Polskie drogerie i perfumerie

quench87 poruszyła niezwykle ciekawy temat. Sposób, w jaki jesteśmy traktowani w polskich drogeriach i perfumeriach to temat rzeka. Każda z nas ma nieco inne doświadczenia, ale myślę, że mimo to mogę opisać swoje historie i przemyślenia. Sam fakt, że sporo kobiet skarży się na różne perfumerie, świadczy o tym, że powinno pojawić się parę zmian w polityce poszczególnych firm. W USA, Niemczech, Wielkiej Brytanii, gdzie już dawno ukształtowała się gospodarka wolnorynkowa, ma miejsce walka o konsumenta. Dzielenie potencjalnych klientów na lepszych i gorszych na podstawie ubioru, i dokonywanych zakupów jest czymś nie do pomyślenia. Nie każdy stroi się na zakupy niczym stróż w Boże Ciało. Wiele osób udaje się do centrum handlowego wówczas, gdy ma wolny dzień, a więc może wreszcie odpocząć od garsonek, eleganckich spódnic i butów na 10-centymetrowym obcasie. Brak makijażu nie musi oznaczać, że dana kobieta nic nie kupi, nawet jeśli na co dzień się nie maluje, to może wpaść po prezent dla siostry. Poza tym w sobotę wiele osób chce dać odpocząć swojej skórze. 

Osądzanie klienta na podstawie dokonywanych zakupów również nie jest rozsądne z punktu widzenia perfumerii. Fakt, iż jakaś dziewczyna wpada do Douglasa tylko po błyszczyk z Essence, nie wyklucza, że w przyszłości przyjdzie po perfumy od Prady. Poza tym sklepy powinny dbać o każdego klienta. Nawet mniej zamożny konsument jest na wagę złota. Po pierwsze, na błyszczyku z Essence Douglas też zarabia. Po drugie, źle potraktowany klient może opowiedzieć o swoich wrażeniach w internecie lub w kręgu znajomych. Czarny PR chyba nie jest tym, o czym marzą perfumerie i drogerie.

Rozpocznę od opisania paru przygód, jakie spotkały mnie w Douglasie. W październiku zeszłego roku postanowiłam wykorzystać okienko między zajęciami. Zarówno ja, jak i moja przyjaciółka poszukiwałyśmy jakiegoś ciekawego zapachu. Ja byłam zdecydowana na perfumy z nutami anyżu, moja współtowarzyszka coś bardziej słodkiego. Przy flakonach spędziłyśmy chyba dobrych kilkanaście minut, nim zainteresowała się nami jedna z konsultantek. Dodam, że nie były to godziny wzmożonego ruchu. Oprócz nas w Douglasie była tylko jedna pani, która zdecydowała się na szminkę z Diora. Pracownica Douglasa była zupełnie niezorientowana w asortymencie perfum. Nie była w stanie wskazać nam żadnego zapachu zbliżonego do naszych oczekiwań. W końcu jako ciepły, otulający zapach z nutami przypraw korzennych zaproponowała Euphorię Calvina Kleina. Może my mamy jakiś wadliwy zmysł powonienia, ale tej słodyczy jakoś nie wyczułyśmy. Gdy zapytałam ekspedientkę o konkretny zapach: wodę toaletową Chanel Chance eau Tendre, to przyniosła mi Coco Mademoiselle. Grzecznie zwróciłam jej uwagę na pomyłkę. Niestety, pani nadal uparcie twierdziła, że jest to ten zapach, o który prosiłam. Czyżby jej postawa miała związek z naszym ubiorem? Dwie studentki w kurtkach z sieciówek nie wyglądały jej na osoby rozróżniające poszczególne kompozycje od Chanel?

