Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Oriflame. Pokaż wszystkie posty

Najlepsze kosmetyki minionego roku – kolorówka

Rok 2015 był czasem kosmetycznych eksperymentów, nie wszystkie z nich zakończyły się pomyślnie, ale przy okazji odkryłam parę perełek. 1 stycznia stanowi doskonałą okazję do podsumowań. Przedstawiam wam najlepsze kosmetyki minionego roku. Dziś pora na kolorówkę, w kolejnych dniach odniosę się do produktów pielęgnacyjnych, które mnie oczarowały w ciągu ostatnich 12 miesięcy;)


Lily Lolo prasowany bronzer Miami Beach


Usta w kolorze fuksji – Oriflame Giordani Gold Iconic Lipstick „Fuchsia Divine”

Gdybym miała wskazać kosmetyk do makijażu, bez którego nie potrafię się obejść, niewątpliwie byłaby to szminka. Moja kolekcja pomadek nieustannie się rozrasta, ponieważ nie potrafię oprzeć się ciekawym odcieniom.  W niniejszej notce chciałabym przybliżyć pomadkę Oriflame Giordani Gold Iconic Lipstick „Fuchsia Divine”, która zaskarbiła sobie moją sympatię do tego stopnia, że od kilku tygodni to właśnie ona najczęściej gości na moich ustach. Wprawdzie wspomniana szminka doczekała się krótkiego opisu w ulubieńcach kwietnia, ale uważam, że zasługuje na odrębną recenzję, ponieważ jest świetna!

Oriflame-Giordani-Gold-Iconic-Lipstick-Fuchsia-Divine

Ulubieńcy kwietnia – szminki Melkior Professional, Paese i Oriflame Giordani Gold

Blogerki urodowe wykazują słabość do różnego rodzaju kosmetyków, sama mam za sobą włosomaniactwo – temu etapowi towarzyszyły niekończące się eksperymenty z olejami, odżywkami, maskami itp. Wciąż dbam o swoje wysokoporowate kosmyki, ale już ich nie laminuję, w praktyce moja pielęgnacja ogranicza się do stosowania gotowych produktów, które bez problemu można kupić w sieciowych drogeriach.  Po tym jak ucichło włosomaniactwo, przypomniał o sobie szminkoholizm. Moja kolekcja pomadek jest liczna i stale się powiększa. W niniejszej notce chciałabym zaprezentować szminki, które w ostatnim tygodniu urzekły mnie swoimi odcieniami i właściwościami. Zbyt krótko ich używam, aby napisać szczegółowe recenzje, ale myślę, że nic nie stoi na przeszkodzie, aby podzielić się pierwszymi wrażeniami na ich temat.


Melkior-Professional-Classic-Lipstick-Cardinal-Red


Usta jak maliny - pomadka Oriflame "Pure Berry"

Od pewnego czasu poszukuję malinowej pomadki. Niestety, zazwyczaj trafiam na odcienie, które nie do końca odzwierciedlają moje potrzeby. Gdy zobaczyłam szminkę „Pure Berry” ze stajni Oriflame, która wchodzi w skład serii Beauty Studio Artist, pojawiła się iskierka nadziei. Czy tym razem trafiłam na odpowiedni sztyft?

Kolor
Pomadka przypomina przybrudzoną malinę. Zawiera fioletowe tony, które współgrają z moim typem urody. Takiego odcienia brakowało w mojej kolekcji. Szminka ożywia bladą twarz, choć, w przeciwieństwie do czerwieni, nie rzuca się w oczy. Na ustach wygląda naturalnie. Warto jednak zaznaczyć, iż jest minimalnie ciemniejsza od naturalnego koloru moich warg.



Wykończenie
Sztyft Oriflame powinien przypaść do gustu zwolennikom satyny. Można odnieść wrażenie, iż po użyciu szminki usta pociągnięto bezbarwnym błyszczykiem. Ta formuła optycznie powiększa wargi. Niestety, w miarę upływu czasu pomadka zaczyna ocierać się o mat. Po kilkudziesięciu minutach znika blask.

