Odrobina prywaty...

Rzadko zamieszczam notki, w których opisuję ważne wydarzenia, które mają miejsce w moim życiu. Jednak dzisiaj postanowiłam zrobić wyjątek, bowiem przepełnia mnie ogromna radość i satysfakcja. Nie przypuszczałam, że ta chwila kiedykolwiek nastąpi. Po ciężkich bojach złożyłam w dziekanacie pracę magisterską i wszystkie niezbędne dokumenty:) Teraz powinnam mieć więcej czasu na bloga;) Wprawdzie czeka mnie jeszcze obrona, ale przygotowanie do egzaminu nie powinno pochłonąć całej mojej energii;)


Od dwóch godzin schodzi ze mnie stres. Nie przypuszczałam, że spełnienie formalnych wymogów i wypełnienie tony papierów (obiegówki, wnioski itp.) zajmie mi więcej czasu niż naniesienie poprawek do pracy. Kiedy zdobyłam podpis promotora pod magisterką, okazało się, iż w sieci funkcjonuje kilka wzorów strony tytułowej. Nie wiedziałam, która z nich jest wiążąca, w związku z tym wczoraj targały mną liczne obawy. Gdy czekałam na swoją kolej pod drzwiami dziekanatu, stres osiągnął apogeum. Na szczęście nie musiałam ponownie drukować pracy. W ten sposób uniknęłam zbędnego wydatku.

Jednak moja radość nie trwała długo. Termin zaproponowany przez promotorkę nie współgrał z planami dziekana. Po chwili zastanowienia postanowiłam przystąpić do działania. Pani w dziekanacie nakreśliła nam drogę postępowania. Po 30 minutach okazało się, że nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło;) Wspólnymi siłami ustaliliśmy nowy termin, który okazał się dogodny dla wszystkich zainteresowanych stron;) Choć napisałam pracę u innego wykładowcy, będę broniła się w tym samym dniu, w którym moi przyjaciele przystąpią do egzaminu. Ich poczucie humoru działa na mnie rozluźniająco;) W związku z tym ominie mnie przedegzaminacyjny stres;)

Choć ostatnie dni były dla mnie wyczerpujące, to nie mogę narzekać, ponieważ trafiłam na życzliwych ludzi. Dzisiaj zamierzam się zrelaksować, korzystając z promocji na kolorówkę i kosmetyki do pielęgnacji twarzy:) Po drodze zaopatrzę się w butelkę dobrego wina;) Muszę uczcić swój drobny sukces:)


karminowe.usta

79 komentarzy:

  1. Rozumiem Ciebie doskonale, sama teraz przeżywam to samo, tylko że z pracą licencjacką. Większy stres jest z tymi wszystkimi formalnościami niż pewnie z samą obroną. Życzę Ci powodzenia, abyś obroniła swoją pracę na 5 ;)!

    + Dodaję do obserwowanych ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Masz rację, formalności są bardziej stresujące niż sama praca:) Nie bardzo rozumiem, dlaczego muszę odwiedzić wszystkie akademiki, skoro nigdy w żadnym nie mieszkałam;)

      Usuń
  2. Gratulacje :). Ja się jeszcze gimnastykuję przed finalnym złożeniem pracy u promotora. Dziekanat odwiedzę w czerwcu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się sporo nagimnastykowałam przy poprawkach, bo moja promotorka poprawiała nawet swoje mądrości:D

      Usuń
  3. Oj jak ja sobie przypomnę ile razy trzeba było te pracę drukować... Na szczęście to już za mną, ale teraz jeszcze piszę pracę dyplomową tyle, że na studia podyplomowe. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie niech wena Cię nie opuszcza podczas tworzenia pracy na studia podyplomowe;)

      Usuń
  4. Gratulacje!
    Ja swoją pracę duszę i duszę, ale jak w końcu ją zamknę, to pewnie będę tak samo szczęśliwa, jak Ty (:

    Piątki z obrony!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja praca też rodziła się w bólach, ale najważniejsze, że w końcu została zatwierdzona przez promotorkę:)

      Niech wena Cię nie opuszcza podczas pisania kolejnych rozdziałów:)

