Irytujące praktyki sprzedawców

Tematyka dzisiejszej notki narodziła się w oparciu o moje poranne doświadczenia. Trochę sobie pomarudzę i opowiem o sytuacjach mających miejsce w handlu, których nie znoszę. Konkretnie opiszę akcje sprzedawców, które sprawiają, że mam ochotę opuścić dany sklep najszybciej jak to tylko możliwe.
1) Wpychanie na siłę kart klienta
Wiem, że obowiązkiem sprzedawcy jest zaproponowanie założenia karty na punkty etc. Ale nie znoszę sytuacji, gdy moje "nie, dziękuję", nie jest szanowane. Przez pana w Sephorze niegdyś spóźniłabym się na zajęcia, bo postanowił mi na siłę wpychać kartę, a ja tylko chciałam zapłacić za swoje rzeczy. Ale pani z Tesco była dzisiaj rano bardziej namolna. Podziękowałam jej za kartę. A ona dalej drąży, czemu jej nie mam. Mówię, że nie chcę. A ona dalej, czemu nie chcę. Powiedziałam spokojnie, że nie mam czasu ani ochoty na zakładanie karty. A ona, że moje punkty nie mogą się marnować i muszę założyć. Podziękowałam. A ona dalej swoje. Potem zszywacz nie chciał wejść, więc kazała mi wypełniać kartę w czasie oczekiwania na właściwy kod. Powiedziałam, że nie chcę, bo cenię sobie swoje dane osobowe i podziękowałam za zszywacz, zapłaciłam za pozostałe rzeczy i wyszłam. Gdyby nie była taka namolna, to poczekałabym na kod do zszywacza i zapłaciła wyższy rachunek. Ale jej nachalność zraziła mnie. Nie twierdzę, że będę omijać ten sklep szerokim łukiem, bo aktualnie mają tam przepyszne jabłka, malinowy płyn do naczyń i mój ulubiony pasztet sojowy, ale pozostał mi pewien niesmak. Ja nie lubię, jak ktoś wie lepiej ode mnie, co jest dla mnie dobre.

2) Rzucanie towarem
Bardzo nie lubię być traktowana jak bydło, któremu rzuca się pożywienie. A z taką praktyką mam do czynienia w niektórych hipermarketach. Niektórzy kasjerzy tak rzucają towarem, że czasami prawie spada na podłogę. Na szczęście na ziemi jeszcze nic nie wylądowało, bo odstawiłabym wszystkie rzeczy i po prostu wyszła ze sklepu. Niech sprzedawca ogarnia ten bałagan. Nie wspomnę już o tym, że nigdy nie czekają, aż człowiek zabierze swoje zakupy, tylko rzucają na nasze siatki zakupy następnej osoby i potem trzeba uważać, żeby produkty się nie pomieszały. Ja znalazłam sposób na takich "uprzejmych" sprzedawców. Spokojnie pakuję sobie zakupy do siatek i tak długo nie płacę, aż  nie włożę wszystkiego do toreb ekologicznych, które zawsze zabieram ze sobą. Dopiero jak jestem spakowana, to wyciągam kartę i płacę. Nie jestem jedną z tysięcy krów na farmie, które po prostu rzuca się pożywienie. Jako klientka zasługuję na szacunek. Nie wiem, na ile ta praktyka rzucania towarem to inwencja własna kasjerów, a na ile wymóg sklepu, który monitoruje ilość zeskanowanych towarów w jednostce czasu.

3) Odklejanie opakowań
Rozumiem sprawdzanie gazet, bo pewnie zdarzają się osoby, które wkładają droższą gazetę do tańszej. Rozumiem zaglądanie do odklejonych, macanych opakowań, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie próbuje wynieść czegoś droższego. Ale gdy opakowanie jest praktycznie zalakowane, to nigdy nie zrozumiem idei odklejania kilku zabezpieczeń i zaglądania do środka. To akurat nie jest wymysł sprzedawców, tylko tego wymaga kierownictwo tychże przybytków. Ja wyjątkowo nie lubię krzywo otwartych opakowań, jak widzę jakieś zagniecenia na kartoniku to towar przestaje mi się wydawać nowy, nieużywany, ot, takie zboczenie;)