Trwałość
„Pure Berry” utrzymuje się na ustach nieco dłużej niż „True Coral”. Przez 3-4 h mogę cieszyć się przybrudzoną maliną. Ten wynik uważam za satysfakcjonujący. Niestety, pomadka nie ma szans w starciu z dwudaniowym obiadem. Szminka równomiernie znika z warg, nie pozostawia kolorowej obwódki.

Pigmentacja
Należę do osób, którym zależy na głębi koloru. „Pure Berry” charakteryzuje się dobrą pigmentacją, toteż czuję się ukontentowana.

Nawilżenie
Pomadki, które posiadają walory pielęgnacyjne, mogę policzyć na palcach jednej ręki. Przybrudzona malina od Oriflame należy do tego wąskiego grona. Sięgam po nią wówczas, gdy chcę zabezpieczyć wargi przed wiatrem i chłodem. Podejrzewam, że za dobroczynne działanie szminki odpowiadają lanolina i olej rycynowy, które wchodzą w skład sztyftu.

Podkreślanie suchych skórek
„Pure Berry”, w przeciwieństwie do „True Coral”, nie podkreśla suchych skórek i nie wchodzi w bruzdy. Z dobrodziejstw przybrudzonej maliny korzystam wówczas, gdy zależy mi na nienagannym, stonowanym makijażu.

Migracja
Szminka zazwyczaj sprawuje się bez zarzutu. Mimo to wolę zapobiegać nieestetycznym widokom i odciskam nadmiar pomadki na chusteczce higienicznej. Ten prosty trik zapewnia mi komfort, ponieważ dzięki niemu nie muszę kontrolować makijażu.

Konsystencja
Kremowa konsystencja sztyftu przekłada się na aplikację. Równomierne rozprowadzenie szminki nie stanowi problemu. Pomadka jest specyficznie ścięta, w związku z tym możemy dotrzeć do zewnętrznych kącików, nie brudząc przy tym skóry wokół ust.

Zapach
Przyzwyczaiłam się do owocowej woni, w której można wyodrębnić chemiczne nuty. Na szczęście ten charakterystyczny zapach nie jest dla mnie uciążliwy.

Opakowanie
Choć czarny plastik, z którego wykonano opakowanie, nie wygląda solidnie, pomadka nie doznała uszczerbku podczas upadku na panele. Na kartoniku umieszczono wszystkie niezbędne informacje, skład produktu nie jest owiany tajemnicą.

Cena
Obecnie za „True Coral” zapłacimy 19,90 zł. Regularna cena pomadki wynosi 30 zł.

Dostępność
Szminkę można nabyć za pośrednictwem konsultantek. Jeśli chcecie zrobić zakupy bez 30-procentowej marży, warto dołączyć do klubu Oriflame. Więcej informacji nt. członkostwa oraz aktualny katalog znajdziecie na stronie orilove.pl.

Skład
Ricinus communis oil, Octyldodecanol, Pentaerythrityl tetracaprylate/tetracaprate, Lanolin, Pentaerythrityl tetraisostearate, Cera microcristallina, Caprylic/capric triglyceride, Polyethylene, Paraffin, Mica, Bis-diglyceryl polyacyladipate-2, Candelilla cera, Ethylhexyl methoxy-cinnamate, Cera carnauba, Silica, Butyl methoxy-dibenzoylmethane, Parfum, Canola oil, Propylparaben, Rosa canina fruit oil, Talc, BHT, Tocopherol +/- Cl 15850, Cl 17200, Cl 19140, Cl 42090, Cl 45410, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Cl 77891.

Reasumując: Gdy zależy mi na nienagannym, stonowanym makijażu sięgam po pomadkę „Pure Berry”. Szminka przypomina przybrudzoną malinę. Zawiera fioletowe tony, które współgrają z moim typem urody. Choć na ustach wygląda naturalnie, ożywia bladą twarz. Sztyft Oriflame powinien przypaść do gustu zwolennikom satyny. Można odnieść wrażenie, iż po użyciu pomadki usta pociągnięto bezbarwnym błyszczykiem. Przybrudzona malina utrzymuje się na ustach przez 3-4 h, jednocześnie charakteryzuje się dobrą pigmentacją. Wyżej wspomniana szminka posiada walory pielęgnacyjne. Gdy chcę zabezpieczyć wargi przed wiatrem i chłodem, korzystam z jej dobrodziejstw. Bohaterka niniejszej recenzji nie podkreśla suchych skórek i nie wchodzi w bruzdy. Sztyft zazwyczaj sprawuje się bez zarzutu. Mimo to wolę zapobiegać nieestetycznym widokom i odciskam nadmiar szminki na chusteczce higienicznej. Pomadka „Pure Berry” sprostała moim oczekiwaniom. Z przyjemnością wykorzystuję ją w codziennym makijażu.

