Mam cerę mieszaną, która
przetłuszcza się w strefie T, a na policzkach jest normalna. Moja
skóra jest podatna na zapychanie, gdy używam źle dobranych
kosmetyków, pojawiają się na niej pryszcze. Na szczęście
odkryłam, że minimalistyczna pielęgnacja cery mieszanej jest tym,
co jej służy. Odkąd ograniczyłam się zaledwie do kilku
produktów, nie mam problemów z pryszczami. Strefa T także nie
przetłuszcza się jakoś specjalnie. Zobaczcie, czego używam.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sylveco. Pokaż wszystkie posty
Moje skromne zakupy kosmetyczne z okazji Black Friday
Jeśli chodzi o kosmetyki, to od
pewnego czasu staram się nie kupować dużo, tylko to, czego
naprawdę potrzebuję. Ewentualnie czasem skuszę się na nową
pomadkę lub paletkę cieni, gdyż jestem ich ciekawa. Ale takie
kaprysy to u mnie wciąż rzadkość. Przedstawiam moje skromne
zakupy kosmetyczne z okazji Black Friday, które poczyniłam we
Wrocławiu, gdyż nadarzyła się bardzo fajna okazja w Drogerii Lila
Róż. Wszystkie kosmetyki były objęte 20-procentowym rabatem. Dwa
produkty pochodzą z Hebe. Naprawdę nie szalałam, bo nie lubię
wyrzucać pieniędzy do kosza, a kosmetyki jednak się
przeterminowują, a nie zużyjemy naraz pięciu kremów czy balsamów
do ciała. Pozwoliłam sobie natomiast na zakup paru ubrań w Orsayu
i Terranovie. Niemniej odzież zaprezentuję Wam na Instagramie lub w
osobnym poście na blogu.
Etykiety:
Black Friday,
Hebe,
Organic Shop,
pędzel kabuki,
płyn micelarny,
Seche Vite,
Sylveco,
top coat,
Vianek,
zakupy z Black Friday,
żel do mycia twarzy,
żel pod prysznic
Ranking kosmetyków Sylveco. Co warto kupić?
Sylveco to nasza
rodzima firma kosmetyczna, która ma siedzibę na Rzeszowszczyźnie.
Po raz pierwszy zetknęłam się z nią w 2011 roku, gdy jeszcze
studiowałam biotechnologię. Po wielu wpisach pochwalnych nt.
pomadki rokitnikowej Sylveco w przerwie pomiędzy zajęciami, okienka
bywały wówczas kilkugodzinne, udałam się do pobliskiego sklepu
zielarskiego. Ten przy ulicy Muzealnej w Opolu jest naprawdę
świetnie zaopatrzony. Z czasem moja przygoda z kosmetykami Sylveco
nabierała rozpędu. Firma wprowadzała do swojej oferty kolejne
produkty. W zeszłym roku pojawiła się też nowa marka –
Biolaven, a na początku tego roku dołączyła do niego
kolejna – Vianek. Specjalnie dla Was przygotowałam ranking
kosmetyków Sylveco. Co warto kupić, a na co niekoniecznie
trzeba zwracać uwagę?
Wiosenne spotkanie blogerek urodowych – upominki
Zloty blogerek stanowią
doskonałą okazję do poznania osób, które podzielają nasze
zainteresowania. Dzięki nim można poszerzyć swoją wiedzę z
zakresu pielęgnacji, makijażu i kwestii technicznych związanych z
prowadzeniem własnego zakątka w sieci. Podczas zlotów poznałam
wiele fantastycznych dziewczyn, z niektórymi utrzymuję regularny
kontakt. Nigdy nie traktowałam spotkań blogerskich w kategoriach -
pojadę do innego miasta i obłowię się, przywożąc ze sobą
dziesięć siatek z kosmetykami. Niemniej miło jest otrzymywać
upominki. Ważne, aby umieć określić priorytety, a prezenty
traktować jako wartość dodaną/miłe urozmaicenie:) Dzisiaj
chciałabym zaprezentować Wam upominki, jakie otrzymałyśmy podczas
wiosennego spotkania blogerek urodowych. Serdecznie dziękuję
każdej firmie, która postanowiła nas obdarować swoimi produktami.
Przepis na piękne włosy – Sylveco odbudowujący szampon pszeniczno-owsiany
Przez wiele lat nie byłam
zadowolona ze swoich włosów, suche, matowe kosmyki nie wyglądały
dobrze, na dodatek nieustannie się plątały. Ponadto miałam
problem z suchą, łuszczącą się skórą głowy. Gdy zmieniłam
pielęgnację na naturalną, nastąpiła wyraźna poprawa. Nie tylko
pozbyłam się łupieżu, ale też włosy odzyskały zdrowy blask i
przestały się łamać. Obecnie, po raz pierwszy od wielu lat, mogę
powiedzieć, że jestem z nich zadowolona. To niewątpliwie zasługa
odpowiednio dobranych kosmetyków, w tym Sylveco odbudowującego
szamponu do włosów pszeniczno-owsianego. Czym urzekł mnie ten
produkt?
Mycie
Początkowo najwięcej
wątpliwości budziły właściwości oczyszczające
pszeniczno-owsianego szamponu Sylveco, obawiałam się, że
łagodne detergenty mogą nie poradzić sobie z warstwą silikonów,
które nakładam na długość włosów. Tymczasem omawiany specyfik
sprawił mi ogromną niespodziankę, nie tylko doskonale usuwa brud i
zanieczyszczenia, ale również pozostałości kosmetyków
pielęgnacyjnych i pianek, po które czasem sięgam w celu
ujarzmienia niesfornych pasm. Szampon odbudowujący wprawdzie nie
pieni się tak spektakularnie jak drogeryjne produkty, pod tym
względem wypada nieco gorzej od Alterry i Alverde, ale nie ma to
większego znaczenia. Najważniejsze, że kosmetyk Sylveco spełnia
swoją funkcję i pozostawia włosy wolne od sebum oraz
zanieczyszczeń.