4) Wpychanie produktów na siłę
Bardzo nie lubię, jak ktoś wie lepiej, czego chcę. Jeśli szukam matowego ciemnego fioletu, to nie zadowolę się jasną fioletową pomadką z brokatem. A i takie cuda próbowano mi wciskać, bo dadzą super połysk, bo sprzedawczyni sama ją nosi, bo jest trwała, bo wygląda jak błyszczyk itp. Co z tego, skoro dany produkt nie spełnia moich wymogów. Ja rozumiem wskazanie, że taki produkt jest w ofercie. Ale nie wciskanie go na siłę.  Kiedyś przez kilka minut tłumaczyłam jednej pani w Douglasie, że mnie ta pomadka nie interesuje, bo nie takiej szukam, że jest zbyt słabo napigmentowana. To się dowiedziałam, że "jak można chcieć ciemniejszą" i "że takiej na pewno nie znajdę" wypowiedziane takim tonem, jakby chciano mi zasugerować, że "jestem dziwadłem".

5) Twierdzenie, że marudzę nt. składów
Od pewnego czasu robię bardziej przemyślane zakupy i sprawdzam ingredienty. Zwłaszcza że już wiem, co mnie uczula i czego nie chcę widzieć w składzie.I często natrafiam na panie, które twierdzą, że "gliceryna nikogo nie uczula" albo "to jest dobry produkt, gliceryna w nim zawarta na pewno nie uczula". Ale moją ulubioną reakcją i tak pozostanie ta, jaką serwują mi sprzedawczynie, gdy na ich pytanie "w czym mogę pomóc", odpowiadam, że szukam bazy pod cienie bez parabenów i olejów mineralnych. Wówczas często słyszę: "ale ja nie uważam ich za szkodliwe", ale wszystkich pobiła pani z Yves Rocher, która uznała, że histeryzuję nt. składów i że po kosmetyku nie wyląduję na cmentarzu.  Mnie nie interesują osobiste poglądy sprzedawczyni, ja nie pytam jej, czy ona uważa parabeny za szkodliwe. Ja chcę uzyskać konkretną informację, czy istnieje kosmetyk spełniający moje wymagania. Równie dobrze mogłabym przyjść i zapytać o perfumy we flakoniku w kształcie banana. Po prostu mam jasno sprecyzowane wymagania odnośnie danego produktu. A tak poza tym mam prawo mieć własne zdanie nt. parabenów, tym bardziej że mnie zapychają. Jeśli chcę zapytać o działanie jakiegoś składnika, to pytam wprost. 

6) Namolne zachęcanie do pomalowania się testerem
Ja wyznaję zasadę, że testery testuję na dłoni, bo inni też ich używali i nie chcę podłapać od kogoś Pseudomonas aureginosa(tusz do rzęs), grypy, owsików, grzybicy. Dlatego jeśli wyraźnie na propozycję pomalowania się testerem, grzecznie dziękuję, to nie chcę być 10-krotnie nakłaniana do zmiany decyzji. Ja po prostu jestem  świadoma zagrożeń biologicznych i nie ulegnę namowom sprzedawczyni. Jeśli jakiś kosmetyk przemówi do mnie podczas testowania na dłoni, to zaryzykuję i go kupię. Wolę zaryzykować, że wydam pieniądze na bubel niż zaryzykować, że w moim oku rozwinie się pałeczka ropy błękitnej.

PS A Wy jakich zachowań sprzedawców nie tolerujecie? Co najbardziej Was irytuje?

53 komentarze:

  1. Wszystkich powyżej wymienionych +
    - stanie nad klientem. Tak, chcę kupować w spokoju.
    - niewiedzy - jeśli już pytam się o daną rzecz a pani bierze z półeczki krem i czyta mi skład to ja dziękuję, czytać potrafię.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapomniałam o tym staniu nade mną... To jest częsta praktyka w niektórych sklepach. W Rossmannie czuję oddech ochroniarza, w Inglocie niektóre ekspedientki też stoją za mną. Co ciekawe, ochroniarz dyszący nade mną nie reaguje, gdy nastolatki testują pełnowymiarowe produkty. Ba, raz trafiłam na takiego, który sam macał wszystkie cienie, otwierał tusze. Nie wiem, czy to z nudy, czy szukał prezentu np. dla swojej dziewczyny.

