsystencja przekłada się na kiepską trwałość makijażu. Podejrzewam, że z tego produktu będą zadowolone osoby, które borykają się z suchością powieki. Ja nie należę do tego grona. Ta baza raczej nie sprawdzi się przy tłustej i opadającej powiece. Posiadany produkt kiepsko radzi sobie z podbijaniem koloru cielaków, żywsze odcienie minimalnie zyskują na głębi.

PS Którą bazę wspominacie jako największy koszmar? Może miałyście do czynienia z produktem Inglota i macie na jego temat odmienne zdanie?

karminowe.usta

Poszukiwania bazy idealnej...


Wiele osób uważa, że dobra baza pod cienie jest w stanie zagwarantować nam nasycony i trwały makijaż oczu. Dzięki niej słabo napigmentowane kosmetyki, które przypadkowo nabyliśmy w drogerii, mogą zyskać drugie życie. Moje pierwsze spotkanie z bazą pod cienie miało miejsce w grudniu 2010 roku. O jej istnieniu dowiedziałam się od przyjaciółki, która zachwalała produkt wypuszczony na rynek przez markę Virtual. Rzeczywiście jej makijaż oczu nabrał wyrazu. Kolory stały się intensywne i trwały na swoim miejscu przez cały dzień. Postanowiłam sięgnąć po bazę Virtuala, która kosztowała zaledwie kilkanaście złotych. Jednak apetyt wzrasta w miarę jedzenia, toteż postanowiłam zapoznać się z propozycjami innych marek. We wrześniu zamówiłam bazę pod cienie marki La Rosa. W dzisiejszej notce pragnę przybliżyć Wam ten produkt.


Podbijanie koloru
Pod tym względem mam sporo do zarzucenia. Baza pod cienie marki La Rosa w minimalnym stopniu wydobywa kolor cieni. Zauważyłam, że produkt lepiej sprawdza się w przypadku jasnych produktów. Beże i róże Inglota prezentują się lepiej na bazie. Niestety, przy fioletach czy czerni można dostrzec minimalną różnicę w nasyceniu. Przy dziennym makijażu baza zdaje egzamin, ponieważ wówczas sięgam po jasne cienie, ale jeśli preferujecie wyraziste makijaże, to raczej nie będziecie z niej zadowolone.




Trwałość
Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z produktem marki La Rosa, raz byłam zadowolona z przedłużenia trwałości makijażu, po czym nazajutrz spotykało mnie rozczarowanie, ponieważ cienie zaczynały się rolować po 30 minutach od aplikacji. Długo zastanawiałam się, w czym tkwi sekret. W końcu wypracowałam odpowiednią metodę nakładania produktu, dzięki czemu mogę cieszyć się nienagannym makijażem oczu przez 8-10 h. Zauważyłam, że najlepsze rezultaty osiągam wówczas, gdy nakładam cienką warstwę bazy przy użyciu pędzelka do korektora. W przypadku tego produktu nie należy przesadzać z ilością, ponieważ przynosi to efekt odwrotny do zamierzonego.

Kolor
Można to już nazwać swego rodzaju zboczeniem, ale zwracam uwagę na odcień bazy. Zależy mi na znalezieniu jasnoróżowego produktu. Gdy robiłam zakupy w sklepie ladymakeup, zdjęcie kosmetyku marki La Rosa wyglądało niezwykle obiecująco. Miałam wrażenie, że znalazłam produkt idealnie stapiający się z moją skórą. Gdy otrzymałam przesyłkę, okazało się, że baza charakteryzuje się odcieniem, który mogę porównać do średniego beżu. Temu odcieniowi daleko od sztuczności, którą serwuje nam Inglot.

Konsystencja
Określiłabym ją jako stosunkowo treściwą i tłustawą. Mając na uwadze obecność silikonów, liczyłam na lepszy poślizg. Niestety, bazę trudno równomiernie rozprowadzić na powiece. Pojawiają się smugi i prześwity. Mam wrażenie, że pokrywam powiekę jakimś kiepskim korektorem.

Aplikacja
Mam długie paznokcie, toteż nie przepadam za wygrzebywaniem kosmetyku przy pomocy palca. Poza tym to rozwiązanie uważam za niehigieniczne. Podczas aplikacji bazy korzystam z pędzla do korektora. Jak wspomniałam powyżej, trudno ją równomiernie rozprowadzić. Często pojawiają się smugi i prześwity. Dzięki bazie cienie lepiej przylegają do powieki, a ich rozcieranie przebiega nieco łatwiej.