PS Czy sięgacie po malinowe pomadki? Jak czujecie się w tym odcieniu? Do pełni szczęścia brakuje mi jagodowej szminki. Czy znacie jakiś sztyft godny polecenia?


karminowe.usta

Mój pierwszy raz z pomarańczową czerwienią

Pomadki przyprawiają mnie o szybsze bicie serca i sprawiają, że w oku pojawia się błysk. Nie potrafię oprzeć się intensywnym odcieniom szminek. Choć moja kolekcja liczy kilkadziesiąt sztuk, nie powiedziałam jeszcze ostatniego słowa;) Zapraszam na recenzję pomadki Oriflame z serii Beauty Studio Artist:) Pod lupę wezmę odcień „True Coral”.

Kolor
Dotychczas wzbraniałam się przed koralowymi pomadkami. Obawiałam się, że ciepłe tony nie będą współgrały z moim typem urody. Pewnego dnia postanowiłam dać im szansę i przepadłam. Pomarańczowa czerwień świetnie ożywia moją bladą twarz. Z przyjemnością korzystam z jej dobrodziejstw, choć za sprawą tego typu odcieni zęby sprawiają wrażenie żółtych.

U góry: zdjęcie wykonane w cieniu
U dołu: zdjęcie wykonane w słońcu
Wykończenie
Szminka „True Coral” charakteryzuje się satynowym wykończeniem. Początkowo usta sprawiają wrażenie mokrych, co przekłada się na ich optyczne powiększenie. W miarę upływu czasu pomadka traci blask. W sztyfcie Oriflame na próżno szukać migoczących drobinek, które wyglądają tandetnie.

Trwałość
Na moich ustach pomadka utrzymuje się przez 2-3 h. Później zaczyna znikać, zostawiając po sobie kolorową poświatę. Posiłki są bezlitosne dla koralowego sztyftu. Podejrzewam, że matowa formuła zapewniłaby lepszą trwałość, z drugiej strony tego typu szminki często wysuszają wargi. Wprawdzie znam satynowe pomadki, które wyglądają nienagannie przez 8 h, ale za tę przyjemność musimy zapłacić minimum 100 zł.

Pigmentacja
Kremowe sztyfty, które wykazują walory pielęgnacyjne, zazwyczaj nie grzeszą pigmentacją. Pomadka Oriflame sprawiła mi miłą niespodziankę. Za jej sprawą mogę cieszyć się głębią koloru.

Nawilżenie
Obietnice producenta traktuję z przymrużeniem oka. Teoretycznie każda pomadka dostępna na rynku wykazuje właściwości nawilżające. W rzeczywistości wiele z nich funduje ustom Saharę. Szminka „True Coral” okazała się miłą odmianą. Świetnie zabezpiecza wargi przed mrozem i wiatrem. Wprawdzie bohaterka niniejszej recenzji nie nawilża tak dobrze jak pomadka ochronna Alterry, ale kosmetyki kolorowe zazwyczaj nie posiadają walorów pielęgnacyjnych.

Podkreślanie suchych skórek
Koralowy sztyft jest wymagającym partnerem. Współpracuje wyłącznie z zadbanymi ustami. Jeśli mamy jakąkolwiek suchą skórkę, musimy się liczyć z tym, że zostanie ona wyeksponowana. Na szczęście różany peeling Pat&Rub rozwiązuje problem.

Migracja
Po aplikacji należy odcisnąć nadmiar szminki na chusteczce higienicznej. Zauważyłam, że w przypadku „True Coral” nie można pominąć tego kroku, ponieważ pomadka często przemieszcza się na zęby.