      Też nie lubię, jak niektóre sprzedawczynie chcą być profesjonalne i czytają mi skład. Wystarczyłoby, gdyby odpowiedziały, że one się na nich po prostu nie znają. Zrozumiałabym, bo wiem, że większość z nich nie ma dyplomu z kosmetologii czy biotechnologii kosmetologicznej, tylko po prostu sprzedaje;)

      Usuń
  2. Wszystkich powyzej wymienionych + to co napisala Gosia :] Bardzo fajny pomysl na posta, przeczytalam z przyjemnoscia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się:) Tematyka postu wyszła spontanicznie, ponieważ to wpychanie karty na punkty w Tesco mocno mną wstrząsnęło.

      Usuń
    2. Wiesz podziwiam cię:) Ja to bym się dawno zgodziła dla świętego spokoju:)

      Usuń
    3. Ja cenię sobie święty spokój, dlatego nie założę żadnej karty na punkty, ponieważ podane przeze mnie dane mogą zostać w przyszłości wykorzystane do nękania mnie telefonami...

      Usuń
  3. Świetnie to opisałaś.
    Na kolejne pytanie (w tym samym sklepie, ale od innych pracownic) "czy mogę pomóc?" najlepiej odpowiadać "tak. proszę potrzymać torbę z zakupami" hehe :D

    Ja nie lubię jeszcze ochrony traktującej mnie jak potencjalnego złodzieja.
    Nie lubię też pakowania towaru zanim ja powiem, że faktycznie go chcę - stała praktyka, jak klient jest niezdecydowany :/ Najlepiej zdecydować za niego i sprawić żeby było mu głupio powiedzieć "proszę to odpakować, proszę cofnąć z kasy itd."
    Nie toleruję otwierania przy mnie kosmetyków "nowych", które nie są testerami i używanie ich w celach demonstracyjnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie lubię się czuć jak złodziejka. Ostatnio spieszyłam się do szpitala, więc weszłam do pierwszego lepszego Rossmanna, bo akurat dostałam w SMSie prośbę o dokupienie szamponu. Ponieważ nigdy tam nie byłam, to nie umiałam się połapać w tamtejszym rozmieszczeniu produktów. Dlatego trochę się kręciłam, żeby wypatrzeć szampony, a pan ochroniarz traktował mnie jak potencjalną złodziejkę, w końcu go zapytałam, gdzie są szampony, to się speszył.

      Jeśli chodzi o pakowanie, to nie mam oporów by podziękować. Akurat w takich sytuacjach nie czuję się niezręcznie, bo zdaję sobie sprawę, że próbuje się mną manipulować.

      Usuń
    2. No właśnie z tymi ochroniarzami to tak jest :/

      Ja kiedyś byłam tak nieśmiała, że często udawało im się mną manipulować. Teraz się nie daję wykorzystywać ;)

      Usuń
    3. Człowiek z czasem uczy się przeciwstawiać:)

      Usuń
  4. sama pracowałam przez wakacje w Tesco i wiem jak to jest. ale denerwuje mnie dokładnie to samo co Ciebie, więc będąc kasjerką, nie 'robilam drugiemu co mi niemiłe'.

    pracowałam jeszcze w Bomi przed świętami i tam praktykowane jest, że przy kasie leżą jakieś 'promocyjne' produkty, które kasjerka musi reklamować następującym zwrotem 'a może serwetki w promocji za 2,9?' to jest kolejna rzecz, której nie znoszę.

    wielki marketing, a tak naprawdę większości ludzi on przeszkadza..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przyjaciółka pracuje w Superpharmie, więc wiem, że istnieje obowiązek proponowania produktu, który jest w promocji, założenia karty klienta. Ale właśnie proponowania, a nie wciskania go na siłę.

