7 włosowych grzechów głównych


Zanim zostałam włosomaniaczką katowałam swoje włosy na różne sposoby. Na oczy przejrzałam dopiero wówczas, gdy moje kosmyki przypominały obraz nędzy i rozpaczy. Kolejne farbowanie wysuszyło moje włosy na wiór. Nawet odżywki naszpikowane silikonami nie były w stanie „poprawić” ich kondycji. Wpadłam wówczas w czarną rozpacz. Byłam przekonana, że moich włosów nie uda się uratować i czeka mnie drastyczne cięcie. Na szczęście postanowiłam dać im jeszcze jedną szansę i sięgnęłam po kosmetyki intensywnie regenerujące. Maski i odżywki o naturalnym składzie okazały się moim sprzymierzeńcami. Kondycja moich włosów uległa poprawie. Na początku tego roku rozpoczęłam swoją przygodę z olejowaniem. Ten zabieg bardzo służy moim kosmykom. Moje włosy stały się miękkie i pełne blasku. Pozbyłam się siana, teraz na mojej głowie goszczą fale i loki. Zdecydowałam się wyznać swoje włosowe grzechy. Na szczęście obecnie już ich nie popełniam. Mocne postanowienie poprawy okazało się skuteczne;)

Grzech nr 1- farbowanie
Farbowałam włosy od 13. roku życia. Na moich włosach gościły wszystkie kolory tęczy. Swoją przygodę rozpoczęłam od rubinowych pasemek, które uzyskałam przy pomocy szamponetki. Spędzałam wakacje u cioci, która postanowiła zafarbować swoje odrosty. Tak długo marudziłam, że szwagierka mojej mamy zgodziła się zrobić mi pasemka szamponetką. Po powrocie z wakacji sięgnęłam po cięższy kaliber. Trwała, wiśniowa farba stanowiła wówczas spełnienie moich fryzjerskich marzeń. Potem na mojej głowie pojawiały się takie kolory jak fiolet, czerwień, czerń i blond. Co 3-4 tygodnie sięgałam po farbę.

Jako nastolatka robiłam różne głupie rzeczy. Rozjaśnianie włosów na własną rękę było jednym z moich idiotycznych wybryków. Oczywiście, nie uzyskałam blondu, na mojej głowie zagościła jajecznica. Tego zimowego dnia dobrowolnie założyłam czapkę i czym prędzej pognałam do Rossmanna. Tam zakupiłam dwie farby: czarną i czerwoną. Po powrocie do domu na mojej głowie zagościły pasemka. Szkoda, że nie mam zdjęć z tego okresu, bo mogłyby posłużyć jako przestroga. Stanowiłyby doskonałą ilustrację do artykułu: „Czego nie należy robić z włosami?”.

Sporo eksperymentowałam z włosami, nic dziwnego, że doczekałam się pięknego siana. Od 16 miesięcy nie farbuję włosów. Nie ukrywam, że w tym czasie wielokrotnie przeżywałam kryzys. Zwłaszcza gdy pojawiały się różnokolorowe odrosty. Na szczęście udało mi się jakoś przetrwać ten trudny czas.

Grzech nr 2- prostowanie włosów
Dawniej z prostownicy korzystałam 7 dni w tygodniu. Byłam od niej wręcz uzależniona. Uważałam, że w falowanych kosmykach wyglądam na zaniedbaną. To po części zasługa towarzystwa, w jakim się obracałam w gimnazjum i liceum. Koleżanki często zwracały mi uwagę, że powinnam kupić mocniejszą prostownicę, bo ta, której używam, nie wygładza moich włosów. One zawsze miały idealną taflę. Moje włosy niezależnie od stosowanej prostownicy i kosmetyków do stylizacji, zawsze były pofalowane. Niestety, parę lat temu przejmowałam się uwagami otoczenia i uważałam, że tylko gładkie włosy są piękne. Na szczęście zawsze pamiętałam o używaniu kosmetyków termoochronnych. Prawdopodobnie gdybym nie nakłada na moje kosmyki tony silikonów, musiałabym pożegnać się z długimi włosami.



Grzech nr 3- stosowanie lokówki
Na studiach postanowiłam wzmocnić swój naturalny skręt. W tym celu sięgałam po lokówkę. Uzyskiwałam spektakularny efekt. Wprawdzie używałam kosmetyków termoochronnych, ale nawet one nie uchroniły moich kosmyków przed destrukcyjnym wpływem wysokiej temperatury.