Nawilżenie
Kiedy sięgam po szampony
o naturalnym składzie, nie spłukuję ich od razu. Wychodzę z
założenia, że skoro kosmetyk zawiera olejki i ekstrakty, należy
im dać szanse, aby ujawniły swoje dobroczynne właściwości. W
związku z tym, iż lubię długie, aromatyczne kąpiele,
rozprowadzam szampon i pozostawiam go na włosach na jakieś 10
minut, w tym czasie relaksuję się i cieszę się chwilą.
Zauważyłam, że omawiany produkt wpływa korzystnie na stan moich
wysokoporowatych kosmyków, najwyraźniej polubiły one proteiny
uzyskane ze zbóż, choć wcześniej nie przepadały za tego typu
substancjami. Wszystko wskazuje na to, iż moje włosy dzięki
systematycznej, odpowiednio dobranej pielęgnacji zmieniły się,
ponieważ służą im kosmetyki, które wcześniej były za mało
treściwe. Odbudowujący szampon Sylveco nawilża moje pukle,
o czym najlepiej świadczy stan kosmyków tuż przy skórze głowy, z
pewnością nie jest to zasługa odżywek, ponieważ te nakładam
wyłącznie na długość.
Wygładzenie i miękkość
Zdaję sobie sprawę, że
szampon to nie odżywka, ale cieszę się, gdy ten pierwszy choć
minimalnie wygładza moje niesforne pasma. Pszeniczno-owsiany
szampon Sylveco nie tylko realizuje plan minimum, ale robi
znacznie więcej. Kiedyś myłam głowę późnym wieczorem i byłam
tak zmęczona, że zapomniałam o nałożeniu odżywki. Obawiałam
się, że po wysuszeniu kosmyków, moim oczom ukaże się dorodne
siano, tymczasem spotkała mnie miła niespodzianka. Włosy były
stosunkowo gładkie i miękkie, pod palcami nie wyczuwałam
szorstkości.
Blask
Po użyciu szamponu
odbudowującego Sylveco włosy odbijały światło niczym lustro,
bardzo lubię ten efekt, zwłaszcza gdy w promieniach słońca widać
miedziano-złote refleksy.
Rozczesywanie
Omawiany produkt
stosunkowo dobrze radzi sobie z moimi niesfornymi, suchymi pasmami.
Gdy zapomniałam nałożyć odżywkę, obawiałam się, że nie
poradzę sobie z rozczesywaniem kołtunów. Na szczęście nie
spełnił się czarny scenariusz i nie było tak źle, jak
przypuszczałam. Mimo iż uniknęłam tragedii, szampon nie zastąpi
odżywki, ponieważ ta druga wyraźnie ułatwia rozczesywanie.
Łupież
Odkąd odkryłam, że
silne detergenty nie służą mojej skórze głowy i powodują jej
wysuszenie, a w konsekwencji łupież, staram się sięgać wyłącznie
po naturalne szampony. Produkt Sylveco nie zawiódł mojego zaufania.
Szampon pszeniczno-owsiany stosowałam przez kilka miesięcy,
w tym czasie nie miałam problemów z łupieżem.
Podrażnienie
Omawiany kosmetyk jest
niezwykle łagodny, mimo iż moja skóra głowy do tolerancyjnych nie
należy, stosowaniu produktu nie towarzyszył dyskomfort w postaci
pieczenia, zaczerwienienia czy świądu.
Przetłuszczanie
Szampon odbudowujący
Sylveco, pomimo iż zawiera łagodne detergenty, doskonale
oczyszcza włosy i nie wzmaga ich przetłuszczania. Nie zauważyłam,
żeby moje kosmyki przedwcześnie traciły świeżość, pod tym
względem bohater niniejszej recenzji wypada podobnie jak produkty
Alverde.
Zapach
Miłośnicy świeżych,
cytrusowych kompozycji będą zadowoleni. Wprawdzie ja do nich nie
należę, ba, wielokrotnie pisałam na blogu, że zapachu cytryny i
pomarańczy nie lubię, ale woń szamponu pszeniczno-owsianego
mi odpowiada. Podejrzewam, że to zasługa naturalnych olejków
eterycznych, które są dużo przyjemniejsze w odbiorze od sztucznych
komponentów masowo dodawanych do płynów do mycia podłóg.
Konsystencja
Szampon ma postać żelu,
który nie jest tak galaretowaty jak produkty do mycia włosów ze
stajni Alverde czy Alterry. Zważywszy na obecność łagodnych
detergentów, dość dobrze się pieni i spełnia swoją funkcję.
Opakowanie
Kosmetyk umieszczono w
butelce wykonanej z brązowego, półprzeźroczystego plastiku,
dzięki czemu możemy kontrolować stopień zużycia produktu i w
porę zaopatrzyć się w kolejne opakowanie szamponu. Zamknięcie
typu „klips” działa sprawnie, toteż nie połamiemy sobie na nim
paznokci. Opakowanie jest adekwatne do konsystencji produktu i
pozwala wydobyć go do ostatniej kropli.
Wydajność
To niewątpliwie
najbardziej wydajny szampon, z jakim miałam kiedykolwiek do
czynienia. Butelka, która zawiera 300 ml kosmetyku, sięgnęła dna
dopiero po dwóch miesiącach systematycznego stosowania, co przy
moich włosach sięgających pasa stanowi nie lada wyczyn.
Cena
Za 300 ml szamponu musimy
zapłacić 24 zł, cena nie jest niska, ale wydajność i działanie
produktu w pełni ją rekompensują.
Dostępność
Zielarnie i sklepy
internetowe.
Skład
Aqua,
Lauryl glucoside, Cocamidopropyl betaine, Mel extract, Cocoglucoside,
Panthenol, Hydrolyzed oats, Hydrolyzed wheat protein, Cyamopsis
tetragonoloba gum, Lactic acid, Sodium benzoate, Cymbopogan
schoenanthus oil.
