Skóra. Fascynująca historia – Yael Adler

Znacie to uczucie, gdy czujecie, że trafiłyście na świetną książkę, którą chętnie polecicie innym. W ogóle nic nie wskazuje na to, abyście nagle miały zmienić zdanie nt. pozycji, którą czytacie, aż nagle dzieje się coś niespodziewanego. W rezultacie pojawiają się wątpliwości co do wysokiej jakości książki, która trafiła w Wasze ręce i nie wiecie, jak ją ocenić. Mnie właśnie spotkała taka historia. Skóra. Fascynująca historia to książka popularnonaukowa, która zawładnęła moją uwagą. Wszystko było dobrze do czasu, aż dobrnęłam do pewnego rozdziału...

Skóra Fascynująca historia




Skóra. Fascynująca historia – błędy merytoryczne

Lubię dobre zakończenia, dlatego też najpierw podzielę się negatywnymi uwagami nt. książki Skóra. Fascynująca historia. Mam do niej kilka zastrzeżeń. Zacznę od tych, które z mojego punktu widzenia są najistotniejsze. Choć autorka książki, Yael Adler, z wykształcenia jest dermatologiem i dietetykiem, czytając kolejne rozdziały, można dojść do wniosku, że z tą drugą specjalizacją radzi sobie nieco gorzej. W pierwszych modułach, które poświęcono stricte skórze, wszystko prezentuje się nienagannie. Doliczyłam się zaledwie dwóch błędów, które mogą być efektem roztargnienia tłumaczki. W jednym z rozdziałów cały czas opisywany jest pewien wirus, który pod koniec zamienia się w bakterię, ale uznajmy to nieistotną pomyłkę. Prawdziwe błędy merytoryczne znajdują się bowiem w działach poświęconych wpływowi diety na skórę. Tam natknęłam się na parę kwiatków, które mnie wręcz zaczęły kłuć w oczy. Pierwszy z nich to budowa trójglicerydów, czyli estrów glicerolu i trzech kwasów tłuszczowych. Zdaniem autorki trójglicerydy to estry cholesterolu i kwasów tłuszczowych. To samo dotyczy aminokwasów wchodzących w skład białek w organizmie człowieka - jest ich 20, podczas gdy w książce Yael Adler ponad 20. Do tego dodajmy pokrętny opis celiakii, który zawiera sporo błędów – sprawdziłam w kilku źródłach, ale nigdzie nie znalazłam ani słowa o tajemniczym enzymie, który jest niszczony i dlatego też gluten nie zostaje w organizmie rozłożony do związków prostszych. Ponadto do szewskiej pasji doprowadzało mnie nazywanie białka, tłuszczów i cukrów makroelementami. Makroelementy to pierwiastki, których nasz organizm potrzebuje w stosunkowo dużych ilościach do prawidłowego funkcjonowania – siarka, azot, fosfor, tlen. Białka, tłuszcze i cukry to substancje energetyczne składające się z wielu różnych pierwiastków. O ile pierwsze rozdziały książki Skóra. Fascynująca historia przeczytałam z prawdziwą przyjemnością, to te poświęcone diecie wprawiły mnie w osłupienie. Rozumiem drobne chochliki drukarskie, ale nie poważne błędy merytoryczne powtarzane kilka/kilkanaście razy. Przez to wszystko aż zaczęłam się zastanawiać, czy ciekawostki z części dermatologicznej można uznać za wiarygodne... Wydaje mi się jednak, że są na tyle spójne, iż autorka wiedziała, o czym pisze. Błędów stricte chemicznych czy biologicznych nie zauważyłam.

Yael Adler i dobroczynne działanie spermy, czyli ejakulat poprawi ci nastrój i stan cery

Drugą rzeczą, która nie do końca spodobała mi się w książce Skóra. Fascynująca historia jest opis prozdrowotnego działania hormonów zawartych w spermie mężczyzn. Według autorki korzystając z prezerwatyw, pozbawiamy się tego dobrodziejstwa, które po wniknięciu do pochwy mogłoby nas ustrzec przed depresją i wpłynąć korzystnie na skórę. Czytając ten fragment, nie mogłam oprzeć się wrażeniu, że mam w rękach zapis jakiegoś wykładu profesor KUL Urszuli Dudziak, która przekonywała swoich studentów, że prezerwatywa w ogóle jest be. Powoduje bowiem raka piersi. Kobiety, których partnerzy zabezpieczają się kondomem, nie mają kontaktu z prozdrowotną spermą. Mam wrażenie, że obie panie pojechały po bandzie, przy czym Yael Adler sama sobie przeczy. Najpierw wspomina, że sporo kobiet pozbawia się tego dobrodziejstwa natury, jakim jest sperma. Kilka stron później ubolewa nad spadkiem sprzedaży prezerwatyw i za ów stan obwinia zbyt mało reklam w telewizji zachęcających do stosowania kondomów. Dla mnie wywody Yael Adler nt. spermy są równie wydumane jak te serwowane przez prof. Urszulę Dudziak. Naprawdę czytając takie rzeczy, miałam ochotę odłożyć książkę na półkę, bo poczułam się jak w świecie szamanów.

