Masakryczna maskara


W zeszłym roku postanowiłam, iż pozwolę moim rzęsom odpocząć od tuszu. Moje włoski znajdowały się wówczas w nie najlepszej kondycji. Maskary oblepiające rzęsy wzmagały ich wypadanie. Taki „urlop” połączony z intensywną pielęgnacją przyniósł oczekiwane rezultaty. Rzęsy stały się silniejsze, doszło również do ich zagęszczenia. Gdy kondycję włosków uznałam za satysfakcjonującą, podjęłam decyzję o zakupie lekkiej maskary. W Inglocie postanowiłam zasięgnąć porady ekspedientki. Pracownica salonu poleciła mi tusz kryjący się pod nazwą False Lash Effect Mascara. Dlaczego ten produkt nie przypadł mi do gustu? Odpowiedź na to pytanie znajdziecie w poniższej notce.

Kolor
W przypadku omawianego produktu mamy do czynienia z klasyczną, czarną maskarą. Jednak w przypadku tego tuszu odczuwam pewien niedosyt. Uważam, iż producent powinien popracować nad głębią koloru.

Wydłużenie
Tusz Inglota wydłuża rzęsy. Niestety, skleja przy tym włoski i pozostawia na nich mało estetyczne grudki. Ubolewam nad tym, iż formuła maskary nie została w pełni dopracowana. Gdyby wyeliminować pewne niedociągnięcia, to ten tusz miałby spore szanse zająć stałe miejsce na mojej toaletce. Wydłużone rzęsy odwracają uwagę od mojej opadającej powieki. Niestety, grudki i owadzie nóżki wpływają negatywnie na odbiór podkreślonego oka.

Pogrubienie
Moim zdaniem maskara nie wykazuje spektakularnych właściwości pogrubiających. Tusz skleja rzęsy. Na włoskach pojawiają się również grudki. Jednak tego typu „atrakcje” nie są tożsame z pogrubieniem.

Podkręcenie
Jeśli natura obdarzyła Was prostymi rzęsami, to omawiany tusz raczej ich nie podkręci. W tym przypadku nie obejdzie się bez zalotki.

Ilość warstw
Przy jednej warstwie maskary można dostrzec jej właściwości wydłużające. Niestety, rzęsy nie prezentują się zbyt atrakcyjnie. Już przy pierwszej warstwie tuszu pojawiają się owadzie nóżki i grudki. Nie lubię, gdy moje rzęsy są posklejane. Z każdą kolejną warstwą maskary problem ulega nasileniu. Przypadkowy obserwator może odnieść wrażenie, że podkreśliłam rzęsy starym, zaschniętym tuszem, który wcześniej został podkradziony mamie. Gdy uczęszczałam do gimnazjum, często ukradkiem korzystałam z maskary, która leżała odłogiem. Nie jestem już nastolatką i oczekuję, że nabyty przeze mnie tusz nie będzie fundował mi dodatkowych „atrakcji” w postaci posklejanych rzęs.




Sklejanie
Omawiana maskara koncertowo skleja rzęsy. Tego typu kosmetykom jestem skłonna wybaczyć gorszą pigmentację, delikatny efekt, ale 3 włoski scalone w 1 mocno nadwyrężają moje nerwy. Posklejane rzęsy nie prezentują się zbyt estetycznie. Wiem, że niektóre osoby radzą sobie z tym problemem, sięgając po stosowny grzebyk. Ja jednak oczekuję, iż nabyte przeze mnie kosmetyki spełnią swoją rolę bez korzystania z dodatkowych akcesoriów. Skoro za coś płacę, to mam prawo oczekiwać, iż za poniesionym nakładem finansowym podąża jakość.

Grudki
Do tuszu Inglota podchodziłam wielokrotnie. Niezależnie od przyjętej strategii działania na moich rzęsach pojawiały się nieestetyczne grudki.