Podsumowanie
Zalety
- dobrze oczyszcza włosy i skórę głowy
- nawilża kosmyki pod warunkiem, że pozostawimy go na włosach na kilka/kilkanaście minut
- wygładza i zmiękcza pasma
- nadaje włosom intensywny połysk
- ułatwia rozczesywanie, ale nie zastąpi odżywki
- nie powoduje łupieżu
- ani razu nie podrażnił skóry głowy
- nie wzmaga przetłuszczania
- przyjemny, cytrusowy zapach, zawdzięczamy go naturalnym olejkom eterycznym
- praktyczne, a zarazem estetyczne opakowanie, na którym zamieszczono informacje o działaniu składników obecnych w szamponie
- wysoka wydajność, 300 ml produktu wystarczyło mi na 2 miesiące systematycznego stosowania
- przyjazny skład.
Wady
- cena nie należy do niskich, ale zważywszy na wydajność i działanie szamponu, inwestycja jest opłacalna
- nie każdy ma dostęp do sklepu zielarskiego, ja akurat nie mogę narzekać.
karminowe.usta
Kosmetyczne odkrycia 2014 roku - pielęgnacja twarzy i ciała
Początek roku to
doskonała okazja do podsumowań tego, co było. Od pewnego czasu
blogerki prezentują swoich kosmetycznych ulubieńców. Bardzo lubię
czytać tego typu notki, ponieważ dzięki nim odkrywam specyfiki, na
które warto zwrócić uwagę. Gdy myślami wracam do 2014 roku,
dochodzę do wniosku, że był on dla mnie niezwykle udany, chociaż
rozpoczął się nieciekawie i dość ponuro. Z każdym kolejnym
miesiącem sytuacja ulegała poprawie, równolegle odkrywałam
ciekawe kosmetyki. Dzisiaj pragnę zaprezentować Wam listę
produktów do pielęgnacji twarzy i ciała, które zaskarbiły sobie
moją sympatię i z pewnością w przyszłości do nich powrócę. Na
jutro zaplanowałam notkę poświęconą odżywkom do włosów,
kolorówce i umilaczom kąpieli.
Moją największą zmorą
są zaskórniki, grudki i wypryski. Pojawiają się znienacka,
zazwyczaj przed ważnym wyjściem. Wprawdzie peelingi enzymatyczne
pozwalają pozbyć się martwego naskórka, ale nie wygładzają
twarzy tak spektakularnie jak mechaniczne zdzieraki. Te ostatnie
potrafią odblokować pory z zalegającego sebum. O korundzie
słyszałam wiele dobrego, aczkolwiek blogerki i vlogerki często
zaznaczały, iż jest to najmocniejszy peeling, jakiego używały. W
końcu jednak ciekawość okazała się silniejsza niż strach i
przystąpiłam do testowania. Korund okazał się doskonałym
zdzierakiem, nie pamiętam, kiedy miałam tak gładką skórę.
Jeśli stosujemy go z umiarem, nie musimy obawiać się przykrych
niespodzianek w postaci ran i zadrapań. Niewielką ilość białych
drobinek mieszam z ulubionym żelem do mycia twarzy i delikatnie
masuję skórę. Taki zabieg przyczynia się do wyeliminowania płytko
osadzonych zaskórników i ogólnej poprawy kondycji cery.
Długo poszukiwałam
kosmetyku do oczyszczania twarzy, który mogłabym stosować na co
dzień. Niestety, specyfiki dedykowane cerze tłustej i mieszanej
wysuszają moją skórę na wiór. Nawet dermokosmetyki potrafią
zafundować mi Saharę i podrażnienie. W moim przypadku o wiele
lepiej sprawdzają się delikatne pianki myjące opracowane z myślą
o właścicielkach suchej skóry. Na początku zeszłego roku
trafiłam na żel adresowany do cery normalnej i mieszanej, który
okazał się doskonałym zamiennikiem delikatnych preparatów
myjących. Mowa o produkcie Sylveco. Rumiankowy żel do mycia twarzy
świetnie usuwa zanieczyszczenia, sebum, jak również resztki
podkładu. Niezwykle łagodnie obchodzi się z moją problematyczną
skórą, po jego użyciu nigdy nie doświadczyłam pieczenia,
zaczerwienienia czy wysypki, stosowany regularnie nie wysusza cery.
Obkurczanie porów to jego dodatkowy atut, redukcję widoczności
kraterów zawdzięczamy kwasowi salicylowemu, który wchodzi w skład
żelu. Z dobrodziejstw kosmetyku korzystam od roku, zauważyłam, że
blizny i plamy stanowiące pamiątkę po wypryskach wyblakły i
przestały szpecić moją twarz. Rumiankowy żel do mycia twarzy
przyczynił się również do opanowania problemu niedoskonałości.
Te nadal lubią o sobie przypominać, ale skala zjawiska jest
zdecydowanie mniejsza. Z czystym sumieniem mogę polecić rumiankowy
żel do mycia twarzy Sylveco osobom, które walczą z trądzikiem.
Sylveco odżywcza
pomadka z peelingiem
Moje wargi są niezwykle
kapryśne, większość drogeryjnych pomadek ochronnych nie zapewnia
im dostatecznego nawilżenia i natłuszczenia. Odkąd odkryłam, że
służy im naturalna pielęgnacja, pozostaję wierna sztyftom na
bazie olejów roślinnych. Pomadki Sylveco znam i bardzo cenię,
odkryłam je na początku studiów magisterskich. Gdy na rynku
pojawiło się połączenie sztyftu ochronnego i peelingu, musiałam
je wypróbować. Bardzo lubię różanego zdzieraka Pat&Rub,
który pachnie i smakuje jak konfitura dodawana do pączków, ale
jego aplikacja nastręcza trudności. Mieszanka cukru i olejów
roślinnych lubi ściekać z palca wprost na podłogę. Z produktem,
który został opracowany przez naszą rodzimą firmę Sylveco,
wiązałam spore nadzieje. Pomadka z peelingiem spełniła moje
oczekiwania. Nie tylko nawilża usta, pokrywając je warstwą
ochronną, ale też usuwa martwy naskórek dzięki drobinkom cukru
trzcinowego zawartym w sztyfcie. Pomadka z pewnością doczeka się
szerszej recenzji.
