Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazidła. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Mazidła. Pokaż wszystkie posty

Macerat, który uwielbiają moje włosy

W lipcu zaniedbałam swoje włosy. W ten sposób przekonałam się, jak ważną rolę w mojej codziennej pielęgnacji odgrywa olejowanie. Jeśli zapomnę o aplikacji oleju, moje kosmyki wykazują tendencję do puszenia. Dzisiaj pragnę przybliżyć Wam macerat brzozowy z Mazideł, po który sięgam od kilku miesięcy.

Nawilżenie
Wysokoporowate włosy potrzebują wielonienasyconych kwasów tłuszczowych. Olej słonecznikowy stanowi bogate źródło wyżej wspomnianych związków chemicznych. Moje niesforne, suche kosmyki pochłaniają macerat niczym wodę. Godzinę po aplikacji mogłabym wyjść na ulicę, ponieważ tłusta warstwa staje się niewidoczna. Po usunięciu resztek oleju włosy wyglądają zdrowo.

Miękkość
Zauważyłam, iż macerat wpływa korzystnie na kondycję moich niesfornych pasm. Za jego sprawą mogę zapomnieć o nieprzyjemnej szorstkości, której doświadczam, dotykając kosmyków.

Gładkość
Omawiany produkt sprzyja domykaniu łusek, aczkolwiek płukanka octowa lepiej radzi sobie z tym zadaniem.

Blask
Po użyciu maceratu brzozowego moje włosy odbijają światło niczym tafla wody. Lubię ten efekt, dlatego w miarę możliwości staram się pamiętać o olejowaniu.

Skręt
Zaprezentowany produkt umożliwia uzyskanie mięsistych fal. Niestety, moje lenistwo ostatnio daje się we znaki. Od dwóch tygodni walczę z puchem. Z perspektywy czasu widzę, jak ważną rolę odgrywało olejowanie w mojej codziennej pielęgnacji.

Rozczesywanie
Macerat ułatwia szczotkowanie. Najlepsze efekty uzyskuję wówczas, gdy po usunięciu resztek oleju nakładam odżywkę. Dzięki temu połączeniu nie wyrywam zdrowych włosów.

Obciążenie
Omawiany produkt w pewnym stopniu dociąża moje niesforne włosy. Liczyłam na spektakularny efekt, niestety, uzyskane rezultaty odbiegają od moich wyobrażeń. Warto jednak podkreślić, iż macerat w połączeniu z silikonową odżywką potrafi zdziałać cuda.

Przetłuszczanie
Zaprezentowany specyfik nie wpłynął negatywnie na świeżość moich włosów.

Zmywanie
Nigdy nie miałam problemów z pozbyciem się tłustej warstwy. Moje kosmyki „piją” olej słonecznikowy jak szalone. W związku z tym na włosach pozostaje cienka, ochronna warstwa, którą bez trudu można usunąć, sięgając po szampon.

Konsystencja
W przypadku maceratu brzozowego mamy do czynienia z żółtym olejem, który wchłania się stosunkowo szybko.

Zapach
Jeśli lubicie świeże, ziołowe kompozycje, to woń omawianego produktu powinna przypaść Wam do gustu. Uważam, że macerat brzozowy stanowi alternatywę dla osób, które unikają czystego oleju słonecznikowego ze względu na specyficzny zapach.

Opakowanie
Specyfik umieszczono w butelce wykonanej z brązowego, półprzeźroczystego szkła. W miarę możliwości staram się unikać plastikowych pojemników, ponieważ mam wrażenie, że wpływają negatywnie na zapach kosmetyków i artykułów spożywczych.

Wydajność
Od czerwca korzystam z dobrodziejstw maceratu. Początkowo aplikowałam go niemal codziennie. W lipcu dopadło mnie lenistwo. Ostatnio powróciłam do dobrych nawyków. Niestety, za dzień lub dwa będę musiała pożegnać się z zaprezentowanym produktem.

Cena
Za butelkę, w której znajduje się 130 ml produktu, musimy zapłacić 17,40 zł.

Dostępność
Mazidła.