Osypywanie
Mamy tutaj do czynienia z pewnym ewenementem. Zazwyczaj maskary, który sklejają rzęsy i pozostawiają na nich grudki, wykazują tendencję do osypywania w ciągu dnia. W przypadku tuszu wypuszczonego na rynek przez Inglota nie mamy do czynienia z tym zjawiskiem.

Efekt ksero
Maskara szybko zastyga na włoskach. Nigdy nie doszło do odbicia tuszu na powiece nieruchomej.

Obciążenie rzęs
Korzystaniu z omawianej maskary towarzyszył dyskomfort. W związku, iż w znacznym stopniu usztywniała rzęsy, nie można było zapomnieć o jej obecności.

Wypadanie rzęs
Tusz Inglota obciąża moje włoski i przyczynia się do ich nadmiernego wypadania.

Trwałość
Maskara utrzymuje się na moich rzęsach przez 8 h. Wprawdzie nie należy ona do produktów wodoodpornych, ale przy delikatnym łzawieniu efekt pandy raczej nam nie grozi.

Szczoteczka
Prosta, utworzona z syntetycznego włosia. Ten kształt najlepiej sprawdza się w przypadku maskar o właściwościach wydłużających. Szczoteczka nie nastręcza trudności podczas aplikacji. Preferuję tradycyjne rozwiązania, ponieważ nie radzę sobie z silikononowymi aplikatorami.


Konsystencja
Tusz Inglota od początku charakteryzował się stosunkowo suchą formułą. Konsystencja maskary okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Nie bez powodu swoje kroki skierowałam do salonu Inglota. W drogeriach aż roi się od macantów, którzy uwielbiają odkręcać pełnowymiarowe produkty. Miałam świadomość, iż tusz nabyty w Rossmannie może szybko wyschnąć. W Inglocie kosmetyki podaje sprzedawca. Klient otrzymuje do dyspozycji liczne testery. Nie ukrywam, że to rozwiązanie najlepiej odzwierciedla moje preferencje. Sucha konsystencja tuszu wciąż stanowi dla mnie zagadkę.

Zapach
Maskara Inglota charakteryzuje się wonią charakterystyczną dla tego typu kosmetyków. Aczkolwiek ten zapach nie stanowi dla mnie problemu.

Podrażnienie
Tusz nie wywołał u mnie żadnych niepożądanych reakcji, choć posiadam wrażliwe oczy.

Zmywanie
Choć ekspedientka zapewniała mnie, iż maskara współpracuje z płynem micelarnym, to w celu jej całkowitego usunięcia musimy sięgnąć po płyn dwufazowy. Oliwka również radzi sobie z tym zadaniem.

Opakowanie
Prezentuje się niezwykle elegancko. Na czarnym plastiku widnieją białe napisy, które są odporne na ścieranie. Motyw długich rzęs umieszczony na opakowaniu przypadł mi do gustu.

Wydajność
Początkowo ubolewałam nad dużą pojemnością maskary. Trudno zużyć 12 ml tuszu w ciągu 6 miesięcy. Tymczasem miałam problem z wydobyciem produktu, ponieważ jego znaczna część po prostu zaschła.

Testowanie na zwierzętach
Inglot nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach.

Cena
Za omawiany tusz musimy zapłacić 27-29 zł.

Dostępność
Salony i wyspy Inglota.