Sylveco kremowy żel do
mycia ciała z pod prysznic z arniką
Postanowiłam wyróżnić
ten kosmetyk, ponieważ należy do wąskiego grona produktów do
mycia ciała, które nie tylko nie wysuszają skóry, ale wręcz
delikatnie ją nawilżają. Pomimo iż żel pachnie cytrusami,
chętnie korzystałam z jego dobrodziejstw. Nasza rodzima firma nie
oszczędza na składnikach, naturalny olejek eteryczny z werbeny
egzotycznej jest niezwykle przyjemny w odbiorze. W niczym nie
przypomina komponentów zapachowych wykorzystywanych w płynach do
naczyń czy preparatach do czyszczenia podłóg. Żel pieni się
przyzwoicie, a jego kremowa formuła wpływa korzystnie na kondycję
skóry.
Sylveco łagodny żel
do higieny intymnej
To kolejny niezwykle
udany produkt naszej rodzimej firmy. Niewiele jest żeli do higieny
intymnej, które dobrze wspominam. Specyfik Sylveco przypadł mi do
gustu, ponieważ spełnia swoją podstawową rolę i nie podrażnia
okolic intymnych. Po wysuszającym żelu Soraya okazał się miłą
niespodzianką. Chętnie do niego powrócę. Jeśli poszukujecie
łagodnego specyfiku do higieny intymnej, a nie macie dostępu do
sklepu zielarskiego, z czystym sumieniem mogę Wam polecić
Naturaginum od grupy Adamed.
Isana Med Urea 5,5%
emulsja do ciała
Wprawdzie nie choruję na
atopowe zapalenie skóry, ale zimą moja skóra przeżywa gorszy
okres i wygląda przerażająco. Z przesuszonymi, łuszczącymi się
łydkami i łokciami doskonale radzi sobie Isana emulsja do ciała z mocznikiem.
Już po pierwszym użyciu świąd staje się mniej dotkliwy, a po
kilku dniach kondycja skóry wyraźnie się poprawia. Emulsja została opracowana z myślą o wrażliwcach i alergikach, nie zawiera
komponentów zapachowych i zbędnych składników, które wprawdzie
poprawiają walory użytkowe produktu, ale też zwiększają ryzyko
wystąpienia niepożądanych reakcji. Emulsja Isana Med świetnie
nawilża skórę i otacza ją subtelną warstwą ochronną.
karminowe.usta
Żel zmniejszający widoczność porów
Ze względu na kapryśną
cerę mam problem ze znalezieniem odpowiedniego kosmetyku do mycia
twarzy. Większość drogeryjnych specyfików podrażnia moją cienką
skórę. Jeśli nie chcę przypominać wysuszonego buraka, muszę
unikać produktów, które zawierają SLES, kompozycję zapachową i
ogonek konserwantów. Ucieszyłam się, gdy w moje ręce wpadł
rumiankowy żel do mycia twarzy Sylveco. Czy ten naturalny kosmetyk
sprostał moim oczekiwaniom?
Mycie
Żel doskonale oczyszcza
twarz z łoju i zanieczyszczeń. Nie wiem, jak radzi sobie z
makijażem, ponieważ wychodzę z założenia, że do usuwania
podkładu i różu służy płyn micelarny/mleczko. Żel stosuję po
to, aby mieć pewność, że lico zostało dokładnie oczyszczone.
Matowienie
Choć kosmetyk jest
adresowany do cery mieszanej, nie pozostawia płaskiego matu. Skóra
roztacza zdrowy blask. Początkowo ten efekt mi nie odpowiadał. W
miarę upływu czasu doceniłam działanie specyfiku. Żel, stosowany
regularnie, ogranicza produkcję sebum. Za jego sprawą twarz
przetłuszcza się nieco wolniej. Wprawdzie po kilku godzinach w
strefie T pojawia się charakterystyczny blask, ale makijaż dłużej
zachowuje świeżość.
Widoczność porów
W związku z tym, iż żel
zawiera kwas salicylowy, kratery uległy obkurczeniu. Ten efekt
przypadł mi do gustu. Niestety, odstawiając kosmetyk, musimy liczyć
się z tym, że pory wrócą do stanu wyjściowego.
Niedoskonałości
Odkąd stosuję specyfik
Sylveco, niedoskonałości szybciej się goją. Jednocześnie
zauważyłam, że rzadziej pojawiają się ropne niespodzianki.
Niestety, moja cera wciąż daleka jest od ideału.
Nawilżenie/wysuszenie
Żel delikatnie wysusza
skórę, toteż po myciu twarzy sięgam po lekki krem nawilżający.
To rozwiązanie zdaje egzamin.
Podrażnienie
Kosmetyk Sylveco nie
zaostrzył problemów naczynkowych. Korzystając z dobrodziejstw
żelu, nie odnotowałam pieczenia, zaczerwienienia czy wysypki o
podłożu alergicznym. Bohater niniejszej recenzji utwierdził mnie w
przekonaniu, że mojej kapryśnej cerze służą naturalne produkty.
Gdy stosowałam żele Vichy i La Roche Posay, moja twarz przypominała
pergamin, na który wylano czerwoną farbę.
Konsystencja
Słomkowy żel
charakteryzuje się stosunkowo lepką konsystencją. Podejrzewam, że
ten efekt zawdzięczam glicerynie i olejkowi rumiankowemu. Kosmetyk
wykazuje przyzwoite właściwości pianotwórcze, toteż jedna pompka
żelu spełnia swoją rolę.
Zapach
Naturalna, rumiankowa woń
kojarzy mi się z delikatnością i świeżością. Zapach nie drażni
nozdrzy.
Opakowanie
Plastikowa, przeźroczysta
butelka została wyposażona w pompkę. To rozwiązanie przypadło mi
do gustu, ponieważ pozwala w higieniczny sposób wydobyć
odpowiednią ilość kosmetyku. Mechanizm nie zacina się. Przy
pomocy pompki mogę wykorzystać produkt do ostatniej kropli.