Skład
Helianthus annuus (sunflower) seed oil; Betula alba leaf extract.

Reasumując: Macerat brzozowy odgrywa istotną rolę w pielęgnacji moich wysokoporowatych włosów. Można wręcz odnieść wrażenie, że kosmyki „piją” olej słonecznikowy. Omawiany produkt zmiękcza szorstkie pasma, jednocześnie nadaje im zdrowy blask. Za sprawą ziołowej woni olejowanie stało się przyjemnością. Ubolewam nad tym, iż macerat brzozowy w niewielkim stopniu dociąża moje niesforne kosmyki. Ten produkt polecam właścicielkom wysokoporowatych włosów.

PS Czy mieliście do czynienia z maceratami? W jaki sposób wykorzystujecie tego typu produkty? Czy olej słonecznikowy służy Waszym włosom?

karminowe.usta

Cel: długotrwały mat

Jako właścicielka cery mieszanej w kierunku tłustej wciąż poszukuję pudru, który utrzymałby moją twarz w ryzach przez co najmniej 8 h. Za sprawą nadmiernej produkcji sebum moje lico nie prezentuje się zbyt estetycznie. Wprawdzie istnieją bibułki matujące, zawsze możemy też poprawić makijaż, jednak w pracy wyżej wspomniane opcje nie wchodzą w rachubę. Od kilku miesięcy korzystam z dobrodziejstw Dry-Flo z Mazideł. W związku z tym, iż produkt zaczyna sięgać dna, nadszedł czas, aby poddać go szczegółowej recenzji. Warto wspomnieć, iż skrobię kukurydzianą wzbogaciłam niewielką ilością sproszkowanego jedwabiu. Zapraszam do lektury:)

Kolor
W przypadku Dry-Flo mamy do czynienia z białym proszkiem. Skrobia kukurydziana nie odznacza się na twarzy pod warunkiem, że w trakcie aplikacji zachowamy umiar. Jeśli nałożymy zbyt dużą ilość specyfiku, możemy uzyskać efekt córki młynarza. Przy „oszczędnej” aplikacji produkt pozostaje transparentny.

Matowienie
Zmodyfikowana skrobia kukurydziana posiada dużą pojemność sorpcyjną, w związku z tym pochłania sporą ilość sebum. W moim przypadku mat utrzymuje się przez 3-4 h. Później muszę nanieść poprawki. W związku z tym, iż do Dry-Flo dodałam sproszkowany jedwab, twarz po przyprószeniu pudrem staje się aksamitna w dotyku.

Konsystencja
Otrzymujemy dobrze zmielony, biały proszek, który podczas aplikacji unosi się nad toaletką. Ze względu na ponadprzeciętną tendencję do pylenia odradzam ten produkt osobom, które cenią sobie wygodę. Dry-Flo aplikuję zazwyczaj w przedpokoju, ponieważ usuwanie resztek kosmetyku z kafelków przebiega bez komplikacji.

Zapychanie
Skrobia kukurydziana stanowi świetne rozwiązanie dla osób, które borykają się z kapryśną cerą. Ten naturalny produkt można stosować bez obaw. Specyfik Dry-Flo nie powinien pogorszyć kondycji skóry.

Baza pod minerały
Tego typu kosmetyki najlepiej wyglądają wówczas, jeśli nałożymy je na primer. Zaprezentowany produkt świetnie sprawdza się w tej roli.

Współpraca z filtrami
Specyfiki, które zapewniają naszej skórze wysoką ochronę przeciwsłoneczną, zazwyczaj charakteryzują się treściwą konsystencją. Po aplikacji kremu odruchowo sięgam po puder. Większość produktów dostępnych w drogerii zawiera talk, który destabilizuje niektóre filtry. Skrobia kukurydziana dobrze współgra ze specyfikami, które chronią skórę przed promieniowaniem ultrafioletowym. Matuje twarz, przy czym nie obniża skuteczności filtrów.

Wysuszenie
Skrobia kukurydziana nie wysusza skóry. Z jej dobrodziejstw korzystałam zimą, gdy odczuwałam nieprzyjemne ściągnięcie. Na szczęście omawiany produkt nie zaostrzył tego problemu.