Skład
Aqua-woda, składnik bazowy większości kosmetyków, rozpuszczalnik polarny.
Cl 77499-czarny pigment, tlenek żelaza.
Copernicia cerifera (Carnauba) wax-wosk uzyskiwany z liści Copernicia cerifera, palmy pochodzącej z Brazylii. Wykazuje właściwości wygładzające i zmiękczające.
Paraffin-tworzy warstwę okluzyjną, która chroni przed nadmiernym parowaniem wody. Zmiękcza i wygładza włoski. Nadaje połysk. Zmniejsza kruchość kosmetyku.
Glyceryl stearate-stearynian glicerolu. Na powierzchni włosków tworzy warstwę okluzyjną, która chroni przed parowaniem wody. Emulgator, czyli środek umożliwiający połączenie fazy wodnej z fazą tłuszczową. Wpływa na lepkość kosmetyku.
Stearic acid-kwas stearynowy, należący do kwasów tłuszczowych, substancja natłuszczająca.
Cetearyl alcohol-emulgator, emolient, regulator lepkości, stabilizator. Stanowi mieszaninę alkoholi tłuszczowych: cetylowego i stearynowego. Natłuszcza, nadając skórze przyjemną miękkość.
PVP-substancja rozpuszczalna w wodzie i wytwarzająca film. Stosowana przede wszystkich w środkach do stylizacji włosów i tuszach do rzęs. Nawilża, zmiękcza i wygładza włosy. Powoduje wzrost objętości kosmetyków.
Black 2 (Cl 77266)-pigment.
Euphorbia cerifera (Candelilla) wax- wosk roślinny, twardy i kruchy. Posiada charakterystyczny zapach. Uzyskiwany z liści i łodyg wilczomlecza. Tworzy na powierzchni włosków warstwę okluzyjną, która zapobiega nadmiernemu parowaniu wody z powierzchni. Dzięki temu zmiękcza i wygładza włoski. Zwiększa lepkość produktu. Stanowi swoiste lepiszcze w kosmetykach kolorowych.
Phenoxyethanol- pełni rolę środka konserwującego. Zapobiega rozwojowi bakterii gramdodatnich i gramujemnych, jak również chroni przed namnażaniem drożdży.
Hydroxyethylcellulose- zwyczajowa nazwa tego składnika to hydroksyetyloceluloza. Powstaje w reakcji celulozy z tlenkiem etylenu. Niejonowy zagęstnik hydrofilowy (rozpuszczalny w środowisku polarnym np. w wodzie). Lepkość roztworu jest uzależniona jedynie od stężenia zagęstnika w układzie. Stabilna w szerokim zakresie odczynu, nie wykazuje wrażliwości na jony metali wielowartościowych.
Potassium hydroxide-wodorotlenek potasu. Substancja o odczynie zasadowym. Regulator pH.
Potassium sorbate-sorbinian potasu, środek konserwujący. Składnik pochodzenia chemicznego. Kwas sorbowy ulega w organizmie beta-oksydacji, procesowi typowemu dla kwasów tłuszczowych, metabolizowanych w naszym organizmie. W związku z tym substancja ta jest uważana za jeden z najbezpieczniejszych konserwantów.
Dimethicone-substancja pochodzenia chemicznego, pochodna silikonu. Pełni funkcję emolienta i substancji antystatycznej. Składnik ten jest stosowany jako emulgator lub koemulgator w mieszaninach olej-woda. Substancja nawilżająca, natłuszczająca i wygładzająca.
Tocopheryl acetate- antyoksydant, czyli związek zapobiegający utlenianiu się składników kosmetyku, zmianie jego barwy, zapachu, a jednocześnie chroniący przed namnażaniem się drobnoustrojów, substancja aktywna. Witamina E otrzymywana na drodze syntezy chemicznej nie jest zbyt stabilna, dlatego wiąże się ją z estrem kwasu octowego. Taka forma wykazuje większą stabilność w stosunku do ciepła i tlenu.
Ethylhexylglycerin-naturalny konserwant. Otrzymywany z gliceryny. Ponadto odżywia skórę.