Wydajność
Żel sięgnął dna po
1,5 miesiąca codziennego stosowania. W tym miejscu pragnę
zaznaczyć, iż namiętnie korzystałam z jego dobrodziejstw.
Wydajność kosmetyku uważam za satysfakcjonującą.
Testowanie na
zwierzętach
Sylveco nie testuje
swoich produktów na zwierzętach.
Cena
Zakup żelu stanowi
wydatek rzędu 16-18 zł.
Dostępność
Sklep internetowy
producenta, zielarnie.
Skład
Aqua, Lauryl
glucoside, Glycerin, Salicylic acid, Panthenol, Sodium bicarbonate,
Sodium benzoate, Chamomilla recutita flower oil.
Reasumując:
Żel, który przypadkowo wpadł w moje ręce, okazał się
wybawieniem dla mojej kapryśnej cery. Kosmetyk doskonale oczyszcza
twarz. Choć produkt jest adresowany do „mieszańców”, nie
pozostawia płaskiego matu. Lico roztacza zdrowy blask. Odkąd używam
żelu Sylveco, strefa T przetłuszcza się nieco wolniej. Warto
zaznaczyć, iż bohater niniejszej recenzji zmniejszył widoczność
porów. Za sprawą wyżej wspomnianego produktu niedoskonałości
szybciej się goją, jednocześnie rzadziej pojawiają się ropne
niespodzianki. Żel delikatnie wysusza skórę. Na szczęście lekki
krem nawilżający rozwiązuje problem. Specyfik Sylveco nie
zaostrzył problemów naczynkowych. Bohater niniejszej recenzji
zrewolucjonizował moją pielęgnację. W środę zaopatrzyłam się
w kolejne opakowanie wyżej wspomnianego kosmetyku.
PS Czy mieliście do
czynienia z żelem do mycia twarzy Sylveco? Jakie wywarł na Was
wrażenie? Czy znaleźliście swojego ulubieńca pośród kosmetyków
do mycia twarzy?
karminowe.usta
Walka z sińcami - Sylveco łagodzący krem pod oczy
W pewnym wieku
znalezienie dobrego kremu pod oczy stanowi nie lada wyzwanie.
Wprawdzie nie borykam się z głębokimi bruzdami, ale na mojej
twarzy pojawiły się zmarszczki mimiczne. Pierwsze objawy starzenia
skłoniły mnie do zmiany dotychczasowej pielęgnacji. Drogeryjne
półki uginają się pod ciężarem przyzwoitych nawilżaczy do mało
wymagającej skóry. W związku z tym obawiałam się, że łagodzący
krem pod oczy Sylveco nie sprosta moim oczekiwaniom. Czy
przypuszczenia znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości?
Sylveco łagodzący krem pod oczy - nawilżenie
Bohater niniejszej
recenzji spełnia swoją rolę. Przyzwoicie nawilża okolice oczu,
aczkolwiek osoby, które mają większe potrzeby, mogą odczuwać
niedosyt. Podejrzewam, że krem nie sprosta wymaganiom suchej,
pergaminowej skóry. Jeśli zależy Wam na prewencji i poszukujecie
lekkiego specyfiku, istnieje wysokie prawdopodobieństwo, że produkt
Sylveco przypadnie Wam do gustu.
Wygładzenie
Odkąd stosuję wyżej
wspomniany krem, skóra wokół oczu stała się gładka i napięta.
Wcześniej zdarzało się, że cienie wchodziły w bruzdy. W związku
z tym, iż kosmetyk rodzimej marki poprawił kondycję powiek,
makijaż wygląda nienagannie.
Redukcja cieni
Do niedawna nie mogłam
narzekać na sińce. Okolice oczu charakteryzowały się jednolitym,
zdrowym odcieniem. Niestety, stres sieje spustoszenie i odbija się
niekorzystnie na kondycji skóry. W związku z tym, iż dorobiłam
się fioletowo-niebieskich worów, oczekuję, iż specyfiki, które
wklepuję w problematyczne partie twarzy, rozjaśnią sińce.
Niestety, bohater niniejszej notki nie sprostał temu wyzwaniu. Gdy
rezygnuję z aplikacji korektora, przypominam topielicę.
Wpływ na zmarszczki mimiczne
Jestem realistką. Zdaję
sobie sprawę, że żaden specyfik dostępny na rynku nie zastąpi
skalpela i wprawnej ręki chirurga. Od kremów pod oczy oczekuję, że
zmniejszą widoczność bruzd. Zadbana skóra wygląda lepiej. Choć
specyfikowi Sylveco nie mogę odmówić walorów pielęgnacyjnych,
zmarszczki mimiczne wciąż wysuwają się na pierwszy plan.
Podrażnienie
Krem nie zafundował mi
fontanny łez. Gdy aplikuję specyfik na powiekę ruchomą i pod łuk
brwiowy, nie odczuwam dyskomfortu. Niestety, nałożenie emulsji pod
oczy kończy się wysypem drobnych, białych krostek. Kaszka
utrzymuje się przez 2 tygodnie.
Konsystencja
Treściwa, biała emulsja
wchłania się stosunkowo szybko. Wprawdzie kosmetyk pozostawia film,
ale uczucie lepkości znika po kilkunastu minutach.
Zapach
Gdybym miała
sklasyfikować wyżej wspomniany krem, zaliczyłabym go do kosmetyków
bezwonnych. Nie narzekam na brak walorów zapachowych, ponieważ
wychodzę założenia, że w przypadku pielęgnacji oczu warto
ograniczyć liczbę potencjalnych alergenów do minimum.
Opakowanie
Nasza rodzima firma
stawia na praktyczne rozwiązania. Opakowanie typu airless przypadło
mi do gustu, ponieważ mam pewność, że w emulsji, którą nakładam
pod oczy, nie rozwijają się mikroorganizmy. Warto zaznaczyć, że
to rozwiązanie pozwala ograniczyć ilość konserwantów do minimum.