      Usuń
  5. "Najlepsze" są też karty widmo. Moja mama kiedyś chciała sobie wyrobić kartę stałego klienta w Monnari i Wallis. Panie wzięły formularze z danymi osobowymi uprzedzając, że karta może przyjść nawet po 6 miesiącach. Minęły już jakieś 2 lata od tego czasu i nadal cisza. To jest dopiero robienie ludzi w balona.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja przyjaciółka od października czeka na kartę widmo z Douglasa, miała przyjść do 6 tygodni, a jeszcze nie dotarła. Podejrzewam, że oni zbierają tylko dane osobowe, nie dając nic w zamian. Moja przyjaciółka ma bardzo wyraźne pismo, więc opcja pt. "nie rozczytali się", odpada.

      Usuń
  6. Ja nie nawidzę sytuacji gdy tylko wejdę do sklepu, przekroczę próg a sprzedawczynie już do mnie lecą w czym mi pomóc,dlatego bardzo często nie wchodzę do sklepu gdzie nie ma ludzi. Gdyż taka sytuacja doprowadza mnie do prawdziwego wrzenia.
    Wkurzają mnie również Panie z Natury ode mnie, któe wydając reszty rzucają je jak psu.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też nie czuję się komfortowo, będąc jedyną klientką w danym sklepie, bo wówczas wręcz czuję się osaczona, a ja lubię pooglądać asortyment w spokoju:) Najgorzej jest w Grey Wolf, tam bardzo rzadko jest więcej klientów, często zdarza mi się tam wejść pojedynczo i wtedy czuję się jak na celowniku.

      Usuń
    2. Często mi się zdarza, że gdy wejdę do Natury, to od razu jestem "śledzona". Podejdę do półki z lakierami, a Pani za mną. Próbując się od niej uwolnić, kieruję się w stronę biżuterii. A ona... oczywiście za mną. Może metr ode mnie stoi i patrzy mi się na ręce.

      Usuń
    3. Ja nie znoszę, gdy ktoś patrzy mi się na ręce. Jak piszę egzamin i ktoś nade mną stoi, to zaczynam się irytować.

      Usuń
  7. Amen siostro!
    Czasami aż ciśnie mi się nicenzuralne słowo na usta, gdy trafi mi się jakiś namolny pan/pani wciskający kartę. A rzucanie towarem intensywnie uskuteczniają w Biedronce

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio zauważyłam, że to rzucanie ma miejsce wszędzie. Chyba najlepiej jest pod tym względem w Realu, który niegdyś przodował w rzucaniu towarem. Może ludzie zaczęli to zgłaszać i Real wyszedł naprzeciw oczekiwaniom klientów? Swoją drogą słyszałam od kolegi, który tam pracował, że odkąd w Realu nie ma stałego zatrudnienia, tylko dzwonią do pośrednika, który dzwoni do zarejestrowanych w swojej bazie osób i proponuje przyjście do pracy w sobotę itp., to problem zniknął, ponieważ takim pracownikom nikt nie wylicza produktów skasowanych w jednostce czasu. Płaci się im za godzinę pracy.

      Usuń
  8. heh w mnie w naturze i w biedronce są miłe itp ale w tesko to juz jakas masakra i porażka.
    zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja najbardziej lubię podchodzić do kasy jednej pani w Kauflandzie. Nigdy nie rzuca towarem, czeka, aż zabiorę swoje rzeczy. W międzyczasie sama ma chwilę, żeby napić się wody;)

      Usuń
  9. Zgadzam się ze wszystkim co napisałaś. Do tego dodałabym jeszcze nachalne pytanie ekspedientek "w czym mogę pomóc" i nie rozumienie odpowiedzi "że w niczym, bo wiem po co przyszłam" oraz najbardziej wkurzające chodzenie ochroniarzy za tobą po sklepie jakbyś miała coś ukraść :/ odechciewa się zakupów - to niestety jest praktykowane we wszystkich Rossmannach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z reguły dziękuję za pomoc i mówię, że poproszę o nią, jak nie będę mogła czegoś znaleźć;)

      Usuń
  10. wszystko dla mnie znane, ja chce coś kupić to nikt mi nie pomoże,
    a jak się rozglądam to 100razy, w czym pomóc,wrr;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zauważyłam ten paradoks. Gdy nastawiam się na zakup kremu z filtrem, to nikt nie podchodzi, a jak wejdę obejrzeć nowości, to pada kilka razy to popularne pytanie...