Reasumując: Wiele produktów Inglota zasługuje na uwagę. Jednak tusze i bazy pod cienie nie są mocną stroną tej marki. Omawiana maskara nie przypadła mi do gustu, popełniła bowiem rzecz niewybaczalną. Tusz Inglota koncertowo skleja rzęsy. Ponadto na włoskach goszczą grudki, które nie prezentują się zbyt estetycznie. Tego typu „atrakcje” przełożyły się na obciążenie rzęs i ich wzmożone wypadanie. Więcej nie sięgnę po ten produkt. Prawdopodobnie następnym razem postawię na Max Factor Clup Defy Volumising Mascara. Pierwsze wrażenia, którymi podzieliła się z nami Hexx ana, zachęcają do nabycia tego tuszu:)

PS Czy mieliście do czynienia z maskarami Inglota? Jakie wrażenie wywarły na Was te produkty? A może miałyście do czynienia z rewelacyjnym tuszem, który zasługuje na uwagę? Nie ukrywam, że interesują mnie głównie kosmetyki dostępne stacjonarnie. Chcę uniknąć zakupu kolejnej wyschniętej buteleczki.

karminowe.usta

79 komentarzy:

  1. ojjj ja już bym jej nie kupiła ze względu na szczoteczkę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat lubię takie proste szczoteczki. Umiem nimi operować i zazwyczaj osiągam satysfakcjonujące rezultaty, dlatego zostawię sobie aplikator;)

      Usuń
  2. o matko po 3 warstwach efekt masakryczny :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po nałożeniu trzech warstw można zapomnieć o wyjściu do ludzi;/

      Usuń
  3. Troszkę niepopisowy produkt, a takie ładne opakowanie ma :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Opakowanie również przypadło mi do gustu, ale na nim kończą sie zalety tej maskary...

      Usuń
  4. Odpowiedzi
    1. Nic tylko zostawić sobie szczoteczkę i wyrzucić resztkę zaschniętego tuszu...

      Usuń
  5. Nigdy nie mialam maskary Inglota i chyba miec nie chce ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto, bo ich jakość pozostawia wiele do życzenia. Inglot ma wiele świetnych kosmetyków przeznaczonych do makijażu ust, ale tusze i bazy nie są mocną stroną tej firmy...

      Usuń
  6. efekt na rzęsach nie jest zły, szkoda, że się nie sprawdza
    ale tak samo jak Ty nie lubię sklejania i grudek;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te posklejane rzęsy i grudki potrafią skutecznie zniechęcić do korzystania z maskary. Niestety, trafienie na tusz, który nie funduje nam takich atrakcji, stanowi nie lada wyzwanie...

      Usuń
  7. no wiele punktów jest na minus, ale wydajność mnie totalnie odrzuciła. nie lubię płacić za coś, czego nie wykorzystuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaschniętego tuszu nie można w żaden sposób wykorzystać. W związku z tym jesteśmy stratne;/

      Usuń
  8. faktycznie słabo wygląda.. nie cierpię rzęsowych sklejaczy :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie posklejane rzęsy kłócą się z moim poczuciem estetyki. Muszę się rozejrzeć za maskarą Max Factora, o której wspominała Hexx, bo jestem zachwycona jej działaniem:)

      Usuń
  9. faktycznie szału nie robi ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Żałuję tych 27 zł, które na nią wydałam... Mogłam je lepiej zainwestować...

      Usuń
  10. nie miałam nigdy maskary z inglota i chyba nie będę miała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie warto wydawać 27 zł na maskarę, której jakość pozostawia sporo do życzenia...

      Usuń
  11. Odpowiedzi
    1. Maskara Inglota zasługuje na znalezienie się w gronie bubli 2013 roku.

      Usuń
  12. Maskar Inglota nie stosowałam i po Twojej recenzji raczej w najbliższym czasie nie sięgnę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, jak sprawują się inne tusze, ale ta maskara sprawia, że rzęsy prezentują się koszmarnie...

      Usuń
  13. Szkoda, że taki słaby efekt!:( Świetna recenzja!Bardzo szczegółowa!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Starałam się jak najlepiej odzwierciedlić właściwości maskary z Inglota i przy okazji powstało wypracowanie. Cieszę się, że niektórzy przebrnęli przez te wszystkie informacje;)

      Usuń
  14. miałam tylko jeden tusz z inglota i dawał bardzo delikatny efekt... na szczęście nie sklejał ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Delikatny efekt mogłabym przeboleć;) Na co dzień nie podkreślam zbyt mocno oczu. Jednak posklejane rzęsy kłócą się z moim poczuciem estetyki...