Zapach
W przypadku Dry-Flo mamy do czynienia z produktem pozbawionym woni, w związku z tym zmniejsza się prawdopodobieństwo wystąpienia reakcji alergicznej.

Opakowanie
Skrobia kukurydziana mieści się w dużym opakowaniu wykonanym z białego plastiku. Jednak to rozwiązanie jest niepraktyczne, toteż warto rozejrzeć się za pojemnikiem po starym „sypańcu”.

Wydajność
Omawiany produkt sięgnął dna po 5 miesiącach intensywnego użytkowania. W tym miejscu warto podkreślić, iż Dry-Flo aplikuję również na szyję i dekolt.

Cena
Za opakowanie, w którym znajduje się 100 g produktu, musimy zapłacić 13,07 zł.

Dostępność
Mazidła.com

Skład
Corn starch modified.

Reasumując: Modyfikowana skrobia kukurydziana nie każdemu przypadnie do gustu. Aplikacja omawianego produktu nastręcza sporo trudności. Drobno zmielony proszek wykazuje ponadprzeciętną tendencję do pylenia. Oprószając twarz zaprezentowanym pudrem, należy zachować ostrożność, ponieważ można uzyskać efekt córki młynarza. Jeśli jednak jesteśmy skłonne przymknąć oko na te niedogodności, to Dry-Flo ukaże nam swoje lepsze oblicze. Skrobia kukurydziana całkiem przyzwoicie radzi sobie z pochłanianiem sebum. Za jej sprawą przez 3-4 h mogę cieszyć się matem. Dry-Flo stanowi świetną bazę dla minerałów i współgra z filtrami przeciwsłonecznymi. Jeśli do tego naturalnego pudru dodamy odrobinę sproszkowanego jedwabiu, to po oprószeniu lica nasza skóra stanie się aksamitna w dotyku.

PS Czy znacie puder, który sprawia, iż twarz pozostaje matowa przez 8 h? Czy nadmierna pylistość jest w stanie zniechęcić Was do dobrze zapowiadającego się kosmetyku?

karminowe.usta

Maseczka przywracająca skórze zdrowy koloryt


Kompletując zamówienie z Mazideł, zdecydowałam się na zakup glinki multani mitti. Skusiły mnie obietnice producenta dotyczące wyrównania kolorytu skóry. Czy znalazły one odzwierciedlenie w rzeczywistości? W poniższej recenzji znajdziecie odpowiedź na to pytanie.

Matowienie
Pakistańska glinka reguluje wydzielanie sebum. Po zmyciu maseczki skóra pozostawała matowa przez kilka godzin. Produkty, które wysyłają gruczoły łojowe na krótki urlop, mogą liczyć na moją aprobatę;)

Widoczność porów
Glinka multani mitti przyczynia się do obkurczenia kraterów. Niestety, po kilku godzinach można zapomnieć o zmniejszonej widoczności porów. Mimo iż glinki przynoszą krótkotrwałe rezultaty, nie zamierzam rezygnować z ich dobrodziejstw.

Wpływ na niedoskonałości
Maseczka na bazie glinki multani mitti wysusza pryszcze i przyspiesza zabliźnianie drobnych ran. Niestety, ta żółta papka okazuje się bezradna wobec podskórnych gul. Te ostatnie nie reagują na substancje zawarte w pakistańskiej glince.

Właściwości oczyszczające
Zmywając żółtą papkę, jednocześnie pozbywamy się suchych skórek. Po użyciu glinki multani mitti twarz staje się gładka i napięta.

Wyrównanie kolorytu skóry
Maseczka pozwala odzyskać skórze zdrowy koloryt. Za sprawą pakistańskiej glinki z mojej twarzy zniknął szarawy odcień. Po zmyciu żółtej papki moje lico przypomina rumiane jabłuszko. Przebarwienia stały się mniej widoczne, co przełożyło się na wyrównanie kolorytu skóry.

Nawilżenie
Omawiany produkt nie wykazuje właściwości nawilżających. Jednak nie mogę mu zarzucić, że wysusza skórę.