Jak powstaje rak skóry?

Mimo iż mam sporo uwag do książki Skóra. Fascynująca historia, przeważają jednak pozytywne wrażenia. Przede wszystkim podoba mi się sposób, w jaki autorka podchodzi do tłumaczenia budowy skóry i zjawisk w niej zachodzących. Stawia na metafory i porównania, które łatwo zapadają w pamięć i czynią lekturę przyjemną w odbiorze. Yael Adler bardzo plastycznie opisuje powstawanie wolnych rodników i niebezpieczeństwo, jakie ze sobą niosą. Zwraca też uwagę na raka skóry, którego często lekceważymy. Po lekturze tego fragmentu zaczęłam bacznie przyglądać się swoim znamionom. Jako osoba obdarzona przez naturę bardzo jasną karnacją jestem szczególnie narażona na poparzenia słoneczne, czego często doświadczam. Yael Adler zwraca też uwagę na niedostateczną syntezę witaminy D w naszej części Europy. Zwraca uwagę, co warto jeść, aby dostarczyć ten cenny składnik z zewnątrz. Wymienia też szereg zalet witaminy D i zachęca do łapania opalenizny z tubki. Muszę przyjrzeć, że to bardzo rozważny i przemyślany fragment, bowiem ukazano w nim też różnicę między filtrami chemicznymi i fizycznymi. Najlepiej, gdy występują łącznie i uzupełniają swoje działanie. O ile filtr UVB nie jest dla nas niczym nowym, ma go każdy krem do opalania, o tyle filtry UVA nie należą już do tak rozpowszechnionych, a też sieją spustoszenie w naszych ciałach.

Tusz do tatuażu źródłem metali ciężkich

Na uwagę zasługują także zapiski Yael Adler na temat tatuażu. Muszę przyznać, że bardzo podobają mi się gustowne wzory na łopatkach – chyba nawet wiem, co chciałabym zamieścić na swojej, ale zawsze odczuwałam pewne obawy. W książce pt. Skóra. Fascynująca historia znalazłam ich potwierdzenie. Jestem alergiczką, zatem nie jest mi obojętne, jaki barwnik zostanie wstrzyknięty pod moją skórę. Niestety, pigmenty dostępne na rynku nie podlegają żadnym regulacjom, nad czym bardzo ubolewam. Choć mogą nam zaszkodzić w większym stopniu niż kosmetyki, bo wnikają w głąb skóry, nikt nie przejmuje się tym, czy nie zawierają zbyt dużo metali ciężkich i potencjalnych alergenów.

Ciekawostki nt. skóry

Książka Skóra. Fascynująca historia obfituje w liczne ciekawostki. Dzięki Yael Adler dowiemy się, czym jest choroba stewardes. Znajdziemy też odpowiedzi na wiele pytań. Czym najlepiej myć twarz i miejsca intymne? Dlaczego nie należy używać czystych olejków do pielęgnacji twarzy i ciała? Jak dzieli się melanina i która odmiana zapewnia nam lepszą ochronę przed słońcem? W jaki sposób melatonina i długi sen wpływają na procesy starzenia się? Naprawdę warto przeczytać książkę Yael Adler pt. Skóra. Fascynująca historia. Choć ma ona sporo wad – idiotyczne wywody nt. spermy zakrawające o kiepski żart, parę błędów merytorycznych w części poświęconej żywieniu, to jednak dowiedziałam się z niej wielu zaskakujących rzeczy. Autorka zachęca do minimalizmu kosmetycznego, ponieważ nadmiar syntetycznych substancji nie służy naszej cerze. Podobnie zresztą jak zioła, które chętnie nakładamy na uszkodzoną skórę. Niektóre z nich mogą bowiem okazać się źródłem silnej alergii. Plusy płynące z lektury Skóra. Fascynująca historia przewyższają jej minusy. Gdyby autorka zrezygnowała z części poświęconej diecie lub znacznie ją okroiła do związków przyczynowo-skutkowych pomiędzy tym, co jemy, a jak wygląda nasza cera, książce przyznałabym 10 gwiazdek na 10 możliwych. Niestety, jestem zmuszona obniżyć jej punktację do 7. Początkowo chciałam dać 6, ale doszłam do wniosku, że byłoby to wielką niesprawiedliwością. Wszak dieta stanowi niewielki fragment całości, a to właśnie ona najbardziej mnie razi. Mam wrażenie, że w przypadku wznowienia błędy zostaną wyeliminowane:)

karminowe.usta


32 komentarze:

  1. Ciekawie napisałaś. Dzięki za recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałam napisać swoje spostrzeżenia, bo dawno po żadnej lekturze tak się we mnie nie gotowało. Z jednej strony ta książka jest świetna, z drugiej rażą mnie błędy merytoryczne, do tego ta nieszczęsna sperma chroniąca przed depresją...

      Usuń
  2. Zamówiłam tę pozycję, na dniach ma znaleźć się w moich rękach ale wytknięte przez Ciebie błędy merytoryczne tego typu sprawiły, że mój entuzjazm nieco ochłonął plus opis prozdrowotnego działania hormonów zawartych w spermie mężczyzn - aż trudno uwierzyć, że coś takiego znalazło się w tej książce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do 270 strony włącznie to naprawdę dobra książka, później zaczynają się błędy merytoryczne i owa cudowna sperma, która zawiera prozdrowotne estrogeny i testosteron. Owa mieszanka hormonalna zapobiega depresji i wpływa korzystnie na skórę... Dobrze chociaż, że autorka uczciwie wspomina, że seks bez prezerwatywy nie chroni przed chorobami wenerycznymi.

      Usuń
    2. Ciekawe jak się wytłumaczy wydawnictwo Feeria, bo przecież ktoś to potem sprawdza przed drukiem. Jeżeli błędy leżą po stronie tłumacza, to tym bardziej korekta powinna mieć miejsce. Ewidentnie KTOŚ nie odrobił zadania ;)
      Wątek ze spermą jest niewiarygodny LOL

      Usuń
    3. Wydaje mi się, że sprawdził to jakiś polonista, bo poprawność językowa jest na naprawdę wysokim poziomie. Przy czym takie książki powinny być też konsultowane ze specjalistą, który ukończył nauki medyczne/przyrodnicze, żeby on mógł naprostować to, co zawalił tłumacz.

      Usuń
    4. O cudownym działaniu spermy słyszałam i czytałam już wielokrotnie.

      Usuń
    5. Niemniej tego typu rewelacje mnie zawsze doprowadzają do stanu zniesmaczenia. Mam wrażenie, że po prostu wykorzystuje się spermę do robienia sensacji. Jak tylko odkryją w niej jakiś cukier, to od razu pojawiają wpisy, że można by to wykorzystać do celów anti-aging. Krem ze spermą, koktajl ze spermą - czytałam o takich "rewelacjach", ale dla mnie to wciąż pozostaje niesmaczne.

      Usuń
  3. Gdybym przeczytała takie pierdoły o spermie w książce, którą kupiłam za swoje własne pieniądze, to chyba bym natychmiast ją oddała do sklepu i zażądała zwrotu pieniędzy....nie rozumiem co to ma do skóry. Gdybym chciała słuchać takich pierdół i głupot, udałabym się na wykład wspomnianej już w tym poście wybitnej pani "profesor"...może i bym sięgnęła po tą książkę, ale szkoda mi wydawać pieniędzy na coś, co zawiera w sobie takie brednie ;)
    Ufff. Przepraszam, trochę się zdenerwowałam :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ta książka początkowo naprawdę się podobała, byłam nią wręcz zachwycona. Do czasu aż trafiłam na wątek związany ze spermą i się nim zniechęciłam. Potem doszły jeszcze błędy merytoryczne. Większa część książki jest jednak w porządku.

      Usuń
    2. Wiele książek, które zapowiadają się badzo dobrze, potem okazuje się bublami...ja tak np miałam z osławioną książką Bobbi Brown...nic nowego się z niej nie dowiedziałam, chociaż do profesjonalistki mi daleko. Po tą książkę, którą opisujesz nie sięgnę. To już nie jest tylko kwestia spermy (choć chyba to zniechęciło mnie najbardziej), ale uważam, że wiedzę specjalistyczną z tej dziedziny mogę zdobyć czytając chociażby podręczniki do dermatologii czy kosmetologii, unikając przy tym ryzyka, że znajdę tam błędy. A takie ksiązki z osobistymi wycieczkami (może autorka ma jakieś nieprzyjemne wspomnienia związane z męskim nasieniem?) zostawię na półce księgarni :D

      Usuń
    3. Akurat książki Bobbi Brown nie czytałam, ale wiem, co masz na myśli. Czytałam parę razy poradniki urodowe i makijażowe, ale nie znalazłam w nich nic nowego. Ba, były napisane tak słabym językiem, że nawet nie zapewniły mi przyjemności płynącej z lektury...