      Usuń
  15. Bardzo wyczerpująca recenzja:)
    Z Inglota wydaje mi się że warte uwagi mogą być tylko niektóre cienie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Z cieniami też trzeba uważać, bo niektóre są kiepsko napigmentowane, a ich kredowa konsystencja uniemożliwia uzyskanie płynnych przejść...

      Usuń
  16. Jedna warstwa wygląda jeszcze jako tako, ale ogólnie nie zachwyca.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na rynku można znaleźć lepsze tusze w tej samej cenie...

      Usuń
  17. Nie miałam maskary z Inglota, ale kiepsko, że szybko zasycha...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przez to szybkie zasychanie mam wrażenie, ze wyrzuciłam pieniądze w błoto...

      Usuń
  18. Maskary Inglota mnie nie kuszą. Odkąd zaczęłam swoją przygodę z MF 2000 kalorii nie mam ochoty na żaden inny produkt. A nawet jeśli kupię coś innego, to wkrótce wracam do MF z podkulonym ogonem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko wskazuje na to, że podczas kolejnych maskarowych poszukiwań przyjrzę się zawartości szafy Max Factor;)

      Usuń
  19. Za taką cenę, a taki niefajny, oj oj :<

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za 27 zł można znaleźć lepsze maskary... Żałuję, że skusiłam się na tusz Inglota...

      Usuń
  20. nie wygląda aż tak bardzo źle, ale szału też nie robi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że za 27 zł można znaleźć maskarę, która będzie się lepiej prezentowała na rzęsach...

      Usuń
  21. Szkoda, że skleja, bo wygląda dość fajnie na rzęsach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdyby nie sklejała włosków, to byłabym z niej zadowolona, bo te wydłużone rzęsy odwracają uwagę od opadającej powieki...

      Usuń
  22. Już po samej szczoteczce widzę, że nie jest dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat lubię takie szczoteczki, dlatego zostawię sobie aplikator:) Zawsze można spróbować coś zdziałać z inną maskarą, której konsystencja spełnia moje oczekiwania;)

      Usuń
  23. nie miałam i nie kuszę się na inne tusze niż High Impact Extreme Volume Clinique, dla mnie nie ma konkurencji:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że trafiłaś na idealną maskarę;) Z Clinique miałam wersję dwustronną (primer+tusz) i nie byłam z niej zadowolona. Też wykazywała skłonność do sklejania rzęs...

      Usuń
  24. Z Inglota nie miałam jeszcze maskary i widzę, że wiele mnie nie ominęło ;) Za to przyłączam się do Hexxanowych peanów na temat Clump Defy. Co prawda używam ją dopiero od tygodnia, ale widzę w niej ogromny potencjał. Na pewno ma lepszą konsystencję niż ta z Inglota ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Będę musiała rozejrzeć się za Clump Defy:) Może znowu Hebe przygotuje jakąś atrakcyjną promocję;) Jeśli nawet nie trafię na żadną obniżkę, to myślę, że warto zainwestować w tę maskarę, ponieważ świetnie podkreśla rzęsy:)

      Usuń
  25. brzydka szczoteczka - nie lubie takich ;-/
    Ale muszę stwierdzić że czytając opis , czekałam na foty tuszu na rzęsach - spodziewałam się masakry - ale z tego co widzę aż tak strasznie nie jest :-P Mimo to miejmy odwagę nazwac tusz ten BUBLEM - hehehhe

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat lubię operować takimi szczoteczkami. Za to zupełnie nie radzę sobie z silikonowymi aplikatorami';/

      Może nie jest najgorzej, ale z dwoma czy trzema warstwami tego tuszu na pewno nie wyszłabym do ludzi;) Posklejane rzęsy kłócą się z moim poczuciem estetyki;)