Zapychanie
Glinki stanowią świetne rozwiązanie dla osób, które borykają się z cerą skłonną do powstawania niedoskonałości, ponieważ nie wykazują właściwości komedogennych.

Podrażnienie
Podczas korzystania z dobrodziejstw maseczki nie stwierdziłam pieczenia, swędzenia czy zaczerwienienia.

Konsystencja
Glinka multani mitti przychodzi do nas w postaci żółtego proszku, który musimy upłynnić. Regulując ilość wody, kształtujemy konsystencję maseczki.

Zapach
Podobną wonią charakteryzuje się ziemia po przejściu ulewy. Zdaję sobie sprawę, że ten zapach nie każdemu przypadnie do gustu. Jednak dla mnie nie stanowi on problemu.

Zmywanie
Usuwanie glinki z powierzchni twarzy nie należy do przyjemności. Podczas wykonywania tej czynności dochodzi do pobrudzenia umywalki. W związku z tym, iż maseczki na bazie glinki sprzyjają mojej kapryśnej cerze, jestem skłonna przymknąć oko na tę drobną niedogodność.

Wydajność
50 g żółtego proszku starcza na 10-12 aplikacji. Warto podkreślić, iż na twarz, szyję i dekolt nakładam grubą warstwę papki.

Cena
Za 50 g tego naturalnego produktu musimy zapłacić ok. 12 zł.

Dostępność
Glinkę multani mitti dorzuciłam do zamówienia z Mazideł.

Reasumując: Z pewnością nie poprzestanę na jednym opakowaniu tego żółtego proszku. Glinka multani mitti sprzyja mojej mieszanej cerze. Ponadto omawiany produkt rozjaśnia skórę, przywracając twarzy zdrowy koloryt. Myślę, że glinka mitti może przypaść do gustu osobom, które borykają się z przebarwieniami.

PS Czy korzystacie z maseczek wyrównujących koloryt skóry? Po jakie rozwiązania sięgacie najczęściej?

karminowe.usta

Pogromca podskórnych gul


Ostatnio więcej miejsca poświęcam pielęgnacji. Paradoksalnie, gdy byłam nastolatką, nie przywiązywałam do niej zbyt dużej wagi. Używałam pierwszego lepszego kremu, balsamy do ciała znałam wyłącznie z reklam. Wówczas kosmetyki kolorowe wiodły prym. Jednak różne czynniki sprawiły, iż zmieniły się moje priorytety. Zauważyłam, że dobranie właściwej pielęgnacji stanowi nie lada wyzwanie. Problemy ze skórą pojawiły się dopiero na studiach. Jako nastolatka cieszyłam się gładką skórą. Teraz muszę dokonywać ostrej selekcji kosmetyków, ponieważ moja twarz stała się kapryśna. Moja przygoda z popularnym mydłem Aleppo zakończyła się katastrofą. Z pryszczami uporałam się dzięki oczyszczającemu fluidowi Alverde, jednak ten nie poradził sobie z trudniejszym wyzwaniem, czyli podskórnymi gulami. Gdy wylałam swoją frustrację na blogu, jedna z czytelniczek zwróciła uwagę na dobroczynne działanie siarki. Po dłuższej chwili namysłu przypomniałam sobie o błocie termalnym z Mazideł. Ten żółty proszek swoją barwę zawdzięcza siarce. Jeśli chcecie się dowiedzieć, czy moja twarz zaprzyjaźniła się z błotem termalnym, to zapraszam do lektury poniższej notki.

Matowienie
Maseczka reguluje pracę gruczołów łojowych. Po jej zmyciu na mojej twarzy gości mat. Po kilku godzinach dochodzi do wznowienia produkcji sebum. Aczkolwiek zauważyłam, iż regularne stosowanie maseczki opartej na błocie termalny z siarką spowalnia przetłuszczanie się strefy T.

Obkurczenie porów
Omawiany produkt przyczynia się do zmniejszenia widoczności porów na kilka godzin. Ten aspekt jest dla mnie niezwykle istotny, ponieważ na co dzień borykam się z kraterami. Gdy widzę, że twarz wygląda lepiej, od razu poprawia się moje samopoczucie.