Miesiąc później udałam się do tego samego Douglasa. Poszukiwałam czerwonej, dobrze napigmentowanej, satynowej pomadki. Wcześniej odwiedziłam już parę sklepów, w związku z tym trochę się zgrzałam Moja mama zdecydowała się na filiżankę kawy, więc zostawiłam jej swój płaszcz i swoje kroki skierowałam do pobliskiego Douglasa. Tym razem zostałam bardzo miło potraktowana. Gdy tylko przekraczałam próg perfumerii, wszystkie panie powitały mnie. W sklepie był spory ruch, ludzie szukali prezentów na mikołajki.  Gdy przyglądałam się poszczególnym markom kosmetyków, podeszły do mnie 4 panie, aby zapytać, czy nie potrzebuję pomocy. Gdy w końcu postanowiłam skorzystać z ich wiedzy nt. asortymentu, od razu pojawiły się koło mnie 2 konsultantki. W międzyczasie pojawiła się jeszcze trzecia, która przyniosła mi czerwoną hipoalergiczną pomadkę.  Byłam naprawdę w szoku. Tego dnia zrobiłam większe zakupy, znalazłam upragnioną szminkę, bazę pod makijaż i parę innych drobiazgów. Gdy płaciłam, pani postanowiła zasięgnąć mojej opinii nt. próbek. Mogłam wybrać kosmetyki do przetestowania. Oczywiście wskazałam na perfumy:) Gdy opuszczałam Douglasa wszystkie panie żegnały mnie z uśmiechem na ustach. Myślę, że tak zadziałała na nie moja skąpa bluzka i portfel za 300 zł, który cały czas dzierżyłam w rękach. Sądzę, że doszły one do wniosku, że skoro nie mam na sobie płaszcza, to zapewne podjechałam drogim, ogrzewanym samochodem.

Później zdecydowałam się na tusz z Clinique. Drugi wzięłam na prezent dla mojej przyjaciółki. Tusze do tanich nie należały, mimo to przy kasie nie otrzymałam żadnej próbki, a sprzedawczyni nawet nie pomyślała o spakowaniu zakupów do ładnej papierowej torebki, tylko wrzuciła moje nabytki do zwykłej reklamówki.  Może tak zadziałał na nią fakt, iż płaciłam banknotami o nominale 10 i 20 zł. Gdybym od razu wyciągnęła 2 stówki, to podejrzewam, że zostałabym lepiej potraktowana. A tak uznano mnie za nastolatkę, która miesiącami odkłada drobne kwoty na drogie kosmetyki. Zapewne ekspedientka doszła do wniosku, że nieprędko odwiedzę Douglasa. 

Od tej pory miewam mieszane uczucia, gdy przekraczam próg tej perfumerii. Gdy jestem ubrana w krótkie spodenki i zwykłą bluzkę, wolę nie wchodzić do Douglasa, żeby zapytać o pędzle do rozcierania, bo zdaję sobie sprawę, że nie zostanę potraktowana poważnie.

Z kolei w Sephorze zdążę znieść jajo i je wysiedzieć, nim ktokolwiek zechce mi pomóc. Bardzo chciałam pomóc mojej przyjaciółce w poszukiwaniu ciepłych zapachów. W związku z tym przejrzałam wcześniej parę blogów i  dowiedziałam się, że tego typu wodę perfumowaną ma w swojej ofercie Sephora. Pech chciał, że jest to ich własna marka. Gdy zapytałyśmy ekspedientkę o ten zapach, to kazała pójść na stoisko Sephory i sobie poszukać. Gdy  do niej, aby poprosić o tester, to dowiedziałam się, że skoro nie ma, to należy kierować się opisem. Trafiłyśmy na strasznie gburowatą ekspedientkę! W Sephorze mają duży wybór szminek wypuszczonych pod własną marką. Niestety, gdy ja robiłam zakupy w tej perfumerii, nikt nie wpadł na pomysł, aby testery i szminki podpisać numerkami w widocznych miejscach. Znalazłam ciemny matowy fiolet, tester nie miał oznaczenia. Z tyłu znajdowało się fioletowe kółeczko. Zaczęłam szukać podobnego znaku wśród pełnowymiarowych produktów. Te również nie były w żaden sposób podpisane. Nie widniało również żadne oznaczenie, które wskazywałoby na to, czy mam do czynienia z matem, czy perłą. Szminka zaklejona folią, co akurat było dobrym rozwiązaniem, bo miałam pewność, że nikt jej nie używał. Szkoda tylko, że na tym zabezpieczeniu nie umieszczono żadnych informacji nt. produktu. Oczywiście, obsługa sklepu również nie kwapiła się, żeby mi pomóc. Gdy podeszłam do kasy i wzięłam szminkę, która mogła być tą właściwą, zostałam hojnie obsypana próbkami.