      Usuń
  26. Ja mam jakiś dziwny problem z rzęsami, bo prawe są ładne, podkręcają się, a z kolei lewym nawet zalotka nie pomaga i jest ich mniej. Żaden tusz sobie z tym nie radzi :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że zmagasz się z asymetrią. Trudno poradzić sobie z tym problemem, ale może nie jest on widoczny dla osób postronnych;) Ja z kolei nie wiem, co zrobić ze swoimi włoskami, które się krzyżują... Nie wygląda to zbyt estetycznie, a raczej nie zmienię kierunku ich wzrostu...

      Usuń
  27. Ja ogólnie poza cieniami nie lubię produktów Inglot. Miałam do czynienia z mascarami tej marki i też byłam zawiedziona. Obecnie mam tusz clinique, który niestety okazał się dość drogim bublem ;/ Moim ulubionym tuszem jest i pozostanie mascara wonder lash by oriflame ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja swego czasu korzystałam z dwustronnej wersji tuszu Clinique (primer+maskara) i również nie byłam z niego zadowolona. Posklejane rzęsy kosztowały mnie 100 zł...

      Usuń
  28. Skleja?... przecież to jakiś glut jest! Na moich rzęsach porażka:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w samo sedno... Ten tusz w pełni zasługuje na miano gluta...

      Usuń
  29. Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Tusze o tak kiepskiej jakości nie są warte złamanego grosza...

      Usuń
  30. Jedna warstwa wygląda nawet ładnie, ale następne rzeczywiście dostarczają 'atrakcji'.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma nic gorszego niż posklejane rzęsy, które prezentują się nieestetycznie...

      Usuń
  31. hm, tak sobie myślę, że to sklejanie to pewnie wynik niedopasowania kształtu szczotki do formuły tuszu... mi takim szczotkami ciężko się operuje szczerze mówiąc...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja akurat lubię takie szczoteczki. Kiedyś używałam maskary Rimmela, która została wyposażona w podobny aplikator i byłam z niej zadowolona. Niestety, ten produkt został wycofany:( Umyję tę szczoteczkę i spróbuję coś podziałać z innymi tuszami, których konsystencja umożliwia precyzyjne podkreślenie rzęs. Wtedy wykluczę lub potwierdzę winę szczoteczki;)

      Usuń
  32. Z Inglota najlepsze są cienie ;)
    Najbardziej podoba mi się efekt jednej warstwy. I kolor maskary jest ładny.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przy czym nawet z cieniami trzeba uważać, ponieważ poszczególne kolory różnią się jakością. Trafiłam już na parę odcieni, które tworzą prześwity podczas blendowania;/ Na początku myślałam, że to moja wina, ale później o tym samym problemie wspomniała Hexx, więc coś jest na rzeczy;) Aczkolwiek niektóre cienie są świetne:) Bardzo lubię zielenie z Inglota;)

      Usuń
  33. Czytałam już sporo negatywnych recenzji na temat tuszy Inglota, więc nigdy nie zdecydowałam się na kupno żadnego. Niestety też ostatnio trafiłam na tuszowy bubel, a mianowicie Scandaleyes show off Rimmela (spore różowe opakowanie). Od początku tusz ma konsystencję starego kosmetyku, a efekt jaki się otrzymuje to lekko przyciemnione rzęsy i grudki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że nie brakuje bubli wśród maskar... Różowy tusz Rimmela trafia na moją czarną listę. Nie ma nic gorszego niż sucha maskara, która pokrywa nasze rzęsy grudkami;/

      Usuń
  34. szczerze powiedziawszy chyba nigdy nie miałam tuszu z inglota. nigdy mnie nie korciły specjalnie.
    poza tym z tego co widać, cena jest nie współmierna do jakości, a szkoda.;c
    kiedyś próbowałam z silikonowym aplikatorem ;d ojjj, tego chyba nigdy nie opanuję, wolę jednak tradycyjne szczoteczki.
    pewnie można się nauczyć i wyrobić w sobie tą umiejętność, ale chyba tylko i wyłącznie nie wychodząc po aplikacji z domu ;d