Wpływ na niedoskonałości
Błoto termalne z siarką przyczynia się do szybszego wchłaniania pryszczy i podskórnych gul. Warto podkreślić, iż wobec tych ostatnich olejek z drzewa herbacianego okazał się bezskuteczny. Po pierwszej aplikacji maseczki opartej na błocie termalnym podskórne gule stają się mniejsze. Wprawdzie ich całkowite wyeliminowanie wymaga więcej czasu, ale gdy w miejscu „śliwek” pojawiło się „ziarno słonecznika”, poczułam ulgę. Te pomniejszone gule można ukryć pod warstwą korektora. Wcześniej moje próby maskowania niedoskonałości kończyły się fiaskiem.

Wygładzenie
Po użyciu maseczki moja twarz zyskuje na gładkości. Odnoszę wrażenie, iż wraz z żółtą mazią znikają suche skórki.

Rozjaśnienie
Po użyciu błotnej papki moja twarz sprawia wrażenie rozjaśnionej. Skóra odzyskuje zdrowy odcień.

Nawilżenie
Nie zauważyłam, aby błoto termalne z siarką wykazywało właściwości nawilżające. Aczkolwiek regularne stosowanie maseczki nie przyczyniło się do wysuszenia skóry.

Gojenie
Żółta papka przyśpiesza proces zabliźniania ran.

Zapychanie
Podczas korzystania z dobrodziejstw błota termalnego z siarką nie zauważyłam wysypu nowych niedoskonałości. Myślę, iż tego typu maseczki są stworzone dla osób, które borykają się z problematyczną cerą.

Podrażnienie
Gdy korzystałam z uroków błotnej maseczki, nie odnotowałam żadnych niepożądanych reakcji.

Konsystencja
Gęstość żółtej mazi możemy stopniować wedle uznania. Ja zazwyczaj przygotowywałam treściwą papkę, mieszając proszek z wodą mineralną w proporcji 2:1.

Zapach
Wiele osób skarżyło się na nieprzyjemną woń. Mając w pamięci nie najlepsze wspomnienia z siarkowym mydłem Barwy, przygotowałam się na najgorsze. Tymczasem po otwarciu plastikowego pojemnika spotkała mnie miła niespodzianka. Zapach błota termalnego przypomina mi ściółkę leśną. Takie nietypowe wonie budzą moje zainteresowanie.

Zmywanie
Nie należy do przyjemności. Wprawdzie maseczka nie stawia oporu przy próbach usunięcia z twarzy, ale podczas wykonywania tej czynności dochodzi do pobrudzenia umywalki.

Wydajność
Co 3-4 dni nakładałam maseczkę na całą twarz. Jednak w przypadku podskórnych gul postawiłam na mocniejsze uderzenie. W tym celu codziennie nakładałam żółtą maź na problematyczne miejsca. Po 16 dniach błoto termalne z siarką sięgnęło dna.

Cena
Za 50 g błota termalnego z siarką musimy zapłacić 11 zł.

Dostępność
Mazidła.

Reasumując: Na pewno zamówię kolejne opakowanie błota termalnego z siarką. Ten produkt reguluje wydzielanie sebum, obkurcza pory i przyśpiesza wchłanianie niedoskonałości. Błoto termalne z siarką zwalcza nawet podskórne gule, z którymi nie radzi sobie popularny olejek z drzewa herbacianego. Wprawdzie na całkowite wyeliminowanie problemu musimy trochę zaczekać, jednak rezultaty są widoczne już po pierwszej aplikacji. Podskórne gule zmniejszają swoje rozmiary, dzięki czemu do akcji może wkroczyć korektor. Wprawdzie zapach tego produktu nie przypomina perfum Diora, ale nie jest zbyt intensywny i można się do niego przyzwyczaić.

PS Czy korzystacie z maseczek na bazie błota? A może tego typu rozwiązania zupełnie do Was nie przemawiają? Czy znacie inne produkty z siarką, które przynoszą satysfakcjonujące rezultaty?

karminowe.usta

Hydrolat hydrolatowi nierówny?


