Wielkie przygotowania zakończoną makijażową klapą...


Dbamy o urodę, wykonujemy makijaż, malujemy paznokcie, ponieważ chcemy dobrze wyglądać. Niestety, czasami zdarza się, że źle dobrany lub wykonany make-up szpeci nas. Każdej z nas czasami coś nie wychodzi tak, jak byśmy sobie tego życzyły. Dzisiaj pragnę napisać parę słów o niewypałach, przez które muszę od razu sięgać po płyn micelarny lub zmywacz.


Do napisania tej notki skłoniły mnie wczorajsze wydarzenia. Wczoraj szykowałam się na swoje pierwsze zajęcia w nowym roku akademickim. Do przygotowań przystąpiłam godzinę przed planowanym wyjściem. Dobranie odpowiedniego stroju, butów i biżuterii zajęło mi tylko chwilę. Skupiłam się na makijażu. Rozprowadziłam krem tonujący, oprószyłam twarz pudrem, po czym przystąpiłam do modelowania. Byłam naprawdę dumna z uzyskanego efektu. Makijaż oczu to dla mnie wyższa szkoła jazdy. O dziwo, tym razem udało mi się dobrze rozetrzeć cienie. Wykonana kreska również spełniała moje oczekiwania. Sięgnęłam po tusz i tu nastąpiła katastrofa. Owadzie nóżki zmusiły mnie do sięgnięcia po płyn micelarny. Nie miałam czasu na poprawki, więc od razu zmyłam makijaż wykonany na drugim oku. W rezultacie wyszłam z domu z wykonturowaną twarzą i pomadką ochronną na ustach. Niestety, takie sytuacje miewają częściej miejsce.

Blendowanie to w moim przypadku wyższa szkoła jazdy. Muszę mieć naprawdę dobry dzień, aby uzyskać zadowalający efekt. Bardzo często wychodzi mi brudny, nieestetyczny makijaż. Gdy mam czas, to nanoszę poprawki. Nadanie oku właściwego kształtu jeszcze niedawno przysparzało mi sporo trudności, ale dzięki poradom KatOsu z filmiku, do którego link kiedyś podała mi Karotka, udało mi się wypracować właściwą metodę. Gdyby nie Chochlik pewnie jeszcze długo nie wiedziałabym, jak wysoko i jak daleko mam wyjeżdżać cieniem na powiekę nieruchomą.

Z kreską łączy mnie relacja „love-hate”. Raz wychodzi mi piękna, cienka, równa, kiedy indziej wygląda szpetnie. Nie wiem dlaczego przy wykonywaniu kreski na prawym oku ręka trzęsie mi się niemiłosiernie. Przy akcentowaniu lewego oka mogę pochwalić się precyzją. Swoją drogą malowanie prawej strony twarzy sprawia mi sporo trudności. Nawet rzęsy są gorzej wytuszowane. Znacie jakiś sposób na ograniczenie samoistnych drgań ręki podczas wykonywania makijażu? Może prawe oko powinnam malować lewą ręką? Swoją drogą nigdy nie sprawdzałam jej potencjału.
Jeśli chcę wytuszować rzęsy, muszę sobie zarezerwować więcej czasu. W moim przypadku nie jest to kosmetyk do szybkiego, codziennego makijażu. Albo powstaną owadzie nóżki, albo maskara odbije się na górnej powiece.

Wprawdzie nabrałam już wprawy i potrafię ładnie wykonturować twarz, ale czasami mam problem z uzyskaniem płynnych przejść pomiędzy rozświetlaczem, różem a bronzerem. Na szczęście praktyka czyni mistrza i tego typu niewypały coraz rzadziej psują mi humor.

Paznokcie maluję od wielu lat. W większości przypadków uzyskuję satysfakcjonujący efekt. Niestety, czasami za bardzo się spieszę i wówczas zahaczam o skórki lub pozostawiam niedomalowane boki. Wygląda to szkaradnie, więc sięgam po zmywacz i denerwuję się jeszcze bardziej. Zauważyłam, że nanoszenie poprawek nie ma sensu. Lepiej jest poczekać do wieczora i wtedy na spokojnie wykonać manicure.


