Muszę przyznać, że przez wiele lat błyszczyki omijałam
szerokim łukiem. Nie mam z nimi zbyt dobrych wspomnień z gimnazjum. Jako
nastolatka trafiłam na felerny błyszczyk z wodą, posmarowałam nim usta w środku
mroźnej zimy, a potem męczyłam się z bolesnym odmrożeniem. Czasy jednak uległy
zmianom. Dzisiejsze błyszczyki nie tylko optycznie powiększają usta, ale też
nadają im koloru i dogłębnie nawilżają wargi. Podczas lutowego zapalenia krtani
zużyłam cały błyszczyk SinSkin, który okazał się strzałem w dziesiątkę.
Uratował moje usta w trudnym czasie choroby. Dlatego ostatnio zaczęłam nawilżać
wargi błyszczykiem Sephora Glossy Cherry. Jak go oceniam? Czy Sephora błyszczyk
do ust Glossy Cherry dorównał mojemu ulubieńcowi ze SinSkin?