Zapach
Stosunkowo dobrze wyczuwalny, nieprzyjemny. Woń tego produktu przypomina mi chińskie cienie z bazarku. Aczkolwiek gdy otrzymałam bazę, nic nie wskazywało na to, że była wcześniej używana. Na jej zużycie mamy 24 miesiące. Produkt od początku emitował taką specyficzną woń.

Opakowanie
Niewielki słoiczek, którego przeźroczysta część pozwala kontrolować ilość produktu. Posrebrzana, plastikowa nakrętka prezentuje się bardzo elegancko. Niestety, wydobywanie tego kosmetyku przy pomocy szerszych palców należy do koszmarnych przeżyć ze względu na niewielką średnicę słoiczka i głębokie usytuowanie produktu. Niepraktyczne opakowanie wymusiło na mnie aplikację przy użyciu pędzla do korektora.


Podrażnienie
Podczas stosowania produktu nie odnotowałam żadnych niepożądanych reakcji. Baza marki La Rosa nie podrażniła moich wrażliwych oczu.

Wydajność
Z bazy korzystam od 5 miesięcy, jej ubytek oceniam jako nieznaczny.

Skład
Cyclopentasiloxane- ułatwia aplikację kosmetyku. Pełni też rolę emolienta. Substancja ta tworzy warstwę okluzyjną, która chroni przed parowaniem wody.
Dimethicone-substancja pochodzenia chemicznego, pochodna silikonu. Pełni funkcję emolienta i substancji antystatycznej. Składnik ten jest stosowany jako emulgator lub koemulgator w mieszaninach olej-woda. Substancja nawilżająca, natłuszczająca i wygładzająca.
Crosspolymer-zagęstnik, nadaje kosmetykowi pożądaną konsystencję.
Octyl palmitate-nadaje skórze miękkość i gładkość.
Syncrowax-syntetyczny wosk. Emolient o właściwościach silnie natłuszczających.
Iron oxides-tlenki żelaza.
Castor oil- olej z rącznika pospolitego otrzymywany w wyniku tłoczenia na zimno. Zaliczany do tłustych emolientów, które tworzą warstwę okluzyjną, zapobiegającą utracie wody ze skóry czy włosów. Działa zmiękczająco i wygładzająco.
Liquapar oil- nazwa handlowa unikalnej kombinacji trzech parabenów: 40% isopropylparaben, 30% isobutylparaben, 40% n-butylparaben, Pełni funkcję konserwującą.

Cena
Za bazę zapłaciłam 20 zł. W związku z tym, iż dokonałam większych zakupów, to koszty przesyłki rozłożyły się na kilka artykułów.

Dostępność
Bazę zakupiłam w sklepie internetowym ladymakeup.

Reasumując: Raczej nie zdecyduję się na ponowny zakup tej bazy, bowiem posiada zbyt wiele wad. Praktycznie nie radzi sobie z podbijaniem kolorów cieni. Wprawdzie odpowiednio stosowana przedłuża żywotność makijażu, ale aplikacja tego produktu nie należy do przyjemności. Podczas nakładania bazy powstają nieestetyczne smugi. Na niekorzyść bazy przemawia również jej zapach, który przypomina mi chińskie cienie z bazarku. Poszukiwania bazy idealnej nadal trwają...

PS Jakich baz pod cienie używacie? Które Waszym zdaniem zasługują na uwagę? Czy zwracacie uwagę na odcień bazy?

karminowe.usta

Dlaczego należy uważać na napary z pokrzywy? Trochę prywaty


Jak zapewne wiecie, codziennie ćwiczę makijaż oczu. Raz jest lepiej, raz gorzej. Mam opadającą powiekę, w związku z tym najwięcej problemów miałam z wykreowaniem linii załamania. Nie wiedziałam, jak daleko i jak wysoko nanosić ciemniejszy cień. Wykreowanie odpowiedniego kształtu oka było dla mnie istnym koszmarem. Wczoraj ćwiczyłam, bez większego przekonania, i wyszło mi „załamanie” adekwatne do mojego kształtu oka. Niestety, nie było mi dane długo się nim nacieszyć, ponieważ cień znikł po 5 minutach. Ten na powiece ruchomej wciąż znajdował się w stanie nienaruszonym (użyłam bazy). Moje pytanie może wydawać się naiwne, ale jeśli go nie zadam, to nie poznam odpowiedzi. Czy aplikujecie bazę/korektor także na kość, na którą nanosicie cień, kreując linię załamania? Jak radzicie sobie ze znikającym cieniem? Przejrzałam parę filmików i nigdzie nie widziałam, żeby któraś z Youtube`owiczek nanosiła bazę na powiekę nieruchomą, ale może też żadna z nich nie miała takiego problemu jak ja?