Grzech nr 4- suszarka
Jeszcze niedawno nie byłam zadowolona z wyglądu swoich włosów po przebudzeniu. W związku z tym doszłam do wniosku, że powinnam rano myć głowę. Należę do śpiochów, toteż nigdy nie udało mi się wstać o 6 rano. W związku z tym byłam zmuszona korzystać z dobrodziejstw suszarki. Przed jej uruchomieniem nakładałam na włosy kosmetyki termoochronne, ale mimo to nie ustrzegłam się zniszczeń.

Grzech nr 5- lakier do włosów
Moje włosy nigdy nie chciały być proste. Postanowiłam im pomóc. W tym celu stosowałam mocne, utrwalające lakiery. Te produkty nie przedłużały żywotności mojej fryzury. Niestety, przygoda z lakierami nie skończyła się tylko na niespełnionych oczekiwaniach. Większość tego typu preparatów bazuje na alkoholu, który wysusza moje kosmyki.

Grzech nr 6- silne szampony niedostosowane do potrzeb moich włosów
Latami używałam szamponów zawierających SLS i SLES. Te syntetyczne detergenty wysuszały moją skórę głowy, w związku z tym pojawiał łupież. Oczywiście, wówczas nie brałam pod uwagę gruntownej zmiany pielęgnacji. Drogeryjne szampony do włosów farbowanych, zastępowałam drogeryjnymi szamponami przeciwłupieżowymi, które jeszcze bardziej przesuszały moją skórę głowy. Latami tkwiłam w tym błędnym kole. Pewnego dnia postanowiłam przetestować szampon z Alterry i wtedy zdarzył się cud. Łupież znikł!

Grzech nr 7- drogeryjne odżywki
Moje przesuszone kosmyki próbowałam regenerować przy użyciu drogeryjnych odżywek. Dlaczego umieszczam te produkty na liście swoich grzechów? Nie zamierzam krytykować tych odżywek ze względu na obecność silikonów. Uważam, że te substancje mogą uchronić nasze włosy przed destrukcyjnym wpływem czynników zewnętrznych. Wadą drogeryjnych odżywek jest niska zawartość składników aktywnych. Trudno oczekiwać od masła karite okupującego przedostatnie miejsce w składzie (za konserwantami i kompozycjami zapachowymi), że zregeneruje nasze przesuszone włosy. Jeśli zależy nam na poprawie ich kondycji, powinnyśmy sięgnąć po produkty naszpikowane składnikami odżywczymi.

Mając świadomość popełnionych błędów, jestem w stanie ułożyć właściwy plan pielęgnacji włosów. Kiedy rezultaty walki o piękne kosmyki stają się widoczne, łatwiej jest powstrzymać się przed użyciem farby czy prostownicy. Pisząc tę notkę, nie chcę krytykować prostownicy, suszarki czy farb do włosów. Jeśli będziemy używać ich z umiarem, to nie wyrządzimy swoim włosom krzywdy.

PS W jaki sposób katowałyście swoje włosy?

karminowe.usta

37 komentarzy:

  1. spanie w rozpuszczonych, używanie gumek z ostrymi elementami, wycieranie w ręcznik.. oj nazbierałoby się. Odkąd jestem w temacie wszystko całkowicie się zmieniło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gumek z ostrymi elementami udało mi się uniknąć. Pewnie dlatego że do tych złączy zawsze przyczepiały się jakieś pojedyncze włoski i przez to gumki wyglądały nieestetycznie;)

      Usuń
  2. Ja prostowałam jakiś czas. Niby mi się kręciły, nei wiem gdzie ;p

    A co do suszarki, to nie szkodzi moim włosom. Może dlatego,że zawsze suszę "z włosem"? Za to skóra głowy za nią nie przepada.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja zawsze używałam gorącego nawiewu i moja skóra głowy była notorycznie podrażniona...

      Usuń
  3. Cieszę się,że jednak nigdy nie zdecydowałam się na farbowanie. Mam jednak na sumieniu inne grzechy włosowe: prostowanie,kręcenie na lokówkę,szarpanie,spanie w mokrych włosach,mycie SLSami... Dobrze,że to już za mną :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ile ja włosów wyrwałam przez takie bezmyślne szarpanie... Jak byłam młodsza, to brakowało mi cierpliwości do ich rozplątywania, a że moje włosy jeszcze się kręcą, to ich rozczesywanie do łatwe nie było.