Konsystencja
Pomadka charakteryzuje się kremową formułą. Jej konsystencja przekłada się na aplikację. Szminka gładko sunie po ustach. Sztyft jest specyficznie ścięty. To nowatorskie rozwiązanie pozwala dotrzeć do zewnętrznych kącików.

Zapach
Szminki z serii Beauty Studio Artist roztaczają wokół siebie owocową woń. Wprawdzie wyczuwam w niej chemiczne nuty, ale zapach pomadek nie jest dla mnie uciążliwy.

Opakowanie
Pomadka znajduje się w czarnym, plastikowym opakowaniu, które podczas zamykania wydaje charakterystyczny odgłos. Początkowo obawiałam się, że tworzywo nie przetrwa kontaktu z podłogą. Po raz kolejny przekonałam się, że pozory mylą. Szminka przeżyła zderzenie z kafelkami. Zdaję sobie sprawę, że podwójne opakowanie nie należy do ekologicznych rozwiązań, ale nie potrafię odmówić uroku czarnym, eleganckim kartonikom.

Cena
Obecnie za „True Coral” zapłacimy 19,90 zł. Regularna cena pomadki wynosi 30 zł.

Dostępność
Szminkę można nabyć za pośrednictwem konsultantek. Jeśli chcecie zrobić zakupy bez 30-procentowej marży, warto dołączyć do klubu Oriflame. Więcej informacji nt. członkostwa oraz aktualny katalog znajdziecie na stronie orilove.pl.

Skład
Ricinus communis oil, Octyldodecanol, Pentaerythrityl tetracaprylate/tetracaprate, Lanolin, Pentaerythrityl tetraisostearate, Cera microcristallina, Caprylic/capric triglyceride, Polyethylene, Paraffin, Mica, Bis-diglyceryl polyacyladipate-2, Candelilla cera, Ethylhexyl methoxy-cinnamate, Cera carnauba, Silica, Butyl methoxy-dibenzoylmethane, Parfum, Canola oil, Propylparaben, Rosa canina fruit oil, Talc, BHT, Tocopherol +/- Cl 15850, Cl 17200, Cl 19140, Cl 42090, Cl 45410, Cl 77491, Cl 77492, Cl 77499, Cl 77891.

Reasumując: Długo wzbraniałam się przed koralem. Wychodziłam z założenia, że ciepłe odcienie nie współgrają z moim typem urody. Pomadka Oriflame przekonała mnie do pomarańczowej czerwieni. Ten kolor świetnie ożywia moją bladą twarz. Szminka charakteryzuje się satynowym wykończeniem. Po kilkudziesięciu minutach usta tracą blask. Na szczęście kolor utrzymuje się przez 2-3 h. Niestety, posiłki są bezlitosne dla koralowego sztyftu. Nie mogę narzekać na pigmentację pomadki. Za jej sprawą mogę cieszyć się głębią koloru. Zazwyczaj obietnice producenta traktuję z przymrużeniem oka. W związku z tym nie wierzyłam w deklaracje dotyczące właściwości nawilżających. Bohaterka niniejszej recenzji sprawiła mi miłą niespodziankę. Świetnie zabezpiecza wargi przed mrozem i wiatrem. Koralowa szminka jest wymagającym partnerem. Współpracuje wyłącznie z zadbanymi ustami. Jeśli mamy jakąkolwiek suchą skórkę, musimy się liczyć z tym, że zostanie ona wyeksponowana. Po aplikacji należy odcisnąć nadmiar pomadki na chusteczce higienicznej. Jeśli pominiemy ten krok, na ustach mogą pojawić się kolorowe, tłuste plamy. Sztyft charakteryzuje się kremową formułą. Jego konsystencja przekłada się na aplikację. Szminka gładko sunie po ustach. Choć pomadka nie jest pozbawiona wad, chętnie po nią sięgam.

PS Czy znacie pomadki Oriflame? Jakie serie zasługują na uwagę? Czy sięgacie po ciepłe odcienie szminek? Co myślicie o pomarańczowej czerwieni?


karminowe.usta

Coraz bliżej święta - płyn o zapachu piernika z powidłami

Silny wiatr i ponury krajobraz za oknem nie sprzyjają mojemu samopoczuciu. Gdy chcę zwalczyć chandrę, przygotowuję aromatyczną kąpiel. Przez ostatnie tygodnie towarzyszył mi płyn Berry Christmas od Oriflame. Czy zdał egzamin jako umilacz długich, jesiennych wieczorów?