Marionnaud jeszcze mnie do siebie nie zraził. Wprawdzie rzadko odwiedzam tę perfumerię, ponieważ nie jest mi do niej po drodze, ale jeszcze nigdy nie spotkałam się z brakiem życzliwości. Panie zawsze pytają o to, czy potrzebuję pomocy. Jeśli im grzecznie podziękuję, to wskazują mi miejsce, gdzie mogę ich szukać, gdybym zmieniła zdanie. Odnoszę wrażenie, iż ta perfumeria bardziej dba o klienta, ponieważ jest mniej popularna od Douglasa i Sephory. Tutaj konsumenta trzeba jakoś przyciągnąć. Wieść o fachowym personelu roznosi się szybko. Jest to najprostsza metoda kreowania dobrego wizerunku firmy.

Bardzo lubię robić zakupy w Inglocie. Jeszcze nie spotkałam żadnej ekspedientki, która by mnie zignorowała lub źle potraktowała. Żadna z nich nie próbuje mi narzucić swojego zdania, co np. nie jest już oczywiste dla pracownic Yves Rocher.  Kiedy w Inglocie  poproszę sprzedawczynię o podanie mi składu produktu, to zawsze zostaje mi podane pełnowymiarowe opakowanie, na którym mogę prześledzić listę ingredientów. Gdy stwierdzę, że tusz zawiera składnik, który mnie uczula, to panie zawsze wyciągają segregator, w którym mają wydrukowane informacje o składzie wszystkich produktów i wtedy wspólnie szukamy maskary, która nie zrobi mi krzywdy. W Yves Rocher strach poprosić o skład produktów, bo można się dowiedzieć, że przez składniki kosmetyków raczej nie trafię do trumny. Poza tym panie pracujące w tym sklepie są wiecznie niezorientowane, nie wiedzą, jakie produkty mają na stanie, często również nie wiedzą, gdzie dany kosmetyk się znajduje. Gdy poprosiłam o czerwoną pomadkę, to pani zaproponowała mi odcień, którego w sklepie nie było. Gdy zapytałam o krem z filtrem, to szukała go wśród akcesoriów do malowania paznokci.

Gdybym miała uporządkować drogerie według ich "przyjazności", to moje klasyfikacja wyglądałaby następująco:
1. Inglot
2. Marionnaud
3. Rossmann
4. Douglas (wysokie miejsce Douglasa jest podyktowane tym, iż tamtejsze ekspedientki nigdy nie próbują mi wcisnąć ciemnego podkładu/pudru/korektora, czasami nawet same stwierdzają, że w ofercie sklepu nie ma nic pasującego do mojej karnacji i na upartego można by sprawdzić, jak wygląda ten i ten kosmetyk)
5. Sephora
6. Natura
7. Yves Rocher

PS Jakie przygody przydarzyły się Wam w drogeriach i perfumeriach dostępnych na terenie Polski? Jeśli macie porównanie z zagranicą  tak jak quench87, to dajcie znać, jak wypadamy na tle innych krajów:)

karminowe.usta

27 komentarzy:

  1. Co do Douglasa to również mam taką przygodę, a właściwie moja siostra. Byłyśmy razem, siostra grzecznie się spytała, czy nie mają perfum o zapachu kokosa. A kobieta: nie mamy. I uwaga, koniec rozmowy. Nie zaproponowała czegokolwiek co by go miało, jeśli nie mają "czystego". Myślę, że to dlatego, że moja młodsza siostra ma na całej głowie dredy, ja studentka, która się nie stroi na zakupy, bo jak wcześniej zauważyłaś to nie wybieg mody. Co do Inglota, zgadzam się. Nigdy nie zostałam potraktowana jakbym była gorsza tylko dlatego, że widać po mnie, że studiuję. Ciekawy temat. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W ogóle odnoszę wrażenie, że do Douglasa często trafiają przypadkowe osoby, bo trafiłam raz na panią, która nie widziała różnicy między korektorem pod oczy a korektorem na niedoskonałości. Szukałam takiego pod oczy i jeden był całkiem fajny, ale za ciemny. Zapytałam o jaśniejszy produkt, to mi przyniesiono korektor na pryszcze z olejkami drzewa herbacianego i kwasem salicylowym. Powiedziałam, że ten jest na pryszcze, to pani stwierdziła, że pod oczy też się nada. A przecież nie daje się tak ciężkich kosmetyków pod oczy, gdzie skóra jest cienka i delikatna. Poza tym kwas salicylowy pod oczy, podziękuję...