Swój pierwszy hydrolat zamówiłam na „Biochemii Urody”. Wówczas nie wiedziałam, że tego typu produkt tak bardzo przypadnie mi do gustu. Gdy odkryłam zbawienne działanie hydrolatu z kocanki, postanowiłam sprawdzić jakość produktów oferowanych przez „Mazidła”. Przed złożeniem zamówienia zapoznałam się z opiniami w internecie. Wiele osób uważa, iż wody kwiatowe z „Mazideł” charakteryzują się lepszą jakością. Jak sprawdził się u mnie hydrolat z kocanki? Tego dowiecie się, czytając poniższą notkę.

Oczyszczanie-matowienie, glinka
Hydrolat z „Mazideł” doskonale radzi sobie z usuwaniem nadmiaru sebum i zanieczyszczeń, które w ciągu dnia zgromadziły się na naszej twarzy. W związku z tym, iż jest to zwykła woda kwiatowa, to nie możemy od niej oczekiwać, że zastąpi płyn micelarny czy mleczko. Po użyciu tego hydrolatu, moja twarz jest matowa przez 1,5 godziny. Potem znowu zaczyna się tłuścić. Hydrolat z kocanki świetnie sprawdza się przy zmywaniu glinki:)

Odświeżanie
Gdy jestem w domu, bardzo często sięgam po tę wodą kwiatową. Wspaniale odświeża zmęczoną twarz.

Wpływ na naczynka
Regularne stosowanie tego hydrolatu zmniejsza widoczność popękanych naczynek. Aczkolwiek warto podkreślić, iż nie jest to czarodziejska różdżka. Hydrolat z kocanki nie domknie naszych naczynek.

Redukcja niedoskonałości
Pod koniec września sporo się działo, toteż rzadko korzystałam z dobrodziejstw hydrolatów. Niestety, gdy zaniedbuję swoją twarz, pojawiają się niedoskonałości. Wystarczyło, że powróciłam do regularnego stosowania hydrolatu z kocanki i „nieprzyjaciele” przestali pojawiać się na mojej twarzy. Rośliny w toku ewolucji wykształciły liczne mechanizmy zabezpieczające je przed atakiem groźnych patogenów. W związku z tym związki pozyskane z ziół i przypraw mogą w tym stopniu chronić naszą skórę przed rozwojem niepożądanej mikroflory.

Gojenie ran
W związku z tym, iż pod koniec września zaniedbałam swoją twarz, doczekałam się wysypu. Niektóre niedoskonałości lubią goić się przez kilkanaście dni. Dzięki stosowaniu hydrolatu z kocanki strupki pojawiły się nieco wcześniej. Warto podkreślić, iż wspomniana woda kwiatowa chroni moją skórę przed powstawaniem brązowych plam, które stanowią pamiątkę po pryszczach.

Nawilżenie
Produkt oceniam jako posiadaczką mieszanej cery. Podczas stosowania tego produktu towarzyszy mi uczucie delikatnego nawilżenia. Właścicielkom skóry suchej ten efekt nie wystarczy.

Zapychanie
Hydrolat mnie nie zapchał.

Podrażnienie
Wody kwiatowe nie są kosmetykiem dla każdego, aczkolwiek w moim przypadku sprawdzają się idealnie. Podczas ich stosowania nie zanotowałam żadnej niepożądanej reakcji.

Konsystencja
Wodnista, aczkolwiek uważam, iż hydrolat z „Mazideł” jest nieco bardziej treściwy od swojego brata z „Biochemii Urody”.

Zapach
Wiem, że wiele osób uważa, iż kocanka śmierdzi. Ja się z tym nie zgadzam. Woń tego hydrolatu kojarzy mi się z ziołami zebranymi w celu sporządzenia nalewki/płukanki na chore gardło. Gdy byłam dzieckiem, często jeździłam z mamą za miasto i tam zbierałyśmy różne rośliny o właściwościach leczniczych:) Chyba dlatego tak pozytywnie odbieram kontrowersyjny zapach kocanki. Biorąc pod uwagę woń produktu, lepiej wypada hydrolat z „Mazideł”. Wody kwiatowe z „Biochemii Urody” są rozlewane do plastikowych butelek, przez co ich naturalny zapach ulega nieznacznym modyfikacjom. W przypadku hydrolatu z kocanki z „BU: wyczuwałam kwaśną nutę. Produkt z „Mazideł” jest jej pozbawiony.