Pompka nie zacina się i dozuje pożądaną ilość kremu.
Wydajność
Wyżej wspomniany
kosmetyk charakteryzuje się wysoką wydajnością. Obawiam się, że
w ciągu 6 miesięcy nie zdołam spożytkować 30 ml specyfiku. W
przypadku kremów pod oczy skłaniam się ku mniejszym pojemnościom,
ponieważ mam problem z denkowaniem tego typu produktów.
Testowanie na zwierzętach
Sylveco nie testuje
swoich kosmetyków na zwierzętach. W tym miejscu pragnę zaznaczyć,
że nie wszystkie produkty mogą być stosowane przez wegan, ponieważ
niektóre specyfiki zawierają wosk pszczeli.
Cena
Za opakowanie typu
airless, w którym znajduje się 30 ml emulsji, musimy zapłacić ok.
27-28 zł.
Dostępność
Sklep internetowy
producenta, zielarnie.
Skład
Aqua, Vitis vinifera
seed oil, Glycine soja oil, Sorbitan stearate and sucrose cocoate,
Butyrospermum parkii butter, Squalane, Caprylic/capric triglyceride,
Glyceryl stearate, Argania spinosa kernel oil, Stearic acid, Cetearyl
alcohol, Euphrasia officinalis extract, Centaurea cyanus flower
extract, Benzyl alcohol, Tocopheryl acetate, Betulin, Xanthan gum,
Dehydroacetic acid, Lupeol, Oleanolic acid.
Reasumując:
Niestety, moje obawy znalazły odzwierciedlenie w rzeczywistości.
Bohater niniejszej recenzji przyzwoicie nawilża okolice oczu,
aczkolwiek osoby, które mają większe potrzeby, mogą odczuwać
niedosyt. Krem rodzimej marki poprawia kondycję powiek. Na zadbanej,
gładkiej skórze makijaż wygląda lepiej, ponieważ cienie nie
wchodzą w załamania. Od pewnego czasu walczę z
fioletowo-niebieskimi worami. Niestety, specyfik Sylveco nie
rozjaśnił sińców. Zdaję sobie sprawę, że żaden kosmetyk
dostępny na rynku nie zastąpi skalpela i wprawnej ręki chirurga.
Od kremów pod oczy oczekuję, że zmniejszą widoczność bruzd.
Choć wyżej wspomnianemu produktowi nie mogę odmówić walorów
pielęgnacyjnych, zmarszczki mimiczne wciąż wysuwają się na
pierwszy plan. Korzystając z dobrodziejstw naturalnej emulsji, nie
odnotowałam pieczenia czy zaczerwienienia. Niestety, dostrzegłam
pewne niepożądane zjawisko. Aplikując krem pod oczy, muszę liczyć
się z wysypem drobnych, białych krostek. Choć kosmetyk
charakteryzuje się treściwą konsystencją, szybko się wchłania.
Mam dobrą wiadomość dla alergików. Wyżej wspomniany specyfik nie
posiada walorów zapachowych.
PS Czy znacie kremy pod
oczy, które rozjaśniają sińce? Jakie specyfiki sprawdzają się w
tej roli? Czy mieliście do czynienia z bohaterem powyższej
recenzji? Jakie wywarł na Was wrażenie?
karminowe.usta
Sprzymierzeniec suchej i wrażliwej skóry
Produkty Sylveco
przypadły mi do gustu. Wcześniej miałam do czynienia z kremem
zawierającym ekstrakt z nagietka i pomadkami ochronnymi. Z tymi
kosmetykami zaprzyjaźniła się moja kapryśna skóra. Gdy na
początku zimy na mojej twarzy zagościły suche placki, postanowiłam
powrócić do nagietkowego kremu Sylveco. Niestety, w sklepie
zielarskim trafiłam na problemy z dostawą. W związku z tym, iż
potrzebowałam solidnej dawki nawilżenia, zdecydowałam się na
wersję brzozowo-rokitnikową z betuliną. Czy moja kapryśna cera
polubiła ten krem? Zapraszam do lektury poniższej notki.
Nawilżenie
Krem doskonale radzi
sobie z nawilżeniem mocno przesuszonej skóry. Żałuję, że w
pewnym momencie musiałam zrezygnować z aplikacji tego produktu na
twarz. Niestety, w przeciwieństwie do wersji z nagietkiem, wariant
brzozowo-rokitnikowy wykazuje działanie komedogenne. Krem został
odstawiony na boczny tor. Niedawno do niego powróciłam i
postanowiłam spożytkować w inny sposób. Moja łokcie są
ekstremalnie suche, często odczuwam również dolegliwości w
postaci swędzenia i zaczerwienienia. Uznałam, że w ten sposób
zweryfikuję atrakcyjne obietnice producenta.
Natłuszczenie
Krem brzozowo-rokitnikowy
nie tylko doskonale radzi sobie z nawilżeniem skóry, ale również
świetnie ją natłuszcza. Ta ochronna warstwa zabezpiecza ją przed
niekorzystnym działaniem czynników zewnętrznych i utratą wody.
Jednocześnie tłusta powłoka uniemożliwia stosowanie kremu Sylveco
jako bazy pod makijaż. Na szczęście na rynku są dostępne lżejsze
wersje tych specyfików. Po omawiany krem warto sięgnąć wieczorem,
gdy możemy się trochę poświecić;)
Wygładzenie
Omawiany produkt świetnie
radzi sobie z wygładzeniem skóry. Nawet moje zniszczone łokcie
stają się przyjemniejsze w dotyku. Warto podkreślić, że w tym
przypadku nie mamy do czynienia z działaniem krótkofalowym. Krem
Sylveco rzeczywiście wpływa na poprawę kondycji skóry i to
wygładzenie nie jest efektem wzbogacenia kosmetyku w silikony.