PS Musiałam się Wam wyżalić;) Obecnie obracam się w typowo męskim towarzystwie. Moi koledzy raczej nie zrozumieją moich dylematów;D Jakie makijażowe niewypały najczęściej psują Wam humor? Czy z powodu licznych wpadek rezygnujecie z podkreślania danej części ciała?

karminowe.usta

40 komentarzy:

  1. Normalka :)
    Kazdy ma czasem taki dzien, ze nie idzie. Ja jakis czas temu uznalam, ze pewnosc siebie = pewna reka i usiluje sobie wmawiac, ze jestem mistrzem palety :P
    Zazwyczaj makijaz udaje mi sie super wtedy, kiedy nie musi. Ot tak, jade na zakupy, czy po prosty wychodze z domu na spacer i wygladam dobrze. Z kolei kiedy szykowalam sie na sesje zdjeciowa zrobilam sobie na oku piekny szlaczek ajlajnerem. Mocny, z kropeczkami :)
    Czasem tez mam tak, ze oko mi wychodzi brudne jakies takie i cala twarz jest wtedy taka wczorajsza ;)
    Zycie! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też najlepsze malowidła wychodzą mi wtedy, kiedy nie muszą. Jak idę na zakupy, to wyglądam dobrze, ale jak już chcę się wyszykować na urodziny przyjaciółki, to wychodzi katastrofa;) W takich sytuacjach po prostu sobie odpuszczam;) Jak nie wychodzi, to raczej nie wyjdzie;) Z każdą nieudaną próbą denerwuje się coraz bardziej...

      Usuń
  2. Dla mnie zaś modelowanie twarzy to wyższa szkola jazdy :)
    Spokojnie też zaliczam takie wpadki :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mam dokładnie tak, jak llorandare - kiedy naprawdę mi nie zależy, wychodzi dobrze. najczęściej psuję kreskę - mało kiedy jest identyczna na jednym i drugim oku. a jeśli chodzi o paznokcie - psują się wtedy, gdy zaczynam kombinować - do gotowych paznokci chcę domalować wzorki, pokryć toperem, etc. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam problem z symetryczną kreską...Czasami różnica jest bardzo mocno widoczna i wtedy trzeba wszystko zmywać, a nie zawsze jest czas na poprawkę... I potem wychodzi na to, że zmarnowałam 30 minut na makijaż oczu, który od razu musiałam zmyć...

      Usuń
  4. my kobiety mamy naprawdę sporo pracy by dobrze wyglądać na co-dzień , zwłaszcza gdy gonią jeszcze inne obowiązki ...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To prawda, czasami nie wiem, w co ręce włożyć, jestem chodzącym kłębkiem nerwów i wtedy moje eksperymenty makijażowe kończą się katastrofą...

      Usuń
  5. hehehehe ja zawsze mam problemy :P jak nie trzeba to wychodzi idealnie, a jak mam przygotować się na wielkie wyjście... to zmywam go 10 razy :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I potem aż oko piecze od tych wszystkich płynów do demakijażu;) Ja czasami mam je tak czerwone, że wyglądam, jakbym trzeźwiała po alkoholowym ciągu:D

      Usuń
  6. też nie raz miałam takie dni, ale to chyba dlatego że chciałam być zbyt dokładna :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tu masz rację. Gdy jestem nadambitna to nigdy mi nic nie wychodzi;) Nie tylko w makijażu;) Czasami trzeba się przełączyć na luz, a to wcale nie jest takie proste, jak jest się perfekcjonistką;)

      Usuń
  7. skad ja to znam

    u mnie chyba najczesciej zdarzaja sie bledy z symetria - makijaz na prawym i lewym oku wyglada inaczej. poza tym nierowne kreski... czasem zdarza mi sie nalozyc roz za nisko. mozna wymieniac i wymieniac :]

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O problemy z symetrią, też to znam;) Jedynie usta umiem równo pomalować. Kreska na oczach nigdy nie wychodzi mi taka sama. Czasami po prostu różnica jest mniej widoczna;)

      Usuń
  8. Hmnn. I ja to znam. Im chcę lepiej wypaść, tym ryzyko porażki jest większe. Najładniejsze makijaże wychodzą mi wtedy, kiedy siedzę w domu i nikt mnie nie ogląda:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak zostaję w domu, to też wychodzą mi największa arcydzieła. Czasem nawet uda się ładnie rozetrzeć... I jaka równa cienka kreska... Dzisiaj już nie chciałam dopuścić do katastrofy i postawiłam na minimalizm;)

      Usuń
  9. U mnie to samo, z malowaniem paznokci, makijażem oka, ehh... muszę nad tym dużo pracować żeby efekt nie był tragiczny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I paradoksalnie, im więcej czasu i sił włożonych w wykonanie, tym dalej jesteśmy od upragnionego efektu...