      Obawiam się, że ona miała bardzo pozytywne skojarzenia związane z męskim nasieniem, stąd te opisy o jego bogactwie.

      Usuń
  4. Bardzo ciekawi mnie ta książka i cieszę się, że trafiłam na Twoją recenzję. Choć dzięki Twojej opinii i dzięki temu, że napisałaś o ciekawostkach, jeszcze bardziej chcę ją przeczytać (już, teraz! ;)) i znaleźć odpowiedzi na te pytania ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla ciekawostek naprawdę warto przeczytać tę książkę, do 270 strony nie mam do niej żadnych zastrzeżeń. Szkoda, że autorka na tym nie poprzestała.

      Usuń
  5. Tak się zastanawiam czy te błędy merytoryczne, które wytknęłaś, faktycznie wynikają z winy autorki czy też tłumacza.
    A spermę to może tak po prostu, od razu na twarz prosto ze źródła.... 😂😂😂😂

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się nad tym zastanawiałam. Na tłumacza zwalam błędy w dziale skórnym - jest cały czas wirus i nagle pojawia się bakteria. To wyglądało na zwykłą pomyłkę. Przy liczbie aminokwasów też się mogli machnąć, ale te makroelementy i estry cholesterolu i kwasów tłuszczowych padały w tekście kilkukrotnie. Wydaje mi się, że skoro tłumacz przetłumaczył poprawnie pierwsze 270 stron, to raczej nie pojawiły mu się nagle trudności przy części biochemiczno-dietetycznej.

      Usuń
  6. Jedna książka a takie sprzeczności. Te mikroelementy to by mnie chyba do szewskiej pasji doprowadziły :P Jednak mimo to zaciekawiłaś mnie tą pozycją :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To są niby takie drobnostki, które nie wpływają na sens dalszej wypowiedzi, ale okropnie wkurzają osobę, która miała na studiach biochemię, chemię organiczną itp.

      Usuń
  7. Chyba autorce pomylił się gluten z laktozą, stad o tym enzymie :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak podejrzewałam, ale ona generalnie zrobiła taki mix, że nie wiadomo, o co chodzi. Jakby zmieszała wiadomości z nietolerancji laktozy, nietolerancji glutenu i doprawiła to sosem z chińskiego fast fooda o nieznanym składzie...

      Usuń
  8. Tyle sprzeczności w jednej książce. Ale chyba to nie lektura dla mnie :)

    Pozdrawiam , zapraszam do siebie + obserwuje :)
    http://ilovetravelingreadingbooksandfilms.blogspot.com/2017/01/tea-book-tag.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za tag, chętnie go rozwiążę w najbliższym czasie:)

      Usuń
  9. Cieszę się, że przeczytałam Twoją recenzję. I nie, wcale się nie rozmyśliłam, wręcz przeciwnie, przeczytam ją. Po prostu będę uważniejsza dzięki Tobie i zwrócę uwagi na te błędy merytoryczne. Dziękuję!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle nie mam zamiaru zniechęcać do lektury tej książki - ona jest naprawdę dobra, przynajmniej do pewnego momentu. Plusy przeważają minusy.

      Usuń
  10. No to pojechalas po bandzie- swiwtna recenzj:)
    Ja nie jestem.spacjalista do spraw zywienia, wiec nie doszukalam.sie bledow merytprycznych w rozdziale o diecie. Natomiast zastanawia mnie na ile są to zaniedbania autorki a.na ile bledy tłumacza.
    Mnie ksiazka zachwycila, zreszta wiesz :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle muszę w końcu znaleźć czas na przewertowanie tej książki, żeby znaleźć fragment o bakteriach, tłumaczka chce sprawdzić, czyj to błąd. Ostatnio jednak po przyjściu do domu dosłownie padam.

      Usuń
  11. Jako osoba mająca pojęcie na temat skóry i jej pielęgnacji - wiedziałaś co w książce jest prawdą a co wydumanymi frazesami. Ja nie miałabym o tym pojęcia (no, może poza tymi szamańskimi fragmentami), więc taka książka z błędami merytorycznymi to zdecydowanie lektura nie dla mnie. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wszystkie z owych błędów mają kluczowe znaczenie dla przekazu, niemniej drażnią mnie takie niedociągnięcia.