Opakowanie
Hydrolat przychodzi do nas w szklanej, brązowej butelce, która kojarzy się z aptecznymi syropami. Nie ukrywam, iż preferuję tego typu opakowania. Mam pewność, że składniki z opakowania nie przenikają do produktu i nie zmieniają jego właściwości. W przypadku tego opakowania mam tylko jedno zastrzeżenie. Uważam, iż przy otworze o tak dużej średnicy przydałaby się taka gumowa nakładka z dziurką (takie rozwiązanie zostało wykorzystane w przypadku wcierki „Jantar”).

Wydajność
Butelka o pojemności 150 ml starcza mi na 2 tygodnie intensywnego użytkowania. Stosuję ją kilka razy w ciągu dnia. Od paru dni przy zmywaniu glinki korzystam z hydrolatu.

Skład
Helichrysum italicum flower water-woda z kwiatu kocanki. Kocanka znajduje zastosowanie w kosmetyce, ponieważ pozwala uporać się z naczynkami, a tym samym zaczerwienieniami na twarzy. Działa obkurczająco i zmniejsza opuchlizna. Pozwala szybko pozbyć się siniaków, obtłuczeń i zaczerwienień skóry. Działa przeciwzapalnie i łagodząco. Mogą stosować go osoby zmagające się trądzikiem różowatym, podrażnieniami. Jeśli jesteśmy niewyspane i mamy sińce pod oczami, to możemy użyć hydrolatu z kocanki, powinien je zredukować. Ze swojego doświadczenia mogę powiedzieć, że hydrolat stosowany pod oczy, nie podrażnia ich. Ponadto sprzyja gojeniu i zabliźnianiu ran. Zmniejsza widoczność wcześniej powstałych blizn i śladów potrądzikowych. Stymuluje powstawanie nowych, zdrowych komórek skóry. Zwalcza wolne rodniki, które przyczyniają się do procesów starzenia. Można stosować go po depilacji, ponieważ zapobiega stanom zapalnym.

Cena
Za opakowanie o pojemności 150 ml zapłacimy w granicach 11-12 zł. Chciałam Wam podać dokładną cenę, ale gdy próbuję wejść na stronę „Mazideł” wyskakuje mi alert o złośliwym oprogramowaniu...

Dostępność
Produkt można zamówić przez internet na stronie „Mazideł”. Niestety, nie dostaniemy go stacjonarnie.

Reasumując: Uważam, iż produkt z Mazideł wypada nieco lepiej od swojego brata z Biochemii Urody. 

PS Na jakiej stronie najczęściej zamawiacie hydrolaty? A może trafiłyście się na wodę kwiatową, po użyciu której żałowałyście wydanych pieniędzy?

karminowe.usta

Czy lawenda sprzyja "mieszańcom"?


Jeszcze niedawno zastanawiałam się, dlaczego internautki zachwycają się hydrolatami. Postanowiłam sprawdzić, co takiego dają te produkty, że cieszą się uznaniem tysięcy kobiet. Przy okazji robienia zakupów na stronie Biochemii Urody, wrzuciłam do koszyka hydrolat z kocanki. Jego działanie przerosło moje najśmielsze oczekiwania. Gdy go zużyłam, postanowiłam uzupełnić braki i wtedy zauważyłam, że Mazidła również mają w swojej ofercie wody kwiatowe w atrakcyjnych cenach. Postanowiłam złożyć tam zamówienie. Wrzuciłam do wirtualnego koszyka sprawdzony hydrolat z kocanki. W związku z tym, iż lubię poznawać różne preparaty, w moim zamówieniu nie mogło zabraknąć nowości. Tym razem zdecydowałam się na przetestowanie hydrolatu z lawendy. To właśnie on będzie bohaterem dzisiejszej notki.