Właściwości pianotwórcze
Płyn Berry Christmas powinien przypaść do gustu miłośnikom piany. Produkt jest stosunkowo treściwy. Niewielka ilość kosmetyku pozwala uzyskać satysfakcjonujący efekt. Wanna wypełniona pianą parokrotnie poprawiła mi wisielczy humor.

Zapach
Przeglądając materiały informacyjne Oriflame, natknęłam się na opis zapachu. Według producenta żurawina przeplata się z cynamonem, wanilią i piżmem. Mój nos zarejestrował wiśniowe nuty, które współgrają z korzennymi akordami. To połączenie przypomina mi świąteczne ciasta. W związku z tym, iż lubię piernik nadziewany powidłami, ta kompozycja przypadła mi do gustu. Jeśli poszukujecie prezentu pod choinkę, to warto zwrócić uwagę na Berry Christmas.

Nawilżenie/wysuszenie
Specyfik Oriflame nie pogorszył kondycji mojej suchej skóry. Płyn otula ciało specyficznym filmem. Na szczęście nie jest on tak lepki jak powłoczka, którą pozostawia po sobie parafina. Niestety, warstwa ochronna nie idzie w parze z nawilżeniem. W związku z tym, iż od umilaczy kąpieli nie oczekuję zbyt wiele, nie czuję się rozczarowana.

Podrażnienie
Korzystając z aromatycznych kąpieli, nie odnotowałam żadnych niepożądanych reakcji. W tym miejscu warto zaznaczyć, iż borykam się z problemem cienkiej, wrażliwej skóry.

Konsystencja
Po przechyleniu butelki naszym oczom ukazuje się stosunkowo treściwy, różowy płyn, który opalizuje. Jego konsystencja przekłada się na wydajność.

Opakowanie
Produkt mieści się w plastikowej, ciemnoczerwonej butelce wyposażonej w złotą nakrętkę. Wprawdzie preferuję „klapki”, ale gdy wlewam kosmetyk do wanny, mam suche ręce. W związku z tym jestem skłonna przymknąć oko na tę niedogodność. Estetyka opakowania przypadła mi do gustu.

Wydajność
Zawartość butelki pozwoliła mi przygotować 7 aromatycznych kąpieli. Jeśli wezmę pod uwagę pojemność płynu oraz rozmiary mojej wanny, to wydajność wyżej wspomnianego specyfiku uważam za satysfakcjonującą.

Cena
Obecnie zakup Berry Christmas stanowi wydatek rzędu 9,90 zł.

Dostępność
Płyn można nabyć za pośrednictwem konsultantek. Jeśli chcecie zrobić zakupy bez 30-procentowej marży, warto dołączyć do klubu Oriflame. Więcej informacji nt. członkostwa oraz aktualny katalog znajdziecie na stronie orilove.pl.

Skład
Aqua, Sodium laureth sulfate, Sodium chloride, Glycerin, Cocamidopropyl betaine, Glycol distearate, Parfum, Laureth-4, PEG-7 glyceryl cocoate, Sodium citrate, Hexyl cinnamal, 2-bromo-2-nitropropane-1,3-diol, Limonene, Formic acid, Citric acid, Cl 14700, Cl 16035.

Reasumując: Płyn Berry Christmas okazał się miłym urozmaiceniem długich, jesiennych wieczorów. Specyfik Oriflame powinien przypaść do gustu miłośnikom piany. Według producenta w kompozycji zapachowej wykorzystano nuty charakterystyczne dla żurawiny, cynamonu, wanilii i piżma. Mój nos zarejestrował soczystą wiśnię, która współgra z korzennymi akordami. To połączenie przypomina mi świąteczne ciasta. Kosmetyk nie pogorszył kondycji mojej suchej skóry. Wprawdzie otula ciało specyficznym filmem, ale powłoczka ochronna nie idzie w parze z nawilżeniem. W związku z tym, iż od umilaczy kąpieli nie oczekuję zbyt wiele, nie czuję się rozczarowana. Korzystając z dobrodziejstw płynu Oriflame, nie odnotowałam żadnych niepożądanych reakcji. Wydajność wyżej wspomnianego produktu nie budzi zastrzeżeń. Jeśli poszukujecie prezentu pod choinkę, to warto zwrócić uwagę na Berry Christmas.