      Usuń
    2. Tyle, że ja jako laik po przeczytaniu takiej książki przekazywałabym dalej przedstawione w niej bzdury, dlatego wolę czytać rzetelne publikacje. ;)

      Usuń
  12. Fajna recenzja. Chętnie bym się skusiła na lekturę :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. 16 stycznia 2017 Wydawnictwo JK przysłało do autorki bloga poniższy mail:

    Szanowna Pani!
    Dziękujemy za uwagi na Pani blogu, które świadczą o wnikliwej lekturze naszej książki. Jednocześnie przepraszam za niedociągnięcia z naszej strony, które pojawiły się przy jej opracowaniu. Rzeczywiście „makroelementy” zostały przeoczone; białko, węglowodany i tłuszcze są makroskładnikami diety, nie makroelementami. Na pewno zmienimy to z następnym wydaniu.
    Natomiast zastrzeżenie do opisu budowy trójglicerydów wzięło się chyba z nieporozumienia. Na s. 328 zamieszczony jest model ich cząsteczki z kwasami dołączonymi do glicerolu (nie cholesterolu). A w innym miejscu, gdzie autorka pisze:
    „[…] części składowe tłuszczów – trójglicerydy, estry cholesterolu (czyli związki cząsteczek cholesterolu z kwasami tłuszczowymi) oraz tłuszcze tworzące błony komórkowe – także trafiają do jelita cienkiego […]”
    trójglicerydy i estry cholesterolu są osobnymi elementami wyliczanki. Nie ma tu zrównania ich z estrami cholesterolu.
    Czy aminokwasów ma być 20? Proszę spojrzeć np. na stronę prezentującą przeglądy badań naukowych nt. żywności i diet http://www.nutrientsreview.com/proteins/amino-acids. Jest tu 21 aminokwasów proteogenicznych, tworzących białka w ciele ludzkim. Spór ze zwolennikami listy 20 pozycji dotyczy selenocysteiny, niemniej nasza autorka ma prawo wypowiadać się po tej stronie tego sporu, którą sama uważa za słuszną, stąd w jej książce jest 21 aminokwasów.
    Celiakia. Wspomina Pani o tajemniczym enzymie, którego nie znalazła Pani w żadnych źródłach. Polecam np. „Choroby wewnętrzne” pod red. prof. A. Szczeklika. W wydaniu z roku 2010 w opisie celiakii na s. 856 czytamy o „zlokalizowanym podnabłonkowo enzymie – transglutaminazie tkankowej”. Sformułowanie w książce dr Adler jest w tym sensie niefortunne, że układ odpornościowy nie tyle „obiera za cel ataku” ten enzym, ile wykorzystuje jego działanie (deaminację dodatnio naładowanej glutaminy do ujemnie naładowanego kwasu glutaminowego) do związania przekształconego białka z rowkiem wiążącym określone antygeny w organizmach o predyspozycji genetycznej, której markerami są HLA-DQ2 i HLA-DQ8. Po prezentacji tego kompleksu limfocytom CD4+ uruchamia się kaskada zapalna u predysponowanych osób.
    Niełatwo streszcza się opisy tego typu procesów do prostego zdania, które będzie zrozumiałe dla czytelnika książki popularnej. Być może skrót myślowy autorki nie jest idealny.
    W końcu w sprawie nadzwyczajnych właściwości spermy… mogę powiedzieć tylko tyle, że autorka we własnej książce wyraża własne zdanie, skądinąd poparte wynikami publikowanych badań naukowych (i na pewno nie konsultowała go z KUL-em ).
    Podsumowując, chciałbym podkreślić, że staramy się rzetelnie podchodzić do swojej pracy, wybierając możliwie interesujące książki do publikacji i dbając o ich odpowiednie opracowanie (choć niestety nie jesteśmy doskonali). Jednocześnie nie cenzurujemy wypowiedzi autorów, którzy muszą mieć prawo do wyrażania swoich poglądów na różne tematy. To zaś, co na pierwszy rzut oka nie wydaje się zgodne z najbardziej rozpowszechnionymi informacjami (np. 20 aminokwasów), niekoniecznie od razu jest dyskwalifikującym błędem.
    Pozdrawiam i życzę wszystkiego najlepszego na starcie 2017!
    Dariusz Rossowski
    wydawca


    ************************
    Wydawnictwo JK (Feeria, Aha!)
    ul. Krokusowa 1-3
    92-101 Łódź

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...