      Usuń
    2. Karminku, bo to specjale salicylany. Luksusowe. A te odpryszczą, nawilżą, rozjaśnią, zrobią lifting etc.:DDDD

      Usuń
    3. Tak, bo to salicylany za 150 zł, więc muszą zadziałać:D Ba, jak je kupię to nawet mi pokój posprzątają:D

      Usuń
  2. O mojej przygodzie z paatal pisałam ostatnio na blogu. Takie podejście jest załamujące.

    CO do Douglasa- wszystko zależy od dnia. Nie lubię obsługi w Yes- traktują mnie z góry, jakby mnie nie było stać (i to niezależnie od ubioru), a później mają zdziwienie gdy coś kupuję (a zaglądam tak tylko w celu poczynienia zakupów).

    Bardzo lubię obsługę w Mario- panie zawsze są miłe i gotowe do pomocy. Podobnie w Sephorze zawsze dostanę próbkę, a jeżeli nie, to przeprosiny i wytłumaczenie dlaczego nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O paatalu czytałam i po prostu załamałam się. Nie dość, że sama praktyka wysyłania jakichś używanych kosmetyków jest niesmaczna, to jeszcze firma nie umie ustosunkować się do krytycznych uwag klienta.

      Usuń
  3. Do Douglasa, Marionnaud i Yves Rocher nie zaglądam, do Sephory mi się zdarzało kilkukrotnie. Oprócz ochroniarzy patrzących na mnie jak na potencjalną złodziejkę (chociaż i to nie zawsze!) nie mogę się przyczepić, bo ekspedientki najpierw zawsze dawały mi trochę czasu na rozejrzenie się i dopiero potem podchodziły, by zaoferować pomoc. To mi najbardziej odpowiada. Z Rossmannem i Naturą nie mam jakichś przykrych doświadczeń.

    Inglot mnie szczerze mówiąc trochę onieśmiela, w tym w moim rodzinnym mieście wiecznie są pustki, więc jak wchodzę to jestem na linii ostrzału ;) ekspedientki są tam profesjonalne, może nie latają koło mnie z radością na ustach, ale są miłe, informują o promocjach, dobrze dobrały mi podkład.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja do Inglota chodzę z reguły w takich porach, gdy nie ma ruchu, dlatego też od razu jestem w centrum uwagi, ale akurat to mi nie przeszkadza. Panie nigdy nie są nachalne. Jak chcę pomacać cienie, to mówię, że chcę sobie sprawić jakąś drobną przyjemność i nie mam na myśli nic konkretnego, ale jak znajdę, to poproszę o pomoc:)

      Wszystko zależy od ludzi, bo tak naprawdę obraz Sephory, Douglasa itp, zależy od personelu w naszej perfumerii.

      Usuń
  4. Lubię czytać takie opowiadanka :)
    Ale jednak różna bywa ta obsługa nawet w tych samych miejscach.
    Ja np. nie mam nic do yves rocher, chodzę często do tego samego sklepu, pani sprzedawczyni już mnie chyba poznaje bo szczerzy się niesamowicie na mój widok, jak tylko wejdę to proponuje pomoc, znajduje mi wszystko szybciej niż ja sama, ogólnie na plus.
    Ostatnio zapunktował też Body Shop - weszłam rozglądając się za promocjami, pani zaproponowała pomoc, przyznałam się że szukam promocji, pokazała co jest aktualnie poprzeceniane, wpadły mi w oko pomadki, testowałam ona cały czas mi pokazywała kolejne testerki, później jak się zdecydowałam to szukała odpowiednika w wielkim pojemniku z wszystkimi pomadkami. Pomadka kosztowała 10zł, więc jak na TBS bardzo tanio i miło że tak się mną zainteresowała.
    Sephora - tu ostatnio też mnie zaskoczyła, weszłam do niej z trzema koleżankami, ubrane raczej sportowo, brak makijażu, a w ciągu pięciu minut 4 panie zaproponowały pomoc/ spytały się czego szukamy, a były wtedy tłumy w sephorze.
    A w Douglasie właśnie u mnie najchłodniej - panie mają mnie gdzieś, nigdy nie podchodzą, patrzą się jakbym chciała coś ukraść, nawet kiedyś przy mnie sobie jedna przeklnęła jak coś mówiła do drugiej -.-