      Usuń
  11. Świetnie to ujęłaś. Dodałabym to samo co Gosia - stanie nade mną lub kręcenie się koło mnie i wypalanie wzrokiem jako potencjalną złodziejkę! Jest to żenujące i odpychające od zakupów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nikt nie lubi się czuć jak złodziej. To jest naprawdę upokarzające i odpychające od takich sklepów.

      Usuń
  12. zgadzam się, szczególnie z tym o składach, to potrafi wkurzyć. No i mnie jeszcze irytuje wieczne "grosik przy okazji"/będę grosik dłużna. Nie, nie będziesz. Może wydam się teraz zrzędą, ale w takiej sytuacji domagam się grosza reszty i tyle.
    co innego, jak pani zamiast stwierdzić, zapyta "mogę być grosik winna?" wtedy ok.
    zresztą - jak zażądam grosza reszty, to zazwyczaj znajduje się w ciągu 2 sekund :F

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie ostatnio rozwaliła pani w kiosku, która stwierdziła, że mam za grube pieniądze i nie ma jak wydać, przy czym tymi grubymi pieniędzmi była 5-złotówka;D Ja powiedziałam, ze nie mam jak zapłacić, to się okazało, że jednak ma jak wydać.

      Usuń
  13. bardzo dobry post, nikt nie powinien nas zmuszać do niczego, czy do używania testerów, czy do założenia karty, czy tez do kupna czegoś czego nie chcemy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. Delikatne proponowanie - ok, moze akurat ktoś się skusi, ale bycie nachalnym i komentowanie wyboru klienta(ze przesada, jak np. ze składami) jest nie na miejscu

      Usuń
    2. Ja po prostu nie lubię czuć się pod presją. Proponowanie okej, czasem wezmę jakiś promocyjny produkt, kiedyś skusiłam się na peeling do rąk. Nie dość, że miał dobry skład, był tani, to jeszcze pięknie pachniał:)

      Usuń
  14. Zgadzam się z Tobą..
    Wszystko zależy od konkretnego przypadku, bo niektórzy mają tak w umowie a z drugiej strony widać jak bardzo mają dość swojej pracy i wyżywają się na tym czym mogą..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że niektórzy pewne zachowania mają w umowie i muszą proponować karty, produkty, szybko kasować, ale ten regulamin mogą wypełniać kulturalnie i z wyczuciem, ale mogą też zachowywać się nieprzyjemnie...

      Usuń
  15. ale masz pecha ja naszczescie takich sytuacji nie mam, za to u mnie w miescie sa zatrudnione osoby ktore obok drogerii chodza z perfumami(ja sama mam ich za duzo), wciskaja na sile, przejsc sie nie da, namawiaja do powachania zapachu masakra...
    nie mila sytuacje tez mialam z pewnym bankiem, ktos podal moj nr jako swoj i kobieta od wakacji wydzwaniala do mnie pytajac o tego faceta, milion razy jej tlumaczylam a ona swoje, w dodatku nigdy sie nie przedstawila i nie byla mila :/ zglosilam sprawe niedawno do glownej siedziby i mam spokoj :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak ja nie lubię wciskania perfum, których zapach znika po godzinie, na różnych parkingach itp. Z reguły stosują chwyt marketingowy pt. daję pani w prezencie, a po dłuższym wykładzie, okazuje się, że trzeba zapłacić, ale wielu ludzi ma problem, by oddać sprzedawcy flakonik i płacą za niepotrzebny towar.

      Co do banku, to też słyszałam podobne historie. To nie jest miłe, zwłaszcza jeśli ktoś narobi długów, nie chce spłacać kredytów, a do Ciebie dzwonią, przekonani, że rozmawiają z nim.