      Usuń
  4. Ja niestety co jakiś czas używam suszarki - mam gęste włosy i bardzo długo schną same, a nie chcę się budzić rano z wilgotnymi...
    Przyznaję się też do używania szamponów z SLS i SLES - czego już nie robię tak często, jak kiedyś. Stosuję łagodne kosmetyki do mycia głowy i włosów, a raz na tydzień/dwa sięgam po mocniejszy szampon do zmycia ewentualnych silikonów.
    Przydatny post :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Od czasu do czasu powinno się sięgać po silniejsze szampony, żeby usunąć nagromadzony łój, oleje i silikony:)

      Usuń
  5. Boże jak ja bym chciała nie farbować włosów, farbuję je tylko ze względu na szybko pojawiające się siwe włosy, które miałam już w wieku 18 lat, niestety nie mam nic innego do wymyślenia, aby zaprzestać farbowaniu, tylko, że moje włosy po tym zabiegu są jakieś takie lepsze

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem. Gdybym miała dużo siwych włosów, to też bym je maskowała. Niektóre osoby bardzo szybko zaczynają siwieć. Ja mam pojedyncze siwe włosy, ale to przez stres. Teraz już nie mam takich zmartwień i kolejne na szczęście się nie pojawiają.

      Usuń
  6. Prostowanie było moim największym włosowym grzeszkiem i do tej pory czuję tego skutki.. Poza tym nigdy nie farbowałam i nie suszyłam włosów suszarka- no własnie ostatnio poczułam ta przyjemność suszenia włosów i zaczęłam robić to regularnie ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Suszarka sprawia, że życie staje się wygodniejsze, dlatego nie dziwię się furorze, jaką robi...

      Usuń
  7. Teraz jedynym grzechem jest suszenie włosów :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja za to zbyt często spinam włosy pierwszą lepszą klamrą;)

      Usuń
  8. a ja bym tak nie narzekała na suszenie. Przy chłodnym nawiewie włosy wyglądają ładnie i nie niszczą się. A w zimie nie wyobrażam sobie chodzenia przez pół dnia z mokrą głową

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja praktycznie nigdy nie korzystałam z chłodnego nawiewu. Wybierałam ciepły, bo szybciej dawał efekt.

      Usuń
  9. od 2 do 5 jest mi nieznane :D włosy kręciłam na wałki lub papiloty( nigdy nie miałam lokówki) suszarki to może z 5 razy w ciągu roku użyłam :) a prostownicę miałam i wyprostowałam sobie nią włosy jakieś kilka razy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na papilotach wychodzi całkiem ciekawy skręt;) Do dzisiaj je stosuję:) Nie robię tego na co dzień, bo to też w pewien sposób naraża włosy na uszkodzenia, ale od czasu do czasu można sobie pozwolić;)

      Usuń
  10. u mnie prostownica i lokówka, lakier do włosów odpadły :D ale podobnie jak Ty katowałam je farbą, suszarką, nakładałam odżywki i szampony niekoniecznie trafione!

    czasami czesałam je zbyt mocno... denerwując się...że rozczesać ich nie da rady! wystarczyło trochę cierpliwości...
    ahhh i kremy :) oczywiście te do włosów kręconych :D ostatnio makadamia rządzi :O jest cudowna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś notorycznie spałam w rozpuszczonych włosach, a potem rano wyrywałam je garściami, usiłując rozczesać. Oczywiście, brakowało mi cierpliwości, żeby je rozplątać...

      Usuń
  11. Jak miałam dłuższe to prostownica, suszarka i drogeryjne szampony oraz odżywki.

    Teraz odkąd mam szampon organiczny, wiem skąd był mój łupież, a dzięki blogowaniu odżywki dobieram bardziej świadomie. Nie potrafię jednak zrezygnować z suszarki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nawet nie brałam pod uwagę zmiany szamponu na łagodniejszy, uparcie szłam w kierunku mocnych szamponów przeciwłupieżowych. Jak nie pomagały, to wymieniałam je na "lepszy" model i w ten sposób katowałam skórę głowy.

      Usuń
  12. U mnie przede wszystkim prostowanie - nadal widzę skutki, po roku bez prostowania. Poza tym nie stosowałam żadnych odżywek, więc moje włosy były istną kopką sianka ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dopiero teraz, kiedy zwalczam skutki uboczne tego typu stylizacji, dostrzegam, ile złego robiłam swoim włosom. Gdy kiedyś ktoś mi mówił, że niszczę sobie w ten sposób włosy, to uważałam, że przesadza.