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. haha jeszcze mi się przypomniała taka sytuacja, jak kiedyś chodziłam sobie po sephorze z koleżanką, a za nami co chwilę pojawiał się pan ochroniarz, poklaskując sobie przy tym, jak tylko zmieniałyśmy 'alejke' to on za nami i znów to klaskanie za nami, to było akurat zabawne :)

      Usuń
    2. Próbowałam wyobrazić sobie tego ochroniarza i nie dałam rady, bo zaczęłam skręcać się ze śmiechu:p

      Nie wiedziałam, że TBS można natrafić na takie promocje:)

      Usuń
  5. jakiś czas temu robiłam zakupy w Naturze i ostatecznie wyszłam tylko z tuszem. Płacąc przy kasie dałam ekspedientce 100zł bo nie miałam drobnych, tusz kosztował ok 20zł, kiedy Pani zapytała mnie czy nie mam drobniej i powiedziałam, że nie to z wielkim wyrzutem wydała mi resztę i prawie rzuciła rachunkiem w twarz

    Inna sytuacja miała miejsce w aptece SuperPharm, kiedy chciałam kupić krem Ruboril. Nie wiedziałam gdzie, na której półce leży, w sumie to nie chciało mi się go szukać bo ani czasu nie miałam, ludzi pełno, więc poprosiłam jedną z tych super sympatycznych pań, żeby mi pomogła, to podała mi go stojąc tyłem do mnie...później przy kasie okazało się, że kod nie wchodzi i nie ma kosmetyku w bazie i pani powiedziała, żebym udała się z tą informacją do tej, która podała mi krem (a co to ja tam pracuje czy jak???? pośrednik w przekazywaniu informacji??)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie rozumiem, dlaczego niektórzy tak się oburzają na brak drobnych albo na odwrót, że mamy za dużo drobnych. Kiedyś robiłam zakupy w sklepie spożywczym i chciałam się pozbyć drobnych. Była pewna, że pani będzie zadowolona, a tymczasem stwierdziła, że nie chce takich drobnych. Płaciłam jakoś 5 zł, z czego 3 zł było w monetach o nominale 1 zł, a reszta w 20 groszówkach...

      Też nie rozumiem, czemu klient ma latać po sklepie, szukać innej ekspedientki i jej tłumaczyć, że krem nie wchodzi na kasie...

      Usuń
    2. pieniądz to pieniądz, tyle ile trzeba tyle płacę, a czy one nie będą miały jak wydać, czy za dużo drobniaków będą miały w kasie to mnie nie interesuje, ich problem

      Usuń
    3. ja kiedyś chciałam zapłacić 32,5zł w body shopie i miałam tylko stówę. sprzedawczyni zaczęła stękać że nie ma wydać, zerkała to do jednej kasy to do drugiej, zaczęła prosić żebym poszła rozmienić. stwierdziłam, że może mogę zapłacić kartą, ale nie jestem pewna. wbiłam pin, niestety odmowa, nie miałam tyle na koncie. ona już zapakowała mój produkt, zadowolona, nagle stwierdza że mi wyda z tej stówy i bez problemu wydała. i po co ta szopka?

      Usuń
    4. Zauważyłam, że niektórzy chyba wolą marudzić na zapas. Podejrzewam, że mają w kasie trochę drobnych, ale tak na wydanie reszty dla jednej lub dwóch osób. Dlatego wcześniej wolą pomarudzić, bo może ktoś jednak znajdzie drobne niż wydać i potem się martwić, że może im zabraknąć pieniędzy do wydawania reszty.