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W związku z tym, iż wiele firm stawia na silikonowe szczoteczki, ostatnio zaczęłam kolekcjonować sprawdzone aplikatory;) Zawsze można coś pokombinować;) Niektóre tusze pomimo świeżej konsystencji nie chcą współpracować z rzęsami. W takich sytuacjach problem najczęściej wynika z niedopasowania szczoteczki do formuły maskary...

      Usuń
  35. Szkoda, ze jest taka kiepska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te 27 zł mogłam wydać na 2000 kalorii Max Factora... Wiele osób chwali tę maskarę, więc istnieje spora szansa, że również byłabym zadowolona z jej właściwości.

      Usuń
  36. Odpowiedzi
    1. Pochlebne recenzje zachęcają do zapoznania się z Clump Defy:) Gdy zużyję tusz Alverde, z pewnością rozejrzę się za maskarą Max Factora:)

      Usuń
  37. U Ciebie masakryczna maskara, u mnie masakryczny eyeliner, co się dzieje z tymi kosmetykami? ;) Choć muszę przyznać, że może ja jakaś nie ogarnięta jestem, ale na zdjęciu nie widzę sklejonych rzęs i podoba mi się efekt, jaki daje maskara, ale rozumiem że na żywo może to wyglądać zupełnie inaczej.
    U mnie zawsze sprawdzają się maskary Maybellina i każdą, którą stosowałam, mogę polecić z czystym sumieniem, ostatnio była to żółta beczułka, ale teraz moim wielkim odkryciem i miłością jest Lancome Hypnose Star.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety, jakość niektórych kosmetyków pozostawia sporo do życzenia. Wiem, że wiele osób skarży się na właściwości eyelinera. Moje rzęsy nie zaprzyjaźniły się z maskarą. Poza tym nie przepadam za bazą pod cienie z Inglota. W internecie aż huczy od informacji nt. kiepskiej jakości lakierów sygnowanych przez blogerki. Czasem odnoszę wrażenie, że firmy wycofują dobre produkty i zastępują je kosmetykami, których jakość pozostawia sporo do życzenia...

      Będę musiała wstąpić do Douglasa i przyjrzeć się szczoteczce Lancome Hypnose Star:) Jeśli nie jest silikonowa, to istnieje szansa, że będę potrafiła posługiwać się tym aplikatorem:)

      Niestety, na zdjęciach nie udało mi się uchwycić tych drobnych grudek. Coraz częściej myślę o zakupie "czulszego" obiektywu;)

      Usuń
  38. Ale masz pięknie podkręcone rzęsy! Przy jednej warstwie ten tusz wygląda całkiem nieźle, schody zaczynają się później ;pp

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jedyną zaletą moich rzęs jest to, że nie stawiają oporu podczas prób podkręcenia;) Poza tym lubią płatać mi figle;) Rosną krzywo, przez co bez maskary często sprawiają wrażenie posklejanych;)

      Usuń
  39. Mam ten tusz i niestety strasznie sie z nim męczę... Oprocz sklejania zaobserwowałam u mnie potworne osypywanie się, czasem juz po 2-3 godzinach od aplikacji. Wstyd sie pokazywać ludzion z czymś takim. Pomyśleć, że skusiło mnie ładne opakowanie. I jak na razie to jedyny plus tej maskary ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To opakowanie prezentuje się niezwykle elegancko i tym samym zachęca do zakupu. Niestety, właściwości maskary z Inglota pozostawiają sporo do życzenia. Chcąc uniknąć zakupu kolejnego bubla, ostatnio skorzystałam z promocji w Rossmannie i nabyłam najnowszy tusz Max Factora, który cieszy się dobrą opinią wśród internautek;)

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...