Uelastycznienie
Moje łokcie przypominały
papier ścierny. Dzięki regularnej aplikacji kremu Sylveco doszło
do ujędrnienia skóry. Nie przypuszczałam, że ta partia mojego
ciała kiedykolwiek będzie prezentowała się bez zarzutu.
Rozjaśnienie
Tego aspektu, niestety,
nie mogę poddać ocenie. Zbyt krótko stosowałam krem na twarz, z
kolei na moich łokciach na próżno szukać przebarwień;)
Stymulacja odbudowy
naskórka
Zanim zaczęłam stosować
krem Sylveco na łokcie, skóra powlekająca tę partię ciała była
zniszczona i wykazywała tendencję do łuszczenia. Jednak dzięki
regularnemu stosowaniu omawianego produktu pojawiły się nowe
komórki.
Wpływ na nadmierne
rogowacenie naskórka
Krem hamuje ten
niekorzystny proces. Niestety, miejsca, które są nieustannie
narażone na uszkodzenia mechaniczne, bronią się, wytwarzając
grubszą, zrogowaciałą warstwę. Łokcie można zaliczyć do tych
partii ciała, które są szczególnie narażone na wystąpienie tego
niekorzystnego zjawiska. Na szczęście krem brzozowo-rokitnikowy
hamuje ten niepożądany proces.
Redukcja uczucia
swędzenia
Ekstremalnemu
przesuszeniu łokci często towarzyszy uczucie swędzenia. Omawiany
produkt przyniósł mojej skórze ukojenia. Zniknęło również
nieprzyjemne uczucie ściągnięcia. Ten krem w pewnym momencie
zaczęłam traktować jak maść leczniczą. Gdy czułam, że z
łokci znika warstwa ochronna, ponownie sięgałam po krem, dzięki
czemu unikałam dolegliwości bólowych.
Odporność skóry
Praca w laboratorium
przyczyniła się do wykształcenia specyficznego nawyku. Gdy zależy
mi na precyzyjnym wykonaniu danej czynności, opieram się na łokciu.
W związku z tym ta część ciała jest nieustannie narażona na
uszkodzenia mechaniczne. Zauważyłam, że krem Sylveco wzmocnił
moją skórę. Mogę wykonać serię zdjęć, opierając się na
łokciach. W trakcie wykonywania tej czynności nie pojawiają się
dolegliwości bólowe, choć wcześniej takie zjawisko miało
miejsce.
Konsystencja
Wierzchnia,
żółto-pomarańczowa warstwa produktu, która przypomina wosk, może
budzić opory wśród potencjalnych konsumentów. Gdy zdecydujemy
się dać szansę temu produktowi, to dotrzemy do kremu, który
charakteryzuje się treściwą konsystencją. Jego cytrynowy kolor
nie budzi już takich zastrzeżeń jak wierzchnia warstwa kosmetyku.
Gęsta formuła produktu przekłada się na jego właściwości i
zastosowanie. Omawiany krem raczej nie sprawdzi się jako baza pod
makijaż, bowiem pozostawia po sobie tłustą powłokę. Na szczęście
producent wziął pod uwagę ten aspekt i wypuścił lżejszy
odpowiednik tego kosmetyku.
Wchłanianie
W przypadku tego kremu
musimy liczyć się z tym, iż jego treściwa formuła wiąże się z
dłuższą aplikacją kosmetyku. Nie mamy tutaj do czynienia z
produktem, który ulegnie całkowitego wchłonięciu w ciągu 30
sekund. Pomimo tych niedogodności chętnie sięgałam po krem
Sylveco, ponieważ zdawałam sobie sprawę z leczniczych walorów
tego preparatu.
Zapychanie
Gdy stosowałam krem
zgodnie z przeznaczeniem, pojawiły się niedoskonałości, dlatego
musiałam znaleźć inne zastosowanie dla tego produktu.
Zapach
W przypadku omawianego
kremy mamy do czynienia z połączeniem charakterystycznej woni wosku
pszczelego i owoców rokitnika.
Opakowanie
Plastikowy słoiczek
mieści się w biało-pomarańczowym kartoniku, na którym możemy
znaleźć informacje nt. składu. Firma Sylveco pokusiła się
również o charakterystykę najważniejszych ingredientów. Jeśli
pomimo dostarczenia tych informacji odczuwamy pewien niedosyt, to
wewnątrz kartonika znajdziemy ulotkę, dzięki której możemy
poszerzyć swoją wiedzę. Plastikowy słoiczek wprawdzie umożliwia
całkowite zużycie produktu, ale to rozwiązanie jednocześnie wiąże
się z ryzykiem wprowadzenia zanieczyszczeń do kosmetyku. Pod
nakrętką znajduje się dodatkowe zabezpieczenie w postaci
plastikowej nakładki. Ilustracja przedstawiająca owoce rokitnika
świetnie komponuje się z podstawowymi informacjami nt.
przeznaczenia produktu. Firma postawiła na oszczędną estetykę,
która odzwierciedla pochodzenie surowców. Sylveco specjalizuje się
w produkcji kosmetyków naturalnych.
Podrażnienie
Podczas stosowania kremu
Sylveco nie odnotowałam żadnych niepożądanych reakcji. Produkt
wręcz łagodził podrażnienia wywołane oddziaływaniem
niekorzystnych czynników zewnętrznych.
Wydajność
Choć krem Sylveco
stosowałam niezgodnie z przeznaczeniem, to słoiczek sięgnął dna
po upływie 1,5 miesiąca, co uważam za satysfakcjonujący rezultat.
Testowanie na
zwierzętach
Sylveco nie testuje
swoich kosmetyków na zwierzętach.
Cena
Za 50 ml kremu
brzozowo-rokitnikowego musimy zapłacić ok. 27 zł.
Dostępność
Sklepy zielarskie, sklep
internetowy Sylveco.
Skład
Aqua-woda,
składnik bazowy większości kosmetyków, rozpuszczalnik polarny.