      Usuń
  5. Ufff, no to teraz już pójdzie z górki :)
    Trzymam kciuki za obronę, choć to już tylko formalność ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, dlatego na razie wizja obrony nie wywołuje u mnie stresu:)

      Usuń
  6. To moja uczelnia jest jakaś inna... u mnie obrony dopiero w lipcu i to około połowy, większość z nas jeszcze nie napisała magisterki, a bronić chce się 5 osób na krzyż :D Wiem coś o załatwianiu tych wszystkich formalności bo inżyniera broniłam rzutem na taśmę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. Moja przyjaciółka jest na politechnice i tam również obrony są zaplanowane na lipiec:)

      Jesteśmy wyjątkowym rocznikiem, ponieważ u mnie większość osób zamierza się bronić w pierwszym terminie;)

      Usuń
  7. Gratuluję
    teraz może być tylko łatwiej i z górki
    relaksuj się Kochana i korzystaj z chwili dla siebie
    także dziś planuję miły wieczór z winkiem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wieczór z winkiem uważam za udany:) W końcu mogłam nadrobić towarzyskie zaległości:)

      Usuń
  8. gratulacje i powodzenia na obronie :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Gratulację :) Ja mam jeszcze czas na złożenie pracy do 3 lipca, ale planuję zrobić to przed 20 czerwca, żeby wreszcie mieć trochę wolnego. Kiedy obrona?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:) Obrona jest przewidziana na 12.06:)

      Nie dziwię się, że chcesz jak najszybciej załatwić formalności. Po wytężonej pracy należy się nam chwila relaksu;)

      Usuń
    2. Jak szybko! Będziesz miała już wszystko z głowy :) Powodzenia :)

      Usuń
    3. Pierwotnie miałam się bronić 18.06, ale dziekan wówczas korzysta z wolnego dnia;)

      Usuń
  10. Ja też dzisiaj po ciężkich bojach złożyłam swoją pracę :)

    Tylko obiegówki nam kazali odebrać w dniu obrony... Na godzinę 10 obrona a tu trzeba będzie latać za podpisami. Chore to wszystko ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziwne... U nas nie można złożyć pracy bez obiegówki, zdjęć i zaświadczeniu o uiszczeniu opłaty za dyplom... Współczuję dodatkowego stresu związanego z bieganiem za podpisami... W dniu obrony powinni zaoszczędzić Wam zbędnego stresu...

      Usuń
  11. Gratulacje moja droga :-)
    Pamiętam ta dumę kiedy sama oddałam moją pracę :D
    Powodzenia na obronie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta satysfakcja ze złożenia pracy sprawiła, że wracałam do domu z bananem na twarzy:)

      Usuń
  12. High five, ja też złożyłam pracę dyplomową i czekam na obronę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że sporo osób ostatnio złożyło pracę w dziekanacie:) Najgorsze za nami:) Obrona stanowi już tylko formalność;)

      Usuń
  13. To niesamowite jak składasz to w końcu i cały stres z Ciebie ulatuje, nie? :) Pamiętam jak ja ze swoją latałam, aby zdążyć przed zamknięciem dziekanatu, bo po drodze wynikło jeszcze że muszę zebrać kilka podpisów, a kolejnego dnia wyjeżdżałam do domu...istna walka z czasem to była:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Walka z czasem nie jest mi obca;) Wprawdzie nie wyjeżdżam z miasta, ale chciałam złożyć dokumenty 14 dni przed obroną;) Podobno nikt nie robi problemów, jeśli zrobimy to nieco później, ale wolałam uniknąć stresu;)

      Usuń
  14. Teraz już pójdzie z górki :) Swoją drogą -zazdroszczę babeczki z dziekanatu. U nas to były 3 święte krowy, które wiecznie były zniesmaczone tym, że ktoś przyszedł po coś :) Powodzenia!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mogę narzekać na panie pracujące w dziekanacie:) W zeszłym roku miałam problem z wyegzekwowaniem porządnego zaświadczenia o wygłoszeniu referatu na konferencji i panie z dziekanatu pomogły mi rozwiązać ten problem:) Po ich telefonie wykładowczyni od razu przypomniała sobie, co muszą zawierać takie dokumenty;)