      Usuń
  13. ja nigdy specjalnie nie katowałam włosów. przeżyłam kilkumiesięczny epizod z farbowaniem i kilkutygodniowy romans z prostownicą. przez długi czas stosowałam szampony z SLS/SLES, ale one moim kłakom specjalnie nie zaszkodziły. włosy mam zdrowe, ale z natury średnio- lub wysokoporowate (nie potrafię tego określić), przez co wyglądają na sianowate

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niektóre osoby mają takie włosy, które zawsze będą wyglądały na sianowate. Mogą je olejować, kremować, unikać suszarek, farb, a one wciąż są takie same. Moja ciocia ma takie włosy i widzę, ile ma z nimi problemów...

      Szampony z SLS i SLES nie dla wszystkich są złe. Posiadacze wrażliwej skóry głowy powinni na nie uważać, bo może wywoływać u nich łupież.

      Usuń
  14. spanie w rozpuszczonych, jeżdżenie konno/rowerem/samochodem bez dachu w rozpuszczonych, tarmoszenie ręcznikiem, brak jakichkolwiek odżywek, wsówki, spinki i twarde gumki z łączeniami z metalu, plastikowa szczota na kołtuny... dużo tego było:p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O w rozpuszczonych też chętnie chodziłam spać, a potem rano nie potrafiłam ich rozczesać i wyrywałam sobie mnóstwo włosów...

      Usuń
  15. Moim glownym grzechem bylo rozjasnienie wlosow ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co nami kierowało, gdy zdecydowałyśmy się na taki radykalny krok;) Najlepsze jest to, że gdy sięgałam po rozjaśniacz, to wiedziałam, jak działa, a mimo to go użyłam...

      Usuń
  16. oj nie pamiętam kiedy ostatnio suszyłam włosy suszarką :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam problem z ustaleniem, kiedy to było:) Akurat rozstania z suszarką nie przeżyłam jakoś specjalnie;) Ciężko było się odzwyczaić od prostownicy, jestem z siebie dumna, że dałam radę;)

      Usuń
  17. ja namiętnie prostowałam przez rok, na szczęście w pore się opamiętałam!!! ;) świetny blog, obserwuje ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szybko pozbyłaś się tego nawyku;) Mi zajęło to dobrych parę lat, dlatego moje włosy początkowo przedstawiały obraz nędzy i rozpaczy. Teraz jest o wiele lepiej;)

      Usuń
  18. U mnie od wielu late jest i będzie farbowanie, nie widzę możliwości aby z tego zrezygnować a pomimo takich zabiegów łącznie z dekoloryzacją (dwa razy) nic się nie działo.
    Suszarka na TAK, jest i nie wyobrażam sobie abym pozbyła się jej łącznie z suszarko-lokówką.

    Nie używam prostownicy (choć mam za sobą krótki romans), lakierów do włosów.

    Moje włosy lubią silikony i inne cuda :) Choć włączyłam oleje do bardziej pod kątem skóry głowy niż włosów.
    Uważam, że wszystko jest dla ludzi ale z umiarem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo zależy od indywidualnych predyspozycji;) Niektórzy farbują latami i ich włosom nie można nic zarzucić, a inni postanowią zmienić swój natutalny kolor i zafundują sobie siano. Ostatnio przeraziła mnie historia agabil. Ona wciąż walczy ze skutkami nieudanej koloryzacji. Farba, której użyła, uchodzi za stosunkowo delikatną, choć ja byłam daleka od tego typu twierdzeń. Nawet henna potrafi przesuszyć włosy. Trzeba poznać predyspozycje swoich kosmyków i zachować umiar. Podejrzewam, ze gdybym farbowała włosy rzadziej, to nie doprowadziłabym do takiego spustoszenia na głowie. Potrafiłam po tygodniu, dwóch zmieniać kolor, bo poprzedni mi się znudził...

      Usuń
  19. Prostownica i lokówka to również mój wróg :) Suszenie tylko po uprzedniej bombie silikonowej i chłodnym nawiewem. Nie farbuję grubo ponad 2 lata. Lakieru nie używam, bo chyba nie umiem się z nim obchodzić - zawsze cała się sklejałam i wyglądam, jakby kłaki były tłuściutkie.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...