      Usuń
    5. To fakt w Naturze często się zdarza, że stękają, że nie mają wydać. Do tego w wielkich bólach rachunek wydają i jak robisz duże zakupy to nawet siatki Ci nie zaproponują. A co do ochroniarzy w Rossmannie to to jest temat normalnie na pracę magisterską ;)

      Usuń
    6. Haha, z tymi drobnymi przypomniało mi się, jak chłopak został ostro ofuknięty, jak w kiosku za bilet zapłacił drobniakami. Pani się spytała, co ma zrobić z tymi drobnymi :D :D Rozwaliło mnie to. Nie wiemy, schować do kieszeni? Coś sobie kupić? :D Normalnie nie dogodzisz, zapłaci się banknotem i też jest źle ;-)

      Usuń
    7. Ja się dziwię, że niektórzy tak negatywnie reagują na płatność drobnymi. Fakt, trzeba trochę policzyć, ale potem można wydawać resztę i nie trzeba chodzić do sąsiedniego sklepu/kiosku, żeby rozmienili.

      Usuń
  6. Nawet nie wiedziałam że mam coś takiego włączonego, dobrze, że mi powiedziałaś, też tego nie lubię, zrobione :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też długo miałam włączoną weryfikację obrazkową:) Aż mnie uświadomiono:)

      Usuń
  7. Nie jestem bywalczynią perfumerii i przyznam, że zawsze krępują mnie takie eleganckie miejsca. Obsługa potrafi sprawić, że czujesz się jak zbędny śmieć ;) Chyba najlepiej czuję się w Rossmanie - na ochroniarzy najzwyczajniej w świecie nie zwracam uwagi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taka nieprzyjemna atmosfera skutecznie potrafi popsuć humor, a zakupy kosmetyczne mają być przyjemnością i chwilą wytchnienia:)

      Usuń
    2. Kubek - mam to samo, poza inglotem, bo mam u mnie wyspę i koleżanka tam pracuje, więc często u niej na ploty jestem :):)

      Ogólnie to nie zwracam uwagi na zachowanie sprzedawców, bo Ci tak jak i klienci są różni, także jak potrzebuję to zapytam, jak nie, znajdę w internecie :):)

      Usuń
    3. Na szczęście w obecnych czasach mamy możliwość wyboru, no i dostęp do praktycznie każdej informacji. Internet to niewyczerpana skarbnica wiedzy, już nie jesteśmy zdani na czyjąś łaskę czy niełaskę. Nie udzieli nam informacji, to ją wygooglamy;)

      Usuń
  8. A mi się wydaje że to nie konkretne sieci są nieprzyjazne, tylko ludzie którzy w nich pracują. " Mojego" YR jestem w stanie bronić własną piersią, zawsze z uśmiechem i fachowo, wychodzę z zakupem, próbkami i gratisami, choć nie kupuję dużo, mam tylko kilka ulubionych kosmetyków, niestety większość ich produktów mi nie odpowiada. Dla odmiany inna placówka tej firmy stawia mi włosy na głowie, kiedy tylko ją mijam, każdy traktowany jest tam jak intruz, albo wręcz ignorowany, nawet na pytania zadane wprost sprzedawczynie nie reagują. Na kupony rabatowe reagują jak na próbę wyłudzenia (niezłe kuriozum w sklepie który ma tak rozwinięty system różnych zniżek i promocji).
    Natomiast sprzedawczyni w "Naturze" potraktowała mnie ostatnio tak mile że stwierdziłam, że poprzednie rekordy niekompetencji i bezczelności w tym sklepie zostały pobite i więcej nic tam nie kupię, bo nie lubię być obrażana tylko dlatego że przyszłam na zakupy.
    Tak się tylko zastanawiam co robić w takim wypadku, wyjść i więcej nie wracać, skarżyć się komuś, awanturę na miejscu robić? To ostatnie akurat jest kompletnie niezgodne z moim charakterem.
    Echhhhhhh...
    I często wygrywają na tym sklepy netowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też coraz bardziej zaprzyjaźniłam się z internetowymi drogeriami. Do tej pory nie nacięłam się na niekompetentnego sprzedawcę. Kupuję taniej i mogę wejść w posiadanie trudno dostępnych kosmetyków. Jak tak dalej pójdzie, to praktycznie przerzucę się na tę formę robienia zakupów. Szybko, tanio i do wyboru do kolooru.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...