      Usuń
  15. Gratki :) Też złożyłam wczoraj pracę, ale u mnie obrona dopiero po 1 października, ze względu na ten wyjazd do Stanów...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po złożeniu pracy w dziekanacie obrona stanowi już tylko formalność i można do niej przystąpić w dogodnym terminie;)

      Usuń
  16. Brawo...serdeczne gratulacje..Panie w dziekanacie stanowią swoiste królestwo hehe...Po wszelkich trudnościach i stresie należy Ci się rozpieszczenie :) Owocnych zakupów i miłego relasku :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczorajszy wieczór należał do udanych:) Naładowałam baterie i teraz mogę przystąpić do działania;)

      Usuń
  17. Gratulacje!

    Wiem, te prace to straszny stres.

    Ja przez głupotę, zaniedbałam pracę licencjacką, obudziłam się w maju, gdy było już za późno. Dodatkowo promotorka nie chciała za bardzo sprawdzać naszych prac na bieżąco i przynosić ich na seminaria, tylko kazała wysyłać na maila. Poprawki odsyłała nam po... 2-3 miesiącach. Kosztowało mnie to bardzo dużo stresu, w dodatku miałam temat ciekawy, ale nie było za dużo materiałów i musiałam jeździć po bibliotekach w innym mieście. W końcu obroniłam licencjat w lutym i przez to miałam rok przerwy między licencjatem, a magisterką.

    Na studiach magisterskich, tym razem zaocznych wybrałam sobie takiego promotora, że szok. Podobnie jak kilka osób, które były ze mną u niego w grupie. Ludzie jak słyszeli u kogo piszę pracę, łapali się za głowę i mówili, że współczują, albo podziwiają (tak bardzo budujące).
    Zawsze się stresowaliśmy przed seminarium, bo gościu miał różne jazdy i humory. Nie raz można było z nim normalnie pogadać, ale niestety, lubił się wcinać w słowo, przerywać itp.

    Ja chcąc uniknąć błędów z licencjatu, szybko zaczęłam zbierać materiały, pisać plan, jednak gościu zawsze miał jakieś ale i musiałam szukać od nowa!

    Znów nadszedł maj, a Ja miałam ledwo zatwierdzony plan i zaczynałam pisać. Byłam załamana, że historia się powtórzy.\

    Jednak walczyłam całymi dniami, postanowiłam nie zrażać się gadaniem innych ludzi, puszczać ich uwagi mimo uszu. Podobnie jak inne osoby z naszej grupy seminaryjnej. Razem się wspieraliśmy, straszyliśmy, wkurzaliśmy, pocieszaliśmy, poznałam fajną koleżankę przy okazji, do dziś utrzymujemy kontakt, choć mieszka kawałek ode mnie:).

    Oddałam promotorowi 2 rozdziały (znów temat przeboski wręcz wybrałam, znów latanie po innych miastach, za materiałami, ja to lubię sobie umilać życie)

    Oddałam mu te 2 rozdziały cala w stresie, że pewnie źle, on mówi, żebym przyszła za tydzień po odbiór, że on przeczyta i powie co ewentualnie poprawić.

    Zjawiłam się tydzień później, gościu już na korytarzu mnie poznał, po imieniu nawet pamiętał mnie i koelżankę i mówi, że ma moją pracę sprawdzoną. Poszłam na to seminarium, patrzę całe 2 rozdziały, rzeczywiście sprawdzone, wyłapane literówki, kilka uwag do przypisów, i propozycja rozbudowania pierwszego rozdziału, ogólnie siedziałam tam 30 minut, gościu wszystko mi wytłumaczył, bardzo dobrze mi się z nim gadało, pierwszy raz wyszłam zadowolona, a nie wkurzona, czy zdołowana.

    I tak poszło. Muszę przyznać, że pomimo różnych niemiłych akcji, jakie z nim przeszliśmy, promotor ten, jak już komus powiedział, że mu coś sprawdzi na za tydzień, czy dwa, zawsze dotrzymał obietnicy i sprawdził! W ten sposób pracę w ciągu miesiąca miałam sprawdzoną ( pisałam całymi dniami i myślałam, że padnę).

