Supertajne informacje


Odkąd założyłam bloga, zaczęłam świadomie podchodzić do zakupów kosmetycznych. Wcześniej rzadko zwracałam uwagę na skład INCI. Wychodziłam z założenia, że skoro dany produkt został dopuszczony do użytku, to spełnia określone wymagania. Istnieje bowiem szereg regulacji unijnych, które określają maksymalne stężenie danego ingredientu. Zazwyczaj różni się ono w zależności od rodzaju produktu. Bardzo często ten sam składnik może występować w wyższym stężeniu w kosmetykach, które spłukujemy. Te, które na dłużej goszczą na naszym ciele, muszą spełniać zaostrzone wymagania. Wielkość dopuszczalnych stężeń ustalono w oparciu o badania naukowe. Aczkolwiek należy pamiętać, iż reakcja na poszczególne składniki produktu jest kwestią indywidualną. Dana substancja może uchodzić za względnie bezpieczną i jednocześnie wywoływać alergię u 0,5% populacji. Każdy kosmetyk musi spełniać pewne obostrzenia. Stężenie poszczególnych składników nie może przekraczać wartości granicznych. O tym, czy dana substancja jest trucizną, decyduje koncentracja. W każdym kosmetyku stężenie substancji „y” znajduje się na poziomie uznanym za bezpieczny. Aczkolwiek gdy używamy 3 produktów z „y”, może się okazać, że do naszego organizmu wprowadzamy szkodliwą dawkę tej substancji.

Odkąd zaczęłam przyglądać się składom i wiązać je z reakcją mojego organizmu, dostrzegłam pewne prawidłowości. Parafina mnie potwornie zapycha. Szampony z SLS i SLES wywołują u mnie łupież. Włosy po użyciu odżywki z silikonami gorzej się kręcą. Ale te same silikony wykorzystane w podkładach, nie wyrządzają mi krzywdy. Na podstawie obserwacji wiem, iż parabeny wywołują u mnie reakcje alergiczne. Czerwone, załzawione oczy, podrażniona skóra nie należą do przyjemności, dlatego staram się unikać tych substancji.

Ostatnio udałam się na kosmetyczne łowy. To właśnie one stały się inspiracją do napisania tej notki. Chcąc dokonywać świadomych zakupów, napotykamy na szereg trudności. Wiele marek nie umieszcza składu kosmetyków nawet na opakowaniu pudrów i podkładów, które do małych nie należą. W jednej z drogerii natrafiłam na produkty Misslyn. Chciałam im się bliżej przyjrzeć, ale niestety, ich składy owiane są tajemnicą. O ile jestem w stanie rozumieć, że większość producentów lakierów nie zamieszcza takich informacji, wszak powierzchnia buteleczek z emalią nie należy do największych, o tyle nie jestem w stanie pojąć, co stoi na przeszkodzie w przypadku większych kosmetyków typu podkład, puder.

Skoro producent stwierdza, że nie będzie „oszpecał” kosmetyku informacjami o składzie, to powinien przesyłać drogeriom stosowne ulotki. Gdy do Rossmanna weszła pierwsza limitka Essence, to zauważyłam niewielkie kartki dołączone do standu. Informowały one o substancjach wykorzystanych przy produkcji poszczególnych kosmetyków. Takie rozwiązanie do mnie przemawia. Natomiast nie jestem w stanie pojąć, dlaczego niektóre drogerie nie posiadają żadnych danych nt. składu oferowanych produktów. Ostatnio w jednej z nich trafiłam na bazę pod cienie wypuszczoną przez Joko. Nie chciałam brać jej w ciemno, ponieważ jestem uczulona na parabeny. Po kosmetykach zawierających te konserwanty wyglądam jak królik doświadczalny. Ekspedientka bardzo chciała mi pomóc, dlatego przejrzała wszystkie dostępne ulotki, ale nie znalazła żadnych stosownych informacji.

Zauważyłam, że w perfumeriach typu Douglas funkcjonują specjalne segregatory, do których wpina się wydruki zawierające dane o składzie poszczególnych produktów. Z punktu widzenia klienta nie jest to wygodne rozwiązanie, ale jednak możemy dotrzeć do interesujących nas informacji.

Istnieją produkty, których skład owiany jest ścisłą tajemnicą. Tego typu informacji na próżno szukać na stronie producenta i w dziale KWC. Nie dotrzemy do nich przeglądając blogi poświęcone kosmetykom. W dzisiejszych czasach uważa się, że to czego nie ma w internecie, nie istnieje.

Wychodzę z założenia, że jeśli nawet nie wszyscy zwracają uwagę na skład kupowanych kosmetyków, to tego informacje powinny być łatwo dostępne. Firmy decydujące się na wypuszczenie tajemniczych produktów, na pewno nie mogą liczyć na to, iż sięgnę po ich wyroby. Nie kupuję żadnych kosmetyków bez wcześniejszego zapoznania się ze składem. Wyjątek robię tylko w przypadku lakierów do paznokci.