      Usuń
  10. Taa, doskonale Cię rozumiem. Są takie dni, że nic tylko się pod pociąg rzucić. Wszystko idzie źle począwszy od makijażu po posolona herbatę. Ostatnio mam ich coraz więcej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W końcu nauczyłam się łapać dystans do takich zdarzeń. Kiedyś strasznie się wszystkim przejmowałam. Teraz staram się z takich rzeczy śmiać;)

      Usuń
  11. aj im bardziej się staram tym gorzej wychodzi;/
    na szybko jeszcze gorzej, jak wychodzę gdzieś normalnie bez wzlotów to mam cudnie ułożone włosy, ekstra makijaż, tak na wspak:P wszystko się dzieje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pośpiech w moim przypadku kończy się zawsze tragicznie. Mam za mało wprawną rękę...

      Usuń
  12. Moje makijażowe niewypały to przede wszystkim ubrudzona od tuszu powieka albo odbita pościel na lakierze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio maluję paznokcie za dnia, żeby uniknąć tej odbitej pościeli. Oczywiście, robię to przed serialem/meczem, ponieważ normalnie nie potrafiłabym siedzieć i nic nie robić w oczekiwaniu na zastygnięcie lakieru;)

      Usuń
  13. Humor najbardziej mi psuje podkład ;/ za ciemny, za szybko schodzi, itd

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albo nagle i niespodziewanie zaczyna się warzyć...

      Usuń
  14. w pełni zgadzam się z tą trudnością prawej strony - mam tak samo :) coś w tym musi być bo i kreska mniej doskonała i owadzie nóżki i brwi potrafię nierówno przyciemnić - normalnie czasami jakaś demencja starcza :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdy malujesz lewą część twarzy też kładziesz rękę na toaletce/parapecie? Ja tak właśnie robię i wtedy wychodzi równo. Potem przy prawej stronie ręka już tak dobrze nie leży i wychodzą esy floresy...

      Usuń
  15. Ja zaczelam pisac swojego bloga wlasnie dlatego, iz przebywalam z samymi facetami:)

    A co do wielkich przygotowan - ja nauczylam sie, ze na wielkie wyjscia makijaz musze miec sprawdzony - w ferworze przygotowan zawsze mi cos nie wychodzilo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z kolei, gdy zaczynałam przygodę z blogowaniem, miałam wokół siebie mnóstwo koleżanek. Teraz część z nich poszła do pracy w innych miejscowościach i zostałam w grupie z samymi facetami. Nie narzekam, bo ich lubię, ale na pewne tematy z nimi nie porozmawiam. Na szczęście mam bloga;)

      U mnie nawet sprawdzony makijaż czasem okazuje się niewypałem. Też myślałam, że jak sprawdzony to nie powinien zawieść. Tymczasem okazało się, że nawet najlepszy cień jest w stanie się zwarzyć w najmniej oczekiwanym momencie...

      Usuń
  16. Ja nie z tej beczki... Widzę, że koleżanka z mojego światka muzycznego :) Jakże niektórzy mogliby się zdziwić ;)

    Czy mogę zaprosić na rozdanie na moim blogu?

    http://martuchanalesnejpolanie.blogspot.com/2012/10/rozdanie-u-martuchy-z-green-pharmacy-i.html

    Pozdrawiam,
    Martucha

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O widzę, że wśród blogerek nie brakuje zwolenniczek mocniejszego uderzenia;)

      Usuń
  17. Lata doświadczeń nauczyły mnie, że na pewne okazje stawiam na minimalizm :) Dosłownie! Jednak nie zawsze da się uniknąć różnego rodzaju wpadek. Największą bolączką jest tusz..... Potrafi współpracować a pewnego dnia, akurat TEGO odmawia posłuszeństwa i jest zonk.
    Co robiłam? w zasadzie jakoś wyczesałam rzęsy i szłam dalej ale wiedziałam, że muszę kupić nowy.
    Cienie jeszcze nigdy nie zrobiły mi niespodzianki i na takie okazje używam jednego koloru oraz obowiązkowo wodoodporny liner.