      Usuń
  16. Jak tak czytam to wszystko to bardzo się cieszę, że mieszkam poza granicami. Tutaj takie coś nie ma prawa bycia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za granicą robi się wszystko, by nie zrazić klienta, by chętnie powrócił i zostawił swoje pieniądze. W Polsce robi się wszystko, by klient omijał dany sklep szerokim łukiem. Pani z Yves Rocher skutecznie mnie zniechęciła do tej sieci.

      Usuń
  17. Mnie wkurzyło gdy wysłałam do drogerii swojego faceta. Miał kupić mi preparat do usuwania skórek. Tych które mu podpowiedziałam akurat nie było, więc powiedziałam, żeby zapytał kogoś z obsługi. Pani pokazała mu jeden bardzo tani, więc nie miałam przekonania że będzie działał. Gdy przez telefon powiedziałam, że chcę by wybrał inny pani z obsługi już nie było chętnej do pomocy. A jak ja wchodzę do TEJ SAMEJ drogerii to co druga pyta w czym pomóc... Nie wiem czemu do facetów podchodzą inaczej.

    Poza tym właściwie nigdy nie pytam obsługi czy znajdę jakiś produkt bo mam wrażenie, że mam większą wiedzę od nich..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani pewnie uznała, że facetem nie trzeba się interesować, bo można go zadowolić pierwszą lepszą rzeczą, bo on i tak się nie zna. Pamiętam, jak jeden chłopak chciał kiedyś kupić korektor na swoje wypryski i poprosił o jakiś aplikator do niego, zapytał, czy to może być (wskazał przy tym na pacynki), a pani wybuchnęła śmiechem.

      Usuń
  18. Pozycja nr 2 -najbardziej irytujące zachowanie wg mnie :( raz tak miałam i pani chciał zwalić wine na mnie, że róż się pokruszył :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi na szczęście nikt jeszcze nie rzucał kosmetyków, ale zawsze chleb mi rzucają. Parę razy prawie mi bułki wypadły, bo wsadziłam je do papierowego opakowania, a tego nie zwiążę tak jak woreczka foliowego...

      Usuń
  19. hihi zgadzam sie z wszystkim :) Najgorsze jest to,że u mnie w Naturze ma miejsce dziwny proceder, a mianowicie w wiekszosci eyelinerów w żelu itd są ślady po paluchach, natomiast kilka razy zdarzyło mi się być świadkiem jak ktoś próbował testera (pomadki, błyszczyka) i słyszał grzmiący głos ekspedientki że to nie tester. Tak samo jak była afera że babeczka z drogerii rozpakowywała sobie kosmetyki, pokazywała je, a później odkładała do sprzedaży.. co tam że termin leci..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A z tym otwieraniem pełnowartościowych produktów to norma. Chyba wychodzą z założenia, że i tak ktoś to kupi, nie sprawdziwszy wcześniej towaru. Też często widuję w wielu produktach cudze ślady. W Schleckerze ciężko znaleźć niemacaną konturówkę do ust, a szkoda, bo są dobrze napigmentowane i mają ciekawe kolory.

      Usuń
  20. Ja też miałam jedną taką sytuację, że aż mnie przytkało. Będąc w Naturze wybrałam sobie lakier do paznokci, gdyż myślałam, że jest na promocji. W kasie wyskoczyła cena normalna i druga kasjerka poszła na sklep sprawdzić jak to faktycznie z tą promocją jest. W międzyczasie kasjerka nr 1 zaczęła mi wciskać, że podobne lakiery robi jeszcze firma X i Y po czym ja mówię jej, że się myli (chodziło o lakier typu flakies, a kasjerka mówiła o brokatowych). I wtedy kasjerka wzięła ten lakier, który sobie wybrałam, odkręciła! go i się zaczęła uważnie mu przyglądać. No po prostu oniemiałam, jak można takie coś zrobić to po 1, ale że przy kliencie to już w ogóle. Oczywiście lakieru nie kupiłam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brakowało tylko żeby pomalowała sobie nim paznokcie... W buteleczce na pewno znajdzie rzeczywistą cenę...