Glycine
soja oil-wytwarzany z nasion soi zwyczajnej. Stanowi
bogate źródło kwasów tłuszczowych nienasyconych. Poza tym
zawiera sporą dawkę fitosteroli, lecytyny, flawonoidów i witaminy
E. Pełni funkcję natłuszczającą. Posiada
właściwości antyoksydacyjne. Pełni funkcję zapachową. Zaliczany
jest również do emolientów, które wytwarzają warstwę okluzyjną,
która chroni przed nadmiernym parowaniem wody.
Simmondsia
chinensis seed oil-olej
z jojoba. To płynny wosk o złoto-żółtym zabarwieniu. Jego
głównymi składnikami są nasycone i nienasycone kwasy tłuszczowe
oraz alkohole. Zawiera także witaminy A i E, które działają
przeciwstarzeniowo, gdyż zwalczają wolne rodniki. Stanowi także
bogate źródło skwalenu i fitosteroli. Naprawia strukturę
naskórka, jego działanie można porównać do cementu. Zmiękcza,
uelastycznia i chroni naskórek przed szkodliwymi czynnikami
środowiska. Spowalnia procesy rogowacenia i zapobiega powstawaniu
zaskórników. Reguluje wydzielanie łoju, w związku z czym poleca
się go osobom posiadającym cerę tłustą i mieszaną. Działa
nawilżająco.
Cera
flava-wosk
pszczeli wydzielany w trakcie budowania plastrów w ulu. Tworzy
warstwę ochronną zapobiegającą wysuszaniu. Dobrze nawilża i
delikatnie natłuszcza.
Vitis
vinifera seed oil-olej
z pestek winogron. Zawiera głównie kwas linolowy, łatwo ulega
jełczeniu. Emolient tzw. tłusty. Jeśli będziemy stosować go na
skórę twarzy w stanie czystym, to musimy się liczyć z
zapychaniem. Na skórze tworzy warstwę okluzyjną, która zapobiega
nadmiernemu parowaniu wody.
Hippophae
rhamnoides oil-olej
z owoców rokitnika. Stanowi bogate źródło witamin, minerałów i
polifenoli. Olej ten posiada typowy owocowy zapach. Stanowi bogate
źródło karotenoidów, które posiadają właściwości
regeneracyjne, przeciwzmarszczkowe, antyoksydacyjne. Karotenoidy
zwalczają wolne rodniki, poprawiają koloryt skóry i chronią przed
promieniowaniem słonecznym. Olej ten charakteryzuje się również
wysoką zawartością witaminy E, minerałów i flawonoidów, które
wpływają korzystnie na drobne naczynka krwionośne. Ten olej
charakteryzuje się wysoką zawartością kwasu palmityno-oleinowego,
który występuje w warstwie lipidowej komórek skóry. Olej ten
można stosować przy leczeniu oparzeń, odmrożeń, odleżyn,
wyprysków, trudno gojących się ran, stanów zapalnych i trudno
gojących się ran oraz podrażnień wywołanych promieniowaniem
słonecznym, i radioaktywnym. Istnieją badania naukowe wskazujące,
iż wczesne zastosowanie oleju z rokitnika przyśpiesza proces
gojenia i zmniejsza widoczność blizny. W kosmetologii olej ten
stosuje się przy pielęgnacji cery zniszczonej, przesuszonej,
naczynkowej i trądzikowej. Wysoka zawartość karotenoidów,
witaminy E i polifenoli wpływa na częściowo absorpcję
promieniowania słonecznego z zakresu UVB. Ponadto wykazuje on wysoką
aktywność antyoksydacyjną, dlatego zaliczany jest do naturalnych
filtrów przeciwsłonecznych.
Betulin-betulina
uzyskiwana z kory brzozy, posiada właściwości regenerujące i
łagodzące. Pobudza syntezę kolagenu i elastyny. Chroni przed
wolnymi rodnikami. Ma działanie przeciwzapalne i dezynfekujące.
Chroni skórę przed fotouszkodzeniami. Poprawia ukrwienie skóry.
Sodium
stearate-emulgator.
Umożliwia połączenie fazy wodnej z olejową.
Citric
acid-kwas
cytrynowy. Regulator odczynu, wykazujący właściwości nawilżające.
Zaliczany do sekwestrantów, czyli substancji, które przyłączają
jony metali, co zapobiega zajściu niepożądanych reakcji
chemicznych z udziałem tych jonów. Zwiększa stabilność
kosmetyku. W wyższych stężeniach ujawniają się jego właściwości
eksfoliacyjne (złuszczające naskórek). Można go wyodrębnić z
owoców cytrusowych albo pozyskać w hodowlach Aspergillus niger.
Pełni rolę środka konserwującego, chroniącego przed namnażaniem
niepożądanych drobnoustrojów.
Reasumując:
Niestety, krem brzozowo-rokitnikowy z betuliną nie służy mojej
twarzy. Korzystanie z jego dobrodziejstw zakończyło się wysypem
niedoskonałości. Mimo to zdecyduję się na zakup kolejnego
słoiczka tego specyfiku, ponieważ radzi sobie z pielęgnacją moich
wymagających łokci. Omawiany produkt dostarcza mojej zniszczonej
skórze solidną porcję nawilżenia. Krem wykazuje również
właściwości natłuszczające. Produkt Sylveco łagodzi również
dolegliwości bólowe, które towarzyszą suchej skórze. Omawiany
krem stymuluje syntezę nowych komórek. Myślę, że osoby
borykające się ze skórą wrażliwą, atopową i przesuszoną będą
zadowolone z działania tego specyfiku.
PS Czy znacie kremy
Sylveco? Jakie wrażenie wywarły na Was te specyfiki? Może ktoś z
Was miał do czynienia z brzozowym balsamem do ciała, który został
wypuszczony na rynek przez Sylveco? A może jesteście w stanie
polecić jakiś inny krem, który świetnie radzi sobie z suchymi
partiami ciała?
karminowe.usta
Subskrybuj:
Posty (Atom)




.png)

.png)
.png)
.png)
.png)
.png)











.png)

.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)
.png)





