PS Jak zachowujecie się, gdy na produkcie nie ma żadnych informacji nt. składu? A może znacie jakąś godną polecenia stronę, gdzie zamieszczane są tego typu dane?

karminowe.usta

17 komentarzy:

  1. Strasznie mnie to wkurza, bo lubię wiedzieć, co na siebie pakuje. Nawet jeśli kupię coś ze "złym" składnikiem, to chcę to zrobić świadomie... Ale i tak bardziej mnie irytuje, jak nie ma składu na produktach spożywczych...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I jedna i druga sytuacja wyprowadza mnie z równowagi. Uwielbiam artykuły spożywcze opatrzone napisem w stylu: "ketchup sporządzony z włoskich, dojrzałych pomidorów".

      Usuń
  2. mało znam się na składach, praktycznie wcale, chciałabym to bardziej poznać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możesz zacząć od Kosmopedii:) Tam jest wiele ciekawych informacji wytłumaczonych w sposób przystępny:)

      Usuń
  3. dobrze, że piszesz o Kosmopedii zawsze z niej korzystam :) i nie ukrywam, od momentu kiedy prowadzę bloga również zwracam uwagę na składy kosmetyków :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogowanie nam służy, bo dzięki niemu stałyśmy się bardziej świadomymi konsumentkami:)

      Usuń
  4. Czasami to mam wrażenie, że INCI to jest tajne przez poufne.... pamiętam, dawno temu pewna z firm chciała wysłać mi próbki kosmetyków ale bez informacji i składzie INCI. Dlaczego? Tłumaczyli się patentem. Śmiechu warte. Wiele firm ma opatentowane formulacje a INCI widnieje jak byk.
    W przypadku kolorówki to jest szczególnie irytujące. A niestety często się zdarza. Wrrr...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe tłumaczenie. Nikt nie zmusza ich do podania dokładnych proporcji i technologii. To tylko składniki. By uzyskać taki sam produkt potrzebna jest jeszcze receptura i odpowiedni sprzęt...

      Usuń
    2. Właśnie...Ale jak widać nie każdy myśli logicznie.

      Usuń
    3. Najgorsze jest to, że niektóre osoby wierzą w tego typu tłumaczenie i potem nie wymagają podawania składu, bo to "tajemnica zakładu".

      Usuń
  5. Zastanawiam się, czy prawo unijne wręcz nie nakazuje by skład produktu był w dostępny dla klienta. Jeśli nie na opakowaniu, to na liście zbiorczej dostępnej dla zainteresowanych...
    Co do samych składów, to zwracam na nie uwagę. Nie kupuję kosmetyków opartych na oleju parafinowym i z dużą zawartością silikonów. Nie kupuję też takich, które mają wysoko denaturat, albo kompozycję zapachową. Wychodzę z założenia, że jeśli jem śmieciowe jedzenie, oddycham spalinami, to nie muszę jeszcze nakładać na skórę jakiegoś badziewia.

    ps. Sorry za takie pytanie, ale czy wam też zdechł wizaz.pl?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, coś im się popsuło..

      Ja szczerze mówiąc nie znam się na składach i raczej nie patrzę na nie. Ewentualnie zobaczę, czy nie ma alko, parafiny albo SLSów w czymś, w czym nie chcę, żeby były i tyle.

      Usuń
    2. Tak, mi też zdechł Wizaż już koło 20. Od czasu do czasu mają problem z serwerem i chyba dzisiaj znowu ich dopadł...

      Też wydaje mi się, że prawo unijne nakazuje podawanie składu produktu. Mimo to trafiam na wiele supertajnych kosmetyków i artykułów spożywczych.

      Ja staram się unikać parafiny. Wolę zapłacić trochę więcej, ale otrzymać kosmetyk o lepszej jakości.

      Usuń
  6. http://semperfemina.blogspot.com/2012/08/tag-7-faktow-o-mnie.html otagowałam Cię :)

    Jeśli coś nie ma podanego składu- dla mnie nie istnieje:D. Chyba, ze jest to np cień do powiek tu przymykam oko. Ale w pielęgnacji, kolorówce na twarz, never :).

    Mi wizaż padł już wczoraj kolo... 12!! :( co to za internet bez wizażu, nie wiem co Ci ludzie robią :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie rzeczy bez składu, poza lakierami, nie istnieją, bo nie chcę się potem męczyć z reakcją alergiczną i doprowadzaniem skóry do porządku. Rok temu dostałam takiego wysypu po jednym kremie, że męczyłam się z nim przez pół roku...

      Ciężko się żyje bez Wizażu:P

      Usuń
  7. Jeśli chodzi o kolorówkę to czasem ryzykuję, nawet jesli nie ma składu.Ale trzymam się generalnie sprawdzonych firm.
    Za to przy pielęgnacji jestem już bardziej uważna i czytam składy.I nawet jesli skład nie jest zbyt dobry to czasem ryzykuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale robisz to świadomie. Najważniejsze to mieć możliwość wyboru, a ten staje się możliwy, gdy dysponujemy pełnymi informacjami...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...