Choć prowadzę blog od sierpnia
2011 roku, wciąż przytrafiają mi się problemy z organizacją pracy. Mam tysiące
pomysłów na minutę, a te najlepsze na ogół przychodzą wieczorem, gdy biorę
aromatyczną kąpiel w wannie pełnej piany. Chciałabym zrealizować wszystkie
swoje zamysły, ale nie zawsze jest to możliwe. Kiedyś mogłam poświęcić blogowi
więcej czasu. Gdy studiowałam, nowe wpisy publikowałam niemal codziennie.
Wyjątek stanowił czas, na który przypadała sesja. Wówczas trzeba było nieco
zwolnić i skupić się na najistotniejszych sprawach. Odkąd jednak pracuję na
pełny etat, notki ukazują się zdecydowanie rzadziej. W związku z tym, że nie
chciałam, aby któryś z moich pomysłów umknął mi gdzieś po drodze, zaczęłam
prowadzić nawet specjalny terminarz.
Niestety, rozwiązanie to nie okazało się zbyt praktyczne. Po pierwsze,
piszę jak kura pazurem, po drugie, ciężko mi się w tym wszystkim połapać. Pewne
rzeczy nachodzą na siebie i powstaje bałagan. W rezultacie, gdy mam wolne
popołudnie, nie wiem, od czego zacząć. Zauważyłam też, że zaczęłam zapominać,
które notki już opublikowałam. Nie potrafiłam się też połapać, dlaczego z
zamieszczeniem niektórych wpisów zwlekam. Cały ten rozgardiasz odebrał mi zapał
do blogowania i sprawił, że niektóre wpisy pojawiają się na stronie nawet z
rocznym opóźnieniem. Doszłam do wniosku,
że zarządzanie czasem wolnym musi odbywać się w bardziej uporządkowany sposób. Jak rozwiązałam swój problem?