PS Po jakie umilacze kąpieli sięgacie, gdy chcecie przywołać świąteczną atmosferę? Czy znacie płyny Oriflame? Jakie wywarły na Was wrażenie?


karminowe.usta

Oriflame Optimals Balance Day Gel SPF 8







Dzisiaj przedstawię Wam mój ulubiony żel na dzień, który uwielbiam za matowe wykończenie:) Oriflame Optimals Balance Day Gel SPF 8 z Silver Birch Extract+ Equalising Complex. Ów żel odkryłam jakieś 2 lata temu. Zamawiałam go kilkukrotnie, gdy spełnia stawiane przeze mnie wymagania.

Filtr
Preparat zawiera filtr, słaby, bo słaby, ale jednak jest. Szkoda, że nie jest to co najmniej piętnastka, spełnieniem moich marzeń byłaby trzydziestka, ale ważne, że coś jest. Wprawdzie taki faktor nie uchroni nas zanadto, zwłaszcza w słoneczny dzień, ale jeśli nie mamy w planach udawać się na dalekie spacery albo zakupy, tylko musimy wyprowadzić psa pod blok na jakieś 10 minut w pochmurny, jesienny dzień, to będzie jak znalazł. Aczkolwiek mi ochrona zapewniana przez ów żel nie wystarcza nawet na tak krótki spacer z moim czworonogiem. Nawet na spacer z moją psiną nakładam na twarz Eucerin SPF 50+, bo tylko wtedy czuję się chroniona. Boję się, że nawet w taki pochmurny dzień, mogłoby dojść do mutacji w moim DNA. Ot, takie małe zboczenie zawodowe;) Na szczęście niegroźne dla otoczenia;) Ale to, że krem ma filtr wzmacnia dodatkowo moje poczucie bezpieczeństwa;)

Zapach
Zapach jest wspaniały, w sam raz do aplikacji skoro świt;) Jest niezwykle ożywczy, dzięki czemu śpiochy takie jak ja, niepijące kawy, mogą się trochę rozbudzić przed wyjściem na uczelnię;) Przypomina mi aromat ogórka połączony z typowo kremowym aromatem. Jego aplikacja to prawdziwa przyjemność, dlatego jest mi łatwiej zmobilizować się do nakładania go każdego poranka;) Teraz jest już trochę lepiej z regularnością stosowania kosmetyków. Dawniej kupowałam krem i mógł leżeć nieużywany miesiącami;) Zatem takie dodatkowe, aromaterapeutyczne właściwości, są bardzo mile widziane.

Mat
Bardzo często narzekam na moją cerę. W strefie T jestem latarnią. Bardzo trudno mnie zadowolić pod względem zmatowienia mego lica;) Wspomniany wczoraj Garnier z łopianem nie podołał temu zadaniu, zresztą podobnie jak Eucerin SPF 50+, który ma w nazwie „fluid matujący”. Żel z Oriflame jest jedynym kosmetykiem, który mnie naprawdę matowi. Moje czoło, nos i broda praktycznie się nie błyszczą. Nie jest to może idealny płaski mat, ale widać, że moja skóra wygląda zdrowiej, świeżej:) Ten efekt nie jest krótkotrwały, utrzymuje się nawet do 4 godzin:) Potem zaczynam się błyszczeć, ale nie jest to od razu efekt latarni morskiej wskazującej podróżującym kierunek.

Nawilżenie
Jeśli chodzi o nawilżenie, to również nie narzekam. Pomimo właściwości matujących, moja skóra nie jest przesuszona, jest optymalnie nawilżona, ale nie tłusta. Żel dość dobrze i dość szybko się wchłania, nie pozostawiając tłustego filmu, którego nienawidzę. Po nałożeniu żelu, nie mam wrażenia, że zaaplikowałam sobie solidną porcję smalcu.