Drugą sprawą, o której chciałabym wspomnieć w niniejszej notce, która powstała spontanicznie podczas przerwy na reklamy na tvnplayer, jest picie naparu z pokrzywy. Każda z nas od czasu do czasu boryka się z problemem wypadających włosów. Wśród licznych sposobów walki z tym niepożądanych zjawiskiem wymienia się spożywanie naparów z pokrzywy. Roślina ta jest nieoceniona. Wzmacnia włosy oraz przyśpiesza ich porost. Jednak warto pamiętać, że pijąc napary z pokrzywy, powinniśmy unikać słońca. Jeśli nie jest to możliwe, należy sięgnąć po kremy z wysokim filtrem. W przeciwnym razie możemy nabawić się podobnych przebarwień jak przy spożywaniu herbaty z dziurawca.

karminowe.usta

Virtual-baza pod cienie




Dzisiaj rano robiąc makijaż, zauważyłam, że moja baza pod cienie zbliża się ku końcowi swego żywota, dlatego szybko naładowałam aparat i postanowiłam ją uwiecznić, żeby móc napisać recenzję na jej temat. Mowa o dość znanej bazie z Virtuala. Myślę, że większość z Was o niej co najmniej słyszała, a część prawdopodobnie ją testowała z różnym skutkiem.;)

Skład
Zacznę od niego, bo moim zdaniem zawartość parabenów to istotne zagadnienie. Obecnie przechodzę stopniowo na kosmetyki niezawierające parabenów, bo nie tylko zapychają, uczulają, ale nie wiadomo, czy nie przyczyniają się do wystąpienia raka piersi.

Zapach
Od początku był chemiczny, ale przez pierwsze dwa tygodnie użytkowania można go było znieść. Ale później stał się trudny do wytrzymania, na szczęście po aplikacji stawał się praktycznie niewyczuwalny. Owa woń przypominała mi stare farby plakatówki. Pamiętam, że moja mama swego czasu sporo malowała, a swoje przybory przetrzymywała w piwnicy. Jako mała dziewczynka zeszłam kiedyś po rower, a tu prawie ściął mnie z nóg ów nieprzyjemny zapach. Okazało się, że jeden zestaw farb był po terminie ważności. Ten zapach jest dla mnie identyczny.

Trwałość cieni
Cienie na bazie utrzymują się zdecydowanie dłużej. Nawet najtańsze cienie z Essence, Sensique, Miss Sporty przedłużają swój żywot do 6-8 godzin, a niektóre nawet do 10. Mi taka trwałość w zupełności wystarcza, nie malują nikogo na wesela, tylko samo siebie na kilkugodzinne zajęcia na uczelni;)

Cienie stają się bardziej intensywne
Często kupujemy cienie i pomimo że wydawały nam się mocno napigmentowane w opakowaniu, to w rzeczywistości są ledwie widoczne na naszej powiece, dają taką poświatę. Ta baza jest w stanie wydobyć z naszych cieni intensywne kolory, dzięki niej nasze cienie przypominają te z opakowania;)

Trzeba nawilżać powieki po demakijażu
Zauważyłam, że baza wykazuje tendencję do lekkiego wysuszania powiek. Moje są bardzo podatne na tego typu niekorzystne działania, dlatego od razu po demakijażu nanoszę na nie krem pod oczy z zielonej serii AA. Dzięki regularnej pielęgnacji nie odnotowuję efektu Sahary na powiekach.

Tępa konsystencja
Baza ma naprawdę tępą, ciężką konsystencję, którą ciężko wybrać ze słoiczka, a potem ciężko jest ją rozgrzać w palcach i równomiernie rozprowadzić na powiekach. Ja rozgrzewam ją przez minutę w palcach, nabieram niewielkie ilości i rozsmarowuję przez minutę na każdej z powiek, przez co zredukowałam przypadki występowania nieestetycznych grudek na moich powiekach.