    Kilka osób w tym ja przystąpiło do pierwszego terminu obrony w lipcu, reszta miała we wrześniu, bo mieli więcej poprawek lub poprzekładali terminy i tak się udało.

    U nas na obronie było dużo ludzi z poprzedniego roku, któ,rzy z tym promotorem mieli bardzo ciężko i musieli powtarzać seminaria, nas jakoś potraktował lepiej.

    Kończę,bo przesadziłam z tym wywodem, przepraszam, że tak Cię zamęczam, ale wspomnienia odżyły :)

    rozumiem, jak nie dotrwasz do końca :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Współczuję z powodu przerwy pomiędzy licencjatem a magisterką... W mojej katedrze na szczęście nie ma takich przypadków, ale po wydziale krąży wiele ciekawych opowieści nt. niektórych wykładowców. Moja przyjaciółka kiedyś podeszła do jednego dra, ponieważ chciała pisać u niego pracę licencjacką. Wykładowca stwierdził, że może u niego realizować pracę, ale on i tak jej nie dopuści do obrony, jeśli będzie miał wątpliwości do jakiegokolwiek przecinka... Ten człowiek jest dość specyficzny. Na drugim roku uwalił cały mój rok, żeby pokazać naszemu kierownikowi katedry, że jego instytut jest lepszy. Na szczęście nasi wykładowcy zainterweniowali i rozwiązali problem.

      Niektórzy wykładowcy cieszą się kiepskimi opiniami. Jednak ci najmniej sympatyczni często bywają profesjonalistami rzetelnie sprawdzającymi prace. Sporo osób z mojego roku przejechało się przy wyborze promotora. Cieszę się, że z magisterką nie miałaś takich problemów jak z licencjatem:)

      Usuń
  18. Gratuluje ukończenia pisania mgrki ;) Ja wciąż piszę mgr i idzie mi jak pod stromą górę ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno sobie poradzisz:) Ja też toczyłam kamień pod stromą górę i myślałam, że skapituluję, ale w końcu jakoś sobie poradziłam;)

      Usuń
  19. Gratuluję napisania!

    Powodzenia na obronie!

    OdpowiedzUsuń
  20. Gratuluję! Musisz czuć dużą satysfakcję z ukończenia dzieła :) Obrona to będzie pikuś, najważniejsze że napisane i oddane :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Największą satysfakcję czułam, gdy promotorka podpisywała prace:) Potem denerwowałam się z powodu formalności, ale na szczęście mam to za sobą:)

      Usuń
  21. no rossman zgotował nam niezły prezent ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj chciałam poszaleć z kolorówką, ale gdy dotarłam do Rossmanna, to zobaczyłam tłum macantek. Odpuściłam sobie pomadki i kredki do oczu, ponieważ nie chcę wylądować w gabinecie dermatologa. Skupiłam się na pielęgnacji;)

      Usuń
  22. Gratuluję :-) Obroną się nie przejmuj, to tylko formalność;)
    Trzymam kciuki!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak uważam, dlatego wizja obrony nie wywołuje u mnie stresu:)

      Usuń
  23. widzę, że sporo stresu było, ale ważne, że już w porządku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie formalności zostały załatwione. Teraz mogę spokojnie przygotowywać się na obronę, która jest już tylko formalnością:)

      Usuń
  24. GRATULUJE I TRZYMAM KCIUKI ZA OBRONE :D
    a co do formalnosci - taki chyba urok tych naszych dziekanatów... pamietam jak moj Tz skąłdał prace inz. ilez On sie wtedy naprzeklinał to nigdy od niego tyle brzydkich słow na innych ludzi nie usłysząłam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W moim przypadku to promotorka ponosi odpowiedzialność za problemy ze złożeniem pracy w dziekanacie, ponieważ powinna zarezerwować termin. Gdyby to zrobiła, to dowiedziałaby się, że dziekan we wtorki nie uczestniczy w obronach...