Konsystencja
Konsystencja jest żelowo-kremowa. Nie jest to typowy żel. Nie jest to też tradycyjny krem. Twórcom udało się stworzyć wyjątkową formułę, która nawilża, ale nie przetłuszcza. Jest to naprawdę lekki produkt.

Wydajność
Wydajność jest zadowalająca, produkt spokojnie starcza na 2 do 3 miesięcy codziennego stosowania. Jego pojemność to wprawdzie 50 ml, ale pomimo swej lekkiej konsystencji, nie znika w tempie ekspresowym, co jest niewątpliwie zaletą.

Cena
Nie jest super tani, ale też trudno mówić o tym, że jest to produkt dla elity. Kosztuje około 40 zł, ale zdarza się, że można go kupić w promocji za mniejszą kwotę. Trzeba regularnie śledzić gazetki z Oriflame. Jak na tę jakość, to myślę, że wart jest swojej ceny. Za 25 zł często kupujemy drogeryjne kremy, które niemalże w ogóle nie matują. Ja przynajmniej zamawiając ten żel z Oriflame, nie wyrzucam pieniędzy w błoto. Wiadomo, każda z nas może mieć inne odczucia po jego stosowaniu, bowiem reakcja naszej cery jest sprawą indywidualną.

Opakowanie
Jak już z pewnością zauważyłyście, przywiązuję dość dużą wagę do tego typu kwestii. Chociaż słoiczek z kremem nie jest bogato zdobiony, wręcz przeciwnie, cechuje go prostota, to podoba mi się jego kształt. Krem bez trudu można zakręcić i odkręcić. Można go zamknąć stosunkowo szczelnie. Zdarzają się produkty, które trudno zakręcić prawidłowo, tzn. bez pozostawienia dziur, przez które mogą przenikać drobnoustroje z powietrza, ten żel na szczęście ma takie opakowanie, że nie ma z tym problemu;) Nie wiem, czy udało mi się wyjaśnić, co mam na myśli;)

Nie zapycha
Gdybym stosowała tylko ten żel, nie używała żadnych żeli do mycia twarzy, mleczek do demakijażu, żadnych filtrów, fluidów i pudru, nie miałabym pozapychanych por. Był kiedyś okres, że w ogóle się nie malowałam, nie stosowałam filtrów, tylko ten krem i nie miałam żadnych zaskórników, pryszczy. Moja cera była idealna, no poza błyszczeniem, z którym musiał radzić sobie ten żel. Aczkolwiek na 3. miejscu w składzie jest gliceryna, która niektóre osoby potrafi nieźle zapchać. Produkt zawiera też parabeny, które mogą zapchać i które podejrzewało się swego czasu o udział w nowotworze piersi. Ale to nie zostało dowiedziono naukowo i parabeny w charakterze konserwantów nadal mogą być dodawane do wielu produktów kosmetycznych.

Nałożony na filtr daje mat
Jak już wspomniałam Eucerin SPF 50+ wzmacnia efekt latarni na mojej twarzy. Błyszczę się po nim niemiłosiernie. Dlatego czasami nakładam żel z Oriflame na warstwę filtru. Moja skóra dzięki temu staje się bardziej matowa, a sam produkt chroniący przed promieniami UV nie warzy się.

Nie wywołuje alergii
Przynajmniej w moim przypadku nie stwierdziłam żadnych niekorzystnych zmian podczas jego stosowania. Nie powoduje pieczenia, zaczerwienienia, opuchlizny. Aczkolwiek każda z nas jest inna, inna jest też jej reakcja na kontakt z tym kosmetykiem, dlatego warto zawsze nałożyć krem na przegub ręki i obserwować reakcję.

Tonik i mleczko
Oprócz żelu mamy też do dyspozycji tonik i mleczko z tej samej serii. Wszystkie produkty pachną tak samo pięknie. Wszystkie też doskonale pełnią swoją rolę. Obecnie nie posiadam ani toniku, ani mleczka z tej serii, ale wspominam je naprawdę dobrze.

Ile się utrzymuje
Efekt działania żelu utrzymuje się kilka godzin.

A Wy jakie macie doświadczenia z tym produktem? Czy znacie inne doskonale matujące kremy/ żele na dzień?

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...