Oczyszczanie
Jeśli w ciągu dnia na twarz nie nakładałyśmy podkładu ani pudru, to hydrolat może okazać się wystarczający. Ta woda kwiatowa jest w stanie usunąć sebum i resztki makijażu. Aczkolwiek nie należy traktować jej jako substytutu płynu micelarnego.


Odświeżanie
Hydrolat lawendowy zapewnia naszej skórze długotrwałe uczucie świeżości.

Matowienie
Jestem zaskoczona właściwościami tej wody kwiatowej. Nie przypuszczałam, że zmatowi moją twarz.

Rozjaśnianie przebarwień
Gojące się niedoskonałości lubią pozostawiać po sobie pamiątkę w postaci przebarwień. Dzięki regularnemu stosowaniu tego hydrolatu ulegają one rozjaśnieniu.


Przyśpieszenie gojenia
Ta woda kwiatowa rzeczywiście przyśpiesza ten proces.

Ochrona przed niedoskonałościami
Zauważyłam, że hydrolat chroni moją twarz przed niedoskonałościami na początku cyklu. Nie jest w stanie zapobiec wysypowi hormonalnemu zwiastującemu menstruację.

Działanie ściągające
Hydrolat działa ściągająco na pory, co z pewnością zainteresuje osoby borykające się z problemem „kraterów”.

Nawilżanie
Ta woda kwiatowa nie nawilża mojej skóry, ale też jej nie przesusza.

Zapychanie
Nie stwierdziłam działania komedogennego. Hydrolat lawendowy mnie nie zapchał.

Podrażnienie
Nie zaobserwowałam żadnych niepożądanych reakcji.

Zapach
Przyjemny, intensywny, lawendowy. Towarzyszy mi do dwóch godzin.

Wydajność
Hydrolatu używam 2 razy dziennie. 100 ml tego produktu starcza mi na 2 tygodnie regularnego stosowania.

Konsystencja
Termin woda kwiatowa idealnie odzwierciedla konsystencję tego kosmetyku.

Opakowanie
Brązowa, szklana buteleczka, która może rodzić skojarzenia z syropami, apteką. Może nie jest to wybitne osiągnięcie designerskie, ale mi to nie przeszkadza, ponieważ znajduje to odzwierciedlenie w niskiej cenie.

Skład
Lavandula angustifolia (lavender) water-hydrolat lawendowy zawiera kwas rozmarynowy i ursolowy, które posiadają właściwości przeciwzapalne i antyoksydacyjne. Kwas rozmarynowy zwalcza wolne rodniki, chroniąc tym samym komórki przed groźnymi uszkodzeniami. Ponadto działa przeciwzapalnie i łagodzi skutki reakcji alergicznych. Z kolei kwas ursolowy nie tylko zwalcza wolne rodniki i działa przeciwzapalnie, ale również chroni skórę przed promieniowaniem ultrafioletowym. Jeśli nasza skóra jest zniszczona i wysuszona przez słońce, to warto sięgnąć po preparat zawierający kwas ursolowy, ponieważ ten związek przywróci jej elastyczność. Hydrolat lawendowy wykazuje również właściwości przeciwbakteryjne.

Cena
Za 100 ml produktu, zapłaciłam jedyne 6,37 zł. Teraz żałuję, że nie zamówiłam większej buteleczki tego hydrolatu.

Dostępność
Hydrolat zamówiłam na stronie Mazideł.

Reasumując: To kolejny hydrolat, którego działanie przerosło moje oczekiwania. Nie tylko wspaniale odświeża, ale też matuje i działa ściągająco. Myślę, że posiadaczki cery mieszanej i tłustej będą z niego zadowolone. Nie polecam go osobom borykających się z suchą skórą, ponieważ preparat może dodatkowo pogorszyć kondycję ich cery.

PS Macie swoich faworytów wśród hydrolatów? Przy następnym zamówieniu chętnie dorzucę do koszyka jakąś „nowość”:)

karminowe.usta
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...