      Usuń
  25. trzymam kciuki! nie ma się co stresować :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już się niczym nie stresuję;) Skoro praca została zatwierdzona przez promotorkę, to znaczy, że jest dobra. Sama ją napisałam, więc nie będę miała problemów z udzieleniem odpowiedzi nt. zawartych w niej informacji;)

      Usuń
  26. gratuluję:) trzymam kciuki za obronę:) dasz radę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz już się niczym nie stresuję;) Obawiałam się, że moja praca nie zostanie zatwierdzona przez promotorkę, ale skoro otrzymałam podpis i wpis do indeksu, to nie mam powodów do niepokoju;)

      Usuń
  27. Ja mam już załatwioną obiegówkę, muszę tylko nanieść poprawki do pracy i 6 czerwca zanoszę ostateczną wersję promotorowi i zdobywam wpis w indeksie ;) Obronę mam wyznaczoną na 27 czerwca ;)

    Trzymam kciuki za Twoją obronę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uzyskanie wpisu od promotora przynosi ogromną ulgę:) W końcu można wstać od komputera i zająć się innymi rzeczami;) W zeszłym tygodniu myślałam, że przyrosnę do krzesła;)

      Życzę powodzenia 27 czerwca:)

      Usuń
  28. O patrz, taką ważną informację przegapiłam! Gratuluję i cieszę się, że udało się trafić na przyjaznych ludzi przy tej ciężkiej drodze. Ja niestety nie miałam tyle szczęścia z moim licencjatem i wszystko szło przed górkę, a gonił mnie termin wyjazdu z kraju, więc tym bardziej rozumiem, jaką ulgę poczułaś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie na szczęście nie gonił termin wyjazdu, mimo to żyłam w ogromnym stresie, ponieważ nie wiedziałam, czy moja praca spełnia wszystkie wymogi. Czasem przecinek postawiony w niewłaściwym miejscu na stronie tytułowej jest równoznaczny z ponownym drukowaniem pracy. Gdybym musiała jeszcze raz prosić promotorkę o podpis pod pracą, chyba spaliłabym się ze wstydu...Na szczęście ominęła mnie ta wątpliwa przyjemność:)

      Usuń
  29. Gratuluję, to jeszcze obrona i spokój na kilka miesięcy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wakacji w tym roku nie będzie, ponieważ nie mam urlopu, ale po obronie pozbędę się stresu związanego ze studiami;)

      Usuń
  30. Gratulacje. :)
    Załatwianie papierkowych formalności potrafi przysporzyć kilka siwych włosów. Szczególnie jak w moim przypadku studiuje się zaocznie w innym mieście.;D Na szczęście wszędzie gdzie trzeba było zdobyć podpisy trafiałam na same życzliwe osoby.
    Do tego mój promotor, kiedy byłam u niego uzgadniać termin obrony. "To jak pani Moniko, w poniedzałek może być. :)" A u promotora byłam w czwartek. O mało zawału nie dostałam. xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zbieranie podpisów jest dość męczące. Nie bardzo rozumiem ideę odwiedzania wszystkich akademików, skoro nigdy w nich nie mieszkałam. Na szczęście w tych miejscach trafiłam na życzliwych ludzi, którzy bez problemu złożyli podpis i przybili pieczątkę:) Na szczęście akademiki mojej uczelni nie są rozproszone. Wszystkie znajdują się na jednym placu;)

      Widzę, ze Twój promotor postanowił nie zwlekać z obroną;) Aczkolwiek tak krótki czas na przygotowanie może przyprawić studenta o zawrót głowy;)

      Usuń
    2. Ja na szczęście po akademikach nie musiałam zbierać podpisów - standardowo biblioteka, kwestura itd. Ale i tak, takie chodzenie i denerwowanie się, czy się zdąży z tym wszystkim wyrobić na czas może przyprawić o bóle głowy.

      Na promotora (mimo szaleńczo szybkiego terminu obrony) nie narzekam - przesympatyczny człowiek, otwarty na temat pracy i dyskusji o niej, merytoryczny pod każdym względem. :) Każdemu takiego życzę.

      Usuń
    3. Cieszę się, że trafiłaś na dobrego promotora;) Z perspektywy czasu widzę, że mogłam wybrać lepiej, ale nie narzekam, ponieważ niektórzy koledzy mają większe problemy niż ja.

      W niektórych miejscach można pocałować klamkę. Zawsze zastanawiałam się, dla kogo stworzono Dział Spraw Studentów, który funkcjonuje od 12 do 14, czyli wtedy gdy większość osób jest na zajęciach.

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...