    Paznokcie, lakiery nie stanowią problemu. Używam Seche Vite i rozwiązało moje bolączki :)

    Wyznaję zasadę, że na specjalne okazje im mniej tym lepiej :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja odwrotnie, lubię się "odstawić" :)
      Z cieniami różnie bywa, ale zazwyczaj mi wychodzi.
      Moją "piętą Achillesa" jest róż. Tak pracowicie go rozcieram i wycieniowuje, że w efekcie go nie widać :(

      Usuń
    2. Ja bym się chciała odstawić, ale to w moim przypadku z reguły kończy się niepowodzeniem. U mnie panuje zasada, że włożony wysiłek jest odwrotnie proporcjonalny do uzyskanego efektu... I rzeczywiście największe problemy mam z tuszem. Czasami idzie rozczesać rzęsy, ale czasami zrobią trzy wielkie zlepy i wtedy pomoże tylko płyn micelarny.

      Muszę chyba zainwestować w lepsze cienie, żeby niespodziewanie nie warzyły się na mojej powiece. Myślałam o palecie z Kryolana. Skoro są to produkty dla profesjonalistów, to z założenia powinny charakteryzować się lepszą trwałością...

      Ja akurat z różem nie mam problemu, chociaż używam go od niespełna roku. Może dlatego że używam cukierkowych odcieni, którymi nie sposób sobie zrobić krzywdę. Jak nałożę sam róż, to wszystko jest okej. Problem pojawia się, gdy chcę go połączyć z bronzerem i rozświetlaczem. Tutaj czasami zaczyna brakować płynności przejść...

      Usuń
    3. Tova, zależy jaka okazja :) ale jeżeli w grę wchodzi praca/oficjalne spotkanie itd. to stawiam na klasykę. Inaczej pomaluję się na randkę :P koncert czy spotkanie z przyjaciółmi/rodziną.
      Poza tym "odstawienie się" polega u mnie na zrobieniu się tak aby makijaż idealnie współgrał z moim strojem :)

      Karminowe usta, cienie to temat rzeka :) ale baza, baza jest podstawą! do tego warto pomyśleć o dodatkach, które podbiją kolor :)

      Usuń
    4. Na oficjalne spotkania stawiam na minimalizm, ponieważ zawsze obawiam się, że przekroczę pewną granicę. Natomiast na wyjście ze znajomymi czasami chciałabym trochę zaszaleć, ale nie bardzo mi to wychodzi. W związku z czym pozostają mi dodatki. Uwielbiam dobierać kolczyki, naszyjniki, buty, torebki;) Jeśli tylko nie brakuje mi na to czasu, to czerpię z tego ogromną przyjemność.

      Usuń
  18. Niestety kazdemu sie czasem cos takiego zdarzy. Jesli chodzi o pazurki to np. jednym jeszcze niedoschnietym gdzies zaczepie i nie wyglada to ladnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam czasami wzorki na pojedynczych paznokciach. To akurat nie jest duży problem, ponieważ jeden paznokieć można zawsze zmyć i na nowo pomalować;)

      Usuń
  19. też nie jestem mistrzynią rozcierania, mój dzienny makijaż opanowałam prawie do perfekcji, ale jakiś wieczorowy, to u mnie tragedia, przy mojej bladej twarzy każdy mocniejszy makijaż wygląda nieestetycznie
    :( mam jednak nadzieję, że kiedyś opanuję wykonywanie wieczorowych makijażów :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja muszę uważać z makijażami wieczorowymi, ponieważ klasyczne, bezpieczne brązy mi nie służą. Wyglądam na chorą, zmęczoną życiem. Fiolety mi służą, ale muszę uważać, żeby najjaśniejszy fiolet był jak najmniej rozbielony, ponieważ w takich połączeniach wyglądam groteskowo. Podejrzewam, że to kwestia jasnej cery i ciemnych włosów. Powinnam stawiać na żywsze kolory. Pastele nie do końca mi służą...

      Usuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...