Tłustawa
Baza jest lekko tłustawa w dotyku, przypomina mi smalec. Nie lubię dotykać tłuszczu. O swojej awersji chyba zdążyłam już wspomnieć tu i ówdzie;)

Mi na szczęście nie zastygła
Jak widzicie na zdjęciu, ostały się dosłownie resztki, które chyba jeszcze w jakimś stopniu spożytkuję, ale wiem od przyjaciółki, że ona musiała wyrzucić słoiczek i kupić następny po tym, jak dobiła do połowy opakowania. Jest to z pewnością mało ekonomiczne. Ja miałam więcej szczęścia, ale jest to loteria. Chociaż z drugiej strony ja swoją bazę kupowałam w drogerii no name, w której bazy były schowane w szafce przy kasie i dostęp do niej miały tylko ekspedientki, podczas gdy moja przyjaciółka kupowała swoją w Naturze, gdzie wiele kosmetyków jest otwieranych, macanych. Może to też miało wpływ na obniżenie jej „żywotności”(dostaję głupawki przez naukę na koło, którego dzisiaj i tak nie było, bo wypadły zajęcia, szkoda, że dowiedziałam się o tym dopiero dzisiaj rano, jak zdążyłam się już pojawić na uczelni.

Niehigieniczne opakowanie
Z racji tego, że na studiach mamy dużo do czynienia z mikrobiologią, toksykologią i higieną, to ten słoiczek budzi mój głęboki niepokój. Bardzo nie lubię kosmetyków w opakowaniach, do których trzeba wsadzać palce. Przed każdą tego typu czynnością myję dokładnie ręce, ale jednocześnie wiem, że istnieją bakterie, którym mydło i ciepła woda z kranu nie zrobią żadnej krzywdy i jakieś pojedyncze osobniki pozostają po bokach placów. Poza tym przy otwieraniu opakowania wiele mikroorganizmów jest w stanie przedostać się z powietrza. Wiem, wiem, trochę przesadzam, ale ja w swoim życiu widziałam mikroorganizmy zdolne do wzrostu przy związkach do dezynfekcji na bazie chloru i czwartorzędowych soli amonowych xD

Wchodzi pod paznokcie
Baza uwielbia wchodzić pod paznokcie, czego nie znoszę, bo pierwsze, jest to niekomfortowe, a po drugie, niehigieniczne. Nie lubię bawić się w oczyszczanie zawartości podpaznokciowej o poranku, gdy już i tak jestem wszędzie spóźniona xD

Czasem można nanieść pędzelkiem
Pamiętam, że podczas wakacji, gdy bazy było więcej, nakładałam ją przy użyciu pędzelka. Obecnie jest na tyle tępa, że trzeba ją solidnie rozgrzać, poza tym w mieszkaniu panują niższe temperatury, przez co jest bardziej stężała.

Wydajność
U mnie przetrwała równo rok, ale jak wspominała lubi stężeć do tego stopnia, że staje się bezużyteczna.

Cena
Jest to jedna z najtańszych baz dostępnych na rynku, zapłaciłam za nią jedyne 11 zł.

Dostępność
W Naturach, drogeriach no name. W Superpharmie i Rossmannie jej nie znajdziecie.

Opakowanie
Słoiczek, który ma wady i zalety. O tym, że jest niehigieniczny wspomniałam, o tym, że trzeba brudzić paluchy i wyciągać kosmetyk spod paznokci, również była mowa. Niewątpliwie zaletą słoiczka jest to, że można obserwować, ile produktu nam pozostało i wydobyć go do końca.

Kolor
Beżowy, cielisty, czasami dobrze wygląda solo na powiekach, ponieważ wyrównuje ich koloryt i naczynka krwionośne są mniej widoczne, ale ponieważ mam cerę mieszaną, to wymaga chociażby pokrycia pudrem, a i ten się w końcu warzy, zatem nie polecam go nakładać w pojedynkę na cały dzień, bo zwyczajnie nie wytrzyma, ale można go użyć w tej formie do sesji zdjęciowej, w której mamy wyglądać bardzo naturalnie;)

Trzeba uważać, rozprowadzając
Ponieważ kosmetyk może wejść w grudki i wyglądać nieestetycznie. Może też występować na naszych powiekach w postaci grudek.

Lekko obciąża powieki
Nie jest to efekt jakiś specjalnie dokuczliwy, ale bez bazy moje powieki są lżejsze. Jest to rejestrowane przez nasze zmysły.

PS Używałyście tej bazy? A może w ogóle nie używacie tego typu produktów, bo nie musicie albo nie lubicie? Jakie znacie inne bazy pod cienie? Jakich używacie? Które są Waszymi ulubieńcami? U mnie na swoją kolej czeka baza bez parabenów z Collistara, dałam za nią 99 zł, więc liczę na dobrą jakość;) Aaa i przepraszam za kawałek lustra w tle zdjęcia, chciałam, żeby wyszło, a nie mam profesjonalnego sprzętu oświetleniowego, więc musiałam sobie poradzić w inny sposób:)

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...