      Usuń
  21. Mnie tez denerwuja te zachowania kasjerow, sprzedawcow, ochroniarzy w sklepach.
    Szczegolnie w Rossmanie wlasnie i Naturze.
    Podskakuja w czym mi pomoc - kurcze przeciez gdybym potrzebowala pomocy/ nie mogla czegos znajsc na polkach to podejde i zapytam.
    Wiec zawsze grzecznie odpowiadam "dziekuje, porozgladam sie troche".

    Co do otwierania pelnowartosciowych produktow to fakt - nie mam zamiaru uzywac cieni, pomadki , pudru po kims.
    Tak samo testerow uzywam na dloniach, nigdy na twarzy!

    I rzucanie moimi zakupami na ladzie! Wrr czesto spotykam sie z tym w Biedronce. Kasjerki nie czekaja az zabierze ktos zakupy swoje tylko kasuja kolejna osobe - chyba musze najpierw zaczac pakowac i skonczyc a potem placic, niech czeka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tym pytaniem o pomoc, to rozumiem ich, to jest w zakresie ich obowiązków i z tego są rozliczani, więc to mnie nie irytuje. Ale produktami rzucać nie muszą, mogą po prostu kasować.

      Usuń
  22. Ja spotykam się z tym, że kiedy przychodzę do sklepu ubrana byle jak - bo na zakupy wolę się czasem ubrać wygodnie, a nie modnie - to ekspedientki traktują mnie dosłownie jak powietrze. I to do tego stopnia, że nawet 'dzień dobry' nie są mi w stanie powiedzieć! O zapytaniu, czy mogą w czymś pomóc nawet nie wspomnę.

    Raz miałam niemiłą sytuację w Biedronce. Chciałam zakupić bodajże serek Almette śmietankowy i wzięłam jakieś opakowanie, które było luzem. Przy kasie dowiedziałam się, że jeśli chcę go kupić, to MUSZĘ wziąć drugi o smaku ziołowym. Nie mogłam wziąć ani jednego opakowania, ani dwóch śmietankowych, więc powiedziałam, że w takim razie dziękuję... na co kasjerka z oburzeniem rzuciła serkiem gdzieś pod siebie i wycedziła przez zęby 'a proszę!' - i to tonem do złudzenia przypominającym ton kobiety w filmie 'Miś' w scenie, w której dostała kiełbasę podwawelską... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też czasem ubieram się wygodnie, nie maluję się i spinam włosy, wówczas też jestem traktowana jak powietrze, zwłaszcza w Douglasach. Za to, jak się wyszykuję, to nawet 4 ekspedientki podchodzą z pytaniem: w czym mogę pomóc?

      Nie lubię sprzedaży wiązanych i też bym nie wzięła tego serka, ekspedientka nie powinna była się tak zachować. Ale ostatnio miałam podobną sytuację na mięsnym w Kauflandzie. Moja mama prosiła mnie, żebym kupiła jedną suszoną kiełbasę i jakąś wędlinę, ale nie ciętą, bo uschnie. Kiedy poprosiłam o jednego kabanosa, to pani mnie ofuknęła, że za mało. A jak poprosiłam o niecięty kawałek polędwicy z indyka, to próbowała mi wcisnąć 3-kilogramową szynkę wieprzową. Jak powiedziałam, że nie jestem zainteresowana, to zaczęła mnie wyzywać, ale sobie poszłam. Wcześniej wydarła się na klientkę przede mną, która powiedziała jej, żeby nie miętoliła ceny szynki, którą zważyła jej poprzedniczka (ekspedientki zmieniły się w trakcie obsługi tej klientki).

      Usuń
  23. do tego dodałabym Panie i ochroniarzy, które wędruja za toba 3 kroki dalej z nadzieją chyba, że coś ukradniesz://

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wtedy mieliby rozrywkę...Ja w Rossmannie czuję się inwigilowana, więc jak mam coś tylko zobaczyć, to nawet tam nie wchodzę, bo mogą zostać uznana za potencjalną złodziejkę planującą kradzież.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...